Katarzyna Stefańska

Posts by this author:

Nie chce mi się! – Brak motywacji pod lupą.

Jutro, za chwilę, potem. Dlaczego jedni realizują swoje cele i dochodzą na szczyt, a inni wciąż czekają na odpowiedni moment? Oto odpowiedź.

Dochodzimy w pewnym momencie do etapu: „Muszę coś w swoim życiu zmienić.“ Zacznę zdrowo się odżywiać, uprawiać sport, nauczę się języków. Planujemy, spisujemy na kartce i idziemy spać. Rano usprawiedliwiamy się chęcią zdrowej drzemki, w środku dnia zadaniami w pracy, a wieczorem zmęczeniem. Macie tak? Oto kilka sposobów jak łatwo zmienić plany w działania.

Zastanówmy się nad przyczynami braku motywacji.

[tabs][/tabs]

Zrzut ekranu 2015-05-04 o 21.33.24

focus-407244_1280

W szkole zawsze uczono nas odpowiadać. Rzadko skłaniano nas do zadawania pytań. Zwłaszcza takich dotyczących nas samych. Czego chcemy? Co nas interesuje? Czemu ubraliśmy taki t-shirt? Dlaczego chcemy zdobywać wiedzę? Po co warto mieć pasje? Bo właściwie dlaczego się uczymy? Po to , żeby w przyszłości studiować, a następnie mieć dobrą pracę? Ale jaka to dobra praca? Bo chyba nie taka, w której utyramy się od rana do wieczora za dobrą stawkę, a na koniec dnia mamy ochotę strzelić sobie w głowę. Pomyślcie, gdybyśmy od początku zastanawiali się kim chcemy być, jaki wybrać kierunek, co nam się podoba, to mielibyśmy motywacje do nauki i pogłębiania wiedzy. Czemu w szkole na godzinie wychowawczej nie ma zajęć, na których zapraszano by przedstawicieli zawodów aby przez piętnaście minut opowiedzieli jak to jest robić to, co się lubi, jak wygląda ich praca, co trzeba zrobić aby być w tym miejscu, w którym teraz są? Może doczekamy czasów, kiedy nasze dzieci dostaną taką możliwość poznania, jednak my musimy odnaleźć cel sami. Dlatego, jeżeli nie wiesz co chcesz robić, kim chcesz być, jaki zawód sprawiałby Ci przyjemność poszukaj w sobie. W czym jesteś dobry? Co daje Ci frajdę? Kogo podziwiasz? Wypisz na kartce zawody odpowiadające Twoim cechą, a następnie odwiedź przedstawicieli tych zawodów i zapytaj jak jest. Czy ta praca jest dobra? Jakie daje możliwości? I jak zacząć, by się do niej zbliżyć. To odkryje przed Tobą cel i wzbudzi motywacje do jego realizacji.

Zrzut ekranu 2015-05-04 o 21.37.31

woman-506120_1280

Kto z nas go nie doświadczył? To taka wstrętna wada, z którą walczymy bardzo długo, a nie raz codziennie. Jest to taka mała wojna z samym sobą. Jednak to Ty decydujesz czy będziesz wielkim zwycięzcą czy małym przegranym. Dobra wiadomość jest taka, że wszyscy ludzie, których znam i, o których czytałam dotychczas biografie walczyli z tym małym potworem. Jednak można wyrobić sobie takie nawyki, dzięki, którym lenistwo zapomni o Tobie. Jednym z nich jest budzik. Ja od dłuższego czasu mam tak, że w nocy nastawiam budzik na 6:00, chociaż wcale nie musiałabym tak wcześnie wstawać, jednak, po co mam marnować dzień. Rano jednak, bardzo ciężo jest mi zwlec się z łóżka, dlatego na stoliku mam kartkę A4 z napisem: „Jak nie wstaniesz o 6:10 to nic w życiu nie osiągniesz“. Wiecie, że działa. Spróbujcie i dajcie znać.

Zrzut ekranu 2015-05-04 o 21.41.16

friends-438438_1280

Znajomi czy koledzy nastawieni krytycznie, zniechęcający, oddziałują na Ciebie negatywnie. Powiedzenie: „kto, z kim przestaje, takim się staje“ ma moc sprawczą. Dlatego tak ważne jest staranne dobieranie sobie przyjaciół. Nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo naśladujemy innych i jak często ludzie, z którymi przebywamy, kreują naszą przyszłość. Wiem, że to czasem trudne, ale rozejrzyj się i postaraj przebywać z koleżankami czy kolegami utalentowanymi, troszczącymi się o innych, entuzjastycznymi, wesołymi, pozytywnie nastawionymi do świata i ludzi, łaknącymi wiedzy, pomocnymi i przyjacielskimi. Zobaczysz jak zmieni się Twoje życie, kiedy znajdziesz się wśród takich osób. Nagle zaczniesz mieć więcej energii i siły, zaczną Cię spotykać pozytywne sytuacje, nawet słońce jakoś tak bardziej zacznie świecić. Spróbuj. Dla mnie to recepta na fajne życie.

Zrzut ekranu 2015-05-04 o 21.43.08

worried-girl-413690_1280

Problemy. Kto ich nie ma? Chociaż te nasze są zawsze największe, najbardziej bolesne i najtrudniejsze. Pytanie: „dlaczego mnie to spotyka?“ weszło tak w rytuał naszego życia, że zamiast szukać rozwiązań, my szukamy odpowiedzi, która nie istnieje. Zamartwianie się, analizowanie i rozmyślanie nigdy jeszcze nie rozwiązało żadnego problemu. Niby takie proste? Akurat. Rozłóżmy, więc problemy na czynniki pierwsze, całkowicie schematycznie. Problemy dzielą się na takie, na które mamy wpływ lub nie mamy wpływu. Na takie, które dotyczą nas bezpośrednio i te, które są związane z naszymi bliskimi. I finalnie takie, które możemy naprawić i rozwiązać oraz takie, które musimy zaakceptować i są nauką na przyszłość. Skoro już to wiemy , to problemy, na które mamy wpływ to takie, kiedy coś zawaliliśmy, nie dopilnowaliśmy, daliśmy ciała. Problemy, na które często nie mamy wpływu to nasze zdrowie, wypadki losowe, decyzje innych, które nas dotyczą. Te bezpośrednie, związane z nami i naszym życiem oraz takie, w których cierpimy z naszymi przyjaciółmi. Pewne może rozwiązać od razu, nad innymi trzeba popracować, czasem trzeba nawet schować dumę do kieszeni i przyznać się przed samym sobą do błędu. Inne zaś, tu mam na myśli wypadki losowe, to sytuacje, z którymi musimy się pogodzić i bez względu na to, jak banalnie to teraz brzmi, im szybciej to zrozumiemy, tym łatwiej będzie pójść do przodu.

Zrzut ekranu 2015-05-04 o 21.44.48

Zrzut ekranu 2015-05-05 o 23.28.00

Jedni mają łatwy start, są zdrowi, piękni, mają pełną rodzinę i przyjaciół. Inni mają średni start, czasem chorują, nie do końca wierzą w siebie, pochodzą z niepełnej rodziny, nie mają przy sobie oddanych ludzi. Jeszcze inni mają hujowy start (wulgaryzm nie jest przesadą) chorują, cierpią, nie widzą w sobie piękna, nie mają rodziny i przyjaciół. „I powiedz mi Kaśka, wierz w siebie, biegnij do celu, jesteś wyjątkowy. Skoro nikt we mnie nie wierzy, moja droga to kłody i przepaść i nic we mnie nie ma wyjątkowego“.Przeczytałam kiedyś właśnie takie słowa, od jednego z czytających mnie ludzi. Były pełne goryczy, żalu i poszukiwania pomocy. Na początku zrobiło mi się przykro, bo są rzeczy, na które nie mam wpływu jak, chociażby zdrowie, ale pomyślałam, że w tej sytuacji muszę skupić się na tym w czym mogę pomóc, co mogę zmienić. Przeprowadziliśmy kilkadziesiąt rozmów mailowych. Często ja mówiłam jedno, a on drugie. Ale pewnego dnia powiedziałam mu aby mi zaufał na 100% i tak nie ma nic do stracenia, gorzej według niego nie mogło już być. I tak zrobiliśmy. Wprawdzie czułam, że nie mam prawa mówić komuś co ma robić, zwłaszcza , że sama tego nie przeżyłam, ale czułam, że on potrzebuje jakiejś siły a ja tę siłę mam. Postanowiliśmy zaplanować jego życie, zrobić wykres, schemat, tabelkę. Najpierw takie, którego pragnie. Później takie, które też byłoby dobre. I na końcu takie, którego nie chcę. Napisaliśmy trzy scenariusze, trzy różne historię. Następnie on miał wybrać taką, którą chcę. Oczywiście wybrał najlepszą. Tą najlepszą rozpisaliśmy na czynniki pierwsze, co zrobić aby tak było , jak to osiągnąć, którą drogę wybrać. Odpowiedzieliśmy na setki pytań. Kolejną rzeczą było uwierzenie na maxa, że tak będzie i noszenie tego scenariusza zawsze przy sobie. Zarówna ja wierzyłam, jak i on. I wiecie co? Wszystko się zmieniło. Bajka prawda? Nie. Życie. Teraz On ma cudowną narzeczoną, labradora, wynajmuje mieszkanie i zaczyna studia. I uwierzcie mi, że miał bardzo hujowy start, ale mógł nadal użalać się nad tym co jest lub spróbować to zmienić. Zmiana zawsze jest dobra.

[tabs][/tabs]

Wyeliminowanie przyczyn braku motywacji, równa się zmiana życia na lepsze. Może dodacie jakieś znane Wam braki motywacji? Albo sposoby na odzyskanie jej w swoim życiu?

Zrzut ekranu 2015-05-04 o 21.54.38

Follow:

Po co mamy uszy? Sprawdź czy jesteś dobrym słuchaczem.

Halo? Słyszy mnie Pan? Tak. A słucha mnie Pan? No właśnie. Wydawałoby się, że mając zdrowe organy słuchowe naturalnym jest, że słysząc słuchamy, okazuje się jednak, że niekoniecznie.

Zdarza się Wam w trakcie rozmowy zapytać rozmówce: „Co powiedziałeś?“ – wyłączamy się, myślimy o czymś innym, a nasze uszy przecież cały czas działają prawidłowo. Dlaczego tak się dzieje?

Otóż, słuchacz myśli z szybkością około 500 słów na minutę, podczas gdy typowa szybkość mówienia to 125 do 150 słów na minutę. I ta różnica, ponad 300 słów powoduje, że nasze myśli zaczynają wędrować własnymi ścieżkami, często daleko odbiegając od tematu, którym próbuje nas zainteresować druga osoba.

Nikt nie lubi być nie słuchanym, zwłaszcza , że czujemy się, wtedy ignorowani i spada nasza wartość siebie. Ile razy było tak, że bałeś się coś powiedzieć, aby nie wyjść na durnia? Lub pomyślałeś, że Twoje zdanie nie będzie traktowane poważnie? Jak często masz tak, że przedstawiasz fajny pomysł rówieśnikom a oni ignorując Cię rozmawiają między sobą? A przecież nie od dziś wiadomo, że dobry mówca jest dobrym słuchaczem i odwrotnie.

[tabs][/tabs]

Dlaczego jeszcze warto być dobrym słuchaczem?

buddha-statue-546458_1280

Po pierwsze dla zdobywania wiedzy. Możesz od rozmówcy nauczyć się czegoś ciekawego, co pozwoli Ci tę wiedzę wykorzystać.

Po drugie słuchając zdobywasz przyjaciela. Nikt z nas nie chciałby mieć takie przyjaciela, który cały czas gada i nie interesuje go co mamy do powiedzenia.

Po trzecie słuchanie pomaga podjąć słuszne decyzje. Zanim podejmiemy decyzje powinniśmy dopuścić do siebie zdanie innych ludzi. Pozwoli nam to zdobyć inny punkt widzenia i podjąc obiektywną oraz przemyślaną decyzję.

Po czwarte słuchając możesz ustrzec się przed kłopotami. Są sytuacje, które przeżyli nasi rozmówcy i mogą podpowiedzieć jak się przed nimi ustrzec.

Po piąte słuchanie przyczynia się do lepszej pracy i współpracy. Dzięki umiejętności słuchania i skupienia współpracownicy czują, że przejawiasz zainteresowanie ich ideami, odczuciami i problemami. Przez co szanują Cię i chcą z Tobą pracować.

Po szóste słuchając możesz pomóc drugiej osobie w rozwiązaniu w jej problemów. A sama świadomość i poczucie bycia potrzebny sprawia, że jesteś bardziej pewny siebie.

Po siódme słuchanie sprawia, że jesteś lepiej poinformowany. To stwierdzenie chyba nie wymaga komentarza. Przecież zawsze lepiej wiedzieć niż nie wiedzieć.

[tabs][/tabs]

Jakim słuchaczem jestem ja, a jakim Ty?

Oto cechy dobrego i złego słuchacza. Zobacz, które przeważają u Ciebie, ja zrobię to samo.

Zrzut ekranu 2015-05-08 o 15.37.33

U mnie 4/6, a u Was?

[tabs][/tabs]

Zastanówmy się zatem, jakie są przyczyny złego słuchania?

entrepreneur-593358_1280

Bardzo często zdarza się tak, że mamy niechętny stosunek do rozmówcy, powoduje to automatyczne „wyłączenie“ funkcji słuchania, gdyż jesteśmy przekonani, że ten człowiek nic ciekawego nam nie przekaże. Bywa również tak, że nasze myśli są zupełnie w innym miejscu, jesteśmy przytłoczeni sprawami do załatwienia i wydaje nam się, że nic nie jest od tego ważniejsze. Nie słuchamy również, tego co na pierwszy rzut oka jest dla nas trudne i niezrozumiałe. Odrzucamy to, zanim spróbujemy to poznać. Są również mówcy, którzy poprzez swój monotonny styl mówienia, bez względu na to, co chcą nam przekazać, nie jesteśmy w stanie się skupić. Kolejną rzeczą jest gadatliwość, są tacy ludzie, którzy wydają się być nakręceni jak katarynki i nie wiedzą, kiedy przestać.

Co zrobić aby wytrenować pozycję dobrego słuchacza?

 

Przede wszystkim musimy starać się opanować swój wzrok i skupić go na rozmówcy. Jest udowodnione, że dekoncentracja i rozglądanie się na boki podczas rozmowy powoduje zaprzestanie słuchania i myślenie o innych rzeczach. Ponadto jako słuchacze powinniśmy przyjąć właściwą postawę ciała. Taką, która świadczy o aktywności słuchacza. Kręcenie się na fotelu zdecydowanie nie sprzyja koncentracji, rozprasza zarówno mówcę, jak i słuchacza. Dajmy drugiej osobie kredyt zaufania. Nie próbujmy jej przerywać sądząc, że nie dojdzie do mądrej konkluzji. Nie zniechęcajmy się również sposobem jej mówienia, w końcu nie to, jak, ale co ma dla nas właściwą wartość.

[tabs][/tabs]

I na koniec ćwiczenie, które pomoże być dobrym słuchaczem.

wanderer-455338_1280

W wolnej chwili udaj się do lasu na spacer i postaraj się wsłuchać w rytm jego życia. Staraj się wyłowić i rozróżnić poszczególne odgłosy, jak np. szelest liści, chrzęst podłoża czy głosy ptaków. Spróbuj wyrzucić międzyczasie wszystkie inne myśli, skup się tylko na słuchaniu. Takie ćwiczenie pozwala trenować naszą wrażliwość słuchową i wpływa na poprawienie koncentracji.

[tabs][/tabs]

Ile wyszło Wam cech dobrego słuchacza? Zgadzacie się z tekstem, czy macie zupełnie inne zdanie? Co według Was pozwala poprawia jakość słuchania? I czy w ogóle warto według Was słuchać?

 

Follow:

Body/Ciało reż. Małgośka Szumowska – Palcem po ekranie #1

Bądźcie wyrozumiali to moja pierwsza publiczna recenzja w życiu. Nie wiem jak robią to profesjonaliści, ale ja przygotowując się do niej obejrzałam ten film trzy razy. Pierwszy raz zupełnie oddając się historii, szukając wrażliwości, i z całkowitym zaangażowaniem w fabułę. Drugi raz patrzyłam na film od strony technicznej, skupiając się na ustawieniach kamery, skomponowanej muzyce, strojach i scenografii. Trzeci raz „poświęciłam“ tylko na montaż. Po tym filmowym maratonie, skupiłam się na poszukiwaniu wywiadów z twórcami. Przy okazji tego filmu udało mi się zadać również parę pytań osobiście reżyserce.

[tabs][/tabs]

Zrzut ekranu 2015-04-27 o 16.30.33

“33 sceny z życia” mnie poruszyły, “Sponsoring” nie przekonał, a “W imię” zrobiło na mnie wrażenie. Z ciekawością przyglądam się twórczości Małgorzaty Szumowskiej i nie ukrywam, że z niecierpliwością czekałam na jej nowy film. Mówi się o niej, że jest reżyserką “nowego pokolenia”, że podąża za trendami, że podchwytuje tematy, o których jest głośno w mediach, a jednak na co dzień wydaje się jakby nas nie dotyczyły. Jaka jest ona sama? Niezwykle ciepła, a jednocześnie zdecydowana, myślę, że jest babką, która twardo stąpa po ziemi i w niecodzienny sposób pokazuje problemy, które nas otaczają. “Body/Ciało” pierwszy raz obejrzałam jednak, nie w kinie na premierze ale na festiwalu Łódzkiej Filmówki “Łodzią po Wiśle” w Warszawskim kinie Iluzjon. Wiedziałam bowiem, że po pokazie jest spotkanie z reżyserką, a nie ma nic lepszego niż porozmawiać o filmie z twórcą i dowiedzieć się informacji z pierwszej ręki.

Film Małgośki Szumowskiej pt. „Body/Ciało“ opowiada historię wyrachowanego i zimnego prokuratora (Janusz Gajos) oraz jego córki Olgi cierpiącej na anoreksję (Justyna Suwała). Obydwoje próbują na swój własny sposób poradzić sobie ze śmiercią matki. Olga uciekając się w chorobę, a jej ojciec oddając się całkowicie pracy. Mimo, iż córka swoim zachowaniem cały czas próbuje zwrócić na siebie uwagę ojca, ten pozostaje zupełnie obojętny w obliczu choroby, która wyniszcza dziewczynę. W swojej pracy jest także niewzruszony, nawet w momencie, kiedy pojawia się na oględzinach zwłok zmasakrowanego noworodka. Choroba Olgi wymyka się jednak spod kontroli i dziewczyna trafia do szpitala. Tam poznajemy dziwną terapeutkę Annę (Maja Ostaszewska), która poprzez swoje metody wprowadza nas w świat chorych na anoreksję dziewczyn. Reżyserska wprowadza nas również w życie terapeutki, która okazuję się kobietą-medium, dzięki której zmarli kontaktują się z żywymi. Pewnego dnia Anna oznajmia prokuratorowi i jego córce, że jest w kontakcie z ich bliską zmarłą , a ta chcę przekazać im informację z zaświatów. O ile dziewczyna wierzy Annie i jest przekonana co do jej paranormalnych zdolności, o tyle twardo stąpający po ziemi ojciec uważa ją za pozbawioną zmysłów wariatkę. Okazuje się jednak, że terapeutka zna wiele ich rodzinnych sekretów, przez co obydwoje decydują się na seans terapeutki w celu kontaktu ze zmarłą.

[tabs][/tabs]

W obiektywie

0becddf46f83d7bffbdd1ef9332a18df,640,0,0,0

Za zdjęcia w filmie odpowiedzialny był Michał Englert, który dodatkowo współpracował z Szumowską przy tworzeniu scenariusza. Teoretycznie wiemy, czego można się po nim spodziewać. Laureat wielu nagród, autor zdjęć do takich filmów jak “Nieulotne” czy “Wszystko co kocham” w reżyserii Jacek Borcucha. Kadry były proste, a w swej prostocie genialne. Ujęcia były raczej statyczne, czasem można było zaobserwować jazdy. To jednak sprawiło, że nic nie odciągało naszej uwagi. Dodatkowo muszę wspomnieć o dbałości o każdy szczegół jeśli chodzi o wypełnienie kadru. Współgrały ze sobą intensywność kolorów scenografii, jak i kostiumów, a nawet charakteryzacji. Dużą rolę w filmie odgrywało światło, które uwydatniało kadry, dopełniało je, a wiele razy “malowało” historię. Zimne, niebieskie towarzyszyło nam zazwyczaj w scenach szpitalnych, a ciepłe i miękkie w sytuacjach dziejących się w mieszkaniu rodzinnym.

[tabs][/tabs]

Na montażu

z17253018P,Kadr-z-filmu--Body-Cialo-Montażem filmu zajął się Jacek Drosio, wieloletni przyjaciel Małgośki Szumowskiej. Od niej dowiedziałam się, że właściwie jest artystą samodzielnym, że ma własną wizję, że ona jako reżyserska nie jest cały czas obecna na montażu. Ponadto ufa mu w stu procentach, nadają na tych samych falach i często rozumieją się bez słów. To prawdziwy dar, trafić na kogoś takiego i zbudować taki team ludzi rozumiejących się, lubiących i pracujących na jeden efekt. W montażu nie ma żadnych specjalnych efektów, udziwnień czy skomplikowanych przejść. Mam wrażenie, że takie zabiegi zepsułyby odbiór i wprowadziły niepotrzebny zamęt i skomplikowanie. Proste przejścia opowiadają historię, wprowadzają w świat bohaterów, są zrozumiałe i czytelne. Małgośka opowiadała również, że wszystko okazywało się na montażu, dlatego trzeba było robić odpowiednie dokrętki, mimo, że jak mówiła Jacek Drosio rzadko zagląda do scenariusza.

[tabs][/tabs]

Czemu “Body/Ciało”?

Zrzut ekranu 2015-04-27 o 16.30.03

Dlatego, że jest to opowieść o ciele, o naszych relacjach i stosunku do ciała. O naszym zewnętrznym wyglądzie i chowanym wnętrzu. O ciele młodym, nie potrafiącym sobie poradzić i na zewnątrz pokazującym problemy. I o ciele starym, pokrytym zmarszczkami i nie ujawniającym prawdy. Jak również o ciele, które odeszło, a jednocześnie szuka kontaktu. Dla mnie “Body/Ciało” to film z dystansem, zabarwiony inteligentnym humorem. Historia prosta, ale i pozostawiająca pytania. Bo jak bardzo musimy się od siebie oddalić aby odnaleźć siebie? Co jest najważniejsze i jak radzić sobie ze stratą? Co wyraża nasze ciało i co po nim zostanie po śmierci?

 

[tabs][/tabs]

Z pierwszej ręki

IMG_3288

Rozmowę z reżyserką po projekcji filmu prowadziła dziewczyna, która jest na drugim roku reżyserii w Łódzkiej Filmówce i nie ulega wątpliwości, że dużo się jeszcze musi nauczyć. Zachowywała się arogancko, zadawała idiotyczne pytania, odnosiliśmy wrażenie na widowni, że chciałaby abyśmy przyszli tu dla niej. Ale przede wszystkim jej CIAŁO mówiło samo za siebie, bowiem pokładała się na krześle, kiwała i wykazywała brak szacunku. Trochę to smutne, że spośród “wybranych” studentów szkoły filmowej, wybrano właśnie ją. Jednak postanowiłam nie zwracać na to uwagi i przejęłam pałeczkę, dlatego, że chciałam z tego spotkania wynieść najwięcej dla siebie. Zapytałam Małgośkę Szumowską przede wszystkim o to jak przygotowuje się i ile trwa dokumentacja. Dowiedziałam się, że już w trakcie pisania scenariusza reżyserka odwiedzała miejsca leczenia choroby anoreksji, wtedy już wiedziała, że szuka również lokacji do filmu. Spędziła godziny i dni na ustaleniach i rozmowach. Kolejnym moim pytaniem był scenariusz, w jaki sposób piszą go razem z Michałem Englertem? Okazało się, że piszą go zazwyczaj online, wrzucają na dropboxa i każde z nich dopisuje kolejną część czy dialogi. Pytałam również o ekipę filmową, w jaki sposób dobiera współpracowników. Oczywiście Ci, z którymi pracuje od lat i świetnie się rozumie to jasne, ale resztę ekipy. Szumowska powiedziała, że bywa różnie, z najbliższymi pracuje od lat, ale reszta ekipy to często przy każdym filmie różni ludzie. Zasugerowała również, że każdy może z nią pracować, o ile tylko chce, jest zawzięty i wykonuje swoją pracę dobrze. Pojawiło się również pytanie o obsadę, aktorów, czy planowała właśnie ich, czy to był przypadek. Na obsadę głównych ról była zdecydowana od dawna, jeśli jednak chodzi o pozostałe rolę oraz epizodystów, wyznała, że najbardziej lubi pracować z naturszczykami, ludźmi, którzy nie są po szkoła aktorskich. Na pytanie dlaczego, odpowiedziała, że tacy ludzie mają w sobie prawdę, szybko wchodzą w rolę, nie potrzebują przygotowania, nie są zmanierowani a przede wszystkim nie są piękni, jak ci z pierwszych stron gazet.

Walczyła, marzyła, pragnęła, myślała i śniła o nagrodzie Złotego Niedźwiedzia za reżyserię na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie – Berlinale. I filmem “Body/Ciało” udowodniła, że można, że się da, że trzeba robić swoje.

Wiem, że realizuje kolejny film i wiem, że jej asystentem został chłopak, który się do niej zgłosił, bo chciał z nią pracować. I myślę, że to prawdziwa nagroda, lekcja i zaszczyt pracować z kimś kto wie czego chcę. Mam takie powiedzenie, którego chciałabym się pozbyć i może to jest dobry moment: “Chciałabym, aby było mi dane kiedyś pracować z Małgośką Szumowską”. Zamienię je więc na “Będę niebawem pracować z Małgośką Szumowską”.

I co myślicie? Do zniesienia recenzja jak na pierwszy raz? Może oglądaliście “Body/Ciało” i z czymś się nie zgadzacie lub zgadzacie? Koniecznie napiszcie w komentarzach.

 

Follow:

Szczęśliwa trzynastka czyli SZKOŁA TELEDYSKÓW #1

“Praca filmowca to fajnie spędzony czas, z fajnymi ludźmi, którzy uczą się fajnych rzeczy od Ciebie a Ty od nich.” – Anna Maliszewska

W konkursach dotyczących uczestnictwa w różnych warsztatach filmowych biorę udział kilkanaście razy w roku. Zawsze kończy się to krótkim: „Dziękujemy za zgłoszenie, proszę spróbować za rok.“ No cóż nie byłabym sobą, gdybym się poddała. Jednym z takich konkursów była „Szkoła teledysków“. Miesiąc temu dostałam maila: „Drodzy uczestnicy Szkoły Teledysków. I na tym mógłbym zakończyć (…)“ od Wojtka Augustyniaka. Była 3 nad ranem, a ja wracałam do domu zmęczona po kilku godzinach w montażowni, wałkując jeden i ten sam materiał. Nie uwierzyłam. Pomyślałam, że to jeden z tych maili po, których przyjdzie wyjaśnienie, że to pomyłka (tak też mi się zdarzało). Wstałam rano i jeszcze raz spojrzałam na skrzynkę mailową, wtedy dotarło do mnie, że jednak wezmę w tym udział.

Zadzwoniłam szybko do rodziców aby poinformować ich, że nie będzie mnie w Krakowie przez ponad miesiąc, bo robimy teledysk. Poinformowałam również moje dziewczyny ze studiów, że jest taka sprawa, że muszę być w dwóch miejscach na raz. Usłyszałam, tylko , że to nie problem, wszystko załatwone, idź i twórz. Także w Krakowie byłam duchem (wpisana na studiach), a w Warszawie ciałem.

[tabs][/tabs]

I DZIEŃ WARSZTATÓW

IMG_2956Jest nas trzydzieści dziewięć osób. Trzy piosenki. Trzech wykonawców. O co chodzi?

Nowa sytuacja, nowe otoczenie, nowe twarze. Poznajemy wreszcie Wojtka organizatora tego całego zamieszania. Wojtek mówi nam parę słów o sobie, o inicjatywie, o całych warsztatach. I przychodzi ten moment, którego zazwyczaj nikt nie lubi, a ja przewrotnie uwielbiam: „Powiedzcie parę słów o sobie.“ Bardzo lubię poznawać nowych ludzi, lubię jak mówią o sobie, o tym co zrobili, czym się interesują, jakie mają marzenia i cele. Wreszcie do sali wchodzi Ania Maliszewska, która wprowadzi nas w świat teledysków.

Czy, aby robić teledyski trzeba być po Szkole Filmowej?

Nie. Z całą stanowczością odpowiada Ania. Mówi też o tym jak znalazła się w tej branży, kim jest i co zrobiła. To kobieta niezwykle skromna i mądra, przepełniona pasją i doświadczeniem. Przez trzy godziny podzieliła się z nami niezwykłą i nieocenioną wiedzą. Co konkretnie?

W pracy filmowca, bez względu na to czy, to praca przy filmie, serialu, reklamie czy teledysku najważniejsze jest, żeby się udało. Ludzie, którzy spotykają się aby zrealizować pomysł mają energię i wierzą w jego potencjał. Nagle kilkanaście osób, bardzo różnych, mających całkiem inne poglądy i cele patrzą w tym samym kierunku. Zależy, im na tym jednym filmie, tym jednym dziecku, które musi zostać dopieszczone w każdym calu. Ania powiedziała nam, że powinniśmy dać szanse swoim pomysłom, bawić się nimi i nie być dla siebie zbyt surowym. Szukać możliwości realizacji, dzielić się z innymi, przyjmować krytykę i nigdy się nie poddawać. Co do teledysków, których zrobiła setki pokazała jak ważne jest nie dosłowne traktowanie piosenki. Obraz nie powinien wynikać z tekstu. Powinien być wręcz obok, będąc jednocześnie spójny z całością. Teledysk to forma artystyczna, obraz połączony z muzyka i z Tobą. Scenariusz, który stworzymy nie powinien leżeć w szufladzie, powinniśmy się, nim dzielić, pytać o opinie, poddawać konfrontacji. Jeżeli ktoś nie rozumie naszego pomysłu, to jest zdecydowanie zły pomysł. Trzeba, wtedy zmienić trop, spróbować, inaczej, dać sobie czas. Ważne jest również aby w dalszej pracy umieć oddzielić projekty artystyczne od komercyjnych. Komercyjne, bowiem są szablonowe, narzucają pewne prawa i przedmioty, które narzuca firma. Artystyczne dają wolność tworzenia, nie zmuszają, nie hamują, nie sprowadzają na ziemię.

[tabs][/tabs]

Na koniec Ania powiedziała, że w pracy filmowca trzeba znaleźć coś dla siebie aby wiedzieć co z siebie dać innym.

Nie tylko w pracy filmowca, dodałabym od siebie. Im szybciej dowiesz się kim jesteś, jakie masz cechy, umiejętności, plany i marzenia tym szybciej znajdziesz dla siebie miejsce, ludzi i rozwiązania, którymi możesz się dzielić, ale i czerpać od innych.

Zachęcam Was do obejrzenia teledysków Ani, które na mnie zrobiły wrażenie.

Zrzut ekranu 2015-05-06 o 12.58.05

Follow:

Cześć Szymon J. – nie zabij mnie za ten tekst.

Nie byłabym sobą, gdybym o nim nie wspomniała. Arogancki, szyderczy, ironiczny, uszczypliwy i szczery do bólu. Niepokorny, niemiły i nie potrafiący się podporządkować. Taki dla mnie jest, reżyser inny niż wszyscy. Oto Szymon Jakubowski.

Na jedne z zajęć przyniósł stare aparaty, dał nam je do rąk, opowiadając o zaletach i wadach pracy na sprzęcie, który wypadł z obiegu.

Pamiętam jego pierwsze słowa: „Musicie wiedzieć kim jesteście. Tylko w ten sposób dojdziecie tam gdzie chcecie“. Te słowa były kamieniem rzuconym w sali wykładowej. Jedni tego kamienia nawet nie zauważyli. Innym odbił się od czoła i poleciał w eter. Byli też tacy jak ja, których ten kamień uderzył i musieli znaleźć sposób na to aby go zrozumieć. Dlatego, że ja byłam ambitną mądrą dziewczyną, której wydawało się, że wchodzi oknem do świata filmu aby zostać aktorką. Wydawało się, jest tutaj wyrażeniem klucz, bo na pytanie kim jestem, w mojej głowie pojawiała się pustka. Z perspektywy czasu wiem, że to całkiem pospolite. Nikt przecież wcześniej nie zadawał nam takiego pytania i nikt nie oczekiwał odpowiedzi. Aż do momentu, kiedy na mojej drodze pojawił się Szymon, który dał impuls do działania.

[tabs][/tabs]

1496308_714486958569665_710658830_o

Na pierwszym roku studiów, mieliśmy z nim zajęcia, które nazywały się ‚montaż‘, chociaż z montażem niewiele miały wspólnego. Do dziś znajomi ze studiów szydzą w ten sposób. Nie wiedzą jednak, że te zajęcia dawały coś więcej niż jakiś montaż, którego można nauczyć się samemu w domu poprzez tutoriale. Dawały jednak możliwość odnalezienia swojej drogi i podjęcia decyzji jak chcemy by wyglądało nasze życie. I bez względu na to jak się nazywał, jeśli nie umieli odnaleźć informacji ukrytej między wierszami to rzeczywiście był stracony czas. Szymon w trakcie pierwszych zajęć powiedział jeszcze jedno: „Jest Was na roku jakieś trzysta osób, a w zawodzie będzie pracowała jedna, może dwie“. Zabrzmiało to dla mnie jak wyzwanie, na które w głowie pojawiała się jedna myśl: „To będę na pewno ja! No, bo kto jak nie ja. Tylko kiedy?“.

Później był plan zdjęciowy serialu, przy którym Szymon był reżyserem. Jeszcze dobrze nie zabrałam się za poprzedni kamień, jak dostałam wtedy od niego głazem, który zepchnął mnie z powierzchni Ziemi. Mianowicie przygotowywałam się wtedy do etiudy na zaliczenie przedmiotu na studiach. Byłam podekscytowana i pełna energii do działania. Nareszcie mogliśmy na naszych studiach działać. Cały czas na planie chodziłam z grubą teczką, wypełnioną papierami dotyczącymi realizacji filmu tj. scenariuszem, raportami, planami, umowami, zgodami. Szymon wreszcie zapytał mnie co to za teczka. Odpowiedziałam mu wtedy dumna, że robię film. „Chyba etiudę.“ rzucił krótko Szymon, sprowadzając mnie na ziemię. ( na tę samą, z którą mnie później zrównał ). Ciekawy jednak zapytał co to za projekt, czym się przy nim zajmuje i jaki jest scneariusz. Odpowiedziałam: „Ogólnie to wiesz, jestem aktorką. A film nazywa się „Czyściec“ a ja jestem scenarzystą, reżyserem i kierownikiem produkcji“ oczekując wielkiego wow. Szymon natomiast rzucił: „Zaraz, zaraz, ile ty masz lat?“. 24 odpowiedziałam. „Ale to kim ty jesteś? Aktorką, reżyserką, scenarzstką czy kierowniczką produkcji? Nie. Wiesz co? To już jest dużo za późno, żebyś się zastanawiała kim jesteś. Nie możesz być jednocześnie tymi trzema funkcjami, bo będziesz beznadziejna.“

Pamiętam tylko, że spaliłam buraka i miałam ochotę się rozpłakać. Bo przecież staram się być dobra, ambitna, zdolna a tu nagle okazuje się, że jestem nikim. Dodatkowo nic nie osiągnęłam i jest już za późno, żebym cokolwiek zrobiła ze swoim życiem. Nie wiem czy Szymon wiedział co robi, ale dał mi wtedy ultimatum albo teraz albo nigdy. Zajęło mi to całą noc, dochodzenie do tego, czego chce, kim jestem, jak widzę siebie za kilka lat.

Następnego dnia napisałam do niego maila, coś w stylu ja już wiem – chcę być kierownikiem produkcji, najlepszym na świecie. Na co Szymon odpisał, coś w stylu to idź i bądź, świat jest twój.

Od tego momentu wszystko się zmieniło. I za to zawsze będę Szymonowi wdzięczna.

[tabs][/tabs]

Tyle historii. Potem kilka razy dał mi szansę, kilka razy mnie polecił, kilka razy dawał kopa i kilka razy podawał rękę. I jest jedną z niewielu osób, która we mnie uwierzyła. I pewnie, jak zwykle uzna to za szczyt lizustwa, ale mam to gdzieś, bo nauczył mnie jeszcze, że czasem trzeba mieć gdzieś.

Teraz czekam tylko na jego kolejny film fabularny, przy którym rzucę wszystko i zawsze mu pomogę!

10704345_720602874693824_3660460378959143967_o10620183_720602871360491_7062402381756579076_o

10704234_720640091356769_4069127189596696780_o

Zdjęcia autorstwa Magdy Jakubowskiej. Plan pilota serialu “Medium” reż. Szymon Jakubowski

Follow: