Katarzyna Stefańska

Posts by this author:

DLACZEGO BOIMY SIĘ DZIELIĆ?

Znam wielu ludzi, którzy mają talent, zdolności czy umiejętności i tworzą, bo czują taką potrzebę, a potem chowają to, na co poświęcili godziny. Wkładają zeszyt do szuflady, zamykają komputer, ukrywają swoje zdjęcia, kładą w kąt gitarę w obawie przed tym, że świat źle oceni ich twórczość, będą nierozumiani, hejtowani albo – co gorsza – w ogóle niezauważeni. Taka postawa jest zupełnie zrozumiała, oni wolą pozostać w sferze bezpieczeństwa, tajemniczości i niejakiej stabilizacji twórczej. Przypomina mi się teraz taki cytat Sztaudyngera z mistrzowskiego wystąpienia Jacka Walkiewicza „Stabilizacja motylka, to szpilka”.


Życie jednak zna takie przypadki, kiedy ludzie postanowili pokonać strach i podzielili się swoją twórczością z całym światem. Teraz w dobie programów telewizyjnych typu talent show, YouTube i rozmaitych nowo powstających social mediów wystarczy kilka kliknięć palcem i „co ma być, to będzie”. Jednak okazuje się, że nadal robią to tylko jednostki, albo inaczej, pojedynczy twórcy, którzy mają w sobie nadprzeciętną ilość wytrwałości, sumienności, cierpliwości i odwagi.

A przecież to, co robisz, ma wartość, niesie za sobą radość, daje ci satysfakcje, więc dlaczego nie dzielić się tym z innymi, którzy być może poczują to samo co ty, w trakcie podziwiania, słuchania, czytania tego, co wyraża ciebie?

Mam taką przyjaciółkę, która pięknie śpiewa, pisze teksty, gra na ukulele. Uwielbiam słuchać jej głosu, czuje się wtedy taka spokojna i daje mi to mnóstwo radości. Rzadko jednak mam szansę posłuchać jej twórczości, bo skrzętnie ją ukrywa przed światem, twierdząc, że tworzy tylko po to, bo czuje, że musi wyrazić swoje emocje i robi to wyłącznie dla siebie. Moja przyjaciółka to twarda sztuka, nie przemawiają do niej błahe argumenty, motywacyjne bzdury czy słowa wyssane z palca. Zawsze, kiedy mam problem z przekonaniem kogoś do swojego zdania, szybko się zniechęcam, ludzie mają swoje racje, wiedzą lepiej, a moja energia niewarta jest zachodu. Jednak zupełnie inaczej jest, kiedy ci na kimś zależy, wtedy nie odpuszczasz. Dlatego przeczytałam setki artykułów, obejrzałam kilkanaście filmów i posłuchałam kilku podcastów, aby zapalić w niej mały płomień niepewności, czy aby na pewno warto ukrywać swoją twórczość. I tak powstała lista 7 powodów, dlaczego warto dzielić się z innymi swoim talentem.


1 POWÓD – KRYTYKA

Jesteś swoim jedynym krytykiem. Jesteś więc nieobiektywny. Możesz powiedzieć, że to jest takie tam pisanie, taka tam fotografia czy obraz, takie sobie granie bez wykształcenia muzycznego, że nic ciekawego, nic wartościowego. Jesteś sam dla siebie największym wrogiem i hejterem. Sam zabijasz swój talent i sam świadomie się nie rozwijasz. Stajesz się Norwidem XXI wieku, z tym że w przeciwieństwie do niego świat tobie daje multum możliwości.


2 POWÓD – DYSTANS

Wystawianie się na cudzą opinię, to też uczenie się odbierania krytyki. Cóż, jednemu się podoba, drugiemu nie, każdy ma jakąś swoją wrażliwość, nie dogodzisz wszystkim. Ale uczysz się zdrowego podejścia, dystansu, bronienia swojego zdania, dostrzegania zalet i przełknięcia wad swojego dzieła. Nawet jeśli sto twoich filmów na YouTube będzie miało 150 wyświetleń i będą to z pewnością twoi przyjaciele i rodzina, to nigdy nie wiesz, czy sto pierwszy film nie sprawi, że jakiś obcy człowiek, na drugim końcu świata się nie uśmiechnie. Nie wiesz, czy twoja twórczość, zapał i cierpliwość nie staną się inspiracją dla innych, nie wiesz, czy nie zbudujesz drugiego człowiek, nie wpiszesz się swoją twórczością w punkt jego życia. Na świecie jest 7,53 miliarda ludzi, dajmy na to, że 99% z nich jest obojętnych, to nadal zostaje ci siedemdziesiąt pięć milionów trzysta tysięcy ludzi, którzy nie są bierni.


3 POWÓD – ROZWÓJ

Nawet jeżeli myślisz, że twoja twórczość jest niedoskonała, że nie czujesz się mocny, że nie masz talentu, to dzieląc się z innymi, pokazujesz, że masz odwagę, że robisz to, co sprawia ci radość, bez względu na to, czy jest to brzydkie, głupie i złe. Nadal inspirujesz, bo dajesz jasny komunikat, jeśli ja dałem radę, to ty też możesz. Jednym słowem rozwijasz się, poprawiasz, dostajesz informację zwrotną. Pokazujesz pierwsze utwory, słuchasz opinii, przechodzisz jakiś etap, potem piszesz następne rzeczy i następne, inne. Ktoś może podpowie Ci, jak oszlifować ten diament. Ktoś da inne spojrzenie. Dzieło ożywa w kontakcie z odbiorcą, który nadaje mu nowe znaczenie. W ten sposób to, co stworzyłeś, żyje w każdym człowieku, który się z tym zetknął.


4 POWÓD – SZANSA

Internet to medium, które w prosty sposób pozwala nam skontaktować się z każdym człowiekiem na świecie. Ja bardzo w to wierzę. Kiedy dzielisz swoją twórczością, masz szansę trafić na odbiorcę, który jest jednocześnie profesjonalistą, co oznacza, że zna się trochę bardziej niż inni. Kto wie, co może z tego wyjść? Może jakieś zamieszanie, może coś dobrego? No, chyba że nie chcesz zamieszania. Może chcesz po prostu coś sobie stworzyć, a potem sobie to schować. Tylko szuflada, plik na komputerze, zapisany notatniczek zrozumie, przyjmie, przechowa. Może i tak, ale nic nigdy się nie zmieni. Musisz sobie to powiedzieć w lustrze i zaakceptować, że zawsze będzie tak jak teraz.


5 POWÓD – WĄTPLIWOŚCI

Musisz sobie uświadomić, że każdy je ma. Największe talenty, najlepsi sportowcy, najmądrzejsze umysły. Słyszałam kiedyś taką opinię, że zazwyczaj jest tak, że im większy masz talent, tym większe ogarniają cię wątpliwości.

Sądzę, że masz i chęci, i talent. Większy, niż sądzisz ale mniejszy, niż pragniesz. Ale takich co mają i chęci, i talent jest wielu, a mimo to większość z nich nigdy do niczego nie dochodzi. To tylko punkt wyjścia, by cokolwiek w życiu zrobić. Wrodzony talent jest jak siła dla sportowca. Można urodzić się z większymi lub mniejszymi zdolnościami. Ale nikt nie zostaje sportowcem tylko i wyłącznie dlatego, że urodził się wysoki, silny lub szybki. Tym, co czyni kogoś sportowcem jest praca, praktyka i technika. Wrodzona inteligencja jest tylko i wyłącznie amunicją. Żeby ją skutecznie wykorzystać musisz przekształcić swój umysł w precyzyjną broń. – Carlos Ruiz Zafon “Gra anioła”


6 POWÓD – SUKCESY

Ten powód jest realnym dowodem na to, że warto. Podobno jedna z piosenek Edda Sherana (o którym mój przyjaciel twierdzi, że nie umie śpiewać) uratowała życie pewnej nastolatce, Eminem do dziś opowiada w wywiadach, że gdyby nie sukces związany z muzyką dawno siedziałby w więzieniu, a urodzony w 1922 roku Alfred Schreyer ostatnim polski Żyd z Drohobycza, więzień trzech obozów koncentracyjnych i muzyk, mówi wprost: „Muzyka – to moje życie! Teraz jestem w stanie coś zaśpiewać, a nawet podróżować po Europie z moim trio, które się nazywa „Trio Schreyera”. Jednak im bardziej zagłębiałam się w temat, tym bardziej byłam przerażona. Justin Bieber, Shawn Mendes, Torii Kelly, Jacob Sartorius, Jojo Siwa, Kate Upton, Christina Gimmie czy nasze polskie podwórko Tomasz Tomczyk, Krzysztof Gonciarz, Dawid Kwiatkowski i wielu, wielu, naprawdę wielu innych, którzy, nawet jeśli jeszcze nie zostali zauważeni, to stanie się to za chwilę. A pomimo to, ludzi, tacy jak oni to nadal pojedyncze jednostki i szary tłum. To Twoja decyzja, w którym szeregu stoisz.

Poniżej przedstawiam muzyczne dowody, których twórcy najchętniej pozbyliby się z internetu, albo wręcz przeciwnie specjalnie pozwalają im trwać, aby właśnie przekonać innych do dzielenia się.

Edd Sheeran – jeszcze chłopiec z prostą gitarą, bez tatuaży, śpiewający w sadzie.

Justin Bieber – naprawdę myślisz, że to dziecko miało widoczny talent? 

Christina Grimmie – ta amerykańska piosenkarka przyznaje, że bardzo wstydziła się zamieszczać w Internecie covery. 

Kiedy przygotowywałam się do tego artukulu, obejrzałam również mnóstwo filmów z gatunku muzyczny dokument. Głównie po to, aby mieć konkretne podparcie dowodowe. Polecam Wam obejrzeć, to bardzo motywujące filmy, które przekonują, że warto wyjść poza strefę własnego bezpieczeństwa i pokazać co nam w duszy gra.

“Masz talent” reż. David Frankel

Historia prawdziwa z Britain’s Got Talent w tle autorstwa Davida Frankela. Uroczy obraz pokazujący wprost, że warto podzielić się swoją twórczością jest film “Masz talent”. Główny bohater Paul Potts to 40-letni sprzedawca, który do śniadania lubi posłuchać utworów operowych. Nigdy nie skończył żadnej szkoły muzycznej, a jego śpiewanie ogranicza się do czterech ścian domu dzielonego wspólnie z rodzicami. Kiedy postanawia wreszcie podzielić się ze światem swoją twórczością, okazuje się, że los nieustannie zrzucamu kłody pod nogi.

“O krok od sławy” reż. Morgan Neville

Kolejny dowód na dzielenie się własną twórczością to Laureat Oscara za Najlepszy Dokument Pełnometrażowy “O krok od sławy”. Film o wątpliwościach, normalności i byciu zawsze w cieniu.

“Sugar Man” reż. Malik Bandjelloul

Kultowy już, ale warty przypomnienia sobie “Sugar Man” czyli jeden z najbardziej pozytywnych i zarazem smutnych filmów. Historia Rodrigueza to opowieść o sile skromności, pokory, ale też i tym, ile tak naprawdę zależy od szczęścia i trafienia w życiu na odpowiednich ludzi w odpowiednim czasie. Pomyślcie co, by było, gdyby Rodriguez wychowywał się teraz w dobie Internetu.

“Boska Florence” reż. Stephen Frears

Wisienkom na torcie jest oparty na faktach autentyczny film  “Boska Florence” o niesamowitej Florence Foster Jenkins, które kochała muzykę ponad życie. I udowodniła, że jeśli się czegoś chce i wierzą w ciebie inni ludzie (lub chociaż tak myślisz), to można to osiągnąć nawet za wszelką cenę.


Gdybym bała się dzielić, tym co piszę, nigdy byście tego nie czytali. I nigdy nie powstałyby wpisy, które sprawiły, że ktoś się uśmiechnął, albo poczuł podniesiony na duchu, albo pomyślał: “ale idiotka, jestem lepszy niż ona” lub “ej ja też tak mam”. Jak zaczynałam, pisałam tak źle, że moi przyjaciele wytykali mi błędy ortograficzne. Stylistycznie nie dało się tego czytać, a jednak chwytało za serce. I to serce jest kluczem, i w dzieleniu się, i w odwadze, bo jeśli ono słucha to zawsze warto. Bo ono nie ocenia, nie dostrzega błędów, nie krzywdzi i zawsze rozumie.

Ten artykuł powstał dla moich przyjaciół Pauliny Jeronim i Damiana Podrazy, którzy według mnie mają wszystko, aby przekazywać swoją twórczość dalej. Myślę jednak, że każdy odnajdzie w nim cząstke siebie. Bo warto właśnie w sobie poszukać czegoś, co może dla naszego wewnętrznego krytyka jest słabe, a mimo to sprawia nam radość i po prostu to róbmy, a gdy poczujemy, że jesteśmy gotowi podzielić się tym ze światem – nie zastanawiajmy się ani chwili. Po prostu to zróbmy. Mam nadzieję, że przyjdzie taki czas, że porwą Wasze serca, Paulina z Damianem, jak również, Wy dacie swoją twórczością porwać moje i wiele innych.


Cześć, długo pracowałam nad tym tekstem. Proszę, zostaw po sobie jakiś ślad – polub ten wpis na facebookunapisz komentarz albo udostępnij ten artykuł u siebie. Dla Ciebie to tylko moment, a dla mnie to dowód, że moja praca ma jeszcze jakiś sens. Dziękuję, że jesteś.

 

Follow:

A TY, JAK OCENIASZ LUDZI?

O założeniu przeze mnie konta na aplikacji TikTok (dawniej Musically) będzie na pewno osobny wpis, choć myślę poważnie, aby napisać na ten temat książkę. Pomyślcie, 29-letnia dziewczyna, która odkrywa, bawi się, a na końcu myśli bardzo poważnie o aplikacji, która została stworzona dla dzieci. To prawie tak jakbym teraz zaczęła bawić się w piaskownicy lub oglądać bajki albo – co gorsza – grać w klasy na podwórku i śpiewać piosenki Disneya jadąc metrem. Chociaż wiecie co, zdradzę wam, że tak mam zamiar przeżyć swoje życie. Wygłupiając się, śmiejąc, robiąc niestosowne dla dorosłych rzeczy i bawiąc aplikacjami stworzonymi dla dzieci. Tyle bowiem jest w dorosłym życiu szarości, odpowiedzialności, smutku, wymagań od świata, że bycie szczęśliwym, z pozoru nieodpowiedzialnym szaleńcem całkowicie mi odpowiada. Wystarczy, że życie funduje nam koszmary, sami powinniśmy zadbać o komedię. Ale to nie jest wpis o byciu dorosłym dzieckiem, a o ocenianiu innych, a właściwie o zadaniu sobie pytania: czy można nie oceniać ludzi?


ONI MNIE

Dorosłość ewidentnie mnie zaskoczyła, nie wiem, jak to się stało i – co gorsza – jak to zatrzymać. Jak byłam dzieckiem, wydawało mi się, że im bardziej się od siebie różnimy, tym lepiej, a jednocześnie wszyscy się rozumiemy. No bo jesteśmy przecież ludźmi, jednym gatunkiem, każdy ma taki sam mózg, serce i empatię. Mam wrażenie, że długo żyłam w takiej bańce mydlanej, dopiero jak byłam nastolatką, zaczęłam dostrzegać, że każdy człowiek jest inny, a im bardziej skomplikowany, tym trudniej go zrozumieć, zaakceptować i powstrzymać się od oceniania.

Nie wiem, czy najpierw ja zaczęłam oceniać, czy to ja byłam oceniana. Ale oceniano mnie zawsze przez pryzmat brata, twierdzono, że jestem tak samo nienormalna, jak on. Jednak nie było mnie to w stanie złamać, wychowałam się bowiem na osiedlu w nowej hucie, gdzie, jeśli byłam w stanie wytłumaczyć sytuacje z moim bratem chłopcom siedzącym na ławce, których ideały sięgały dna, zanim zaczęli wiedzieć co to dno, to wiedziałam, że z innymi będzie tylko łatwiej. Byłam dziewczyną z białymi włosami, która do 15 roku życia próbowała wszystkiego, co nastolatce oferowało życie. Próbowałam śpiewać, tańczyć, pisałam poezje, uprawiam sport, grałam w planszówki, czytałam książki, pracowałam, sprzedając warzywa na targu, ale i piłam alkohol, paliłam papierosy, biegałam po dachach, chodziłam na domówki i nieraz uciekałam przed policją. Ciężko wtedy było mnie ocenić, bo z jednej strony byłam empatyczną, wrażliwą dziewczynką, a z drugiej niegrzeczną chłopczycą, która robi bardzo nielegalne i niebezpieczne rzeczy.

Ocenianie jednak zawsze mi towarzyszyło, a to, że chuda, a to, że wyzywająca, a to, że słabo się uczy, a to, że nic z niej nie wyrośnie, nic nie osiągnie, do niczego nie dojdzie. Pamiętam, że strasznie mnie ta krytyka motywowała. Pewnie dlatego, że byli to obcy ludzie, w domu zawsze mówiono mi: dasz radę, uda ci się, możesz wszystko, jesteś najlepsza! I z tą siłą wychodziłam na pole — podbijać świat. Bardzo ważne jest to, co mówisz swojemu dziecku, bez względu na to, z czym zetknie się na ulicy, bo to albo da, albo odbierze mu siłę, którą ma każdy człowiek jak się tylko rodzi.


JA ICH

Nie dajcie się jednak zwieść, nie byłam aniołkiem. Dużo i często oceniałam innych. Oceniałam bardzo pochopnie, niesprawiedliwie i niesłusznie. Może dlatego, że czułam się silna i lepsza. Do pewnego wieku, spróbowałam przecież więcej rzeczy niż moi rówieśnicy. Byłam zazwyczaj lubiana w grupie, zawsze w centrum uwagi, uśmiechnięta i zabawna ekstrawertyczka. Dlatego pewnie pozwalałam sobie na więcej, oceniałam i nie rozumiałam ludzi, którzy dobrze się uczyli, którzy nie nosili modnych w tych czasach dzwonów, oceniałam dziewczyny, które nigdy nie miały chłopaka i chłopców, którzy byli dla mnie frajerami bez przyszłości na fajne życie. Oceniałam dzieci bogatych rodziców, że mają łatwo i nie będą umiały same zrobić kroku w przód, znajomych, którzy nie umieli grać w gry zespołowe oraz ludzi, którzy wstydzili się wyjść i powiedzieć wierszyk. Nie rozumiałam tych, którzy nie umieją tańczyć, nie są adorowani, nie mają przyjaciół ani fajnych ciuchów. Teraz jak to wspominam, myślę sobie, jak okrutnymi jesteśmy dziećmi i jak wielką krzywdę wyrządzamy innym, oraz że robimy to tylko po to, aby podbudować swoje ego. Nie da się ukryć, że jako jednostki potrzebujemy czuć się lepsi, wyjątkowi, odmienni, indywidualni. Ludzi, którzy według nas nie postępują do końca właściwie, wolimy dyskretnie obserwować z pewnej odległości. To właśnie buduje nasze ego i sprawia, że w jakiś sposób czujemy się od nich lepsi. Świadomie bądź nie, odczuwamy potrzebę, by czuć się lepszymi od innych, pragniemy manifestowania dezaprobaty do pewnych postaw. Jednak osądzając, zamykamy drzwi dla empatii i zrozumienia. To musiałam zrozumieć, będąc już dużą dziewczynką, bo jak nie wierzyć w karmę, kiedy absolutnie wszystko, całe to ocenianie wróciło do mnie rykoszetem.


KARMA

Nie wiem, czy macie tak samo, ale ja się boję robić złe rzeczy, doświadczenie nauczyło mnie, że absolutnie wszystkie uczucia, czyny i rzeczy wracają jak bumerang. Stało się to, jak miałam 20 lat i przeprowadziłam się do Warszawy. Życie wtedy postanowiło całkowicie wystawić mnie na próbę. Wszystkie zachowania i uczucia, którymi obdarzałam innych, wróciły do mnie całkowicie. Na początku byłam silną dziewczyną i walczyłam z tym, co mnie spotyka, ale szybko okazało się, że bez przyjaciół z Krakowa, rodziny i znajomości każdego kąta jestem pustą, cienką, lekką i łatwą do zniszczenia kartką papieru. Całe to poczucie starałam się wtedy zwalczać złością, zazdrością, krzykiem i ocenianiem innych właśnie. Na nic się to zdało, było jeszcze gorzej. Im bardziej tkwiłam w tych negatywnych uczuciach, tym gorzej działo się w moim życiu. Byłam najgorszą wersją siebie, nikt mnie nie akceptował, o byciu w centrum uwagi już nie wspomnę. Na castingach (wtedy byłam po szkole aktorskiej) okazywało się, że jestem specyficzna, ale nie piękna i zdolna — jak mi się zawsze wydawało. Zderzyłam się z rzeczywistością braku pieniędzy na fajne ciuchy, nie miałam żadnej pasji, własnego miejsca, znajomych, wstydziłam się wyjść do ludzi, tak jak śmiałam się z dzieci, które wstydziły się wyjść powiedzieć wierszyk. Chłopcy, których nazywałam frajerami, chodzili z pięknymi dziewczynami, mieli dobrą pracę i właśnie planowali kolejne wakacje. A z uśmiechniętej i zabawnej ekstrawertyczki stałam się pełną poczucia niesprawiedliwości, źle życzącą innym wiecznie nadąsaną dziewuchą.

Wtedy uratowała mnie znowu rodzina, a mianowicie tata, który w pewnej rozmowie telefonicznej powiedział mi, że jeśli wszystko idzie źle, to nie świat jest zły, tylko z Tobą jest coś nie tak. Pamiętam, że się popłakałam, a następnego dnia zaczęłam od nowa. Ta pusta kartka była gotowa rozpocząć nowy rozdział.


A TY?

I wszystko zmieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Dlatego, kiedy mówię o tym, że da się wszystko zacząć od nowa i że można wszystko osiągnąć i że w każdym momencie życia można się zmienić, to naprawdę jestem tego pewna, bo jestem tego najlepszym przykładem.

Ale czy od 20 roku życia nie oceniam innych? Oczywiście, że nie. I bardzo ze sobą walczę. Zmieniło się jednak to, że staram się przed jakąkolwiek oceną, zadawać pytania i włączać empatię oraz wrażliwość, tak jak włączamy pilotem telewizor. Zaczęłam tę notkę od aplikacji dla dzieci TikTok, bo to ona pokazała mi, jak nawet najbliżsi przyjaciele nie są w stanie powstrzymać się od oceniania i zakładania, że jesteś durny. Nie mówię, że to źle, bo to całkowicie naturalne, ale rzeczywiście to przykład jak wszyscy ocenili mnie, bez zapytania, dlaczego to robisz. A gdyby to zrobili, wiedzieliby, co mną kieruje. Gdyby spytać ludzi o to, czy przejawiają w życiu empatię, większość by odpowiedziała, że tak. I pewnie tak jest. Kiedy przychodzą do nich przyjaciele, aby zwierzyć się ze swoich problemów, potrafią wtedy wczuć się w ich położenie, a nawet pocieszyć. Z problemami idzie nam całkiem dobrze, gorzej radzimy sobie z sukcesami, zabawnymi pomysłami i nienaturalnymi zachowaniami, nawet naszych przyjaciół.

Wracając jeszcze do początku tego artykułu, czyli do przeżycia życia dorosłego jak małe dziecko myślę, że jako ludzie dorośli jesteśmy leniwi, jeśli chodzi o poznawanie świata. Jako dzieci chcieliśmy wiedzieć coraz więcej, o wszystkim, zadawaliśmy głupie pytania, robiliśmy rzeczy spontanicznie, a odruchowe co to jest? Albo, dlaczego tak jest? Z czasem doprowadzało dorosłych do złości, ale dla nas jako dzieci było bardzo rozwijające. Lata jednak biegną, a my wyrastamy z tych ciekawskich i spontaniczny dzieci, tracąc ciekawość świata, a już na pewno ciekawość drugiego człowieka. Według psychologów społecznych Susan Fiske i Shelly Taylor, ludzie są „skąpcami poznawczymi”. Oszczędzamy swoją energię poznawczą, w zamian kierując się utartymi przekonaniami, upraszczając złożone problemy. Oceniamy, bo to najłatwiejsze rozwiązanie, które pozwala nam oszczędzać energię, a i sprawia, że siłą rzeczy budujemy swojego ego, aby być lepszymi od ocenianego.


SERIO?

Nikt nie chcę, aby nazywano go skąpcem, czy jeśli chodzi o finanse, czy o ciekawość świata. Mam wrażenie, że nie da się nie oceniać, ale można przestać oceniać po pozorach, można zadawać więcej pytań, można być ciekawym drugiego człowieka, można włączyć guzik głęboko chowanej empatii. Bo zarówno ta niemodnie ubrana dziewczyna, jak i ten chłopak co nie wyjeżdża na wakacje od lat i ta pani co pracuje w korporacji i twój znajomy co nagrywa słabe filmy na YouTube, albo robi z siebie wariata na TikToku, to za każdym ich wyborem stoi jakaś decyzja, jakieś priorytety, jakieś doświadczenia i jakiś plan. A nawet jeśli nie, to może po prostu dobrze się bawią, a to sprawia im radość, ratując im jednocześnie życie. Dopóki nie zapytasz, nigdy nie dowiesz się, o co chodzi. Wiadomo, oceniać jest łatwiej, ale i prędzej okazuje się, że wychodzimy na głupców, nie rozumiejąc innych i zakładając, że wiemy lepiej.

Myślę, że trzeba spróbować na chwilę odrzucić stereotypowe myślenie i pozwolić sobie oraz innym na bycie dziwakiem czy 30-letnim dzieckiem. Bo nawet jeśli dla nas jest to trudne, to innym może dodać pewności siebie, siły i wiary we własne możliwości. Możesz codziennie sprawić, że ktoś poczuje się potrzebny, wysłuchany i wyjątkowy albo niechciany, dziwny i głupi — twój wybór. Pamiętaj tylko, że karma wraca. Serio.


Cześć, długo pracowałam nad tym tekstem. Proszę, zostaw po sobie jakiś ślad – polub ten wpis na facebookunapisz komentarz albo udostępnij ten artykuł u siebie. Dla Ciebie to tylko moment, a dla mnie to dowód, że moja praca ma jeszcze jakiś sens. Dziękuję, że jesteś.

Follow:

U mnie w domu deszcz

Są takie rzeczy, sprawy, sytuacje czy uczucia, których nie da się opisać słowami. Widziałam w życiu różne cierpienia, słabości i upadki. Oglądałam wojny, uczestniczyłam w bitwach, krzyczałam i kłóciłam się nieraz. Doświadczałam wielu porażek i popełniałam błędy, które bolały. Kiedy ktoś niezwykle bliski zabił człowieka, czułam się współwinna, bo przecież coś mogłam zrobić. Wiem, jak to jest odwiedzać kogoś w więzieniu, w szpitalu i w hospicjum. Jednak nic, co przeżyłam dotychczas, nie równa się z tym, co dzieje się w moim domu.


MASLOW SIĘ POMYLIŁ 

Na studiach dużo uczyłam się o metodzie Abrahama Maslowa, który badał potrzeby niezbędne do życia dla człowieka. W wyniku wielu lat badań powstała bardzo znana piramida Maslowa, która w pięknej teorii przedstawia hierarchię potrzeb. Na górze piramidy widnieje szeroko pojęta samorealizacja, czyli dążenie człowieka do rozwoju swoich możliwości. Zaraz pod jest szacunek i uznanie, które odpowiadają za rzekome potrzeby uznania i prestiżu we własnych oczach i w oczach innych ludzi. Jako trzecia z potrzeb uplasowała się przynależność, czyli nawiązywanie bliskich stosunków oraz uczestnictwo w życiu jakiejś grupy. Przedostatnia potrzeba to bezpieczeństwo. A ostatnie są potrzeby fizjologiczne, czyli wymagania fizyczne potrzebne do przetrwania człowieka. Maslow dodaje, że jeśli potrzeby fizjologiczne nie są zaspokojone, dominują nad wszystkimi innymi potrzebami, wypierają je na dalszy plan i decydują o przebiegu zachowania człowieka.

U mnie w domu było zawsze dużo mądrości i miłości, ale dokładnie tyle samo jest cierpienia i bólu. Agresji, złości, krzyku, słabości. Skąd się to bierze? Jeśli chcesz mnie zrozumieć, to proszę, weź udział w zabawie, którą przygotowałam.

Spróbuj przez 5 minut wyobrazić sobie taki stan. Wchodzisz do pomieszczenia, w którym jesteś sam na sam z człowiekiem (przystojny, wysoki brunet, lat ok. 30, taki jak ten ze zdjęcia wyżej), na pierwszy rzut oka wygląda normalnie, ale po chwili orientujesz się, że strasznie cierpi, okazuje się, że słyszy w głowie głosy i nic nie potrafi zrobić sam. Mimo że ma zdrowe ręce i nogi, to nie potrafi nic powiedzieć i nie umie wyartykułować co myśli. Od teraz jest skazany na twoją łaskę, a ty kierujesz się tylko własnym sumieniem. Dodajmy do tego więzy rodzinne, może będzie Ci trudniej. Nie mija piętnaście minut, jak ten człowiek zaczyna krzyczeć, tak jakby obdzierali go ze skóry, ostatnio taki krzyk słyszałeś pewnie na dobrym horrorze. A on dodatkowo, nadal krzycząc, a jednocześnie śmiejąc się, bije się po głowie. Zapewne próbujesz mu pomóc, ale on odpycha twój dotyk, choć, kiedy mówisz, to widzisz, że on słucha uważnie każde wypowiedziane zdanie. I jesteś pośrodku tego pomieszczenia, z krzyczącym silniejszym od ciebie człowiekiem, któremu ewidentnie dzieje się krzywda. Co robisz?

Więc odpowiedź A: dzwonisz na pogotowie, bo nie chcesz, aby zrobił sobie krzywdę, a i problem będzie z głowy, wrócisz do domu, zaprosisz przyjaciół, włączysz dobry film i zapomnisz. Kiedy jednak postanowisz, sprawdzić jak ten człowiek się czuje, po kilku dniach zobaczysz, że umarł w szpitalu. Przedawkowane leki, upadek na ziemię i rozbita czaszka. Wybrałeś złą odpowiedź, zabiłeś bliskiego sobie człowieka.

Wróćmy więc do historii, załóżmy, że wybierasz odpowiedź B: jesteś szlachetny, silny i cierpliwy, dlatego zamierzasz przeczekać ten stan, przecież to się kiedyś skończy, przyjdzie noc, zaśniecie, będzie lepiej. Ale noc przychodzi, a on nie usypia i nie daje ci usnąć, dodatkowo całe pomieszczenie jest wypełnione gównem, ale cieszysz się, bo chwilowo przestał krzyczeć. Lepsze to gówno niż bezradność. Myślisz, że może wysrał wszystkie problemy i teraz będzie lepiej, ale musisz to posprzątać, a na samą myśl wymiotujesz. Jednak bierzesz się w garść, nie takie rzeczy… i sprzątasz dzielnie, w końcu jesteś nieustępliwy. I kiedy myślisz, że pozbyłeś się problemu, wszystko wraca do normy sprzed godziny, krzyk, agresja i złość. I czujesz się kurewsko bezradny, bo widzisz, że ktoś cierpi, a ty nie możesz absolutnie nic zrobić. No, ale przecież tak się nie da żyć, dlatego odchodzisz, mając świadomość, że zostawiasz tego człowieka na pastwę losu, sam pewnie zginie, nie później niż w tydzień.

Ale spokojnie, możesz wybrać odpowiedź C: rezygnujesz ze swojego życia i poświęcasz je, składając uroczystą przysięgę, że na zawsze będziesz babrał się w kupie, nigdy nie zobaczysz niczego, co świat ma do zaoferowania, już nigdy nie wyjdziesz do kina ani do teatru, nie przeczytasz książki, nie poznasz nowych ciekawych ludzi, nie pójdziesz do restauracji, nie rzucisz wszystkiego i nie wyjedziesz na Bieszczady. Mało tego osoba, którą najbardziej kochasz, będzie wyrządzać Ci codziennie cielesną i psychiczną krzywdę. Obiecujesz, że będziesz starał się z całych sił, wiedząc, że nigdy nie będzie ani odrobiny skutków twojej pracy. Będziesz budował, a osoba, którą kochasz, będzie niszczyła wszystko, co zbudowałeś. Już nigdy się nie wyśpisz, ale będziesz miał złotą kartę w aptece za ciągłe wykupowanie leków, które będziesz miał wrażenie, że nic nie pomagają. Stracisz wszystkich przyjaciół, bo jak chcesz ich utrzymać, skoro nie będziesz się z nimi spotykał? Rodzina nie podzieli się z tobą nawet kawałkiem działki (na której mógłbyś wybudować dom, aby człowiek, którym będziesz się opiekował całe życie miał trochę lepsze warunki) twierdząc, że masz cudowne życie, bo dostajesz rentę. Twój każdy dzień będzie taki sam, ale zaczniesz cieszyć się z małych rzeczy. Reasumując, ratujesz komuś życie i tracisz własne życie.

Pytanie, które się nasuwa jako pierwsze to, dlaczego akurat mi życie zgotowało taki los? A potem już lawina pytań, na które odpowiedzi nigdy nie uzyskasz: dlaczego to ja jestem pozostawiony przed wyborem bez wyjścia? Co złego musiałem zrobić, żeby los mnie tak wynagrodził?

Jeśli Maslow twierdził, że człowiek nie jest w stanie funkcjonować, bez podstawowych potrzeb to zapraszam go do siebie do domu, gdzie się nie śpi, nie można czuć się bezpiecznym, nawet najbliżsi nie mają uznania za to, co robisz, a samorealizacja sprowadza się do przeżycia kolejnego dnia. Zapraszam do domu, w którym niepewność i stres są na porządku dziennym. Zjesz tutaj gorącą zupę, a wychodząc, już nigdy nie będziesz narzekał na swoje życie, bo docenisz każdy postawiony krok, każdego napotkanego człowieka, każdą umiejętność i każdy najmniejszy szczegół. W twoim życiu już nigdy nie będzie ważne, czy ktoś cię denerwuje w pracy, czy zdasz egzamin na studiach lub, czy zjesz dzisiaj dobre sushi.


TANIEC W DESZCZU

Choć ciężko uwierzyć, to nawet jeśli w moim domu pada deszcz, to my się w tym deszczu nauczyliśmy tańczyć. Bo rezygnacja ze swojego życia, to zmiana swojego życia. To cena za bycie niezwykłym, jedynym w swoim rodzaju, oryginalnym. To ciekawe jak wielu z nas stawia sobie to za cel nadrzędny, a bycie niezwykłym, to nie zawsze sukces, sława i radość, czasami, choć moim zdaniem częściej to walka, cierpienie i odrzucenie. Moi rodzice zasługują na pomnik cierpliwości, miłości i oddania. Mój brat zasługuje na drugie życie, bo każdego dnia widzę na jego twarzy jedno pytanie: dlaczego, kurwa ja? Pomimo tego wszystkiego, mój dom jest pełen wdzięczności, za każdy dobry dzień, za każdy mały szczegół, za każdy promień słońca. Nie znam nikogo innego kto, mając w domu koszmar, potrafi cieszyć się, że przynajmniej nie pada deszcz. I nie znam drugiej tak zgranej drużyny — jak moja mama i tata. Ale to właśnie z bratem łączy mnie niesamowita więź, bo to on, mimo że nigdy nie powiedział ani jednego słowa nauczył mnie, że ludzie zawsze będą się gapić i zawsze będą gadać, i niech się gapią i gadają, bo nie wmieszasz się w tłum, jeśli urodziłeś się, aby się wyróżniać. Nauczył mnie również tego, że dobrze jak pada deszcz, bo oprócz tego, że uczysz się świetnie tańczyć, to gdy tylko wychodzi słońce, wydaje mi się, że mam wszystko  co potrzebne do szczęścia.


MASZ WSZYSTKO

Ten wpis jest pełen żalu i poczucia niesprawiedliwości, ale sprowadza się do jednego: masz wszystko. Jeżeli czytasz ten wpis, to masz wszystko. Jeżeli widzisz, słyszysz, czujesz to masz wszystko. Jeżeli chodzisz, piszesz, oddychasz to masz wszystko. Jeżeli masz się w co ubrać, mijasz ludzi na ulicy i umiesz podejmować decyzje to masz wszystko. Jeżeli samodzielnie pijesz, jesz i załatwiasz potrzeby fizjologiczne to masz wszystko. Jeżeli możesz uprawiać sport, zarabiać pieniądze i realizować swoje pasje to masz wszystko. Jeżeli możesz śmiać się, płakać i popełniać błędy to masz wszystko. Jeżeli masz możliwości podróżowania, uczenia się, bawienia życiem to masz wszystko. Jeżeli myślisz, rozumiesz, kochasz to masz wszystko.

Pokochaj swoje życie, takim, jakim jest teraz, bo naprawdę, wierz mi, masz wszystko, aby pozostawić ten świat lepszym, i masz wszystko, aby być szczęśliwym człowiekiem.


Cześć, długo pracowałam nad tym tekstem. Proszę, zostaw po sobie jakiś ślad – polub ten wpis na facebookunapisz komentarz albo udostępnij ten artykuł u siebie. Dla Ciebie to tylko moment, a dla mnie to dowód, że moja praca ma jeszcze jakiś sens. Dziękuję, że jesteś.



 

Follow:

Motywacja to zmiana.

Bernard Minier, „Krąg”

Zmieniamy się. Wszyscy. Bezpowrotnie. Jakaś część w człowieku pozostaje niezmieniona: rdzeń, czyste serce, które wynosimy z dzieciństwa. Obrasta ono jednak kolejnymi warstwami i dziecko, którym byliśmy, ulega zniekształceniu, aż stanie się dorosłym, kimś tak różnym i tak zwyrodniałym w stosunku do pierwowzoru, ze gdyby to dziecko mogło spojrzeć na siebie z zewnątrz, nie rozpoznałoby dorosłego, którym się stało, i z pewnością byłoby sobą przerażone.

Jesteśmy pokoleniem wielu pasji. Chcemy biegać i tańczyć, uczyć się włoskiego i podróżować, prowadzić bloga, mieć pasje, aktywnie działać w życiu społecznym, dużo zarabiać, mieć mnóstwo znajomych. Chcemy, aby świat kręcił się wokół nas, mimo że jesteśmy zbyt skromni, aby o to prosić lub zbyt leniwi, aby o to walczyć. Wolimy znać się na wszystkim po trochu, niż zaryzykować, odłożyć na bok mniej ważne rzeczy i stać się ekspertem jednej dziedziny. Tyle rzeczy może się jeszcze wydarzyć, tyle umiejętności może nam się przydać. Skąd mamy wiedzieć, dokąd nas to życie poprowadzi?

Nie chcemy jeszcze się określać. Nie chcemy deklarować niczego raz na zawsze. Nie chcemy palić za sobą mostów. Nie chcemy mówić otwarcie o tym, co nam leży na sercu, bo czasami nie wypada, czasami wystawiamy się na niezrozumienie, tylko sporadycznie, tak nam się wydaje, popłaca mówienie prawdy o sobie.

Chcemy uciec od tych poważnych momentów, w których jesteśmy wystawiani na próbę, odłożyć je w czasie, włożyć do skrzyni i zakopać trzy metry pod ziemią. Kupujemy kalendarze, notesy, ściągamy aplikacje, ograniczamy ilość snu i płacimy tysiaka za jedzenie na dowóz. Stajemy się wszyscy tacy sami, wpisani w system, niepewni o swoją przyszłość, za młodzi, by umierać i za starzy, by coś zmieniać. Boimy się ryzykować, dlatego wybieramy bezpiecznie utarte ścieżki. Boimy się być sobą, bo wolimy być zlepkiem cudzych oczekiwań. I tak żyjemy, bo trzeba żyć.


ZMIANY – PRZYJDĄ NA PEWNO

Paul Arden, „Cokolwiek myślisz, pomyśl odwrotnie”

Świat jest taki, jakim ty go widzisz. Więc spójrz na niego inaczej, a twoje życie się zmieni.

I zapomnieliśmy dawno, że najlepsze rzeczy w naszym życiu powodowały zmiany. One nigdy nie pozostawiają nas w monotonii, one nie sprawiają, że stoimy w miejscu, one zawsze są źródłem motywacji i naszej przemiany. Najbardziej się ich boimy, nigdy ich nie chcemy i zawsze odpychamy od siebie. A one są zwrotną w życiu, nową energią, mocnym wykrzyknikiem.

Właśnie zrezygnowałam z pracy. Dla większości najlepszej na świecie. Podróże, mnóstwo pieniędzy, bezpieczeństwo, poznanie nowych ciekawych ludzi, bycie chwalonym, potrzebnym i niezastąpionym. Poczucie zwycięstwa, sukcesu i radości. Kiedy opowiadam ludziom, o tym, że już nie będę pracować, cały czas spotykam się z pytaniami: co teraz będziesz robić? Jak masz zamiar żyć? Za co? Masz 30 lat, a nie masz mieszkania, rodziny? Co ty robisz ze swoim życiem? Jak sobie to wyobrażasz? Jesteś niepoważna? Na początku jeszcze obracałam to w żart albo odpowiadałam, że potrzebuje przerwy. Ale teraz myślę sobie, że chce być szczera ze sobą i z innymi. Rzuciłam pracę, bo jestem najlepsza w tym, co robię i nie jest to przechwalanie się, ani kokieteria, ale naprawdę wiem, że zawodowo nic nie jest w stanie mnie złamać. Pokieruje każdym statkiem, dogadam się z każdą załogą i dopłynę do każdego portu. Kto normalny i zdrowy psychicznie rzuca pracę w momencie, kiedy jest najlepszy w tym, co robi? Nikt. Poza mną. Bo według mnie życie polega na zmianach i na odkrywaniu. Kto wie, w czym jeszcze jestem dobra, albo w czym zła, czego jeszcze mogę się nauczyć, czego spróbować? Każdy praca, której poświęcamy czas, to rezygnacja z czasu, który możemy wykorzystać jeszcze lepiej. Tylko czy na tym polega życie? I czy życie w ogóle na czymś polega?

Ostatnio ktoś mi powiedział, że jestem niedojrzała emocjonalnie, że żyje, jakbym miała 20 lat i, że nie umiem chodzić po ziemi, tylko cały czas fruwam. Taka niby wada. Bo normy społeczne wymagają, abyśmy mocno i twardo stąpali, po ziemi, brali kredyty, aby gospodarka rosła w siłę, abyśmy tworzyli rodziny, bo każdy tak robi, bo taka jest biologia. A ja chcę latać, chcę świat zdobywać, chce się bać, chce poznawać nowe rzeczy, chcę się uczyć, chce odkrywać, chcę być sobą.


I NA PEWNO – BĘDĄ DOBRE

Terry Pratchett, „Zadziwiający Maurycy i jego edukowane gryzonie”

Jeśli nie zamienisz swojego życia w opowieść, staniesz się tylko fragmentem cudzej historii.

Nie pracuje, nie znaczy, że nie pracuje. Mocno pracuje nad sobą, ciężko pracuje by takeandbe ujrzał świat, pracuje nad pracą magisterską i zawsze pracuje nad projektami w mojej głowie, nawet jak nie widać tego na pierwszy rzut oka. Może jestem nienormalna, może otaczam się szalonymi ludźmi, może nie rozumie mnie świat, a może ten normalny świat jest obłąkany i pomylony. Nie wiem na czym polega życie i czy wystarczy po prostu być dobrym i uczciwym, ale warto wprowadzać zmiany, bo to one najwięcej mówią nam o nas samych. One sprawiają, że się o sobie uczymy. One wystawiają nas na próby i one weryfikują ten świat.

Zmiany są dobre, pod warunkiem, że tak je przyjmujemy, i tak na nie patrzymy, i tak o nich mówimy, i takich się spodziewamy. Zmiany są dobre, kiedy oczekujesz, że są dobre. Obiecuje, że tak jest.

Elif Şafak, „Czterdzieści zasad miłości”

Spróbuj nie opierać się zmianom, które napotykasz na swojej drodze. Zamiast tego daj się ponieść życiu. I nie martw się, że wywraca się ono czasem do góry nogami. Skąd wiesz, że ta strona, do której się przyzwyczaiłeś, jest lepsza od tej, która cię czeka?

Follow:

WDZIĘCZNOŚĆ NA DZIŚ: CUD.

Dzieciństwo to czas, który pamięta się do końca życia. Pierwsze kroki, śpiew mamy i wypowiedziane słowa. Niespodziewane upadki, łzy i odkrywanie świata. Dokładne przyglądanie się swoim bliskim i zauważenie, że nie wszyscy jesteśmy tacy sami. Bezwarunkowa miłość, świeżość chłonnego umysłu, nowi przyjaciele. Ortodonta, gimnastyka korekcyjna i leżakowanie. Nagrywanie audycji, pisanie pamiętników, marzenia o scenie. Walka o bliskich i tłumaczenie słabości. Pierwszy Bóg i pierwsza utrata wiary.
Kiedy mój brat zachorował nie mogłam zrozumieć, dlaczego nas to spotkało. Wydawało się to najgorszą karą na ziemi. Choroba, która zabiera radość, spontaniczność, wiarę i możliwości. Nie dało się tego wyjaśnić i nie dało się ustalić kto za tym stoi. Dlaczego my? Co poszło nie tak? Codziennie pojawiało się mnóstwo nowych pytań, bez odpowiedzi.
Ale im więcej czasu poświęcaliśmy na zadawanie pytań i odzyskanie tego, co już dawno zostało nam zabrane, tym mniej tak naprawdę dostrzegaliśmy i więcej tego czasu przeciekało między palcami.

Byłam dzieckiem, a kazano mi rozumieć, coś, czego dorosły umysł nie mógł pojąć.
Życie dało mi rodzeństwo, ale nie pozwoliło nigdy z nim porozmawiać. Dostałam starszego brata, ale nie doświadczyłam zaufania i braterskiej miłości. Otrzymałam siłę, ale nie jego mocne ramiona i wsparcie. Oddałabym całe złoto milczenia za jedno wypowiedziane siostrzyczko. I wszystkie pieniądze świata za wyłącznie jeden uścisk dłoni.
Dawno temu myślałam, że zjawiłam się na ziemi, żeby uratować brata. I choć oddałabym za niego swoje życie, to okazuje się, że ostatecznie nie taki był plan.
Każde uderzenie ludzkiego serca jest kosmosem możliwości. I każde uderzenie serca jest cudem. Serce mojego brata szybko pozwoliło mi zrozumieć, że dopiero, kiedy pojmę, że we wszystkim można dostrzec cud, wtedy zrozumiem, jak to jest, że jego serce tłumaczy wszechświat.
Nie zjawiłam się na ziemi, aby uratować brata, ale chodziło o to, że ja po prostu mam brata.

Za cel nadrzędny postawiłam sobie niezależność. Mam w życiu dużo cudów. Cud zdrowia i szczęścia. Mnóstwo determinacji i samodzielności. Doświadczenie waleczności od dziecka ukształtowało silną i mądrą kobietę, która do wszystkiego chciała dochodzić sama. Długo nie umiałam przyjąć pomocnej dłoni, bo choć miłość do innych wyssałam z mlekiem matki, to nigdy nie nauczyłam się kochać siebie. Każdy z nas boryka się z innymi problemami, mamy kompleksy, ale każdy z nas ma również wewnętrzną siłę, która pomaga nam je pokonać. Bo życie to walka, niezależność zyskują w nim ci, którzy nauczą się kochać siebie. Przestałam więc udawać, że wszystko jest w porządku, jeśli się boje okazuje strach, uwalniam go i idę dalej. Jestem tylko człowiekiem, jestem wrażliwa, płacze i łatwo mnie zranić. Nie różnie się od innych. Przyznaje się – jestem słaba. Ale przecież nikt nikogo nie powinien osądzać, bo nikt nie może spojrzeć na świat czyimiś oczami, to co mówię, jest prosto z serca.


Z serca płynie też pasja, coś, czego nikt za żadne skarby nie może nam odebrać. Coś, czego szukamy całe życie, ale kiedy odnajdujemy to, wiemy, że to właśnie to. Z pasji zaczęłam robić filmy i z pasją wykonuje swój zawód kierownika produkcji. Choć to taki podły zawód, który coraz lepiej rozumiem. Rodzice wychowali mnie na dobrego człowieka, ale teraz wiem, że w interesach grzeczność się nie sprawdza, oczywiście należy postępować uczciwie i kulturalnie, ale ludzie uprzejmi często muszą iść na ustępstwa, a tutaj trzeba być twardym. Kobietom w tym świecie jest znacznie trudniej. Uczę się tego.


Cudem są też marzenia. Późno zorientowałam się, że nie mają żadnej wielkiej mocy, magicznego sprawstwa, nie są nieosiągalnymi gwiazdkami z nieba. To po prostu, tylko i wyłącznie rzeczy, które trzeba zrealizować, tylko po to, aby je spełnić. Kiedy marzenia stały się planami, wszystkie realizowałam w mgnieniu oka. Chciałam rzeczy nieosiągalne, miałam je. Spełnianie marzeń dawało mi szczęście. A wtedy będąc sama, w Warszawie zrozumiałam, że szczęście jest prawdziwe, tylko wtedy, kiedy je dzielimy z innymi.
Nie wszystko w życiu musi mieć sens.
Ale absolutnie wszystko, co robimy, ma określony wpływ na nasz świat wewnętrzny i każdym działaniem tworzymy naszą rzeczywistość. Choć najważniejszym decyzjom w życiu nie towarzyszą fanfary, czasem podejmuje się je nieświadomie.

Nie wiem, dlaczego mam w życiu tyle szczęścia, może dzięki temu, że modli się za mnie moja mama. W najtrudniejszych chwilach, kiedy byłam pewna, że sobie nie poradzę czułam, że Bóg istnieje i nieważne dokąd pójdę, bo wszędzie czuje jego obecność.
Cudem jest też śmierć. Nie może być przecież mowy o prawdziwym szacunku dla życia, zarówno swojego i innych, dopóki nie stanie się twarzą w twarz z własnym przemijaniem. Kiedy się to zrobi, zaczyna się patrzeć na świat w nowy, o wiele głębszy sposób.
Cudem są też przyjaciele, którzy kochają cię za każdą twoją wadę i wywołują uśmiech, nawet jak wali się świat. Oni uczą zaufania, zarówno wzajemnego, jak i tego do siebie, bo kiedy szukamy odpowiedzi na pytania, które nas dręczą, poznajemy ludzi i nie potrzebujemy odpowiedzi.

Cudem wreszcie jest życie. Każde życie. Nawet takie, jak życie mojego brata, które jest niedoskonałe.
I cudem jest pisanie. Jeżeli nie urodziłam się po to, aby uratować brata, to jakiś wewnętrzny szelest daje znać, że mówię też jego głosem. Pierwszy pamiętnik zaczęłam pisać, jak miałam siedem lat. Zrezygnowałam z papieru w wieku 14 lat, kiedy założyłam bloga. Świadomość dzielenia się swoimi przemyśleniami z innymi dodawała pisaniu sensu. Chociaż z polskiego miałam zawsze dobre stopnie, pisać w ojczystym języku nie jest łatwo, dzielenie się swoimi przemyśleniami to wystawianie się na wstyd, a pokusa skasowania całości jest super, ale zapomnijcie każde słowo, jakie w życiu napisałam, bo dzisiaj zaczynam od nowa.
Follow: