Katarzyna Stefańska

Posts by this author:

Body/Ciało reż. Małgośka Szumowska – Palcem po ekranie #1

Bądźcie wyrozumiali to moja pierwsza publiczna recenzja w życiu. Nie wiem jak robią to profesjonaliści, ale ja przygotowując się do niej obejrzałam ten film trzy razy. Pierwszy raz zupełnie oddając się historii, szukając wrażliwości, i z całkowitym zaangażowaniem w fabułę. Drugi raz patrzyłam na film od strony technicznej, skupiając się na ustawieniach kamery, skomponowanej muzyce, strojach i scenografii. Trzeci raz „poświęciłam“ tylko na montaż. Po tym filmowym maratonie, skupiłam się na poszukiwaniu wywiadów z twórcami. Przy okazji tego filmu udało mi się zadać również parę pytań osobiście reżyserce.

[tabs][/tabs]

Zrzut ekranu 2015-04-27 o 16.30.33

“33 sceny z życia” mnie poruszyły, “Sponsoring” nie przekonał, a “W imię” zrobiło na mnie wrażenie. Z ciekawością przyglądam się twórczości Małgorzaty Szumowskiej i nie ukrywam, że z niecierpliwością czekałam na jej nowy film. Mówi się o niej, że jest reżyserką “nowego pokolenia”, że podąża za trendami, że podchwytuje tematy, o których jest głośno w mediach, a jednak na co dzień wydaje się jakby nas nie dotyczyły. Jaka jest ona sama? Niezwykle ciepła, a jednocześnie zdecydowana, myślę, że jest babką, która twardo stąpa po ziemi i w niecodzienny sposób pokazuje problemy, które nas otaczają. “Body/Ciało” pierwszy raz obejrzałam jednak, nie w kinie na premierze ale na festiwalu Łódzkiej Filmówki “Łodzią po Wiśle” w Warszawskim kinie Iluzjon. Wiedziałam bowiem, że po pokazie jest spotkanie z reżyserką, a nie ma nic lepszego niż porozmawiać o filmie z twórcą i dowiedzieć się informacji z pierwszej ręki.

Film Małgośki Szumowskiej pt. „Body/Ciało“ opowiada historię wyrachowanego i zimnego prokuratora (Janusz Gajos) oraz jego córki Olgi cierpiącej na anoreksję (Justyna Suwała). Obydwoje próbują na swój własny sposób poradzić sobie ze śmiercią matki. Olga uciekając się w chorobę, a jej ojciec oddając się całkowicie pracy. Mimo, iż córka swoim zachowaniem cały czas próbuje zwrócić na siebie uwagę ojca, ten pozostaje zupełnie obojętny w obliczu choroby, która wyniszcza dziewczynę. W swojej pracy jest także niewzruszony, nawet w momencie, kiedy pojawia się na oględzinach zwłok zmasakrowanego noworodka. Choroba Olgi wymyka się jednak spod kontroli i dziewczyna trafia do szpitala. Tam poznajemy dziwną terapeutkę Annę (Maja Ostaszewska), która poprzez swoje metody wprowadza nas w świat chorych na anoreksję dziewczyn. Reżyserska wprowadza nas również w życie terapeutki, która okazuję się kobietą-medium, dzięki której zmarli kontaktują się z żywymi. Pewnego dnia Anna oznajmia prokuratorowi i jego córce, że jest w kontakcie z ich bliską zmarłą , a ta chcę przekazać im informację z zaświatów. O ile dziewczyna wierzy Annie i jest przekonana co do jej paranormalnych zdolności, o tyle twardo stąpający po ziemi ojciec uważa ją za pozbawioną zmysłów wariatkę. Okazuje się jednak, że terapeutka zna wiele ich rodzinnych sekretów, przez co obydwoje decydują się na seans terapeutki w celu kontaktu ze zmarłą.

[tabs][/tabs]

W obiektywie

0becddf46f83d7bffbdd1ef9332a18df,640,0,0,0

Za zdjęcia w filmie odpowiedzialny był Michał Englert, który dodatkowo współpracował z Szumowską przy tworzeniu scenariusza. Teoretycznie wiemy, czego można się po nim spodziewać. Laureat wielu nagród, autor zdjęć do takich filmów jak “Nieulotne” czy “Wszystko co kocham” w reżyserii Jacek Borcucha. Kadry były proste, a w swej prostocie genialne. Ujęcia były raczej statyczne, czasem można było zaobserwować jazdy. To jednak sprawiło, że nic nie odciągało naszej uwagi. Dodatkowo muszę wspomnieć o dbałości o każdy szczegół jeśli chodzi o wypełnienie kadru. Współgrały ze sobą intensywność kolorów scenografii, jak i kostiumów, a nawet charakteryzacji. Dużą rolę w filmie odgrywało światło, które uwydatniało kadry, dopełniało je, a wiele razy “malowało” historię. Zimne, niebieskie towarzyszyło nam zazwyczaj w scenach szpitalnych, a ciepłe i miękkie w sytuacjach dziejących się w mieszkaniu rodzinnym.

[tabs][/tabs]

Na montażu

z17253018P,Kadr-z-filmu--Body-Cialo-Montażem filmu zajął się Jacek Drosio, wieloletni przyjaciel Małgośki Szumowskiej. Od niej dowiedziałam się, że właściwie jest artystą samodzielnym, że ma własną wizję, że ona jako reżyserska nie jest cały czas obecna na montażu. Ponadto ufa mu w stu procentach, nadają na tych samych falach i często rozumieją się bez słów. To prawdziwy dar, trafić na kogoś takiego i zbudować taki team ludzi rozumiejących się, lubiących i pracujących na jeden efekt. W montażu nie ma żadnych specjalnych efektów, udziwnień czy skomplikowanych przejść. Mam wrażenie, że takie zabiegi zepsułyby odbiór i wprowadziły niepotrzebny zamęt i skomplikowanie. Proste przejścia opowiadają historię, wprowadzają w świat bohaterów, są zrozumiałe i czytelne. Małgośka opowiadała również, że wszystko okazywało się na montażu, dlatego trzeba było robić odpowiednie dokrętki, mimo, że jak mówiła Jacek Drosio rzadko zagląda do scenariusza.

[tabs][/tabs]

Czemu “Body/Ciało”?

Zrzut ekranu 2015-04-27 o 16.30.03

Dlatego, że jest to opowieść o ciele, o naszych relacjach i stosunku do ciała. O naszym zewnętrznym wyglądzie i chowanym wnętrzu. O ciele młodym, nie potrafiącym sobie poradzić i na zewnątrz pokazującym problemy. I o ciele starym, pokrytym zmarszczkami i nie ujawniającym prawdy. Jak również o ciele, które odeszło, a jednocześnie szuka kontaktu. Dla mnie “Body/Ciało” to film z dystansem, zabarwiony inteligentnym humorem. Historia prosta, ale i pozostawiająca pytania. Bo jak bardzo musimy się od siebie oddalić aby odnaleźć siebie? Co jest najważniejsze i jak radzić sobie ze stratą? Co wyraża nasze ciało i co po nim zostanie po śmierci?

 

[tabs][/tabs]

Z pierwszej ręki

IMG_3288

Rozmowę z reżyserką po projekcji filmu prowadziła dziewczyna, która jest na drugim roku reżyserii w Łódzkiej Filmówce i nie ulega wątpliwości, że dużo się jeszcze musi nauczyć. Zachowywała się arogancko, zadawała idiotyczne pytania, odnosiliśmy wrażenie na widowni, że chciałaby abyśmy przyszli tu dla niej. Ale przede wszystkim jej CIAŁO mówiło samo za siebie, bowiem pokładała się na krześle, kiwała i wykazywała brak szacunku. Trochę to smutne, że spośród “wybranych” studentów szkoły filmowej, wybrano właśnie ją. Jednak postanowiłam nie zwracać na to uwagi i przejęłam pałeczkę, dlatego, że chciałam z tego spotkania wynieść najwięcej dla siebie. Zapytałam Małgośkę Szumowską przede wszystkim o to jak przygotowuje się i ile trwa dokumentacja. Dowiedziałam się, że już w trakcie pisania scenariusza reżyserka odwiedzała miejsca leczenia choroby anoreksji, wtedy już wiedziała, że szuka również lokacji do filmu. Spędziła godziny i dni na ustaleniach i rozmowach. Kolejnym moim pytaniem był scenariusz, w jaki sposób piszą go razem z Michałem Englertem? Okazało się, że piszą go zazwyczaj online, wrzucają na dropboxa i każde z nich dopisuje kolejną część czy dialogi. Pytałam również o ekipę filmową, w jaki sposób dobiera współpracowników. Oczywiście Ci, z którymi pracuje od lat i świetnie się rozumie to jasne, ale resztę ekipy. Szumowska powiedziała, że bywa różnie, z najbliższymi pracuje od lat, ale reszta ekipy to często przy każdym filmie różni ludzie. Zasugerowała również, że każdy może z nią pracować, o ile tylko chce, jest zawzięty i wykonuje swoją pracę dobrze. Pojawiło się również pytanie o obsadę, aktorów, czy planowała właśnie ich, czy to był przypadek. Na obsadę głównych ról była zdecydowana od dawna, jeśli jednak chodzi o pozostałe rolę oraz epizodystów, wyznała, że najbardziej lubi pracować z naturszczykami, ludźmi, którzy nie są po szkoła aktorskich. Na pytanie dlaczego, odpowiedziała, że tacy ludzie mają w sobie prawdę, szybko wchodzą w rolę, nie potrzebują przygotowania, nie są zmanierowani a przede wszystkim nie są piękni, jak ci z pierwszych stron gazet.

Walczyła, marzyła, pragnęła, myślała i śniła o nagrodzie Złotego Niedźwiedzia za reżyserię na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie – Berlinale. I filmem “Body/Ciało” udowodniła, że można, że się da, że trzeba robić swoje.

Wiem, że realizuje kolejny film i wiem, że jej asystentem został chłopak, który się do niej zgłosił, bo chciał z nią pracować. I myślę, że to prawdziwa nagroda, lekcja i zaszczyt pracować z kimś kto wie czego chcę. Mam takie powiedzenie, którego chciałabym się pozbyć i może to jest dobry moment: “Chciałabym, aby było mi dane kiedyś pracować z Małgośką Szumowską”. Zamienię je więc na “Będę niebawem pracować z Małgośką Szumowską”.

I co myślicie? Do zniesienia recenzja jak na pierwszy raz? Może oglądaliście “Body/Ciało” i z czymś się nie zgadzacie lub zgadzacie? Koniecznie napiszcie w komentarzach.

 

Follow:

Szczęśliwa trzynastka czyli SZKOŁA TELEDYSKÓW #1

“Praca filmowca to fajnie spędzony czas, z fajnymi ludźmi, którzy uczą się fajnych rzeczy od Ciebie a Ty od nich.” – Anna Maliszewska

W konkursach dotyczących uczestnictwa w różnych warsztatach filmowych biorę udział kilkanaście razy w roku. Zawsze kończy się to krótkim: „Dziękujemy za zgłoszenie, proszę spróbować za rok.“ No cóż nie byłabym sobą, gdybym się poddała. Jednym z takich konkursów była „Szkoła teledysków“. Miesiąc temu dostałam maila: „Drodzy uczestnicy Szkoły Teledysków. I na tym mógłbym zakończyć (…)“ od Wojtka Augustyniaka. Była 3 nad ranem, a ja wracałam do domu zmęczona po kilku godzinach w montażowni, wałkując jeden i ten sam materiał. Nie uwierzyłam. Pomyślałam, że to jeden z tych maili po, których przyjdzie wyjaśnienie, że to pomyłka (tak też mi się zdarzało). Wstałam rano i jeszcze raz spojrzałam na skrzynkę mailową, wtedy dotarło do mnie, że jednak wezmę w tym udział.

Zadzwoniłam szybko do rodziców aby poinformować ich, że nie będzie mnie w Krakowie przez ponad miesiąc, bo robimy teledysk. Poinformowałam również moje dziewczyny ze studiów, że jest taka sprawa, że muszę być w dwóch miejscach na raz. Usłyszałam, tylko , że to nie problem, wszystko załatwone, idź i twórz. Także w Krakowie byłam duchem (wpisana na studiach), a w Warszawie ciałem.

[tabs][/tabs]

I DZIEŃ WARSZTATÓW

IMG_2956Jest nas trzydzieści dziewięć osób. Trzy piosenki. Trzech wykonawców. O co chodzi?

Nowa sytuacja, nowe otoczenie, nowe twarze. Poznajemy wreszcie Wojtka organizatora tego całego zamieszania. Wojtek mówi nam parę słów o sobie, o inicjatywie, o całych warsztatach. I przychodzi ten moment, którego zazwyczaj nikt nie lubi, a ja przewrotnie uwielbiam: „Powiedzcie parę słów o sobie.“ Bardzo lubię poznawać nowych ludzi, lubię jak mówią o sobie, o tym co zrobili, czym się interesują, jakie mają marzenia i cele. Wreszcie do sali wchodzi Ania Maliszewska, która wprowadzi nas w świat teledysków.

Czy, aby robić teledyski trzeba być po Szkole Filmowej?

Nie. Z całą stanowczością odpowiada Ania. Mówi też o tym jak znalazła się w tej branży, kim jest i co zrobiła. To kobieta niezwykle skromna i mądra, przepełniona pasją i doświadczeniem. Przez trzy godziny podzieliła się z nami niezwykłą i nieocenioną wiedzą. Co konkretnie?

W pracy filmowca, bez względu na to czy, to praca przy filmie, serialu, reklamie czy teledysku najważniejsze jest, żeby się udało. Ludzie, którzy spotykają się aby zrealizować pomysł mają energię i wierzą w jego potencjał. Nagle kilkanaście osób, bardzo różnych, mających całkiem inne poglądy i cele patrzą w tym samym kierunku. Zależy, im na tym jednym filmie, tym jednym dziecku, które musi zostać dopieszczone w każdym calu. Ania powiedziała nam, że powinniśmy dać szanse swoim pomysłom, bawić się nimi i nie być dla siebie zbyt surowym. Szukać możliwości realizacji, dzielić się z innymi, przyjmować krytykę i nigdy się nie poddawać. Co do teledysków, których zrobiła setki pokazała jak ważne jest nie dosłowne traktowanie piosenki. Obraz nie powinien wynikać z tekstu. Powinien być wręcz obok, będąc jednocześnie spójny z całością. Teledysk to forma artystyczna, obraz połączony z muzyka i z Tobą. Scenariusz, który stworzymy nie powinien leżeć w szufladzie, powinniśmy się, nim dzielić, pytać o opinie, poddawać konfrontacji. Jeżeli ktoś nie rozumie naszego pomysłu, to jest zdecydowanie zły pomysł. Trzeba, wtedy zmienić trop, spróbować, inaczej, dać sobie czas. Ważne jest również aby w dalszej pracy umieć oddzielić projekty artystyczne od komercyjnych. Komercyjne, bowiem są szablonowe, narzucają pewne prawa i przedmioty, które narzuca firma. Artystyczne dają wolność tworzenia, nie zmuszają, nie hamują, nie sprowadzają na ziemię.

[tabs][/tabs]

Na koniec Ania powiedziała, że w pracy filmowca trzeba znaleźć coś dla siebie aby wiedzieć co z siebie dać innym.

Nie tylko w pracy filmowca, dodałabym od siebie. Im szybciej dowiesz się kim jesteś, jakie masz cechy, umiejętności, plany i marzenia tym szybciej znajdziesz dla siebie miejsce, ludzi i rozwiązania, którymi możesz się dzielić, ale i czerpać od innych.

Zachęcam Was do obejrzenia teledysków Ani, które na mnie zrobiły wrażenie.

Zrzut ekranu 2015-05-06 o 12.58.05

Follow:

Cześć Szymon J. – nie zabij mnie za ten tekst.

Nie byłabym sobą, gdybym o nim nie wspomniała. Arogancki, szyderczy, ironiczny, uszczypliwy i szczery do bólu. Niepokorny, niemiły i nie potrafiący się podporządkować. Taki dla mnie jest, reżyser inny niż wszyscy. Oto Szymon Jakubowski.

Na jedne z zajęć przyniósł stare aparaty, dał nam je do rąk, opowiadając o zaletach i wadach pracy na sprzęcie, który wypadł z obiegu.

Pamiętam jego pierwsze słowa: „Musicie wiedzieć kim jesteście. Tylko w ten sposób dojdziecie tam gdzie chcecie“. Te słowa były kamieniem rzuconym w sali wykładowej. Jedni tego kamienia nawet nie zauważyli. Innym odbił się od czoła i poleciał w eter. Byli też tacy jak ja, których ten kamień uderzył i musieli znaleźć sposób na to aby go zrozumieć. Dlatego, że ja byłam ambitną mądrą dziewczyną, której wydawało się, że wchodzi oknem do świata filmu aby zostać aktorką. Wydawało się, jest tutaj wyrażeniem klucz, bo na pytanie kim jestem, w mojej głowie pojawiała się pustka. Z perspektywy czasu wiem, że to całkiem pospolite. Nikt przecież wcześniej nie zadawał nam takiego pytania i nikt nie oczekiwał odpowiedzi. Aż do momentu, kiedy na mojej drodze pojawił się Szymon, który dał impuls do działania.

[tabs][/tabs]

1496308_714486958569665_710658830_o

Na pierwszym roku studiów, mieliśmy z nim zajęcia, które nazywały się ‚montaż‘, chociaż z montażem niewiele miały wspólnego. Do dziś znajomi ze studiów szydzą w ten sposób. Nie wiedzą jednak, że te zajęcia dawały coś więcej niż jakiś montaż, którego można nauczyć się samemu w domu poprzez tutoriale. Dawały jednak możliwość odnalezienia swojej drogi i podjęcia decyzji jak chcemy by wyglądało nasze życie. I bez względu na to jak się nazywał, jeśli nie umieli odnaleźć informacji ukrytej między wierszami to rzeczywiście był stracony czas. Szymon w trakcie pierwszych zajęć powiedział jeszcze jedno: „Jest Was na roku jakieś trzysta osób, a w zawodzie będzie pracowała jedna, może dwie“. Zabrzmiało to dla mnie jak wyzwanie, na które w głowie pojawiała się jedna myśl: „To będę na pewno ja! No, bo kto jak nie ja. Tylko kiedy?“.

Później był plan zdjęciowy serialu, przy którym Szymon był reżyserem. Jeszcze dobrze nie zabrałam się za poprzedni kamień, jak dostałam wtedy od niego głazem, który zepchnął mnie z powierzchni Ziemi. Mianowicie przygotowywałam się wtedy do etiudy na zaliczenie przedmiotu na studiach. Byłam podekscytowana i pełna energii do działania. Nareszcie mogliśmy na naszych studiach działać. Cały czas na planie chodziłam z grubą teczką, wypełnioną papierami dotyczącymi realizacji filmu tj. scenariuszem, raportami, planami, umowami, zgodami. Szymon wreszcie zapytał mnie co to za teczka. Odpowiedziałam mu wtedy dumna, że robię film. „Chyba etiudę.“ rzucił krótko Szymon, sprowadzając mnie na ziemię. ( na tę samą, z którą mnie później zrównał ). Ciekawy jednak zapytał co to za projekt, czym się przy nim zajmuje i jaki jest scneariusz. Odpowiedziałam: „Ogólnie to wiesz, jestem aktorką. A film nazywa się „Czyściec“ a ja jestem scenarzystą, reżyserem i kierownikiem produkcji“ oczekując wielkiego wow. Szymon natomiast rzucił: „Zaraz, zaraz, ile ty masz lat?“. 24 odpowiedziałam. „Ale to kim ty jesteś? Aktorką, reżyserką, scenarzstką czy kierowniczką produkcji? Nie. Wiesz co? To już jest dużo za późno, żebyś się zastanawiała kim jesteś. Nie możesz być jednocześnie tymi trzema funkcjami, bo będziesz beznadziejna.“

Pamiętam tylko, że spaliłam buraka i miałam ochotę się rozpłakać. Bo przecież staram się być dobra, ambitna, zdolna a tu nagle okazuje się, że jestem nikim. Dodatkowo nic nie osiągnęłam i jest już za późno, żebym cokolwiek zrobiła ze swoim życiem. Nie wiem czy Szymon wiedział co robi, ale dał mi wtedy ultimatum albo teraz albo nigdy. Zajęło mi to całą noc, dochodzenie do tego, czego chce, kim jestem, jak widzę siebie za kilka lat.

Następnego dnia napisałam do niego maila, coś w stylu ja już wiem – chcę być kierownikiem produkcji, najlepszym na świecie. Na co Szymon odpisał, coś w stylu to idź i bądź, świat jest twój.

Od tego momentu wszystko się zmieniło. I za to zawsze będę Szymonowi wdzięczna.

[tabs][/tabs]

Tyle historii. Potem kilka razy dał mi szansę, kilka razy mnie polecił, kilka razy dawał kopa i kilka razy podawał rękę. I jest jedną z niewielu osób, która we mnie uwierzyła. I pewnie, jak zwykle uzna to za szczyt lizustwa, ale mam to gdzieś, bo nauczył mnie jeszcze, że czasem trzeba mieć gdzieś.

Teraz czekam tylko na jego kolejny film fabularny, przy którym rzucę wszystko i zawsze mu pomogę!

10704345_720602874693824_3660460378959143967_o10620183_720602871360491_7062402381756579076_o

10704234_720640091356769_4069127189596696780_o

Zdjęcia autorstwa Magdy Jakubowskiej. Plan pilota serialu “Medium” reż. Szymon Jakubowski

Follow:

Regina Brett – za lekcje, których nie uczą w szkole.

Mieszka gdzieś daleko w Stanach Zjednoczonych, jest w wieku mojej mamy i prawdopodobnie nigdy się nie poznamy. A, mimo to nauczyła mnie więcej niż nie jeden nauczyciel, z którym spędziłam kilka lat. Przedstawiam Wam Regine Brett autorkę książek, niezwykłą wojowniczke, pasjonatkę życia, a dla mnie bratnią duszę, z którą czuje emocjonalną więź.

Jej pierwsza książka „ Bóg nigdy nie mruga“ zaskoczyła mnie. Jej druga książka „Jesteś cudem“ uświadomiła, że mogę wszystko. Jej trzecia książka“Bóg zawsze znajdzie ci pracę“ dała impuls do działania.Każda z książek zawiera 50 lekcji, które przydadzą się w różnych życiowych sytuacjach. Dodatkowo lekkie pióro Reginy powoduje to , że książki czyta się jednym tchem. Mało tego niesamowita uniwersalność treści sprawia, że do poszczególnych lekcji wracamy w konkretnych etapach życia, szukając wskazówek jak przetrwać. Dodam, tylko , że książki, które są naładowane pozytywną energią, są zbiorem doświadczeń Reginy Brett, która w dzieciństwie była molestowana, w dorosłym życiu wychowywała samotnie córkę, następnie zachorowała na raka i straciła obie piersi. I nigdy się nie poddała, mimo , że mało, kto tak jak ona może powiedzieć, że życie jest niesprawiedliwe.

Zrzut ekranu 2015-05-08 o 12.08.32

[tabs][/tabs]

Czy wierzysz w Boga, czy nie wierzysz – chrzanić to!

IMG_3588

„Bóg nigdy nie mruga“ to nie jest poradnik jeden z tych: „Myśl dobrze, a będzie dobrze“. To nie jest też książka, w której znajdziesz odpowiedź na pytanie co konkretnie zrobić w danej sytuacji. Nie jest to też na pewno lektura z morałem: „Ciesz się, że jest tak jak jest, bo inni mają gorzej. Ale jest to lektura, która podsuwa cichutkie: „Spróbuj, inaczej.“ Daję wskazówki jak odnaleźć siebie i swój cel w życiu. I jest przeznaczona dla każdego bez względu na wiek, miejsce zamieszkania, religię czy pozycję zawodową.

Zrzut ekranu 2015-05-08 o 15.48.37

„Jeśli nie wiesz, co dalej, po prostu zrób właściwy krok.“

„Kto o nic nie prosi, niczego nie dostaje.“

„Gdy zachorujesz, nie zaopiekuje się tobą twoja praca, tylko twoi przyjaciele. Dbaj o nich.“

„Pisarzem jest ten, kto piszę. Jeśli chcesz być pisarzem, pisz.“

„Nie porównuj swojego życia z życiem innych. Nie masz pojęcia, co przyniósł im los.“

[tabs][/tabs]

Jeśli nie wierzysz w cuda, to przeczytaj tą książkę!

IMG_3590

„Jesteś cudem“ uświadomiło mi, że cuda się nie zdarzają. To my cuda stwarzamy. I to od nas zależy, ile cudów nas otacza. I my wiemy jak je prowokować. I, jeśli one nie są obecne w naszym życiu, to jest nasza wina. I my musimy coś zmienić.

Zrzut ekranu 2015-05-08 o 15.48.37

„Świat potrzebuje usłyszeć od ciebie: „Tak!“.“

„Spełnij czyjeś marzenie.“

„Zostaw po sobie dziedzictwo, którego nie zatrze czas.“

„Każdego dnia przychodź na nowo na świat.“

„Zacznij tam, gdzie jesteś.“

[tabs][/tabs]

Kocham swoją pracę. Nienawidzę swojej pracy. Nie mam pracy. A Ty?

IMG_3589

„Bóg zawsze znajdzie ci pracę“ to książka o tym jak ważne jest miejsce, w którym spędzasz większą część życia. Jak praca wpływa na twoje życie. I jak brak pracy doprowadzać może do Twojego nie istnienia.

Zrzut ekranu 2015-05-08 o 15.48.37

„W życiu nie chodzi o to, żeby pędzić przed siebie.“

„Zobacz w porażce krok do sukcesu.“

„Czasem praca, o której marzysz, to praca, którą już masz.“

„Żeby dowiedzieć się, kim jesteś, pożegnaj się z tym, kim nie jesteś.“

„Jeśli nie chcesz niczego żałować pod koniec życia, nie żałuj niczego pod koniec dnia.“

[tabs][/tabs]

Regina Brett pokazała mi jak to jest żyć właściwie. Właściwie jak żyć w zgodzie z sobą i z innymi. Właściwie znaczy dobrze żyć. A dobrze żyć to właściwie wszystko.

Poznaliście Reginę? Czy wpłynęła na Wasze życie? I czy człowiek, którego nigdy nie widzieliśmy może na nie wpływać?

Follow:

Ada Markiewicz – za to, że jest superbohaterem!

Nie potrafią latać, czarować, leczyć, być niewidzialni, teleportować się oraz powielać samych siebie, a mimo to są wyjątkowi i są wśród nas. Wystarczy tylko dobrze się rozejrzeć.

Superbohater to ktoś, kto zawsze jest przy Tobie. Ktoś kto sprawia, że Twoje życie staje się lepsze, pełniejsze, a czasem nieprawdopodobne. Nie trzeba iść do kina i podziwiać bohaterów ratujących globalny świat, kiedy wśród nas są osoby, które ratują nasz mały świat.

[tabs][/tabs]

Takim superbohaterem jest Ada Markiewicz.

architect-569361_1280

Architekt. Projektant wnętrz. Znakomita artystka i ambitna kobieta. Do trzydziestego roku życia, ma za cel założenie firmy i własne cztery kąty. Świetnie rysuje. Maluje. Projektuje graficznie. Nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. Do tego jest cholernie dobrym i pomocnym człowiekiem. Nadzwyczaj cierpliwa i zawsze pełna zrozumienia. Szczera i odważna. W wolnych chwilach projektuje i szyje ubrania. Jeżeli kiedykolwiek pomyślicie o zaprojektowaniu wnętrza, ogrodu, biura to ta dziewczyna zrobi to najlepiej na świecie. Poznajcie autorkę mojego loga.

11216287_952473691450580_47405529_n

 

[tabs][/tabs]

Ada jest nie tylko SUPERBOHATEREM, jest przede wszystkim moją przyjaciółką, takim orłem, od którego uczę się osiągać wielkie wysokości.

Powiedz mi, kim są twoi przyjaciele a powiem ci, kim jesteś. Im mniej zadajesz się z niektórymi ludźmi, tym lepsze jest twoje życie. Jeżeli przebywasz z wilkami, nauczysz się wyć. Jeżeli jednak przebywasz z orłami, nauczysz się jak osiągać wielkie wysokości. Prosty, ale prawdziwy fakt naszego życia mówi, że stajemy się tacy, jak ludzie z naszego najbliższego otoczenia – na dobre i na złe. Prawie wszystkie z naszych smutków są pochodną zawierania znajomości z niewłaściwymi osobami.

„Nie daj się wessać przez tych, którzy się cofają” (E. K. Piper)

[tabs][/tabs]

Pani architekt.

Zrzut ekranu 2015-04-21 o 11.33.25

A dla mnie zawsze będzie dziewczyną ze zdjęcia, z bloku obok, koleżanką ze szkolnej ławki, kimś, kto jest ze mną codziennie i to się nigdy nie skończy, bez względu na to ile kilometrów nas dzieli. Zawsze jest dla mnie jak siostra, jest takim rodzeństwem (zdrowym), którego nigdy nie miałam. Taką drugą połówką przy której nie muszę się zastanawiać, co powinnam powiedzieć, co wypada, czy co chciałaby usłyszeć. To ktoś, przy kim mogę być sobą.

Właściwie znamy się od dzieciństwa. Ada wie o wszystkich moich sekretach, wadach i planach. Przy niej się zmieniałam, odzyskiwałam siłę i robiłam najbardziej zwariowane rzeczy w życiu. Widziała jak płaczę, wściekam się i poddaje. Nie pozwalała nigdy się smucić i użalać nad sobą. Jeździłyśmy razem na kolonie i spędzałyśmy wakacje w mieście. Pomagała pisać klasówki z fizyki i chemii. Wspierała, motywowała, słuchała. I po dziś dzień nic się nie zmieniło. Mimo, że ja mieszkam w Warszawie, a ona w Krakowie. Odległość nie odsunęła nas nawet na moment, zaryzykuje ale myślę, że jeszcze bardziej nas umocniła. Gdybym potrzebowała jej obecności byłaby u mnie za trzy godziny i nawzajem. To ktoś, kto rozumie mnie bez słów, czyta mi w myślach i dzwoni gdy tego potrzebuje. Nigdy nie jest wobec mnie interesowna i zawsze mi pomaga.

Zrzut ekranu 2015-05-15 o 12.12.49

[tabs][/tabs]

 

Follow: