Katarzyna Stefańska

Posts by this author:

5 sposobów jak popełnić samobójstwo.

Nawet, jeśli nigdy się nad tym nie zastanawiałeś bardzo prawdopodobne, że już kiedyś to zrobiłeś, a być może robisz to codziennie. Jak to możliwe?

Kiedy nasz układ immunologiczny przestaje prawidłowo pracować, komórki w naszym ciele same się wyniszczają. Dokładnie tak samo jest z naszym podejściem do życia. Ja popełniałam samobójstwo wiele razy i już nigdy tego nie zrobię ucząc się na swoich błędach wiem, że niszczyły mnie od środka.

[tabs][/tabs]

 1. „Dlaczego on to ma, a ja nie?“ – zazdroszczę innym

act-704087_1280_Fotor

Nie ma nic gorszego niż dopuszczać do siebie myśli, które skłaniają się do zazdrości innym ludziom. Ja wiem, że to leży w naszej naturze, ale trzeba się tego jak najszybciej pozbyć. Mówi to kobieta, która kiedyś była ogromnym zazdrośnikiem. Powtarzałam sobie, że, gdybym urodziła się w innym kraju i miała mnóstwo pieniędzy oraz możliwości to byłabym lepsza niż on. Nic nie zaprzątało mojej głowy jak to, że on ma a ja nie. Wszyscy wokół byli źli i wszystko mieli i wszystko, im sie udawało. A u mnie porażka za porażką. Wtedy mój tata powiedział mi jedno zdanie: „Jeżeli masz wszystkiego dość, to zastanów się czy nie masz dość siebie“. I w końcu do mnie dotarło, że najbardziej dość miałam siebie i swojego myślenia, więc z dnia na dzień postanowiłam żyć, inaczej. Interesowało mnie tylko to, co ja zrobię, gdzie dojdę i jak to osiągnę. Nieważne jest, by być lepszym nić ktoś inny, ważne jest aby być najlepszą wersją siebie. Aby walczyć ze swoimi wadami, zauważać je i eliminować. Zazdrość eliminuje Ciebie, nie ludzi wokół.

2. „A żeby mu się nie udało“ – źle życzę innym

stressed-646457_1280

Kiedy, widziałam, że ludziom wokół wszystko się udaje doprowadzało mnie to do szewskiej pasji. Sama nie wiem dlaczego, zamiast cieszyć się z sukcesów moich znajomych, ja chciałam aby powineła, im się noga. Jak bardzo zepsutym trzeba być myśląc w ten sposób? Nie wiem i nie wiem też skąd się to u mnie wzięło, rodzice przecież zawsze mnie wspierali, przyjaciele kibicowali, znajomi byli blisko. Pewnego dnia przeczytałam w książce, że konkurencja nie istnieje, że tak samo, jak słońce świeci na nas wszystkich jednakowo tak miejsca wystarczy dla wszystkich. Było to dobre kilka lat temu. Postanowiłam, wtedy wyrzucić z siebie negatywne emocje i myśli, mało tego zamienić je w zupełnie odwrotne. I znów z dnia na dzień (wszystko się tak odbywa) zmieniłam myślenie. Zaczęłam wszystkim przyjaciołom, kumplom, ludziom wokół życzyć dobrze. Ale do tego stopnia, że, kiedy wiedziałam, że czegoś bardzo chcą powtarzałam sobie w myślach: „Oby Ci się udało, obyś to zrealizował, obyś to dostał, obyś dał radę“ i tak bez przerwy aż pojawiła się wiadomość. I wiecie co? To dziwne, ale w tym czasie moim znajomym wszystko się udawało a ja cieszyłam się, jak dziecko czując się tak, jakby to mi się udawało. Wiedziałam już, że to działa i stosuje to przy każdej nadarzającej się okazji.

3. „I tak jestem za słaby“ – nie mam wiary w siebie

alone-513525_1280

Zawsze czekałam na odpowiedni moment. Aż skończę liceum, aż nauczę się języka, aż będę miała urodziny, aż będę miała więcej doświadczenia. Znasz to? A odpowiedni moment jest po prostu tu i teraz. Nigdy nie będziesz bardziej przygotowany. Nigdy nie będziesz miał więcej doświadczenia i nigdy nie będziesz gotowy. O tym przekonałam się stosunkowo późno, bo w trakcie realizacji swojego pierwszego filmu. Wprawdzie z dnia na dzień następowały w moim życiu zmiany, ale to doświadczenie uświadomiło mi, że jestem tak dobra i tak przygotowana, jak to czuje, nie bardziej i nie mniej. Dostaliśmy na studiach zadanie zrealizowania własnego filmu. Było to ponad rok temu na przedmiocie Praca niezależnego producenta filmowego. Pamiętam, że to zadanie wywołało pospolite ruszenie. Nikt, wtedy nie dopuszczał do siebie myśli, że nasz wykładowca Lech Mikulski otworzył przed nami drzwi prawdziwej Szkoły Filmowej. Nadszedł moment aby się wykazać, zarówno organizacyjnie jak i artystycznie. Ludzie byli wściekli. Rozumiecie? Byli wściekli, bo ktoś powiedział im: „Zróbcie film“. Coś o czym większość z nas marzyła stało się koszmarem i udręką. Ludzie narzekali, bo nikt nas nie nauczył robić filmów, bo nikt nie pokazał jak się montuje i nikt nie dał nam sprzętu. Do cholery! Właśnie macie okazję to zrobić! Czego nie rozumiecie? Nie miało to jednak dla mnie znaczenia. Postanowiłam zrobić najlepszy film. Najlepszy dla mnie. Najlepszy pierwszy film, który otworzy mi kolejne drzwi. I tak było. Są dwie osoby, dzięki, którym moja pasja i mój zawód stał się rzeczywistością: Lech Mikulski i Szymon Jakubowski. Bez nich nie byłabym w tym miejscu, nie robiłabym tych filmów, nie pisałabym scenariuszy, nie ruszyłabym do przodu. Mówicie co chcecie, ale oni dali mi moc, nadzieje i siłę. Teraz nie ma dla mnie innego czasu niż dziś, niż to ogłoszenie, ten człowiek, ten film. Nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych, bo wiem, że jestem najlepsza w tym co robię, mimo że mało wiem i niewiele zrobiłam, że popełniam błędy to z jednego zlecenia na drugie jestem coraz lepsza.

4. „Nikt mi nie pomoże, mogę liczyć tylko na siebie“ – boję się odrzucenia

game-figure-598036_1280

Kiedyś wydawało mi się, że muszę do wszystkiego dojść sama. Znajomi powtarzali umiesz liczyć licz na siebie. Bzdura! Byłabym nikim, gdyby nie ludzie, których spotkałam, którzy podali mi rękę, którzy mnie skrytykowali, którzy mnie pochwalili i, którzy podzielili się swoją wiedzą. Katarzyna Stefańska to wszyscy ludzie, których poznałam, to Ty, który czytasz moje wypociny. To nauczyciele, policjanci, instruktorzy, przyjaciele, obcy ludzie w sklepie. Z Was wszystkich jestem zbudowana. Nie daj sobie wmówić, że do czegoś doszedłeś sam i otwórz oczy na ludzi dzięki, którym jesteś w tym miejscu, myślisz w ten sposób. Z jednej tylko przyczyny, Ty kształtujesz innych, więc miej tego świadomość. I miej też świadomość tego, że są wokół Ciebie ludzie, którzy zawsze Ci pomogą a jak wydaje Ci się, że nie to napisz do mnie.

5. “Moje kilka złotych i tak nikomu nie pomoże“ – mam błędne myślenie o pomaganiu

hand-506754_1280

Myślałam, że moje ubrania są zużyte i do niczego się nie przydadzą, dopóki pewnego dnia nie postanowiłam oddać ich do domu dziecka. Wtedy zapaliła mi się lampka, że to co dla mnie jest bezwartościowe dla innych może być niezbędne. Zawsze wokół nas są ludzie bardziej potrzebujący niż my. Staramy się o nich nie myśleć, nie zauważać ich w ciągłej pogoni za samorealizacją. Ale oni są, teraz już nie możesz powiedzieć, że nie wiesz. Rozejrzyj się w miejscu, w którym jesteś, ile masz rzeczy, których nie używasz, nie potrzebujesz, znudziły Ci się. Jedną, dwie, cały worek? Oddaj je, gwarantuje Ci, że, oprócz tego, że zrobisz miejsce w szafie, na półkach to poczujesz się najlepiej na świecie. Nie wiesz, komu, gdzie? Napisz do mnie. Jest cała masa organizacji, domów dziecka, domów samopomocy, bezdomnych, potrzebujących – powiem, gdzie to zanieść. Jeżeli jednak nie masz rzeczy materialnych, to masz w sobie na przykład krew. Boisz się igieł? A wiesz jak ludzie potrzebujący krwi boją się śmierci? No właśnie. W każdym mieście jest kilka baz krwiodawstwa. Masz okazję być bohaterem, uratować komuś życie. Pytanie czy chcesz?Ostatnio miałam sytuacje, kiedy po facebooku w grupach filmowych krążył film, w którym rodzice Jasia montażyści prosili o pomoc na leczenie choroby, która w Polsce uznawana jest za nieuleczalną. Można było oddać coś na licytację lub wpłacić pieniądze na konto fundacji. Bez mrugnięcia okiem wpłaciłam drobną sumę. Naprawdę drobną, teraz, kiedy mieszkam sama, mam do opłacenia rachunki, życie i tak dalej, sami wiecie nie jest lekko. Dostałam odpowiedź, że ta mała suma daje nadzieje, że, gdyby każdy wpłacił taką sumę Jasio byłby już za granicą na leczeniu. Dlatego nie ważne jest, ile i jak. Jeżeli otworzysz oczy – zobaczysz, że masz dużo więcej niż inni, a to co masz może ludziom uratować życie, pomóc godnie żyć lub po prostu spowoduje uśmiech. Do dzieła!

[tabs][/tabs]

Zrzut ekranu 2015-05-04 o 19.44.37Przyznaj się, ile razy Ty popełniłeś samobójstwo? To dość mocne określenie, ale niestety to prawda. Zazdrość niszczy Ciebie od środka. Życzenie innym źle sprowadza na Ciebie cierpienie. Brak wiary w siebie sprawia, że stoisz w miejscu, mimo że masz nogi i możesz biec. Nie dostrzeganie i nie docenianie ludzi, którzy Cię kształtują i pomagają Ci hamuje Twój rozwój. A zamknięcie oczu na potrzebujących odbiera Ci satysfakcję i możliwość zmiany świata. Co masz na swoje usprawiedliwienie?

Follow:

Kierownik produkcji – zgryźliwy, bogaty, zrzędliwy, skur….

Czyżby?

Zgorzkniałe, wredne baby, których nikt nie lubi. Oto najlepsze kierowniczki produkcji. Witam w świecie stereotypów. Myślałam, że mnie one nie dotyczą, ale widzę, że będę musiała je po prostu obalać swoją pracą. To dziwne, że w żadnej z realizacji, nigdy nie spotkałam takich kierowniczek i producentów. Wprawdzie nie zrobiłam jeszcze nic wielkiego, ale pragnę wierzyć, że są dwie prawdy.

[tabs][/tabs]

Pierwsza prawda to ta, którą słyszę jak poznaje ludzi w branży. „O, jesteś kierowniczką produkcji, więc pewnie jesteś ostra babka“, „Kierowniczka produkcji – stara, zgorzkniała, bogata – wszystkim życzę, żeby zostały starymi pannami“, „Kierownik produkcji, to ten co zawsze się czepia, na nic nie ma pieniędzy w filmie, w nic nie chce inwestować tylko się nachapać, a, poza tym nigdy nie rozumie wizji artystycznej.“ Dobrze, to ja poproszę o nazwiska tych ludzi, aby nigdy z nimi nie pracować. Dlatego, że mnie uczono, że kierownik produkcji to musi być jednocześnie psychologiem, przedsiębiorcą, a ponad wszystko człowiekiem. Jak, inaczej wyobrazić sobie pracę z tak różnymi ludźmi, z których składa się ekipa filmowa? Jak, inaczej umiejętnie rozwiązywać konflikty, żeby wszystko szło zgodnie z planem? Jak, inaczej być profesjonalistą i perfekcjonistą w swojej pracy?

money-256312_1280

A druga prawda to moje doświadczenie. Poznałam w swoim życiu kilku kierowników produkcji i producentów. I rzeczywiście nie ma jednego schematu. Pierwszy raz nacięłam się wraz z ekipą na producenta, któremu zależało na taniej sile roboczej, a celem nadrzędnym było oszukanie wszystkich wokół. Ale czy w życiu tak nie ma? Czy nie ma zrzędliwych i wrednych lekarzy? Zadufanych w sobie, pozbawionych współczucia adwokatów? Niemiłych i złośliwych sprzedawców? Ludzie trochę zrozumienia i spojrzenia ciut dalej. Zaraz potem poznałam cudowne dziewczyny Małgorzate Zacharko i Magdę Jakubowską, które są przeciwieństwem wszystkich złych epitetów na temat producenta czy kierownika produkcji. Przede wszystkim lubią swoją pracę, szanują ludzi i zawsze znajdują rozwiązanie. Do tego są zawsze uśmiechnięte i chętne do pomocy, przez co tworzą genialny team, który realizuje cele firmy Film Art Production. Bardzo dobrym, świetnie zorganizowanym i niezwykle empatycznym człowiekiem jest również Janek Kaweckim (kierownik produkcji), z którym miałam okazję współpracować kilka razy. Najlepszym w swoim fachu, genialnym organizacyjnie i bardzo pomocnym jest Paweł Ngo z firmy Film Busters, z którą współpracuje. Dla niego nie ma problemów, są rozwiązania, bez względu na to czy ma na coś wpływ czy nie. Realizuje od kilku lat swoją misję, codziennie pełny optymizmu i wiary w ludzi. Następny, z którym współpracowałam to Marek Hucz, który nawet jak go nie ma, to jest i wszystko jest dopięte na ostatni guzik. A, jeśli coś się wysypie, to bierze, za to pełną odpowiedzialność, nie obwiniając ludzi wokół. Ewelina Krawczyk, która w zawodzie stawia pierwsze kroki, a już wszyscy chcą z nią współpracować, bo daje tyle ciepła i energii, że kilkunastogodzinny plan staje się świetną zabawą. Karolina Galicka, przy, której nie sposób się nie uśmiechać. Oprócz świetnej organizacji można liczyć na pomoc z każdej strony. I niedawno poznana Asia Dzyr, która pędzi do realizacji swoich marzeń, świetnie wszystko organizuje, a przy okazji jest bardzo uczynna i pomocna.

entrepreneur-593362_1280

[tabs][/tabs]

Każdy ma jakieś wady, a zawód ten nie należy do najłatwiejszych. Towarzyszący mu ciągły stres, brak stabilizacji, ryzyko czy wszystko się uda i ciągła potrzeba szybkiego kreatywnego myślenia sprawiają, że niekiedy mówimy: „Dość! Ja wysiadam“. Ale Ci, którzy czerpią z tego nie tylko pieniądze, ale i przyjemność długo bez tej wciąż pędzącej machiny nie wytrzymają.

Ja wiem, że mało jeszcze wiem, spędziłam dopiero rok w pracy przy produkcji. Ale pytam się zatem, gdzie te potwory? Te zgorzkniałe stare panny wyżywające się na reszcie ekipy? Gdzie Ci bogaci faceci, których celem jest oszukiwać ludzi? Dajcie znać jak wiecie!

Follow:

Na co mi to było? Jestem ekshibicjonistką.

Po co ci ten blog? Jak możesz rozmawiać na taki temat z obcymi ludźmi? Czemu wywalasz swoje życie prywatne na facebookową tablicę?

Bo lubię. Bo chcę. Bo czuje, że powinnam. Witajcie, nazywam się Kasia i jestem ekshibicjonistką. Zanim zaczniecie mnie oceniać dajcie się wytłumaczyć.

[tabs][/tabs]

Tak, wiem, że ekshibicjonizm to “stan, w którym jedynym lub preferowanym sposobem osiągania satysfakcji seksualnej jest demonstrowanie swoich narządów płciowych lub aktywności seksualnej (np. masturbacji) obcym osobom – zazwyczaj płci przeciwnej –, które się tego nie spodziewają”. Natomiast daleko mi do takich stanów, sytuacji i objawów. Jednak zdecydowanie chwalę się, żale, prowadzę monologi, ale i konwersacje publicznie na temat tego co dzieje się u mnie w życiu. Dlatego jest to pewien rodzaj ekshibicjonizmu, choć prywatnie uważam, że przemyślanego i ograniczonego. Bowiem nie chwalę się tym co obecnie jem, może dlatego , że mało jem albo nie mam takich potrzeb. Nie wrzucam również do sieci swoich nagich zdjęć, uważam, że to co najmniej niestosowne. Nie spowiadam się również ze swoich potrzeb fizjologicznych i tego typu podobnych. Aczkolwiek, dzielę się swoim życiem zawodowym, wrzucam zdjęcia z projektów przy, których pracuje. Zdarza mi się opisywać relację z przyjaciółmi i znajomymi. Kiedy, teledysk bądź słowa piosenki opisują stan, w którym się znajduje również udostępniam to publicznie. Jak jest mi źle, mówię, że jest mi źle i zawsze znajdą się ludzie, dzięki, którym już nie jest mi źle. Z racji mojego zawodu, moja tablica facebooka jest jak to mówią moi znajomi tablicą ogłoszeń. Ale, skoro to działa, to czemu nie? Jeśli wiem, że ktoś potrzebuje pomocy, krwi, czegokolwiek najpierw sprawdzam źródło, a potem udostępniam to, aby inni też pomogli.

desktop

Jeżeli jednak chodzi o bloga, to prowadzę go od 10 lat. A pamiętniki piszę od 10 roku życia i uważam, że to najfajniejszy sposób na zatrzymanie wspomnień. Pierwsze pamiętniki wyglądały mniej więcej tak, że pisałam: „Właśnie wstałam, idę na pole, bawiliśmy się w bazę, Patryk rzucił we mnie gałęzią, wszystkie dziewczyny noszą stanik“. Natomiast nawet nie wiecie jak można się teraz po 15 latach przy tym uśmiać. Potem był pierwszy blog, który nazywaj się bodajże ‚słodziutka14‘ , wrzucałam tam teksty piosenek, wierszy, opisywałam sytuacje w szkole i z kolonii. Tam były moje pierwsze miłości, zawody, rozczarowania i uśmiechy. Następnie tak wkręciłam się w tę miłość, że założyłam kolejnego bloga ‚szukajacmilosci‘ ciekawe czy myślałam, że tam ją znajdę czy co. Nie mniej jednak byłam cholernie monotematyczna i marzyłam o wielkiej miłości. Później jeszcze było parę innych, w sumie chyba 4, aż powstał ‚jaknieteraztokiedy‘. Od zawsze miałam jakąś nieodpartą potrzebę wyrzucania z siebie tego co mnie boli, bawi i o czym marzę. Zawsze też lubiłam do tego wracać, dawało mi to jakieś poczucie zatrzymania wspomnień i naukę na przyszłość. Tak czy owak, czuję się z tym dobrze.

[tabs][/tabs]

Moja mama zawsze chowała w sobie emocję, o wielu rzeczach, które ją bolały nie mówiła. Nie chciała, bowiem zadręczać innych swoimi problemami, zwłaszcza że uważała, że jej problemy są małe w porównaniu z innymi. A ja wiem, że one były największe na świecie. I takim sposobem pewnego dnia miała wylew. Nerwy i stres spowodowały osłabienie organizmu. Były też oczywiście inne przyczyny. Natomiast pamiętam, że lekarz powiedział wtedy , że trzeba wyrzucać z siebie negatywne emocje, dzielić się nimi, pokazywać radość i łzy. Mama wyszła z tego wylewu cudem. Nie ma, bowiem żadnego uszczerbku na zdrowiu. Nawet lekarz stwierdził, że takie rzeczy zdarzają się raz na milion. Od tej pory mama okazuje wszystkie emocje. Bez względu na to czy, to złość, ból, zmęczenie materiału, rozczarowanie, ale i radości, szczęścia i pozytywne momenty w jej życiu.

lonely-273629_1280

Ta sytuacja utwierdziła mnie tylko w przekonaniu, że nie robię nic złego, że nie odstaje od normy, że jakoś sobie radzę. To jest mój rodzaj ekshibicjonizmu. Jeśli go akceptujesz to fajnie. Jeżeli jest Ci obojętny, to też fajnie. Jeżeli Cię złości „wyłącz mnie online“ i wyrzuć z życia. Proste jak sznurek w kieszeni.

Bo właściwie czy robię coś złego? Czy krzywdzę kogoś?

 

Follow:

Jestem medytującą chrześcijanką, wierzącą w karmę i reikarnacje.

Możesz rzucić we mnie kamieniem, możesz zwyklinać, przejść obojętnie albo posłuchać.

Byłam ostatnio w kościele. Tak, zdarza mi się chodzić do kościoła. Jeszcze bardziej zaskakujące jest to, że lubię tam chodzić. Nie tylko w niedzielę i święta. Msza była bardzo interesująca, w trakcie kazania ksiądz na rzutniku puszczał filmy z youtuba i analizował obrazy. Mało tego na początku mszy zapytał ludzi czemu ubierają się na szaro i dlaczego są tacy smutni. Pomyślałam: „Stary! Masz rację!“, bo miał rację, kiedy rozejrzałam się wokół, byli tam zniesmaczeni ludzi w szarych płaszczach, czarnych butach i ciemnych czapkach. Na mszy wspomniał też, że możemy dać na ofiarę, ale możemy też podzielić się pieniędzmi z potrzebującymi: „(…) tylko pomagajcie sobie, bo pieniędzy nie zabierzecie do grobu“.

[tabs][/tabs]

Moja mama powtarza mi zawsze, że to nieprawda, że na świecie nie ma sprawiedliwości – wszyscy przecież pójdziemy do jednej ziemi. Ładni i brzydcy, bogaci i biedni, zdrowi i chorzy. To jest dopiero sprawiedliwość. Dlatego, kiedy następnym razem pomyślicie, że nie ma sprawiedliwości na świecie, że jeden ma kilka willi i parę samochodów, a Wy wynajmujecie mieszkanie i spłacacie długi przypomnijcie sobie słowa mojej mamy: “każdy z nas będzie leżał w tej samej ziemi”. Może to smutne i powiem szczerze, że chciałabym aby było inaczej, dlatego życzę sobie aby po śmierci następowała reinkarnacja. Ale taka sprawiedliwa, żeby biedni mogli poczuć się bogaci, a bogaci biedni i tak w kółko. Abyśmy mogli swoją dobrocią pracować na kolejne życie w innym wymiarze. I znów sprawiedliwością jest, że nikt z nas nie wie, co będzie i jak będzie, ale jakkolwiek, by nie było, bycie dobrym człowiekiem nigdy nie zaszkodzi, a jeśli pomoże to 1:0 dla Ciebie.

Wracając do meritum, tak jestem wierząca. Dlatego, że jak coś zgubię to mój znajomy św. Antoni skutecznie pomaga mi tego szukać, kiedy mam problem w urzędzie mój kumpel św. Ekspedykt rozwiązuje każdą sprawę, a gdy wiem, że nic się nie da zrobić przyjaciółka św. Rita dokonuje rzeczy niemożliwych. Dodatkowo św. Krzysztof jedzie ze mną w każdą podróż i wie, kiedy przycisnąć moją nogę w pedał hamulca. Święty Juda Tadeusz to dopiero przyjaciel, jest ze mną zawsze, razem pokonujemy problemy finansowe, zawsze znajduje kasę, kiedy jest mi potrzebna. Możesz powiedzieć, że jestem szalona, ale w tym szaleństwie jest reguła, bo czego mam się bać, skoro mam takie plecy? 😉

[tabs][/tabs]

incense-stick-405899_1280

Medytować, natomiast zaczęłam jakiś rok temu. Bardzo ciężko było mi się, wtedy skupić. W mojej głowie było milion myśli. Na początku chwile wyciszenia nic mi nie dawały, a na pewno nie dawały nic namacalnego, nic czego efekty mogłam zobaczyć czy poczuć. Chodziłam na grupowe medytacje, następnie starałam się powtarzać seanse w domu. Zaczęło się od wygodnej pozycji, relaksacyjnej muzyki i liczenia do 10. Trwało to około piętnastu minut dziennie. A mi wydawało się, że tracę mnóstwo czasu, który mogłabym przecież wykorzystać bardziej produktywnie. Postanowiłam jednak nie rezygnować tak szybko mając świadomość, że robię dla siebie coś dobrego. Wreszcie robię coś dla siebie. Pewnego dnia przy którejś z kolei medytacji doznałam szoku nie mogąc ruszyć się z łóżka. Poczułam, że nie mam nóg, że ich nie czuje, nie mogę nimi ruszyć, nie potrafię zgiąć nogi. Trwało to chwilę, dopóki nie zmusiłam się do wstania i upadłam bezwładnie na ziemię powstrzymując się rękami. Czucie powoli wracało, natomiast mój strach się pogłębiał. Poczułam przez chwilę jak to jest nie mieć nóg i zaczęłam dziękować Bogu, że mam nogi. Natychmiast wyszłam z domu pobiegać. Mogłam biegać, skakać, jeździć na rowerze. Możecie się śmiać, ale ja zaczęłam doceniać to , że mam nogi. Pomyślałam wtedy , że medytacja to genialna sprawa, nie dość, że oczyszczam swój umysł, nabieram nowych sił to jeszcze mogę docenić coś czego nie zauważam w codziennym życiu. To było kilka miesięcy temu, od tego czasu medytuje regularnie. Moja ulubiona medytacja to Metta polegająca na miłości wszystkie co nas otacza. Zarówno przyjaciół, ludzi neutralnych jak i wrogów. Genialna sprawa.

[tabs][/tabs]

Dla mnie możesz wierzyć w co tylko chcesz, nawet w ludka spaghetti, ale na Boga wierz w coś dlatego , że jest łatwiej. Wystarczy, że życie codzienne jest trudne, po co komplikować sobie życie duchowe?

Follow:

Nie chce mi się! – Brak motywacji pod lupą.

Jutro, za chwilę, potem. Dlaczego jedni realizują swoje cele i dochodzą na szczyt, a inni wciąż czekają na odpowiedni moment? Oto odpowiedź.

Dochodzimy w pewnym momencie do etapu: „Muszę coś w swoim życiu zmienić.“ Zacznę zdrowo się odżywiać, uprawiać sport, nauczę się języków. Planujemy, spisujemy na kartce i idziemy spać. Rano usprawiedliwiamy się chęcią zdrowej drzemki, w środku dnia zadaniami w pracy, a wieczorem zmęczeniem. Macie tak? Oto kilka sposobów jak łatwo zmienić plany w działania.

Zastanówmy się nad przyczynami braku motywacji.

[tabs][/tabs]

Zrzut ekranu 2015-05-04 o 21.33.24

focus-407244_1280

W szkole zawsze uczono nas odpowiadać. Rzadko skłaniano nas do zadawania pytań. Zwłaszcza takich dotyczących nas samych. Czego chcemy? Co nas interesuje? Czemu ubraliśmy taki t-shirt? Dlaczego chcemy zdobywać wiedzę? Po co warto mieć pasje? Bo właściwie dlaczego się uczymy? Po to , żeby w przyszłości studiować, a następnie mieć dobrą pracę? Ale jaka to dobra praca? Bo chyba nie taka, w której utyramy się od rana do wieczora za dobrą stawkę, a na koniec dnia mamy ochotę strzelić sobie w głowę. Pomyślcie, gdybyśmy od początku zastanawiali się kim chcemy być, jaki wybrać kierunek, co nam się podoba, to mielibyśmy motywacje do nauki i pogłębiania wiedzy. Czemu w szkole na godzinie wychowawczej nie ma zajęć, na których zapraszano by przedstawicieli zawodów aby przez piętnaście minut opowiedzieli jak to jest robić to, co się lubi, jak wygląda ich praca, co trzeba zrobić aby być w tym miejscu, w którym teraz są? Może doczekamy czasów, kiedy nasze dzieci dostaną taką możliwość poznania, jednak my musimy odnaleźć cel sami. Dlatego, jeżeli nie wiesz co chcesz robić, kim chcesz być, jaki zawód sprawiałby Ci przyjemność poszukaj w sobie. W czym jesteś dobry? Co daje Ci frajdę? Kogo podziwiasz? Wypisz na kartce zawody odpowiadające Twoim cechą, a następnie odwiedź przedstawicieli tych zawodów i zapytaj jak jest. Czy ta praca jest dobra? Jakie daje możliwości? I jak zacząć, by się do niej zbliżyć. To odkryje przed Tobą cel i wzbudzi motywacje do jego realizacji.

Zrzut ekranu 2015-05-04 o 21.37.31

woman-506120_1280

Kto z nas go nie doświadczył? To taka wstrętna wada, z którą walczymy bardzo długo, a nie raz codziennie. Jest to taka mała wojna z samym sobą. Jednak to Ty decydujesz czy będziesz wielkim zwycięzcą czy małym przegranym. Dobra wiadomość jest taka, że wszyscy ludzie, których znam i, o których czytałam dotychczas biografie walczyli z tym małym potworem. Jednak można wyrobić sobie takie nawyki, dzięki, którym lenistwo zapomni o Tobie. Jednym z nich jest budzik. Ja od dłuższego czasu mam tak, że w nocy nastawiam budzik na 6:00, chociaż wcale nie musiałabym tak wcześnie wstawać, jednak, po co mam marnować dzień. Rano jednak, bardzo ciężo jest mi zwlec się z łóżka, dlatego na stoliku mam kartkę A4 z napisem: „Jak nie wstaniesz o 6:10 to nic w życiu nie osiągniesz“. Wiecie, że działa. Spróbujcie i dajcie znać.

Zrzut ekranu 2015-05-04 o 21.41.16

friends-438438_1280

Znajomi czy koledzy nastawieni krytycznie, zniechęcający, oddziałują na Ciebie negatywnie. Powiedzenie: „kto, z kim przestaje, takim się staje“ ma moc sprawczą. Dlatego tak ważne jest staranne dobieranie sobie przyjaciół. Nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo naśladujemy innych i jak często ludzie, z którymi przebywamy, kreują naszą przyszłość. Wiem, że to czasem trudne, ale rozejrzyj się i postaraj przebywać z koleżankami czy kolegami utalentowanymi, troszczącymi się o innych, entuzjastycznymi, wesołymi, pozytywnie nastawionymi do świata i ludzi, łaknącymi wiedzy, pomocnymi i przyjacielskimi. Zobaczysz jak zmieni się Twoje życie, kiedy znajdziesz się wśród takich osób. Nagle zaczniesz mieć więcej energii i siły, zaczną Cię spotykać pozytywne sytuacje, nawet słońce jakoś tak bardziej zacznie świecić. Spróbuj. Dla mnie to recepta na fajne życie.

Zrzut ekranu 2015-05-04 o 21.43.08

worried-girl-413690_1280

Problemy. Kto ich nie ma? Chociaż te nasze są zawsze największe, najbardziej bolesne i najtrudniejsze. Pytanie: „dlaczego mnie to spotyka?“ weszło tak w rytuał naszego życia, że zamiast szukać rozwiązań, my szukamy odpowiedzi, która nie istnieje. Zamartwianie się, analizowanie i rozmyślanie nigdy jeszcze nie rozwiązało żadnego problemu. Niby takie proste? Akurat. Rozłóżmy, więc problemy na czynniki pierwsze, całkowicie schematycznie. Problemy dzielą się na takie, na które mamy wpływ lub nie mamy wpływu. Na takie, które dotyczą nas bezpośrednio i te, które są związane z naszymi bliskimi. I finalnie takie, które możemy naprawić i rozwiązać oraz takie, które musimy zaakceptować i są nauką na przyszłość. Skoro już to wiemy , to problemy, na które mamy wpływ to takie, kiedy coś zawaliliśmy, nie dopilnowaliśmy, daliśmy ciała. Problemy, na które często nie mamy wpływu to nasze zdrowie, wypadki losowe, decyzje innych, które nas dotyczą. Te bezpośrednie, związane z nami i naszym życiem oraz takie, w których cierpimy z naszymi przyjaciółmi. Pewne może rozwiązać od razu, nad innymi trzeba popracować, czasem trzeba nawet schować dumę do kieszeni i przyznać się przed samym sobą do błędu. Inne zaś, tu mam na myśli wypadki losowe, to sytuacje, z którymi musimy się pogodzić i bez względu na to, jak banalnie to teraz brzmi, im szybciej to zrozumiemy, tym łatwiej będzie pójść do przodu.

Zrzut ekranu 2015-05-04 o 21.44.48

Zrzut ekranu 2015-05-05 o 23.28.00

Jedni mają łatwy start, są zdrowi, piękni, mają pełną rodzinę i przyjaciół. Inni mają średni start, czasem chorują, nie do końca wierzą w siebie, pochodzą z niepełnej rodziny, nie mają przy sobie oddanych ludzi. Jeszcze inni mają hujowy start (wulgaryzm nie jest przesadą) chorują, cierpią, nie widzą w sobie piękna, nie mają rodziny i przyjaciół. „I powiedz mi Kaśka, wierz w siebie, biegnij do celu, jesteś wyjątkowy. Skoro nikt we mnie nie wierzy, moja droga to kłody i przepaść i nic we mnie nie ma wyjątkowego“.Przeczytałam kiedyś właśnie takie słowa, od jednego z czytających mnie ludzi. Były pełne goryczy, żalu i poszukiwania pomocy. Na początku zrobiło mi się przykro, bo są rzeczy, na które nie mam wpływu jak, chociażby zdrowie, ale pomyślałam, że w tej sytuacji muszę skupić się na tym w czym mogę pomóc, co mogę zmienić. Przeprowadziliśmy kilkadziesiąt rozmów mailowych. Często ja mówiłam jedno, a on drugie. Ale pewnego dnia powiedziałam mu aby mi zaufał na 100% i tak nie ma nic do stracenia, gorzej według niego nie mogło już być. I tak zrobiliśmy. Wprawdzie czułam, że nie mam prawa mówić komuś co ma robić, zwłaszcza , że sama tego nie przeżyłam, ale czułam, że on potrzebuje jakiejś siły a ja tę siłę mam. Postanowiliśmy zaplanować jego życie, zrobić wykres, schemat, tabelkę. Najpierw takie, którego pragnie. Później takie, które też byłoby dobre. I na końcu takie, którego nie chcę. Napisaliśmy trzy scenariusze, trzy różne historię. Następnie on miał wybrać taką, którą chcę. Oczywiście wybrał najlepszą. Tą najlepszą rozpisaliśmy na czynniki pierwsze, co zrobić aby tak było , jak to osiągnąć, którą drogę wybrać. Odpowiedzieliśmy na setki pytań. Kolejną rzeczą było uwierzenie na maxa, że tak będzie i noszenie tego scenariusza zawsze przy sobie. Zarówna ja wierzyłam, jak i on. I wiecie co? Wszystko się zmieniło. Bajka prawda? Nie. Życie. Teraz On ma cudowną narzeczoną, labradora, wynajmuje mieszkanie i zaczyna studia. I uwierzcie mi, że miał bardzo hujowy start, ale mógł nadal użalać się nad tym co jest lub spróbować to zmienić. Zmiana zawsze jest dobra.

[tabs][/tabs]

Wyeliminowanie przyczyn braku motywacji, równa się zmiana życia na lepsze. Może dodacie jakieś znane Wam braki motywacji? Albo sposoby na odzyskanie jej w swoim życiu?

Zrzut ekranu 2015-05-04 o 21.54.38

Follow: