ŻYCIE

Zrzut ekranu 2015-04-23 o 23.04.53

Blues pies nauczyciel.

Czas czytania: 5 minuty

Tę historię usłyszałam już jako dziecko, może to właśnie ona zaszczepiła we mnie chęć posiadania psa. Niemniej dotknięcie posągu Hachiko wydawało mi się jakąś klamrą, był to jednak tylko przystanek, bo oto trzy lata później mam wyjątkowego przyjaciela.

5.04.2021 r. dnia, w którym poznaliśmy Bluesa, nie zapomnę z dwóch powodów. Po pierwsze to dzień, w którym wszechświat dał nam nowego członka rodziny (wtedy jeszcze myślałam, że to tylko pies) a po drugie tego dnia zmarł mój ukochany Krzysztof Krawczyk. Wracając do domu, przytulona do tej małej ciepłej kulki, słuchałam piosenek Krzysztofa i było jakoś lżej.


Małe szczęście

Nikt, kto nie ma psa, nie jest w stanie zrozumieć miłości, która jest pomiędzy człowiekiem a psem. I mówię to absolutnie z własnego doświadczenia. Odkąd pamiętam, miałam słabość do psów, ale zawsze były one dla mnie tylko psami. Prawda jest jednak taka, że ludzie lubią osłabiać relacje z psami, mówiąc: „to tylko pies”, bo nie potrafią zrozumieć, że pies jest czymś więcej niż „tylko” czymkolwiek.

Zdecydowaliśmy się na rasę Border Collie, bo tak jak one potrzebujemy ruchu i wyzwań. Zanim jednak podjęliśmy tę decyzję, absolutnie wszyscy i wszędzie twierdzili, że to nie da nas, że rasa trudna, wymagająca i żebyśmy się poważnie zastanowili. To, czym mogę się podzielić po dwóch miesiącach to, że mam poczucie, że rasa nie ma większego znaczenia i że do wychowania psa potrzebne są czas i miłość. Blues niewątpliwie jest mądrym psem i niezwykle szybko przychodzi mu uczenie się komend i sztuczek. Jednak nie wolno nam zapominać, że to szczeniak, który przede wszystkim chcę się bawić i gryźć, bo w ten sposób poznaje świat.

W moim życiu od wielu lat brakowało beztroski, radości i rozrywki. Wszystko zawsze musiało mieć sens i cel. Blues dał mi tę możliwość, by poczuć się małym dzieckiem, które robi rzeczy dla zabawy i to w momencie, w którym bardzo tego potrzebowałam.

W związku z tym, że psy pochodzą o wilków, ale są oswojone przez ludzi, to mówi się, że pies jest wynikiem strachu przekształconego w miłość. I tej miłości, takiej czystej, bezinteresownej i beztroskiej oddają bezmiar.


Mistrz wdzięczności

Zawsze mi się wydawało, że jestem niezła we wdzięczność, ale w porównaniu do włochatej pięciokilogramowej kulki wypadam całkiem słabo. Blues cieszy się równie bardzo ze wstania rano, spaceru, zabawy piłką, pójścia do weterynarza, tarzania się po trawie co jazdy samochodem czując powiewający wiatr. Absolutnie wszystko jest dla niego wdzięcznością i radością.

Zastanawiam się, kiedy ja ostatnio cieszyłam się z pójścia do lekarza? Albo z otwarcia rano oczu? Kiedy leżałam na trawie i patrzyłam w niebo? Kiedy byłam naprawdę wdzięczna za spacer albo za jedzenie? Kiedy grałam w piłkę?

A co jeśli to zrobię? A co by było, gdybyśmy radowali się przyziemności? A co by było, gdybyśmy cieszyli się z wszystkiego, co otrzymaliśmy? Jak zmieniłoby się nasze nastawienie, gdybyśmy szukali radości w drobiazgach codziennego życia?


Nauczyciel

Psy to świetni nauczyciele. Chciałabym dożyć czasów, w których mają etaty w przedszkolach i szkołach. Biorąc jednak pod uwagę, ile badań naukowych potwierdza dobry wpływ medytacji na rozwój dziecka i całkowitą stagnację w edukacji na ten temat to nie ma szans, aby stało się to prędko. Pozostają nam nasi osobiści przyjaciele, którzy codziennie uczą nas nowych rzeczy.

Jedną z nich jest to, że Blues przypomniał mi, że każdemu zdarza się popełnić błąd, a w dodatku co z tego? Kiedy widzę jego nieporadne ruchy, małe wypadki i upadki, po których podnosi się, otrzepuje i idzie dalej bez żadnego: „ciekawe co ona sobie o mnie pomyślała?” to chcę tak jak on i biorę sobie to mocno do siebie.

To, co ważne związane jest też z cierpliwością. Mnie cierpliwości nieustannie brakuje, ale jego postępy, które obserwuje, sprawiają, że coraz bardziej rozumiem, że wszystkiego można się nauczyć, ale potrzebny jest czas, duża wiara kogoś w nas oraz pochwały. Czy ktokolwiek w dorosłym życiu mówi do nas: „Dobra Kasia, świetnie to zrobiłaś, brawo”? A może właśnie trzeba tak do nas mówić, może gdzieś tam w środku jesteśmy małymi dziećmi, które czasami potrzebują tego pozytywnego dopingu, a nie tylko konstruktywnego feedbacku?

Kolejna rzecz to zasady. I przy wychowywaniu szczeniaka i w naszym dorosłym życiu zasady są istotne. Wiedzieć, że coś można, że coś jest dobre, coś wolno a czegoś nie jest elementarzem, który pozwala nam czuć się bezpiecznie. Nie mam pojęcia, jak jest z wychowywaniem dzieci, ale z psem jest tak, że jedynym dobrym rozwiązaniem na, to kiedy robi coś nieodpowiedniego, jest przekierowanie jego uwagi na coś dobrego. Takie proste, a takie trudne.

I wreszcie Blues nauczył mnie szczęścia — powiedział mi na swój psi sposób, że nie muszę dźwigać każdego ciężaru, że mogę przestać i cieszyć się życiem takim, jakie jest. Dziś postanawiam być bardziej radosna. Cieszyć się prostymi rzeczami. Być w tej chwili i ogarnąć to doświadczenie. Dziś postanawiam doświadczać radości jak pies o imieniu Blues.

679 Wyświetleń
Follow:

Zostałam coachem – więc nigdy nie powiem ci co masz robić.

Czas czytania: 5 minuty

Dziś jest poniedziałek, piszę ten tekst w samo południe, świeci słońce, przed oczami mam las, a serce mam pełne miłości. Jest dokładnie tak jak marzyłam. Mam pracę, którą kocham, wstaje o 6 a o 22 kładę się spać. Obok mnie jest mój przyszły mąż, nade mną czerwony dach, a we mnie spokój. Oddycham codziennie świadomie, nie maluje się, modlę i medytuje. Prowadzimy warsztaty, robimy stronę internetową i codziennie marzymy.

Wszystko przecież od tych marzeń się zaczęło. To one doprowadziły mnie do miejsca, w którym jestem.

Każdy ma w sobie taki wewnętrzny głos, który podpowiada nam co robić. Mój jest delikatny, ale stanowczy i zawsze ma racje. Nawet jak zagłuszam go przekonaniami, które mi nie służą. Ten głos codziennie walczy z moim ego o podjęcie decyzji. Najtrudniejszą walkę stoczyli jednak kilka miesięcy temu o pracę. Małam dwa wyjścia. Mogłam zostać w stabilnej, naprawdę dobrze płatnej i szanowanej wśród społeczeństwa pracy albo wybrać samodzielną, trudną i niedocenianą, a nawet wyśmiewaną pracę. To był wybór pomiędzy znanym i nieznanym. Pomiędzy byciem na wysokiej pozycji, mając asystentów do pomocy, a pozycją małego dziecka, ucznia, który z oczami jak pięć złotych odkrywa świat. Wybór pomiędzy bezpieczeństwem finansowym i powiększaniem oszczędności, a pracą za minimalne stawki.


Dlaczego coaching?

Zostałam coachem z dwóch powodów: bo najlepsze co umiem robić to pomagać innym ludziom oraz to, że niezwykle mnie ludzie interesują. Ostatnio usłyszałam, że byłam coachem zanim dostałam dyplom i coś w tym jest. Podobnie jak w pracy w produkcji filmowej myślę, że coachingu nie da się nauczyć. Trzeba posiadać jakieś podstawowe predyspozycje jak słuchanie, empatia, ciągła chęć uczenia się czy ogromna potrzeba pomagania. Warto też być skierowanym na cel i cierpliwym.

Coaching dla mnie jest podróżą, w której klient jest głównym bohaterem. Przeszedł już długą drogę, aby dojść do miejsca, w którym znalazł się teraz. Tak jak w filmie i literaturze w naszym życiu następują zwroty akcji, jakieś momenty, po których wiele się zmienia. To może być jakieś wydarzenie, myśl czy odczuwany brak czegoś, co ciężko określić. Czasami to bolesny przystanek, niekiedy mur nie do przejścia, a bywa też tak, że chcemy po prostu więcej. Udowodnionym jest, że każdy człowiek ma wyjątkowy potencjał, nie wszyscy będą mieli go szansę odkryć. Coaching skraca ten dystans. Poprzez pytania otwierają się nowe możliwości. To proste pytania, problem w tym, że nigdy ich sobie sami nie zadajemy, bo nie jest łatwym patrzeć na siebie z dystansu, oddzielić uczucia i emocje, nazwać je, zrozumieć. Ten proces uczy siebie, rozwija, jest wielką szansą na nowe odkrycia. To podróż, która ma swój cel, ale to droga pozwala zwiększać świadomość i dokonywać wyborów. Co najlepsze i najważniejsze coach nie uczy, nie daje rad, nie ocenia, nie podpowiada, tylko towarzyszy, mówi co dostrzega, dopytuje, jest ciekawy, ale i troskliwy.

W książce „Pozwól, że opowiem Ci bajkę” Jorgea Bucaya jest taki fragment, który w punkt opisuje to, co czuje, jeśli chodzi o coaching:

„Jest to terapia, której nie można określić, niepowtarzalna, jedyna w swoim rodzaju, ponieważ jest zbudowana na konstrukcji dwóch osób, jedynych i nieopisywalnych: ciebie i mnie. Osoby te uzgodniły ze sobą, że w tym momencie zwrócą większą uwagę na proces rozwoju jednej z nich — twojej. Jest to terapia, która nikogo nie leczy, a jedyne, co robi, to wskazuje pewnym osobom drogę do wyleczenia samych siebie. Terapia, która nie dąży do wywołania żadnej reakcji, lecz działa jako katalizator zdolny do przyspieszenia pewnego procesu, który i tak by się pojawił wcześniej czy później, z terapeutą lub bez. Terapia, która — przynajmniej z tym terapeutą — coraz częściej przypomina proces dydaktyczny. I na koniec, jest to terapia, która przywiązuje większą wagę do czucia niż do myślenia, do planowania, do bycia, a nie posiadania, do teraźniejszości, a nie do przeszłości czy przyszłości. O to właśnie chodzi: teraźniejszość — odpowiedziałem. — W tej kwestii istnieje różnica pomiędzy moimi poprzednimi terapiami, a tą: nacisk, jaki kładziesz na teraźniejszość. Wszyscy terapeuci, których dotąd poznałem lub o których słyszałem, interesują się przeszłością, przyczyną, źródłem problemu. Podstawowym pytaniem zadawanym sobie przez terapeutów należących do tego nurtu jest „jak?” A nie „dlaczego?” To znaczy, jak osiągnąć poszukiwany cel. Odpowiedzi na twoje pytania nie mam ja, lecz ty.” 


Co wiem?

Nauczyłam się dzięki mojej nowej pracy tak samo dużo o ludziach, jak i o sobie. I to, co wiem na pewno, to, że:

⊛ każdy jest absolutnie wyjątkowy, niepowtarzalny i piękny
⊛ wszyscy mierzymy się z podobnymi problemami
⊛ ludzie i ich potencjał to jest coś fascynującego
⊛ ogromną wartością jest kochać i być kochanym
⊛ bardzo chcielibyśmy wiedzieć „co dalej?”
⊛ to, co ma znaczenie jest w nas gdzieś głęboko zakopane
⊛ niewiele tak naprawdę o sobie wiemy i często się nie doceniamy
⊛ wiedzieć jest czasami trudniej, niż nie wiedzieć
⊛ mistrzem tego całego coachingu jest klient
⊛ cisza jest nieraz lepsza, niż tysiące mądrych słów
⊛ łzy oczyszczają dusze
⊛ niekiedy cel wyjściowy, to czego chcemy na pierwszy rzut oka jest powierzchnią pod którą kryje się istota i prawda


Gdzie jestem?

Zbliżam się właśnie do umownego pierwszego etapu w pracy coacha, czyli do przepracowania 100 godzin. To umożliwi mi podejście do egzaminu ICF (International Coach Federation), dzięki któremu otrzymam międzynarodowy certyfikat. Nie jestem fanką dyplomów, jestem fanką efektów. Czy ten certyfikat coś zmieni? Nie. Każdy człowiek, który pozwala mi uczestniczyć w swojej podróży coś zmienia. Jego szczęście coś zmienia. Efekty i zrealizowane cele coś zmieniają. Ludzie, którzy chcą więcej wiele zmieniają.

Coaching uczy mnie pokory, bo każdy człowiek jest inny i nie ma jednej instrukcji obsługi. Coaching uczy mnie cierpliwości, bo uświadamia mi, że czasami nie liczy się wielki cel, ale małe zmiany. Coaching uczy mnie, że szczęście nie jedno ma imię. Coaching zmienia mnie, jak zmieniła mnie miłość, las i wdzięczność.

Jestem niezwykle wdzięczna ludziom, którzy zgodzili się ze mną pracować i zaufali mi otwierając drzwi do swoich serc. Pozwolili mi uczyć się i otworzyli się na wszystko, co chciałam im dać. Nigdy Wam tej pomocy nie zapomnę.

Dziękuje za każdy dzień, w którym dane jest mi towarzyszyć ludziom w odkrywaniu jacy są piękni i jak wiele może się wydarzyć przez godzinę, a ile przez dwa tygodnie.

2 724 Wyświetleń
Follow:

Mistrz i Ajurweda – jak być zdrowym?

Czas czytania: 8 minuty

Zdrowie odgrywa ważną rolę w naszym życiu we wszystkim, co chcemy robić. To jest fakt. Ale czym jest Ajurweda i dlaczego powinno Cię to obchodzić?

Ajurweda, jest najstarszym żyjącym systemem medycznym, jest nauką o życiu lub dosłownie „wiedzą życiową”. Ajurweda zapewnia mapę tego, jak twoje codzienne wybory, twój intelekt, duchowość i biologia współpracują, aby stworzyć twój obecny stan bytu i zdrowia. Jako zindywidualizowana medycyna holistyczna stara się zidentyfikować pierwotne przyczyny chorób i dyskomfortu: przywrócenie równowagi poprzez jedzenie, ruch, zioła, redukcję stresu, terapie ciała, praktyki zdrowia psychicznego, emocjonalnego i duchowego.

Starość mówi: „jesteś tym, co jesz”, ajurweda idzie o krok dalej: „jesteś tym, co trawisz”. A jeśli masz problemy z trawieniem, może to być objawem nie tylko problemów z jelitami, ale także z całym ciałem i zdrowiem psychicznym. Ajurweda może nas nauczyć szerszego zrozumienia przyczyny i skutku, który jest ciągłym cyklem w nas.


Od momentu kiedy zdecydowaliśmy się pójść do ajurwedyjskiego lekarza przeczytaliśmy kilka książek na temat samej ajurwedy. Damian z natury kwestionuje wszystko, a ja mimo dużej sympatii do Indii i ich kultury byłam dość ostrożna w całkowitym zaufaniu. Im więcej jednak czytaliśmy, tym więcej chcieliśmy wiedzieć. Dotarliśmy do bardzo starych pism, a nawet filmów. Ajurweda nas pochłonęła, mimo, że nie wiedzieliśmy jeszcze dlaczego.

Ajurweda, która powstała w Indiach ponad 5000 lat temu, przetrwała i rozkwitła do dziś, jest uważana za najstarszy na świecie kompletny system medyczny. Podobnie jak wszystkie holistyczne systemy zdrowotne, Ajurweda podkreśla niezachwiane połączenia między ciałem, umysłem i duchem. Jednak więź Ajurwedy wykracza daleko poza jednostkę, sięgając do tego, co uniwersalne. Nauka Ajurwedy klasyfikuje nasze ciała zaliczając je jako trzy podstawowe dosze. Zadając pytania o fizjologię, osobowość, nastroje, przyzwyczajenia, upodobania i antypatie oraz stany bycia, decyduje o tym, jaką doszą jesteś. Następnie stara się zrównoważyć wszelkie dysproporcje zauważone przez pacjenta lub lekarza i jest odpowiednio traktowana poprzez leczenie, w tym jedzenie, styl życia i zioła.

złożona jest z powietrza i eteru, jest sucha, zimna, lekka. Cechą charakterystyczną jest ruch, jak wiatr, i rządzi aktywnością ciała, taką jak oddychanie, bicie serca, mruganie. Znane „Vaty” to: Steve Jobs, Nathalie Portman, Orlando Bloom, Ashton Kutcher, Kiera Knightley, Will Smith.


Czy ajurweda to nauka?

Wszystko w naszym wewnętrznym i zewnętrznym środowisku – jedzenie, styl życia, myśli, relacje, nawyki – ma te same cechy. Nasze trawienie nie jest oddzielone od naszego niepokoju, nie jest oddzielone od naszych wzorców snu, nie jest oddzielone od naszego związku z naszą pracą i naszymi rodzinami. Jesteśmy częścią naturalnego, żywego systemu, w którym subtelne stany naszych myśli wpływają na fizyczne podstawy naszych tkanek. Jednak ta wiedza nie powinna być powodem do obaw; pokazuje to jedynie, przez ile drzwi możemy wejść, aby naprawdę zadbać o swoje zdrowie.

Ajurweda ma na celu zrozumieć zarówno pacjenta, jak i chorobę, a także interakcję między nimi. Starożytne teksty ajurwedy opisują patologie i plany leczenia tysięcy chorób. W istocie jest to nauka o tym, co tworzy zdrowie. Jeśli dwadzieścia osób zostanie narażonych na patogen, a siedemnaście zachoruje, ajurweda chce zbadać pozostałe trzy.


Jak poznaliśmy mistrza?

Mistrz to człowiek, który ma taką wiedzę, która ma zastosowanie w życiu. Mistrz to ktoś, kto jest autorytetem i osobą godną naśladowania. Dla mnie osobiście to ktoś życzliwy, dobry, a w moim przypadku zdolny do czynienia cudów. Poznajcie Dr. Dilbaga Jindala mistrza, który zmienił moje życie.

Na wizytę u lekarza ajurwedyjskiego zdecydowaliśmy się głównie ze względu na mój ogromny ból kręgosłupa po prawej stronie niedaleko łopatki. Gdyby nie to,  pewnie niesłusznie odkładalibyśmy ten moment na lepszy czas. Szczerze mówiąc nie bardzo wierzyłam w to, że ktokolwiek jest w stanie ukoić mój nieustający od roku ból. Byłam gotowa po nowym roku udać się do jakiegoś ortopedy, bo masaże i fizjoterapia już niestety nie pomagały.


Wizytę mieliśmy zaplanowaną na poranek 30.11.2020 roku. Tego dnia obudziłam się przyzwyczajona już do bólu. Bałam się tej wizyty, choć nie potrafię powiedzieć czego konkretnie. Pojechaliśmy na Żoliborz do instytutu Sri Sri Ayurveda trochę z nastawieniem „co ma być to będzie”, a ja właściwie bardziej z nastawieniem „niby co może się stać?”. Byłam przygotowana na mnóstwo pytań w stylu: kiedy przestanie mnie to boleć? a co jak nie przestanie? itp.

Do gabinetu weszliśmy obydwoje, z racji tego, że Damian pełnił rolę trochę tłumacza, ponieważ bałam się, że mój angielski nie pozwoli mi zrozumieć lekarza (można również skorzystać z darmowego tłumacza: wspaniałej Pani Asi). Doktor Dilbag od wejścia był uśmiechnięty i miał bardzo dobrą energią. W kilka minut wzbudził nasze zaufanie i poczuliśmy się przy nim dobrze. Moje badanie było pierwsze. Doktor zbadał mój puls tuż przy nadgarstku i w okolicy zgięcia ręki. Trwało to dosłownie kilka minut, potem była diagnoza.

Słuchając jej od początku byłam w szoku, bowiem doktor nie mógł nic o nas wiedzieć, a jednak jego słowa brzmiały tak, jakby prześwietlił mnie i moje ciało. Zaczęło się od tego, że jestem przepiękną PITTĄ, która dużo osiągnie. W swoim organizmie mam AMA, czyli toksyny spowodowane zblokowanymi emocjami. Emocje blokuje ponieważ jestem na złej ścieżce zawodowej. To, co robię nie jest dla mnie, szkodzi mi, a w efekcie mój organizm odmawia posłuszeństwa. Jestem genetycznie zbliżona do mamy, która również ma tendencje do blokowania emocji. Co ciekawe moja mama wiele lat temu miała wylew spowodowany blokowaniem emocji.

Jestem PITTĄ, która bardzo potrzebuje zarządzać i nie lubi podporządkowywać się ludziom, z którymi się nie zgadza. Dowiedziałam się, że coaching (mój obecny zawód) to bardzo dobra droga, ale to nie jest moje ostatnie słowo, czeka na mnie coś większego. Moim zadaniem jest odkrywać i smakować życie, bo najlepsze jest dopiero przede mną. Doktor powiedział mi również, że powinnam pomagać innym i robić to wspólnie z Damianem. A przede wszystkim muszę zacząć naprawdę doceniać to co mam, bo mam bardzo dużo, a często o tym zapominam.

I wszystko fajnie – myślałam w trakcie wizyty, ale co z moim bólem? Doktor powiedział, że ból minie jak wyjdę z gabinetu. Zapytałam – jak to? Doktor odpowiedział, że obiecuje mi, że tak będzie. 

Dostałam konkretne zalecenia o której wstawać, kłaść się spać, co jeść, jak medytować, jaką robić jogę, ile pić wody, jak ćwiczyć, jakie brać zioła i jakie masaże zrównoważą VATĘ w moim organizmie.


Doktor na końcu zrobił oczyszczanie i zamieniliśmy się z Damianem miejscami. Teraz on był pacjentem siedzącym obok doktora, a ja siedziałam na wprost. Pierwsze co Doktor zauważył u Damiana to, że wyczuwa u niego mój ból pleców i że przypomina mu się taka niesamowita indyjska historia miłosna o Manjurze i Laili, których miłość była tak wielka, że kiedy Laila kilkaset kilometrów dalej została uderzona to Manjur czuł ten ból. I wierzcie mi lub nie… ale Damian wiele razy kładł ręce na moich plecach i mówił, że odbiera mi mój ból. Co jak naprawdę próbował i coś tam energetycznie ode mnie wziął?

Damian okazał się stuprocentową VATĄ, która musi poszukiwać siebie. W trakcie badania Damiana mój kręgosłup niespodziewanie przestawał boleć. Na końcu, kiedy powiedziałam doktorowi, że on to najlepsze co mogło mnie spotkać, a mnie to, że jesteś ty.

Odkąd wróciłam do domu ani razu nie bolał mnie kręgosłup. Ból ustał jakby stał się cud. 


Co dalej?

Dalej chwalimy i polecamy Doktora Dilbaga Jindala wszystkim naszym znajomym, którzy po wizycie u niego są conajmniej zaskoczeni albo równie zadowoleni jak my, z tego co robi doktor. Za kilka dni czeka nas druga wizyta i nie możemy się doczekać co usłyszymy, po wprowadzeniu nawyków, o których mówił Doktor.
Mamy takie poczucie, że Ajurweda zaoferowała nam mapę drogową prowadzącą do zdrowego życia, który powoduje zrównoważony stan fizycznego funkcjonowania, metabolizmu i zrównoważonego stanu umysłu.
Jeśli możecie zrobić coś dla siebie i swoich bliskich, to poczytajcie o Ajurwedzie i spotkajcie się z Doktorem Dilbagiem, bo mamy pod nosem, w Polsce, niedaleko skarb, mistrza, o którym jeszcze za mało osób wie. 
Doktor jeździ po różnych miastach, informacje gdzie przyjmuje znajdziecie w SRI SRI AJURVEDA.

Najbardziej interesującą i najważniejszą rzeczą w Ajurwedzie jest to, że chodzi w niej bardziej o zapobieganie, niż leczenie. Tradycyjna, wioska w Indiach płaci lekarzowi ajurwedyjskiemu, gdy nikt nie jest chory w wiosce, zamiast płacić lekarzom za leczenie. Medycyna ajurwedyjska opiera się na przekonaniu, że ciało jest samouzdrawiające, jeśli jest utrzymywane w duchowej i fizycznej równowadze i na tym zasadniczo polega Ajurweda – pomaganie ciału w pomaganiu sobie.

Jestem niezwykle wdzięczna za to, że Ajurweda pojawiła się w moim życiu. Jestem dozgonnie wdzięczna, że Doktor Dilbag pojawił się w moim życiu. I jestem bardzo wdzięczna, za to jak moje ciało reaguje na dobre zmiany, którymi go karmię.

2 754 Wyświetleń
Follow:

60 dni z życia w lesie.

Czas czytania: 6 minuty

Image

POSŁUCHAJ

Jest 6:00 nad ranem, w domu cicho, ciemno i zimno. Damian właśnie pali w kominku. Uwielbiam naszą codzienną rutynę budzenia się, choć sam proces, przyznaje, nie jest łatwy. Myjemy buzię, język i zęby. Potem płukamy buzię olejem sezamowy i idziemy czytać książkę. Następnie medytacja, joga i krótki masaż głowy. Wypisujemy wdzięczność i siadamy do śniadania. Za oknem las budzi się do życia, rano przylatują ptaki, które w karmniku mają już uzupełnione jedzenie. W kolejności najpierw dwie piękne duże sójki, które sprawdzają, czy teren jest bezpieczny. Potem bogatki jedna po drugiej, bez przepychanek. Wpada też czasami gil i rudzik, jak im się chce.

Drzewa są bez ruchu, jakby zaspały na wschód słońca, ale krety jak zwykle w formie wykopały 6 nowych kopców, z czego jeden ogromny na naszej ścieżce po drewno. Liście zrobiły w nocy imprezę i trzeba je zebrać do kupy, ale zanim grabię, to ładuje na taczki pocięte przez Damiana drewno i układam ścianę przy domu. Poranny śpiew ptaków, szelest nagich drzew z drobnymi pąkami liści i delikatny, zimny wiatr na mojej twarzy i ciele; to jest wszystko, czego potrzebuje, żeby to docenić.

Ten las to naprawdę magiczne miejsce, które można nazwać domem, nie ma innej przestrzeni, w której wolelibyśmy być… dla niektórych, możemy wydawać się nudni i pozbawieni inspiracji, ale jesteśmy szczęśliwi, a las jest dla nas miejscem spokoju i czystej wolności.


    TO, CZEGO NAUCZYŁ MNIE LAS

    Mieszkamy w lesie już 60 dni, a nasza wdzięczność rośnie z dnia na dzień. Jestem wdzięczna za pełną lodówkę, za ciepłą wodę i za drewno. Uwielbiam wyjść jedną stopą na zewnątrz i już być w lesie. Czuć to świeże powietrze i widzieć tę niedoskonałość w ogrodzie. W ramach ćwiczeń pograbić liście, a w trakcie przerwy słuchać śpiewu ptaku. Kocham wspólnie ciąć drzewo, chodzić na spacery i doceniać każdy liść.

    Jeśli las miał nauczyć mnie wdzięczności, to radzi sobie nieźle.


    𓆸

    UWAŻNOŚĆ

    ◌ Samotne spacery są inspiracją do nowych pomysłów.

    ◌ Dobrze jest nie planować, gdzie się idzie.

    ◌ Słońce teraz świeci rzadko, ale jak już świeci to docenia się je po stokroć.

    ◌ Grabienie liści to nowa forma medytacji.

    𓇗

    NATURA

    ◌ Aloes, który jest z nami od początku ogłoszenia pandemii, zakwitł po raz czwarty i po raz pierwszy w nowym domu. Muszę wspomnieć, że Aloes bardzo rzadko kwitnie i zazwyczaj jest to coś wyjątkowego.

    ◌ Drzewa uginając się pod podmuchem wiatru wydają dźwięk pisku, jakby informowały się o zagrożeniu.

    ◌ Kolejny zachód słońca zaskoczył nas swoim pięknem, był pomarańczowo – czerwono – fioletowy, a my czuliśmy się jakbyśmy byli na Safari.

    ◌ Dzień jest bardzo krótki i szybko robi się ciemno.

    ◌ Rosa na liściach wygląda jak zaczarowana.

    ◌ Jak w lesie jest ciemno, to nic nie widać – takie odkrycie dziecka.

    𓆹

    JEDZENIE

    ◌ Nie pije kawy.

    ◌ Nie jem suchych rzeczy.

    ◌ Nie mogę jeść chleba

    ◌ Przeszliśmy na odpowiednią dla nas dietę ajurwedyjską i niestety czujemy się dużo lepiej. Niestety, bo nie można jeść niczego, co jest dobre.

    𓆭

    PRACA

    ◌ Praca w salonie przy kominku, to spełnienie marzeń.

    ◌ Robimy więcej, mimo, że mamy do zrobienia więcej. To taki paradoks. W domu jest zawsze coś do zrobienia, a mimo to nasza praca posuwa się szybciej do przodu, niż jak mieszkaliśmy w mieście.

    𓁺

    CELE

    ◌ Miałam ogromny dylemat czy zrezygnować z kursu, którego forma z racji na sytuację zrobiła się online i poczekać na realną formę nauki. To była jedna z trudniejszych decyzji, którą analizowałam kilka dni, żeby ostatniego dnia, kiedy już trzeba było się zdecydować odpowiedź sama do mnie przyszła. Także odpowiedzi czasami same przychodzą.

    ◌ Przeczytałam trzy książki o robieniu jogi i zdałam sobie sprawę, że nigdy nie robiłam prawdziwej jogi.

    ◌ Czuje, że jestem na właściwej drodze.

    𓆧

    ZWIERZĘTA

    ◌ Mysz zajmuje w rankingu pierwsze miejsce. Pewnego dnia wybrała nasz dom, aby sobie w nim zrobić ciepłe gniazdko na zimę. Niestety w tym domu nie ma miejsca na dwie kobiety, więc jedna z nich musiała się wynieść. Łatwo mi teraz o tym pisać, ale w chwili zobaczenia gryzonia w kuchni krzyczałam, jak krzyczą kobiety na filmach, albo głośniej, bo ani Damian, ani mysz nie wiedzieli co robić.

    ◌ Drugie miejsce, choć równie ważne odegrał wąż. Na spacerze pojawił się przed naszymi stopami, albo to my pojawiliśmy się pod jego miejscem wypoczynku. I znowu ja uciekałam najdalej jak się da, tak aby wąż (zaskroniec prawdopodobnie) nie był w stanie mnie dogonić i zjeść.

    ◌ Sarna, która przemknęła kilkanaście metrów przed nami, gdy byliśmy na spacerze była piękną laurką wolności.

    ◌ Ptaki nieustannie nas odwiedzają. Od kiedy mają karmnik z jedzeniem jest nam ze sobą dobrze.

    ◌ Wiewiórek nie widzieliśmy, ale wiemy, że są, bo pod naszą nieobecność zjadły 6 z 8 orzechów, które im zostawiliśmy w specjalnym koszyczku.

    ◌ Konie. To przepiękny widok niedaleko nas, przy drodze do sklepu. Jest ich kilka i chodzą sobie jakby były wolne.

    ◌ Krety. Mam poczucie, że wcale nie mają problemów ze wzrokiem, bo swoje kopce stawiają dokładnie na naszej ścieżce po drewno. Nie mamy z nimi narazie żadnej relacji.

    NORMALNE ŻYCIE

    ◌ Ciekawym doświadczeniem było wyłączenie prądu na ulicy. Była szansa nie mieć go długo, wszystko zależy od warunków pogodowych. Trwało to jednak tylko 30 minut, niemniej fajnie było siedzieć przy świeczkach i nic nie robić.

    ◌ Sąsiad po lewej ma dwa psy. Okropnie szczekają, kiedy tylko ktoś przechodzi obok ich domu. Naprawdę strach przystanąć na chwilę. Zazwyczaj nie zwracamy na to uwagi, ale ostatnio szczekały całą noc i najpierw się wkurzyłam, a później pomyślałam, że to jednak jakieś ostrzeżenie, nawet dla nas.

    ◌ Niewątpliwie najważniejszym wydarzeniem była wizyta u lekarza ajurwedyjskiego, która zmieniła radykalnie nasz styl życia. Jestem w trakcie pisania, co się tam wydarzyło i jak teraz wygląda nasze życie.

    ◌ Poranne wstawanie, nawet jeśli jest nawykiem, to nadal jest trudne.

    ◌ Po dwóch miesiącach wiemy, że najwięcej produkujemy odpadów bio i plastik, co jest o tyle smutne, że dopiero zaczęliśmy zauważać, że większość rzeczy jest zapakowane w jakiś plastik.

    ◌ Moja dolna powieka chciała wyskoczyć, więc pamiętajcie o magnezie. Zrobiłam duży research najlepszy to SLOWMAG B6.

    ◌ Mija rok odkąd w ogóle nie stosuje makijażu i nie maluje paznokci.

    ◌ Odkąd mieszkamy w lesie prawie w ogóle nie stosuje kosmetyków.

    ◌ Fajnie jest trzymać warzywa w skrzynce na zewnątrz.

    ◌ Warsztaty online unow sprawdzają się świetnie.

    ◌ Zrobiłam pierwszą świeczkę, choć jeszcze nieoficjalnie, narazie są próby i błędy. Niemniej radość wielka.

    ◌ Damian ma nowe okulary i wreszcie dokładnie widzi jakie mamy szczęście.

    ◌ Kocham wieczorne, nawet chwilowe granie na pianinie.

    ◌ Cały czas powtarzamy jak bardzo jesteśmy wdzięczni, że jesteśmy zdrowi i że jesteśmy tu razem.

    ◌ To już czas spania w ciepłej piżamie i ciepłych skarpetach.


    JEST DOBRZE

    Niektórzy ludzie nienawidzą rutyny, my uwielbiamy. Posiadanie rutyny absolutnie nie oznacza bycia całkowicie sztywnym i nudnym, lubimy mieć pewną płynność w rutynie, ale posiadanie wyobrażenia i oczekiwań co do tego, co zamierzamy i dokąd zmierzamy, daje nam spokój. Czuje też, że trochę odzwyczajamy się od posiadania rzeczy, które mają za zadanie dawać chwilowe szczęście. Mam poczucie, że jesteśmy na dobrej drodze, aby dojść do takiego punktu w naszym życiu, w którym naprawdę potrzebujemy mniej, aby być szczęśliwymi. Mamy cały czas, którego potrzebujemy, piękne miejsce, w którym możemy zastanowić się nad tym, co jest dla nas najważniejsze, w wyniku czego uważam, że jako ludzie stajemy się bardziej troskliwi i ofiarni.

    Za to wieczorami wspólnie dziękujemy Bogu, bo można mieć więcej, ale po co skoro się ma wszystko.


    A w 30 dni w lesie zdarzyło się to. 

    3 592 Wyświetleń
    Follow:

    30 dni z życia w lesie.

    Czas czytania: 6 minuty

    Image

    POSŁUCHAJ

    Siedzę teraz w małym biało-czerwonym domku w lesie. Otacza go spory ogródek, który z kolei jest prawie całkowicie otoczony wysokimi jodłami, a następnie lasem. Z komina unosi się dym (mam nadzieję). Lekka mżawka deszczu spada na ziemię. Oglądam to przez okno obok kominka, w pobliżu którego siedzę w kapciach, słucham, jak Damian gra na pianinie, a na koniec popijam gorącą herbatę z dużego kubka. Pisząc to, odczuwam wielką wdzięczność, wolność i szczęście.

    Czuje, jakbym wróciła do korzeni, jakby natura była moim domem od zawsze, jakby była odpowiedzią na wszystkie nurtujące pytania.

    Mieszkamy 40 minut od centrum Warszawy — wystarczająco blisko, aby pojechać w każdej chwili i na tyle daleko, że nie mamy ochoty jechać, chyba że jest to absolutnie konieczne.


    To, czego nauczył mnie czas

    promienie w ogrodzie autor: Damian Podraza

    Po przeprowadzce pierwsze 5 dni zajęło nam doprowadzanie domu do stanu zamieszkania. Głównie malowaliśmy ściany, ale też dopasowywaliśmy otoczenie do nas. Do tego rozpakowywanie, pranie, sprzątanie, składanie i 11 wypraw do Ikei. Szwedzki torcik Daim wraz z kawą to była nasza nagroda za siłę i wytrwałość. Kiedy drugiego dnia odpaliliśmy kominek, wiedziałam już, że kocham ten dom i nasze życie blisko natury. Oto najważniejsze doświadczenia, których podczas miesiąca spędzonego tutaj nauczył mnie czas/las (niepotrzebne skreślić):

    𓆸

    Uważność

    ◌ Cisza jest trudna, ale warto ją polubić. 

    ◌ Odgłosy i zapach lasu są kojące, wyciszające i dają spokój. 

    ◌ Spacery po lesie i odkrywanie nowych miejsc jest jak podróżowanie po odległych zakątkach ziemi.

    ◌ Deszcz jest jak modlitwa. A liczenie spadających kropel uspokaja jak nic innego. 

     

    drzewo w lesie przy domu autor: Damian Podraza

    𓇗

    Natura

    ◌ Liście mają blaszki i tkanki.

    ◌ Drzewa ze sobą rozmawiają, to jest sprawdzone info.

    ◌ Nasze kwiaty, dzieci nasze rosną, więc chyba lubią nowy dom.

    ◌ Jesień jest wspaniała i ma przecudowne kolory. Pomarańczowy, żółty, brązowy, zielony, czerwony, a nie tylko szary jak myślałam. 

    ◌ Widzieliśmy jeden z piękniejszych różowo pomarańczowo fioletowy zachód słońca. 

    ◌ Naprawdę świeże i czyste powietrze istnieje. 

    ◌ Niebo każdego dnia jest inne. Niebieskie z białym puchem, czysto-fioletowe, szaro-błękitne, turkusowe, blado-szafirowe, stalowe, granatowe, a czasami czarne jak smoła.

    ◌ Widać tu tyle gwiazd, ile ostatnio widziałam chyba w dzieciństwie. 

    𓆹

    Jedzenie

    ◌ Kawa na tarasie z widokiem na las, to jest jakiś obłęd. 

    ◌ Wszystko czego naprawdę potrzebujemy jest w najbliższym sklepie. 

    ◌ Zupa dyniowa jest pyszna.

    ◌ Lody jemy już tylko wegańskie.

    𓆭

    Praca

    ◌ Praca, która pozwala ci od czasu do czasu pracować zdalnie, jest jedną z najlepszych rzeczy, które mogą ci się przydarzyć.

    ◌ Mamy osobny pokój, który jest biurem. To niewyobrażalna ulga, kiedy przez całe życie nasz salon, sypialnia i kuchnia nim były. 

     

    kolory wokół autor: Damian Podraza

    𓁺

    Cele

    ◌ Rodzina, to wszystko, co jest potrzebne. Kiedy moi rodzice wraz z Tomkiem tu przyjechali czułam, że wszystko jest wreszcie na swoim miejscu.

    ◌ Mat do jogi nie składamy. Robimy przerwy w trakcie dnia na ćwiczenia i oddychanie.

    ◌ Spełniły się moje dziecięce marzenia o huśtawce.

    ◌ Rozpoczęłam kurs rozwojowy, który uświadomił mi, że to jest moja misja. 

    𓆧

    Zwierzęta

    ◌ 52 zabite pająki.

    ◌ 1 szalona wiewiórka.

    ◌ 2 przebiegające sarny.

    ◌ Brat dzięcioł.

    ◌ Kolorowe ptaki przyjaciółki odbywające plotki, co rano na tarasie.

    ◌ 4 uratowane biedronki.

    ◌ 9 zabity much.

    ◌ 3 ocalone pająki.

     

    za domem autor: Damian Podraza

    Normalne życie

    ◌ Instrukcje obsługi mebli z Ikei są durne, zwłaszcza te od dna łóżka. 

    ◌ Damian ciągle rąbie drewno i rozpala kominek. Z ogniem ma jakąś nieopisaną więź. 

    ◌ Włosy myjemy dwa razy w tygodniu.

    ◌ Nie mamy zasięgu. Na początku było to negatywne: pierwsze kilka dni spędziłam na poszukiwaniu miejsc, aby otrzymywać wiadomości tekstowe i sprawdzać czy ktoś do mnie nie dzwonił – ale teraz pokochałam to. Jeśli jest coś naprawdę ważnego to ludzie mogą mi wysłać e-mail, napisać na WhatsApp czy messengerze. W każdym razie straciłam radość, bycia na każde zawołanie. 

    ◌ Mamy dość słaby internet, ale na tyle mocny, abym mogła napisać to, co teraz czytasz. 

    ◌ Segregacja śmieci jest wspaniała, nawet jeśli worki trzeba wystawić konkretnego dnia. 

    ◌ Sąsiedzi wydają się być super, mimo, że jeszcze dobrze ich nie poznaliśmy. 

    ◌ Zimniej tutaj jest, ale ja zmarzlak, co jest dziwne lubię to. Noszenie za dużych ciepłych swetrów to moje nowe hobby. 

    ◌ Ten kto wynalazł wannę jest mistrzem świata. 

    ◌ Kalosze to niezbędne obuwie. 

    ◌ Kurierzy o dziwo dojeżdżają wszędzie nawet do nas. 

    ◌ Damian ma wreszcie dużą kuchnie do gotowania. 

    ◌ Kupiliśmy drogi materac i śpimy jak dzieci.

    ◌ Wszyscy mijając się, mówią sobie „dzień dobry”.

    ◌ Nadal dostaje kwiaty, częściej jednak polne. Doszły mnie słuchy, że niektóre były kradzione. 

    ◌ Bambosze i kapcie to coś co kochają stopy w domku. 


    Wolność

    Zanim się przeprowadziliśmy, ludzie mówili, że to nie najlepszy pomysł żyć z dala od miasta, dziś, kiedy mówię, że to najwspanialszy pomysł mówią, poczekaj do zimy, wtedy odpowiadam, że ja nie czekam, bo ja jestem gotowa na zimę, lato i wiosnę.

    Mówi się, że miejsce, w którym mieszkasz, wiele mówi o tobie jako osobie. Mieszkasz tam, bo ci się tam podoba, tam się uczysz, masz wokół siebie rodzinę. Bez względu na powód, kształtuje cię to jako osobę, którą jesteś. Kiedy mieszkasz tam, gdzie mieszkasz dzisiaj, spotykasz ludzi, którzy mają na ciebie wpływ w określony sposób. Dzięki byciu tutaj zrozumiałam, że od zawsze chciałam poczuć się połączona z ziemią, naturą i zmieniającymi się porami roku.

    Niewiele rzeczy w życiu jest tak nieuchwytnych, jak pojęcie wolności. Wszyscy w jakiś sposób go szukamy, ale rzadko zdarza się, żeby ktokolwiek z nas go znalazł. Podobnie jak w przypadku większości źle zdefiniowanych rzeczy, nie wiemy do końca, czego szukamy. Dowiemy się, dopiero kiedy tam dotrzemy.

    Jednak mam też takie poczucie, że czasami to, co masz przed sobą (rodzina, przyjaciele, pies, kot) i w sobie (pragnienie rozwoju, pasja, wiara w siebie) jest wszystkim, czego potrzebujesz, aby być szczęśliwym i wolnym. To te ważne elementy, które powinniśmy zabrać ze sobą w podróż życia, które mogą nagle pomóc nam zrozumieć, że być może jest to marzenie, o którym zawsze marzyliśmy. 

    Zamieszkałem w lesie, albowiem chciałem żyć świadomie, stawiać czoło wyłącznie najbardziej ważnym kwestiom, przekonać się, czy potrafię przyswoić sobie to, czego może mnie nauczyć życie, abym w godzinę śmierci nie odkrył, że nie żyłem. Nie chciałem prowadzić życia, które nim nie jest, wszak życie to taki skarb.

    Henry David Thoreau

    Poświęć więc chwilę na refleksję. Czym dla Ciebie jest wolność?

    1 362 Wyświetleń
    Follow: