Byliśmy dziećmi, które wychowała ulica.

Nie wychowaliśmy się w rodzinach szlacheckich. Nie obcowaliśmy ze sztuką. Nie podróżowaliśmy. Nie jedliśmy wykwintnych potraw. Nie słuchaliśmy dobrej muzyki. Nie uczyliśmy się grać na instrumentach. Nie myśleliśmy o konsekwencjach. Nie oglądaliśmy ambitnych filmów. Nie czytaliśmy książek. Nie mieliśmy zegarków, a jedynym co wyznaczało czas był obiad. Nie mieliśmy telefonów komórkowych, a jedynym co łączyło nas ze światem był rozmowa, ewentualnie krzyk mamy. Nie mieliśmy komputerów, a jedynym co dawało rozrywkę była zabawa z kumplem. Nie zwracaliśmy uwagi na ubiór, bo nikt według niego nas nie oceniał. Nie wiedzieliśmy, że istnieje jakiś świat poza tym między blokowiskami, w piwnicach i na ławkach. Jak na tym wyszliśmy? Pewnie tak samo jak dzieci, które robiły bardziej ambitne rzeczy, ale w odróżnieniu od nich szybko nauczyliśmy się, że trzeba być twardym, dowiedzieliśmy się jak to jest, gdy w ciągu minuty zmienia się świat, a przede wszystkim, że nie chcemy tak żyć.


Idę na pole

cc304897-f25e-4be9-b0db-3039d3f2a57a

Bo my chodziliśmy na pole. Zaczęło się niewinnie od grzebania patykiem w ziemi. Później była gra w króla, w gumę, w klasy, w berka i podchody. Ilość siniaków i zadrapań decydowała o tym jak jesteś silny. Kiedy miałeś 5 zł byłeś królem na osiedlu. Jedliśmy niezdrowe słodycze i rakotwórcze chipsy. Nie oglądaliśmy telewizji bo była nudna. Zbieraliśmy karteczki, pokemony i dunkin shockys. Nie lubiliśmy chodzić do szkoły, bo nie widzieliśmy jej celu. Biegaliśmy po piwnicach z jednego bloku do drugiego. Turlaliśmy się z górek bez obawy, że zrobimy sobie krzywdę. Graliśmy w wyliczanki, jeździliśmy na rowerach. Piliśmy herbatę z łyżeczką. Upadaliśmy i wstawaliśmy jakby nic się nie stało. Dostawaliśmy klapsy i pasy. Budowaliśmy bazy, które były naszym drugim domem. Rozmawialiśmy z nieznajomymi i nikt nie widział w tym nic złego. Nie wiedzieliśmy, że istnieje coś takiego jak ADHD, a im dziecko było bardziej energiczne tym lepiej. Byliśmy przekonani, że urodziliśmy się i umrzemy w tych blokach. Bo tam było nam dobrze.


Będę późno

12

Co to znaczy późno? Za każdym razem pytała mama, jakby kiedykolwiek miała nadzieje, że określimy konkretny czas. Im byliśmy więksi, tym bardziej chcieliśmy być dorośli. Mieliśmy wolność i niezależność ale łapczywie chcieliśmy jej jeszcze więcej. Starsi, nawet o parę lat bardzo nam imponowali, to od nich zależała akceptacja ulicy. To oni wprowadzali nas w brutalny świat. Walki klubów, ostrza noża, narkotyki, alkohol i nielegalne przechadzki po dachach. Musiałeś być wyjątkowo silny i szybko nauczyć się zasad, które były jak dziesięć przykazań. Po pierwsze: nie sprzedawaj, to znaczy nie kabluj, nie skarż, nie obgaduj. Ani do rodziców, ani tym bardziej na policje. Słabe? Nie sądzę. A w pracy? Kablujesz na innych? Nie ładnie, nie przechodziło na ulicy i nie przechodzi w dorosłym życiu. Po drugie: nie bądź przerzutem i pamiętaj na jakim osiedlu się wychowałeś. A to nie tak, że bądź wierny firmie i ludziom dla których pracujesz? Po trzecie: nie kradnij. Nie twoje nie ruszaj. Chyba proste. Po czwarte: musisz wiedzieć jaką pozycję zajmujesz, na ulicy nie łatwo o awans. Czyli nie wychodź przed szereg, nie bądź nadgorliwy. Po piąte: pomagaj słabszym i nie oceniaj innych. Aż dziwne ale tak było. Po szóste: pieniądze nie mają znaczenia. Raz stawiasz ty, raz ja. Jak nie masz ty, to mam ja. Po siódme: jak jeden mówi, to drugi słucha. Czy to nie tak jak powinno być w życiu? Po ósme: dziel się, nie bądź samolubny. Zarówno jeżeli chodzi o chipsy, jak i o inne rzeczy. Po dziewiąte: nie zdradzaj. Dziewczyna kumpla jest nietykalna. Po dziesiąte: szanuj matkę i ojca. Dzięki nim żyjesz.

Nie ważne czy jesteś kobietą czy facetem, zasady obowiązują bez względu na płeć. Nie miało znaczenia to, że byłam jedną z niewielu dziewczyn akceptowanych na ulicy. Zasłużyć musiałam sobie jak każdy.

Wiedzieliśmy jak dostać się na dach, jak to jest gdy mama kumpla popełnia samobójstwo, ile kosztuje paczka fajek i tanie wino, jak to jest jeździć bez prawka, robić bączki na sufitach oraz kto, za co, dlaczego i jak było w więzieniu. Jak to jest się bać, jak szybko się ucieka i jak nie robić żeby przetrwać. Bo ulica była dżunglą. Albo byłeś podróżnikiem, który uczy się zarówno na swoich jak i na cudzych błędach, albo musiałeś zginąć. Bowiem były błędy, których po pierwsze się nie wybacza, a po drugie kończysz przez nie źle. Nie byliśmy dorośli, byliśmy głupi, ale wtedy mieliśmy prawo być.


Muszę wracać

8442621985_f88ae72aec_z

Co ty, nie bądź frajerem! Frajer to ten, który nie trzyma się zasad, ale i ten, który odchodzi. Jedak, kiedy wsiąkasz w ulicę i stajesz się jej częścią przestajesz widzieć inny świat. A my zaczęliśmy dostrzegać inny świat, który pokazywała nam szkoła. Jakaś muzyka, jakiś teatr, jakaś sztuka, jakaś biologia i geografia. Chcieliśmy spróbować więcej, mieliśmy niedosyt. Z jednej strony nie wyobrażaliśmy sobie innego życia, a z drugiej wiedzieliśmy jak skończy się nasze jeśli będziemy chcieli przy tym trwać. Pośrednio lub bezpośrednio spróbowaliśmy już wszystkiego co dało nam osiedle, mogło się to tylko skończyć niebezpieczeństwem, które jednym dawało frajdę i adrenalinę, a innych nudziło i powodowało strach. Jednak zarówno jedni, jak i drudzy wiedzieli czego nie chcą. I w pewnym momencie każdy musiał odejść, albo w ogóle z tego świata, albo skończył w kryminale, albo założył rodzinę i ledwo wiąże koniec z końcem, albo jak my postanowił coś zmienić i zacząć od nowa. Zniknęły twarze, popsuły się ciała, zmieniły umysły i wnętrza, w co poniektórych pozostały tylko zasady, które przydają się do dziś.


mm

Wszechstronne dzieci, pełne talentów i umiejętności. Mądre i dojrzałe. Oczytane i osłuchane. Dzieci pozbawione wszelkich niebezpieczeństw, nie popełniające błędów i nie wiedzące co to strach. To nie zawsze fajni i odpowiedzialni dorośli. I nie zawsze dzieci z warszawskiej Pragi, krakowskiej Nowej huty czy szczecińskiego Niebuszewa to źli dorośli.

Bo może moje “po piąte” wyuczone od dzieciaka powinno być jedną z zasad, których dzisiejsi rodzice uczą swoje dzieci.

Follow:
udostępnij

Komentarzy: 2

  1. 27 sierpnia 2015 / 22:39

    Byliśmy “wolni”, teraz dzieciaki nie mają tej wolności i nawet jej chyba nie potrzebują. A może tak są przyzwyczajone od pierwszych dni życia i nawet nie wiedzą że mogą być wolni. Takie mam wrażenie po obserwacji Młodego 🙂

    Trochę zazdroszczę tego pola i blokowiska. Ja wychowałam się na ogrodzie i w sadzie. Nie mieliśmy trzepaków tylko jabłonie. Nie było piwnic tylko ogromne kupy skoszonej trawy która miała schnąć na łące…
    Wystarczyło zwinąć z domu trochę cukru to słodziło się niedojrzałe i kwaśne jabłka mając wyżerkę na cały dzień 🙂

  2. 27 sierpnia 2015 / 23:06

    Te czasy bezpowrotnie minęły, szkoda. Chciałbym pobiegać znów po piwnicach, pobawić się w chowanego na placu zabaw i pograć w klasy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.