Katarzyna Stefańska

Posts by this author:

KORFU – CZYLI JAK STAŁAM SIĘ PIĘKNA I MŁODA.

Planowanie podróży  przy moim trybie życia i pracy nie jest proste. Chyba, że znajdzie się na nie sposób. Dotychczas czekałam do ostatniej chwili, zadręczając się pytaniami czy będę miała projekt, czy wyjazd nie będzie kolidował ze studiami, czy dostanę urlop, a wreszcie kto będzie w stanie dostosować się do moich wszystkich niewiadomych. Teraz po prostu podejmuje decyzje, że wyjeżdżam w danym miesiącu, a życie musi samo dostosować się do moich planów.  Od dwóch lat działa perfekcyjnie. Jestem dokładnie tam gdzie chcę, widzę dokładnie to, co marzyłam zobaczyć i robię właśnie, to na co mam ochotę. Wyjazd na Korfu zaplanowałyśmy z dziewczynami, będąc jeszcze w Portugalii. Jeszcze dużo przed nami do odkrycia, aby jakiekolwiek miejsce mogło się równać z ukochaną Portugalią (w której pewnie kiedyś zamieszkam) Korfu miało jednak swoje plusy i minusy.


KORFU

DFJH7550

Grecka wyspa położona w północnej części morza Jońskiego. Średnia temperatura to 35 stopni, odczuwalna jednak wydaje się być dużo wyższa, ponieważ ma się wrażenie zerowej wilgotności. Jest po prostu upiornie gorąco, do takiego stopnia, że rzeczywiście momentami ciężko się oddycha, nawet w nocy. Miasto w którym mieszkałyśmy to Kavos, okrzyknięte małą Ibizą, czyli miejscem tętniącym życiem głównie w nocy i głównie za sprawą dużych imprez. Trafiłyśmy jednak z dziewczynami na okres, w którym grecka policja nie może się zdecydować czy chcę z tego miejsca zrobić urokliwy kurort czy głośną imprezownie. Jednego dnia zatem zamykali kluby przed dwunastą w nocy, następnego o godzinie ósmej nad ranem jeszcze trwała zabawa. Brak konsekwencji to coś z czym zmagają się Grecy od wielu lat. Jednak największym problemem tamtejszego regionu zdają się być angielscy turyści. Turyści to duże słowo, bowiem imprezowe Kavos przyciąga raczej pozbawionych dobrego stylu nastolatków z Anglii, którzy na każdym kroku potrafią negatywnie zadziwiać. Myślę, że Terencjusz przewraca się w grobie, bo jego powiedzenie: “Człowiekiem jestem i nic co ludzkie nie jest mi obce” nabiera za ich sprawą nowego znaczenia.

Docenić jednak warto świeże i dobre jedzenie, niesamowite plaże, przeźroczyste morze i piękne widoki. Warto odwiedzić Korfu, żeby zobaczyć Korfu, raczej nie jest to miejsce do powrotów i odpoczynku.


MŁODOŚĆ

LMRC1908

Mówi się, że mamy tyle lat na ile się czujemy. Mówi się też, że mamy tyle lat, na ile wyglądamy. Wiek w Grecji przestał mieć dla mnie znaczenie. Zapomniałam o roku swojego urodzenia, o tym jak odpowiedzialna muszę być w pracy i o tym jak postrzegają mnie inni na codzień. Mam wrażenie, że dopiero wtedy tak naprawdę stałam się sobą. Bez masek i norm, w które karzą nam się wpisywać. Młodość bowiem to coś, co nosimy w sercu, a im bardziej jesteśmy jej świadomi, tym bardziej ona wypływa na zewnątrz. To wyznanie, na które nie byłam przygotowana i , które przewartościowało moje patrzenie na siebie oraz innych. To jakby spojrzeć na siebie z drugiego brzegu, to uświadomienie sobie, że nie warto toczyć walki z wiekiem oszukując siebie ingerencją w swoje ciało oraz wygląd. Dużo skuteczniejsze, tańsze i długotrwałe jest pokochanie siebie, nawet jeśli ceną jest amnezja dotycząca własnego roku urodzenia. Bo czy nie lepiej jest po prostu zapomnieć ile się ma lat i żyć jakby się miało tyle ile się chcę? Lepiej. Uwierzcie. Wiem to z własnego doświadczenia.


URODATPOY3322

“Nie to jest piękne, co jest piękne, a co się komu podoba” – tytuł wiersza Jana Andrzeja Morsztyna to tylko kropla w morzu postrzegania świata. Uroda nie jest tutaj wyjątkiem. Nie da się jednak ukryć, że mamy jakiś wyrobiony kanon piękna, do którego porównujemy siebie bądź innych. Media z roku na rok nakręcają tą machinę przez różnego rodzaju rankingi urody. Choć z uporem maniaka powtarzam, że daleko mi do powszechnego kanonu to wyjazd uświadomił mi, że to kompletna bzdura. Zazwyczaj jednak musimy to od kogoś usłyszeć czy poczuć czyjeś zainteresowanie, żeby być dowartościowanym. Ze mną nie jest inaczej, ale są doświadczenia życiowe, których skutki mocno i na stałe pozostają w człowieku. W czasie tej podróży dokładnie tak było.


MILIMETRY MIŁOŚCI

BBIY6108

Zdecydowanie nie zdajemy sobie sprawy, jaką przyjemnością jest posługiwanie się własnym językiem, dopóki nie zostajemy zmuszeni do jąkania się w cudzym. Tylko co, kiedy język przestaje być barierą, bo rozumiemy się z kimś bez słów. Bo jest jakaś niewyobrażalna chemia dla której nie ma żadnych granic. Wtedy pojawiają się milimetry miłości. Bo nie znam innej definicji motylów w brzuchu, czytania sobie w myślach i kompletnej tęsknoty. Tom pojawił się znikąd, choć pochodzi z Walii. Dał mi takie niesamowite uczucie, które sprawia, ze czujesz przy kimś, że wszystko jest na swoim miejscu. Podarował mi wagon szczęścia, które dawkuje na milimetry każdego dnia.

FullSizeRender


KILOMETRY PRZYJAŹNI

{"total_effects_actions":0,"total_draw_time":0,"layers_used":0,"effects_tried":0,"total_draw_actions":0,"total_editor_actions":{"border":0,"frame":0,"mask":0,"lensflare":0,"clipart":0,"text":0,"square_fit":0,"shape_mask":0,"callout":0},"effects_applied":0,"uid":"42B1E73D-5EF4-4C5C-B838-2DFB5F21DDD1_1503497925506","entry_point":"create_flow_fte","photos_added":0,"total_effects_time":0,"tools_used":{"tilt_shift":0,"resize":0,"adjust":0,"curves":0,"motion":0,"perspective":0,"clone":0,"crop":0,"enhance":0,"selection":0,"free_crop":0,"flip_rotate":0,"shape_crop":0,"stretch":0},"width":2508,"origin":"gallery","height":3344,"subsource":"done_button","total_editor_time":21,"brushes_used":0}

Na codzień dzielą nas tysiące kilometrów. Nie możemy podać sobie ręki, kiedy któraś z nas potrzebuje pomocy. Nie znamy się na tyle długo, aby mówić o wieloletniej przyjaźni. A jednak jest między nami więź, która zdaje się być niezniszczalna. Coś takiego, co sprawia, że bez wspólnych spotkań i kontaktu, czujemy się niepełne. To może zdarzyć się tylko, wtedy, kiedy spotykają się cztery dorosłe kobiety, które dzieli praktycznie wszystko, ale doświadczenia każdej z nich są bezcenną nauką dla kolejnej. Możemy razem imprezować do rana, płakać na plaży, kłócić się przy posiłku i kompletnie się nie zgadzać, ale rozumiemy się na tyle, że nie wyobrażamy sobie jak będzie wyglądał kolejny rok bez którejkolwiek z nas. Czy to nie jest właśnie definicja przyjaźni?

KCYC5423

Follow:

Życie zawsze musi mieć cel, nawet jeśli w trakcie niego cel się zmienia.

Strona w budowie.

Szczęście w budowie.


Kiedy rozpoczęliśmy pracę nad stroną z Damianem byłam przekonana, że wprowadzimy kosmetyczne zmiany. To, co obecnie się dzieje przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania. Poza zaangażowaniem, kreatywnością i tworzeniem dzieje się jakaś niezrozumiała magia. Cały świat zdaje się krzyczeć: to, co robisz ma sens. Skontaktowanie się ze mną dużej firmy proponującej współpracę, jest tylko informacją zwrotną, że to wszystko zmierza w dobrym kierunku.

Nigdy nie czułam się tak dobrze ze sobą

Pisałam kiedyś o tym, że w życiu nie ma żadnych granic, że możemy w każdym momencie życia osiągnąć wszystko o czym pomyślimy. Pisałam, że nigdy nie jest za późno aby odnaleźć siebie.  Pisałam, że nie wolno bać się zmian. A teraz właśnie jestem w momencie życia, że poświęcam wszystko – pieniądze, czas, zaangażowanie, doświadczenie, pasję i mój zawód w imię czegoś, co jest wielkim znakiem zapytania. Nie mam żadnej pewności, ze się uda, ale mam wrażenie, że to opowieść o tym, jak ważna w życiu jest droga, cel jest tylko nagrodą za cierpliwość, upór i wiarę w podążaniu nią. 

Follow:

Twoje 5 minut jest jeszcze przed Tobą.

W showbiznesie określany jest mianem szczytu, na który się wspinasz mając mnóstwo propozycji. W medycynie znalezieniem niesamowitej innowacji ratującej życie. W prawie odkryciem i usprawnieniem funkcjonowania zasad w życiu. W szkole sprawieniem, że inni traktują cię jak autorytet. Często mylone jest z popularnością i sławą. A symboliczne 5 minut oznacza po prostu moment w życiu, w którym zmieniasz świat, nie tylko swój własny, ale ten globalny i pozostawiasz go lepszym. A 5 minut, bo tylko tyle i aż tyle masz czasu, kiedy los daje ci szansę mówiąc teraz, bo wtedy właśnie inni chcą ciebie słuchać, wtedy wierzą w to, co robisz i pod wpływem ciebie zachodzą kolejne zmiany.


5 minut przed

yosh-ginsu-146177

Ten moment jest wtedy, kiedy robisz coś nie dla pieniędzy, ale dla tego co przekazują, że jesteś tego wart. To słuchanie serca i podążanie za nim. To trzy kroki w tył, aby zrobić jeden krok do przodu. Największa zmiana zachodzi w nas, wtedy, kiedy mamy czas aby zastanowić się co dalej. Dlatego kobiety w ciąży nie wracają do korporacji tylko zaczynają nowy rozdział w życiu. To dlatego, kiedy stajemy się bankrutami uczymy się jak ważne jest zabezpieczenie finansowe. To dlatego, kiedy tracimy zdrowie doceniamy, co naprawdę jest ważne. I to dlatego, kiedy zachodzi zmiana wpadają nam do głowy najlepsze pomysły. Przecież nie urodziliśmy się po to, by spłacać kredyty, by kupować nowe samochody i nieruchomości. Jesteśmy tutaj aby odczuwać szczęście, a szczęście to bycie potrzebnym. Szczęście to dawanie. Szczęście to wykorzystywanie szans. Pieniądze to nie szczęście, to coś co zdarza się obok, kiedy robimy wszystko w zgodzie ze sobą.

Jak jednak zorientować się, że ten moment nadchodzi, jak dobrze się do niego przygotować, kiedy to się dzieje i czy wszystkich to spotyka?

Zazwyczaj jest tak, że się z tym rodzimy. Siedzi to w nas gdzieś głęboko. I albo już się do tego dokopaliśmy, albo powinniśmy poszukać w sobie. To coś takiego, co sprawia nam radość przez to, że jest. Tak jak z przyjaciółmi, nie płacimy im za przebywanie z nami, tego nie da się kupić czy wycenić. To niewytłumaczalne i nie do opisania uczucie, które sprawia, że czujemy, że po to właśnie jesteśmy na świecie.

Każdy ma takie chwile, kiedy jego serce bije bardziej, jakby chciało krzyczeć: “to, co robisz ma sens”. Pójście za tym głosem doprowadza nas do tych 5 minut. Mało kto jednak decyduje się na to, bo często głos ten pozbawiony jest logiki, nie współgra ze światem zewnętrznym. Zaczynamy realnie zastanawiać się, co się stanie jeśli postawimy wszystko na jedną kartę. A wtedy okazuje się, że nie będziemy mieli pieniędzy, nowych telefonów ani bezpiecznej przyszłości. Dlatego szybko zagłuszamy go i funkcjonujemy jak każdy, bo ciężka praca i dobre zarobki to wyznacznik normalnego życia. A nikt nie chcę odstawać od społeczeństwa. Tak właśnie marnujemy 5 minut, żyjąc z dnia na dzień, nie zastanawiając się po co i dokąd nas to doprowadza.

Ale serce jest cierpliwe i nie daje się tak łatwo zagłuszyć. Wraca i przypomina. Krzyczy i mówi szeptem. Aż wreszcie dochodzi do nas, że to właśnie ten moment, ruszyła machina, 5 minut czas: start.


W środku szukaj.

martin-reisch-272883

Czemu postanowiłam o tym napisać? Bo moje serce właśnie zaczęło krzyczeć. Wie, że jestem zapracowana i ciężko do mnie dotrzeć. Ale właśnie teraz postanowiło przypomnieć mi, co właściwie kocham w życiu. Jest dużo rzeczy, które dają mi szczęście. Dokładnie jak u ciebie. Relacje z ludźmi, praca z pasją w zawodzie, podróże, dobre jedzenie, muzyka, filmy. Ale jest coś, co robię właściwie odkąd pamiętam. Kiedy miałam 5 lat, tato kupił radio z czerwonym guziczkiem, nagrywałam tam audycje i przemyślenia na temat dnia codziennego. Robiłam wywiady, byłam prowadzącym i gościem, rozmawiałam o pogodzie, nowo postawionym placu zabaw, mówiłam nawet głosem mojego brata, który nigdy nie mówił.

Później nauczyłam się pisać. Wtedy odstawiłam radio i wzięłam do ręki zeszyt. Pisałam pamiętniki, wklejałam zdjęcia, opisywałam każdy dzień. Pisałam regularnie, każdego dnia. Do dziś mam kilkadziesiąt zeszytów: od dziecka, przez zbuntowaną nastolatkę, aż po wkraczającą w dorosłe życie kobietę. Potem rodzice kupili mi komputer. Pierwsze, co zrobiłam to założyłam bloga, wtedy mało kto wiedział, co to jest i do czego służy. Nauczyłam się języka html, potrzebnego do edycji szablonów i notek, a następnie zaczęłam pisać.

simson-petrol-110900

Był 2003 rok, kiedy powstał pierwszy wirtualny pamiętnik, bo taka była kiedyś geneza blogów. Blog zmieniał nazwy, specyfikę, kształt, dojrzewał razem ze mną. Kilka lat później okazało się, że inni ludzie poświęcają czas, aby przeczytać co wyrzucam z siebie. Pojawiła się opcja komentowania, po jakimś czasie miałam już mnóstwo wirtualnych znajomych, z którymi porozumiewałam się przez pisanie. Czytanie innych blogów, oprócz czytania książek dawało mi inne spojrzenie na świat. Moje serce rosło, kiedy ktoś pisał, że dzięki moim przemyśleniom zmienił swoje podejście. Nie taki był cel, ale tak się stało.

W 2012 roku powstała nazwa jak nie teraz to kiedy, która zainicjowała nowe życie i moją małą zmianę świata. Wtedy właśnie blog, który był dla mnie zawsze pierwszorzędny stał się dodatkiem do trudnego życia, w które wkraczałam. Przeprowadzka, samodzielność, spełnianie zawodowych marzeń. Świat internetowych pamiętników zmienił się radykalnie w wielki marketingowy biznes. Nie nadążyłam. Nigdy nie spodziewałam się, że coś, co dla mnie było całym życiem, co dawało mi wielkie szczęście mogłoby dać mi również możliwość zarabiania pieniędzy. Nigdy bym tego nie przewidziała, ponieważ ja byłam tylko dziewczynką, która miała zawsze jakąś wewnętrzną potrzebę wyrzucania z siebie przemyśleń.

oliver-thomas-klein-207908

W 2014 roku, kiedy pewna firma zaproponowała mi współpracę wystraszyłam się i odmówiłam, mój blog już wtedy nie był pisany regularnie, choć nadal był dobrze czytaną i wyświetlaną stroną w internecie. To jednak spowodowało zmianę. Powstała strona internetowa, pojawił się człowiek do współpracy, powstało logo, profesjonalne zdjęcia. Przeczytałam wiele książek o tym jak zarabiać w internecie i jak pisać aby chętniej mnie czytano. Pracowałam nad tą zmianą ponad pół roku. I znów zaprzepaściłam szansę, bo znów wystraszyłam się możliwości współpracy, tłumacząc to brakiem czasu na wirtualne życie. Świat blogowy poszedł w tym czasie błyskawicznie do przodu. Pojawiło się mnóstwo nowych popularnych blogerów, vlogerów, Bóg wie kogo jeszcze, a ja znów zostałam w tyle, choć doświadczeniem i możliwościami mogłam bez obaw stać się na szczycie, w dodatku robiąc to, co naprawdę kocham i mając wciąż informacje zwrotną rób to, chcemy to czytać, chcemy dać ci swoją markę.

To ciekawe, że musimy przejść pewną drogę, zaliczyć mnóstwo porażek, zaprzepaścić szansę, zarobić mnóstwo pieniędzy na ciężkiej fizycznej pracy, aby zorientować się, że to, co kochamy jest tak blisko, w zasięgu dłoni i że właściwie robiliśmy to, całe życie. To niesamowite że musi pojawić się ktoś obok, kto też w to wierzy, kto daje nam szanse, kto mówi róbmy, kto nie ocenia i kto daje znowu nadzieje. Niewyobrażalne jest to, że tak mało wiem o sobie, mimo, że jesteśmy razem od urodzenia.

Wszyscy kiedyś dowiadujemy się, że to koniec jest nowym początkiem, nie wiemy tylko kiedy to się stanie. Niektórzy mają wtedy 18 lat, inni 40. Lecz dowiadujemy się wszyscy.

william-iven-19843

Ale, kiedy już wiem, kiedy wszystko zostało napisane mogę wreszcie zająć się tym, co kocham, bez półśrodków. Witaj zmiano.

Follow:

Jeśli się nie uda, to się nie uda.

Komu z nas nie zdarzają się porażki, nieporozumienia i sytuacje, w których nic nie idzie po naszej myśli? Jesteśmy przekonani, że wszystko zależy od nas i tkwimy w stresie spowodowanym naszymi wciąż o krok dalej od nas ambicjami. Obwiniamy się o niepowodzenia i nieszczęścia. Ile razy wręcz nie podejmujemy prób, w obawie przed złym i okrutnym losem, który tylko czeka aby podłożyć nam nogę. Denerwujemy się wciąż za dużo i zdecydowanie za bardzo. Boimy się czegoś, co tak naprawdę nigdy się nie wydarzy. Nie podjęte próby i ryzyko mszczą się na nas w przyszłości, a mimo to nie uczymy się na błędach. Głównie dlatego, że nikt nam nigdy nie powiedział, że jeśli się nie uda, to tylko się nie uda. Po prostu, bez zbędnych ceregieli. Świat się nie zawali, rzeki nie wyschną, a życie będzie toczyć się dalej.


Nie ma pytań bez odpowiedzi. Czy aby napewno?

joshua-fuller-229095

Na studiach mamy takie kreatywne i inspirujące zajęcia o wdzięcznej nazwie Design thinking. Uczymy się na nich jak wprowadzać projekty w życie, jak dzielić je na etapy, jak pracuje nasz mózg, ile jesteśmy w stanie się skupić, jak sprawnie i umiejętnie zarządzać zespołem, bez względu na to czy jest to wielka organizacja czy grupa wolontariuszy. Dzięki tym zajęciom do końca życia wiedzieć będę, że nigdy nie należy oceniać, bo każde negatywne słowo pozostawia w drugim człowieku mikro traumę, która może w nim siedzieć do końca życia. Można kogoś mądrze krytykować i umiejętnie dawać do zrozumienia jakie ma wady, a co powinien poprawić. Napisałam o tym, dlatego, że na zaliczenie tego przedmiotu trzeba przeprowadzić wywiad z osobą, która ma problem. Nieważne jaki problem, trzeba jednak zagłębić się w daną osobowość, a przede wszystkim nie skrzywdzić jej i nie starać się rozwiązywać jej problemu.

Wywiad ma trwać 5 minut, musi być zarejestrowany oraz opisany. Banał. No właśnie nie do końca. Wybrałam Edytę ode mnie z pracy, choć jest piękną i na pozór bezproblemową osóbką o wielkim sercu, problemy ma jak każdy. Kiedy przygotowywałam się do rzekomego wywiadu, nie wiedziałam właściwie od czego zacząć. Siedziałam nad pustą kartką ponad godzinę, kiedy zaczęłam wreszcie wymyślać pytania.

Pytania dotyczyły bezpośrednio problemu z jakim zmaga się Edyta, ale również ogólnie dotyczyły życia. Na każde pytanie wcześniej próbowałam odpowiadać sama, żeby sprawdzić czy aby nie wkraczam w jakąś intymną sferę lub nie próbuje czegoś sugerować. Dwa pytania szczególnie sprawiły mętlik w mojej głowie. Tak, że na odpowiedziami zastanawiam się do dziś.

Co zrobiłaś dziś, aby jutro żyć tak jak pragniesz?

Jeśli życie jest grą, to jaka jest główna zasada?

A Ty jakbyś odpowiedział?

pawel-kadysz-100


Nie będę się na zapas przejmować.

kristopher-roller-188180

Wiem, że nie warto z własnego doświadczenia, a nadal śmiertelnie się boję i zawsze przejmuje na zapas. Głównie tym, że zawiodę innych, że źle odbiorą moje postępowanie, że błędnie ocenią moje zachowanie. Boję się jak każdy, głównie rzeczy, które nigdy nie miały, nie mają i z pewnością nie będą miały miejsca. Jest jednak takie wyobrażenie, zwłaszcza w Polsce, że przecież lepiej założyć porażkę i mile się rozczarować, niż pozytywnie myśleć i mieć wielki zawód. Nasze głowy są zatem po sufit wypełnione zmartwieniami i najczarniejszymi scenariuszami. Właściwie nie przestajemy zakładać najgorszego, choć gdyby się tak przyjrzeć, to jak wreszcie zdarza się coś złego, wcale nie jesteśmy na to w większym stopniu przygotowani czy bardziej odporni. Zawsze jest to dla nas zaskoczeniem i za każdym razem boli tak samo bardzo. Powstaje więc pytanie: po co w ogóle się martwić? I czy życie bez zmartwień byłoby utopią? Życie w cudownej krainie to też niej jest rozwiązanie. Skrajności zawsze są złe, nie ma znaczenia, czy idziemy z głową uniesioną wysoko czy bez przerwy spoglądamy w dół. Mam taką koleżankę, która jest niesamowicie pozytywna, uśmiechnięta i pewna siebie. Czy można w tych cechach przegiąć? Ależ właśnie można. Można być tak pewnym siebie, że aż aroganckim i chełpliwym nie przyjmującym i nie umiejącym sobie radzić z żadną krytyką. Można być uśmiechniętym i na pokaz miłym w celu manipulacji innymi. I wreszcie można być tak pozytywnym, że ślepym. Odsuwającym od siebie cierpienie, brzydotę i strach. Życie bez świadomości zmartwień to ignorancja, ponieważ to radzenie sobie z problemami sprawia, że jesteśmy silni. Ale reakcja na problemy i strach przed ich pojawieniem się do dwie różne sprawy.

Kiedy zatem słyszymy jakieś słowo np. “zwolnienie”. Natychmiast w głowie pojawiają nam się skojarzenia “popadnę w długi”, “nie spłacę kredytu”, “stracę bliskich”. Te skojarzenia wywołują kolejne negatywne emocję, bo jeśli stracę bliskich, to zostanę samotny, a jeśli zostanę samotny, to nie będę potrzebny i tak dalej i tak dalej. To mikro myśli, które gdzieś tam zapisują się na zwojach mózgu, nawet jeśli są błyskawiczne, a my szybko je wypieramy. Czyli słowo “zwolnienie” mimo, że nie ma nic wspólnego z rzeczywistością wywołało lawinę negatywnych i złych emocji.

A wystarczy skierować nasze myśli w zupełnie odwrotnym kierunku. Słowo “zwolnienie” już zawsze kojarzyć z “nową szansą”, “wolnością”, “zmianą”, “wsparciem od bliskich”. Odzwierciedlenie negatywnego słowa może nieść za sobą pozytywne skutki i emocje. Oczywiście to jedna z najtrudniejszych umiejętności, ale z pewnością do opanowania. A skoro tak jest, to spróbujmy od dziś myśleć na odwrót.

Bo chyba trzeba zacząć żyć teraz dobrze, ponieważ po pierwsze po co żyć źle, a po drugie jest później niż nam się wydaje.

mitchell-hollander-205952

Follow:

O tym dlaczego inni mają lepiej.

Cały czas wydaje nam się, że inni mają więcej. Głównie więcej szczęścia w życiu.

A to, co najczęściej nazywamy szczęściem zazwyczaj oznacza pragnienie pozbycia się problemów i porażek w danym momencie. To niejaka siła, która ma za zadanie podnieść nas z upadku. Pokazać jakiś, sami nie wiemy jaki sens. A szczęście przecież jest niepokorne, bo przychodzi na spotkanie z nami tam, gdzie chce i wtedy, kiedy chce. Szczęście to coś “przy okazji”. Nie zjawia się bowiem, wtedy kiedy błagamy i gonimy za nim za wszelką cenę. A mimo to wydaje nam się, że to coś uprzywilejowanego, co przydarza się innym, rzadko nam samym.


Dlaczego inni mają lepiej?

sidharth-bhatia-131092

Jest takie określenie w psychologii jak quarter-life crisis czyli tak zwany kryzys jednej czwartej życia, który polega na tym, że ludzie w okresie od 20 do 30 roku życia zaczynają wątpić w sens życia, stając się bardziej obserwatorami niż kreatorami świata wokół siebie. Zaczynają dostrzegać wszystkie pozytywne aspekty życia swoich rówieśników, a portale społecznościowe są sprzymierzeńcami załamywania rąk i wyciągania negatywnych oraz często błędnych wniosków. Wtedy trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie płotu, słońce świeci wszędzie gdzie nas nie ma, a nasi znajomi wiodą życie pełne sukcesów, bez zmartwień i porażek. To coś jakby zdjąć różowe okulary i włożyć takie, przez które wszystko jest czarno białe. U nas czarne, u innych białe. Długie trwanie w takim stanie sprawia, że stajemy się zawistni, zazdrośni, a w efekcie końcowym pogłębieni w smutku oraz czarnowidztwie. Co ciekawe uważam, że wiek nie ma tu żadnego znaczenia, martwią się i nastolatki, i czterdziestolatki i sześćdziesięciolatki. Wszystkich nas to mniej lub bardziej dotyka, bo przecież każdy ma taką koleżankę, która w naszym wieku ma już dwójkę dzieci, męża, piękny dom i właśnie wróciła z wakacji. Oraz każdy z nas ma takiego kolegę, który ma świetną pracę, nowy samochód i co tydzień chodzi na imprezy. W świecie opanowanym przez obrazki, filmiki, kolorowe gazety i idealną rzeczywistość celebrytów wykreowaną przez telewizje przestajemy tak po prostu w siebie wierzyć, wydaje nam się, że jesteśmy tak oderwani od tej kolorowej rzeczywistości, że żadne działania nie mają prawa tego zmienić.

Stop!

To złudna iluzja, która tylko na chwilę zamydla nam oczy. Dopóki nie uświadomimy sobie, że przecież wszyscy się starzejemy, wszyscy mamy zmarszczki, blizny, skazy, wady wzroku. Wszyscy chorujemy, wszyscy coś tracimy, wszyscy w pewnym momencie życia nie mamy nic i mamy wszystko. Wszyscy mamy albo przedmioty, albo uczucia. Wszyscy posuwamy się do przodu, bez względu na wybór komunikacji miejskiej. Wszyscy podróżujemy, jedni po świecie odkrywając zakątki globu, inni po duszach ludzkich. Wszyscy grzeszymy, wszyscy się trujemy i wszyscy w coś wierzymy. Wszyscy mamy lepsze i gorsze dni. Wszyscy kochamy i wszyscy chcemy być kochani. Pragniemy być wyjątkowi, dlatego stajemy się kimś kim nie jesteśmy, nie rozumiejąc, że jesteśmy wyjątkowi będąc tylko sobą. Bo gdyby…

Gdyby wszyscy mieli po cztery jabłka

gdyby wszyscy byli silni jak konie

gdyby wszyscy byli jednakowo bezbronni w miłości

gdyby każdy miał to samo

nikt nikomu nie byłby potrzebny (…)

Jan Twardowski “Sprawiedliwość”


Ostatnio upadłam wczoraj

sticker-mule-199257

“Ty to masz takie idealne życie. Niczym nie musisz się martwić. Masz prace, o której marzyłaś. Masz pieniądze. Masz samochód. Jeździsz po świecie, byłaś np. w Portugalii, o której ja mogę tylko pomarzyć. Jesteś piękna, szczupła i zdrowa. Masz przyjaciół. A teraz jeszcze kupujesz mieszkanie.. mając dopiero tyle lat. To niesprawiedliwe, że jedni maja wszystko, a inni nie mają nic. (…)”

Czytam w wiadomości i nie wiem jak mam się do tego odnieść. Zaczynam więc najpierw winić siebie, że taki obraz własnego ja wykreowałam w sieci, bo tylko internet jest głównym źródłem informacji o mnie dla ponad 1000 znajomych na Facebooku, Instagramie czy Snapchacie. I w sumie to prawda. Gdyby bazować na informacjach jakie wypuszczam w świat to rzeczywiście piękna pozbawiona problemów sielanka. Życie marzenie. Nie wiedziałam, że tak nieświadomie można stworzyć zupełnie obcego wyimaginowanego człowieka bez wad. Gdyby jednak spojrzeć głębiej i poczytać między wierszami nie będzie tak kolorowo, więc zaczynam tłumaczyć, choć w duchu zastanawiam się czy to ma sens.

O tym nie opowie Facebook, ale czy wiesz, że mam pracę, o której marzyłam, bo ciężko pracowałam, nawet za darmo a potem wymyślałam nowe sposoby jak dostać się do świata zupełnie mi obcego? Czy wiesz, że pieniądze to rzecz nabyta, raz są, raz ich nie ma? Czy wiesz, że dzisiaj zlikwidowałam kartę kredytową, bo wydawałam więcej niż zarabiam? Czy wiesz, że mam samochód, bo zdałam prawo jazdy 10 lat temu i odmawiałam sobie wielu rzeczy, nawet jedzenia, żeby go utrzymać? Czy wiesz, że pojechałam do Portugalii za 1000 zł, żeby zapomnieć o samotności, z którą codziennie zmagam się na 24 m2 wynajmowanego mieszkania? Czy wiesz, że nie jestem szczupła, mam brzuszek, uda i blizny na twarzy? Czy wiesz, że mam jedną przyjaciółkę, która jest 300 km ode mnie? Czy wiesz, że nie mam odpowiedniego wkładu własnego i zdolności kredytowej aby kupić mieszkanie? Czy wiesz, że wszystko co mam osiągnełam dzięki innym ludziom i czy wiesz, że mam mało czasu, może nawet mniej niż ty aby osiągnąć wszystko o czym marzę, bo nie wiem, kiedy przyjdzie mi opiekować się bratem chorym na autyzm, gdy rodzice nie będą mieli już siły? I czy wiesz, że ostatnio upadłam wczoraj, bo miałam już nie jeść czekolady i obiecałam sobie wstawać o 5:30, a znów zaspałam?

Jedyne czym możemy się różnić jest to, że za każdą, absolutnie każdą porażkę i za każdy mały sukces jestem cholernie wdzięczna. Bo każdy ból, smutek i upadek daje mi poczucie tego, że żyje. A każde szczęście, dobra dusza, osiągnięcie i wytrwanie utwierdza mnie w przekonaniu, że cuda istnieją. Kompozytor Pablo Casals mądrze pytał: Człowiek zaprojektował wiele skomplikowanych i inteligentnych maszyn, ale która tak naprawdę może się równać z ludzkim sercem?  

Może więc dla odmiany teraz ty połóż rękę na sercu i powiedz na głos: dziękuje ci serce, że bijesz nieustająco i codziennie przetaczasz litry krwi. I dziękuje wam płuca, że w każdej minucie wymieniacie dwutlenek węgla na tlen. Dziękuje również wam stopy, że codziennie mogę pójść tam, gdzie chcę. Dzięki wam wiem, że żyje.

Follow: