ŻYCIE

Zrzut ekranu 2015-04-23 o 23.04.53

Miłość to normalne życie

Mike George w książce „Sztuka relaksu” przytacza cztery poziomy więzi w miłości. Pierwszy poziom to spotkanie ciał, czyli fizyczność – najniższy z poziomów. Okazuje się, że seks wcale nie jest tożsamy z miłością, a emocjonalne spełnienie poprzez miłość jest łatwe do osiągnięcia również bez pierwiastka cielesnego. Drugi poziom to poziom emocjonalny – spotkanie serc. To poczucie, że czujemy to samo, co druga osoba nazywane jest prawdziwie magicznym doświadczeniem. Poziom trzeci określany jest spotkaniem umysłów. To taki stan, w którym obie strony myślą tak samo, albo jedno osoba wypowiada dokładnie to, o czym druga właśnie pomyślała. Często mówi się wtedy o szczególnej manifestacji miłości, dlatego, że wtedy partnerzy często porozumiewają się bez słów. Jednak najwyższym poziomem miłości jest spotkanie dusz. To taki stan, w którym swobodnie, bez strachu, z całkowitym zaufaniem i akceptacją tworzymy relacje z drugim człowiekiem. To brak zazdrości, brak domysłów, brak krępacji. Taka sytuacja zdarza się podobno bardzo rzadko, lecz jest to stan, do którego powinniśmy dążyć, bo tylko wtedy doznajemy prawdziwego spełniania w miłości.


Miłość to normalne życie

Mało się mówi o miłości w normalnym życiu. Najbardziej ekscytujące jest zakochanie się i ten wspaniały czas odkrywania siebie. Ta ciekawość, adrenalina i pożądanie. Moment, w którym dzieje się najwięcej i kiedy euforia dosięga zenitu. Później przychodzi szare życie, które weryfikuje, co naprawdę jest ważne. Z perspektywy czasu moje związki nigdy nie docierały do poziomu spotkania dusz.

Z Dawidem byłam przez 8 lat i była to moja pierwsza miłość. Poznaliśmy się, mając 15 lat i przeżyliśmy wspólnie sporo pierwszych razów. To z nim pierwszy raz leciałam samolotem, to z nim pierwszy raz byłam za granicą, to on był przy mnie, jak zdawałam prawo jazdy i pisałam maturę. Razem wyprowadziliśmy się do dużego miasta i razem zamieszkaliśmy sami. To on słuchał o moich pierwszych pracach, planach i marzeniach. To w trakcie tego związku obserwowałam własne granice i podwyższałam poprzeczkę. To wtedy stawałam się kobietą, która zaczyna rozumieć, co jest dobre, a co złe. To ta relacja nauczyła mnie wybaczania i dawania kolejnych szans. To tutaj zrozumiałam jak być wsparciem dla kogoś. W tym związku też zrozumiałam, że warto mówić „nie”, że trzeba się nie zgadzać i że nie wolno się bać. Ta relacja pokazała mi też, że czasami jest za późno, aby coś odbudować i że trzeba o miłość dbać, zwłaszcza jak staje się monotonną rzeczywistością. Nasza miłość zatrzymała się na poziomie trzecim i nigdy nie poszła wyżej.

Z Bartkiem byłam 1,5 roku. To była miłość ekscytując i szalona. To była relacja jak z komedii romantycznej. Wpadłam w ramiona mężczyzny, dla którego byłam najważniejsza. To relacja przepełniona kreatywnością i pożądaniem. Pełna niespodzianek i tęsknot. To związek, w którym można było rosnąć. Razem odkrywaliśmy potęgę umysłu i serca. Chodziliśmy na jogę i zaczynaliśmy medytować. Ciągle otaczaliśmy się muzyką, literaturą i poezją. Chodziliśmy do kina, teatru i na spotkania kulturalne. Był między nami jakaś więź, która unosiła nas ponad ten cały szary świat. Chcieliśmy się dla siebie stawać lepsi, bardzo wierzyliśmy, że razem to my możemy góry przenosić. Czułam się w tym związku jak księżniczka. Byłam pewna, że to właśnie ten jedyny, któremu chce rodzić dzieci i z którym chce założyć rodzinę. I to właśnie w tym związku nauczyłam się, że czar pryska. Że nie będzie jak w komedii romantycznej, bo po napisach przyszło normalne życie, z którym sobie nie poradziliśmy. Po świadomym zrezygnowaniu z pracy w korporacji nie umiałam odnaleźć się w nowej rzeczywistości i nie dostałam wsparcia, jakiego oczekiwałam. Przestałam być silna, a kto potrzebuje słabej dziewczyny? To rozstanie było dla mnie szokujące i trudne. Bardzo długo musiałam po nim stawać na nogi. To była bolesna i trudna lekcja, a jej skutki odczuwam do dziś. Bardzo na przykład boje się zostać bez pracy, w obawie, że wszystko się posypie. Niemniej związek ten nauczył mnie, że zawsze sobie poradzę i nigdy się nie poddam. Pokazał mi, jak ważne okazały się relacje z moimi przyjaciółmi i znajomymi. Ta relacja pokazała, że intuicja kobiety nigdy nie zawodzi i że tylko wybaczenie przynosi ukojenie oraz pozwala na bycie sobą. Ta miłość też zatrzymała się na etapie trzecim.

Z Damianem jestem od 7 miesięcy i jest bezsprzecznie miłością mojego życia. Znamy się od ponad 4 lat i nasza relacja od początku była budowana na szczerości, zaufaniu i empatii. Tak jakbyśmy zaczynali od poziomu czwartego najwyższego. Ten związek rozpoczął się od normalnego życia. Tej codzienności i szarości, którą obydwoje kochamy i akceptujemy. Nie szukamy fajerwerków, choć życie często nam ich samo dostarcza. Nasz związek od moich poprzednich relacji różni się tym, że nie skupiamy się w nim na sobie, tylko na robieniu dobra i pomaganiu innym. Na wzruszeniach, wdzięczności i prawdzie. Mam to szczęście, że jestem z mężczyzną, który myśli długoterminowo i jest nadzwyczaj cierpliwy. Nie ma dla niego rzeczy nie do zrobienia czy sytuacji, które go przerastają. Jeszcze nigdy nie czułam się tak szczęśliwa i bezpieczna. Dopiero teraz czuje się małą dziewczynką, którą ktoś się opiekuje, w ciele kobiety, która wie, czego chce. Wszystko w tej relacji ma swoje miejsce i swój czas. Tylko z tymi poziomami coś nam się pomieszało. Zaczęliśmy od spotkania dusz, a potem spotkania umysłów, serc i ciał same do nas zapukały.


Nie jestem ekspertem od miłości i nie wiem nawet, co trzeba zrobić, aby być. Wiem tylko, że każda relacja jest na wagę złota, bo uczy nas czegoś o sobie. Ja dzisiaj zrozumiałam, że miłość to normalne codzienne życie. A w normalnym życiu rzadko jest jak na Instagramie. Czasami coś boli, jest brzydkie i nie nadaje się do dzielenia z innymi. Często pozbawione jest geometrii, minimalizmu i prostoty. Nie można go pokolorować gotowym filtrem i udawać, że wszystko jest pięknie. A jedyne relacje, to te głęboko przeżywane i przegadane na co dzień, których nie sposób złapać aparatem. W moim życiu teraz czuje duży spokój i kocham tę normalność, od której kiedyś uciekałam. Kocham to poczucie codziennej wdzięczności. Kocham wspólny dom i wspólne marzenia. Warto było czekać na Ciebie kochanie, aby się tego wszystkiego dowiedzieć.

I tak sobie myślę, z perspektywy czasu, że na ogół okazuje się, że warto czekać. Bo wszystko, co jest nam pisane, zdarzy się, bez naszej ingerencji, zaangażowania i walki.

Follow:

Przepraszam bardzo

Image

Posłuchaj

Przepraszanie jest bardzo trudne. Wymaga przyznania się do błędu i okazania słabości. Trzeba mieć w sobie olbrzymie pokłady dystansu i odwagi, aby spojrzeć komuś w oczy i powiedzieć: „Moje zachowanie nie było na miejscu”, „To, co zrobiłam boli”, „Wiem, że postąpiłam niesłusznie”. Obecnie jest dużo więcej możliwości i form przepraszania – telefon, smsy, social media, a może nawet i wysłanie listu. Nadal jednak bez względu na czasy, tak trudno nam przechodzi to przez usta, palce, serce i głowę.


Przepraszam

Jak byłam mała, to mama kazała mi przepraszać zawsze jak zrobiłam coś złego. Złe było powiedzienie brzydko, spóźnienie, skłamanie i bycie naburmuszoną u ortodonty. Ze swoim wrodzonym wyczuciem zawstydzała mnie wtedy mówiąc: „no przeproś panią”, albo „i co teraz należy powiedzieć?”. Z drugiej zaś strony mama mówiła, że należy przepraszać, jak się komuś nadepnie na nogę lub chce się zabrać głos. Przepraszanie kojarzyło mi się ze słabością bycia dzieckiem, któremu cokolwiek można kazać. Tylko mama wie jakim byłam niesfornym dzieckiem i wcale tak bez ceregieli nie zgadzałam się na zwykłe przepraszanie. Walczyłam jak mogłam. I chyba walczę do dziś. Dopóki nie zaczynam rozumieć czym jest przepraszanie, jakie ma skutki i dlaczego tak ważne jest dla samego siebie.

Wiecie co jest fajne w pisaniu bloga? To, że najpierw pojawia się mała myśl, ona dojrzewa, krąży po całym ciele. Wreszcie zaczyna ci się śnić. Zupełnie przypadkowo trafiasz na strony o tej samej tematyce w internecie, czytasz książkę i poruszany jest właśnie ten problem, a następnie robiąc zakupy w sklepie słyszysz jak ludzie o tym rozmawiają. Czasami czuje się jak wiariatka przyciągająca wszystko o czym pomyśli (Damian twierdzi, że dokładnie tak jest) ale nawet jak bardzo chcę o tym zapomnieć, to nie ma takiej siły. Mój organizm każe mi usiąść, a palce same wystukują słowa. Często jest to stek bzdur, ale dopóki nie pozbędę się tego co mam w głowie nie mogę normalnie funkcjonować.

Z przepraszaniem było dokładnie tak samo. Ci, którzy mnie znają wiedzą, że jestem cholernie wrażliwa i empatyczna. Bardzo przejmuje się tym co czują i myślą inni, a pod twardą skorupą silnej kobiety kryje się mała dziewczynka, która tak naprawde po prostu chce dobrze. Ludzie, którzy poznali mnie lepiej wiedzą, że mam też bardzo ciężki charakter, jestem typowym upartym bykiem, który zawsze musi postawić na swoim i wszystko wie lepiej. Nikt nie wie, że niezwykle trudno przychodzi mi przeanalizować moje zachowanie, słowa i ruchy, ale zawsze to robię. Nie umiem przejść do porządku dziennego, kiedy mam wyrzuty sumienia. To jest bardzo męczące, ale niestety tak jest. Jeszcze trudniej, niż przeprosić przychodzi mi wybaczyć samej sobie. Dlatego chciałam się przed sobą i wszystkimi zebranymi przyznać do tego i powiedzieć dość. Chcę coś zmienić.


Bardzo

Z definicji przepraszanie wiąże się z wyrażeniem żalu za wyrządzoną przez siebie krzywdę. Kojarzone jest z niezręcznością i wstydem. Przeczytałam niedawno, że przepraszanie to wybieranie pomiędzy pozostaniem w zgodzie ze sobą, a pozostaniem w zgodzie z drugą osobą. Uważam, że to bzdura. Zarówno w przepraszaniu, jak i w wybaczaniu nie tak łatwo o prosty wybór „albo, albo”, można przecież pozostać w zgodzie z drugą osobą, jednocześnie pozostając w zgodzie ze sobą. W tym samym artykule, który przepraszanie traktuje bardzo surowo, przeczytałam, że przepraszanie ma datę ważności, a kiedy minie (1-5 lat) jak wspomina autor relacja jest już nie do odbudowania. Tak bardzo się z tym nie zgadzam, że zrobiłam kilkugodzinny research szukając badań i jakiegokolwiek potwierdzenia na słowa terapeuty Tomasza Srebnickiego, który wypowiada się: „Oczywiście możemy się spotkać i przeprosić za pięć lat, ale nie będzie już powrotu do relacji.”. I nic. To zdanie jednego człowieka, nie mające nic wspólnego z rzeczywistością. Miałam conajmniej kilka sytuacji osobiście, a jedną wielką, kiedy po trzech latach żalu przeprosiłam się ze swoją przyjaciółką i relacja wróciła błyskawicznie. Może nawet mocniejsza, niż wcześniej.

Myślę, że przepraszania, podobnie jak wybaczanie, to temat nie zbadany, w którym dużo zależy od relacji, empatii i zrozumienia. Nie da się mówić o jednoznacznych schematach, bo każda sytuacja jest inna oraz filtrowana jest przez doświadczenie obu stron.


Ale

O trudności przepraszania świadczy fakt, że niezręcznie jest przepraszać również w pracy, w której rzadziej dochodzi do długotrwałych relacji. Jakiś czas temu miałam sytuacje, że popadłam w duży (jak na moje możliwości) konflikt w pracy. Pracuje obecnie jako wydawca serialu, a moja praca polega na ścisłej współpracy ze scenarzystami. Szefem scenarzystów jest headautor. Przy serialu, który produkuje jest to Dominika. Pokłóciłyśmy się szalenie o moje produkcyjne uwagi. Dominika twierdziła, że są one bezpodstawne, a nawet złośliwe. A ja twierdziłam, że Dominika złośliwie nie chce ich wprowadzać, mimo, że są logiczne. To był naprawdę zażyły konflikt z elementami krzyku, oceniania, przykrych wiadomości, a na końcu obrażenia się na śmierć (mojego). Mimo, że nie umiem długo chować urazy w tej sytuacji obiecałam sobie, że nie ustąpie. I Dominika ustąpiła przepraszając mnie. Poczułam się wtedy bardzo głupio, bo po przeanalizowaniu sytuacji żadna strona nie miała racji, a nasze nerwy wynikały z niezrozumienia i niewysłuchania drugiej osoby. Oczywiście również przeprosiłam Dominikę i poczułam dużą ulgę. Nasze relacje są teraz bardzo dobre, a finalnie uważam, że ta sprzeczka była potrzebną lekcją.

Jeśli chodzi o pracę podziwiam również wszystkich ludzi, którzy potrafią przyznać się do błędu. W mojej profesji jest ich naprawdę bardzo niewielu. Dużo jest zrzucania winy na innych oraz tłumaczenia uroczym: „To nie należy do moich obowiazków.”. Samej mi ciężko powiedzieć „To ja popełniłam błąd”, łatwiej jest naokoło pozbyć się odpowiedzialności i czuć, że się jest profesjonalistą, który nie ma sobie nic do zarzucenia.

Kiedyś napisałam artykuł o profesjonaliźmie. Wspominałam tam, że ja jestem wielką profesjonalistką i nie rozumiem innego podejściach. Dziś z doświadczenia wiem, że profesjonalizm prowadzi prosto do depresji, lęku i stresu. Sprawia, ze porównujemy się z innymi i próbujemy przeskoczyć mur, za którym nic nie ma. To zabawne, że jeszcze kilka lat temu nie dawałam sobie przyzwolenia na pomyłki, błędy i porażki. Musiała być idealna. Żeby mnie tak widziano, mówiono o mnie, żebym się tak czuła i żeby moja wartość rosła. A dzisiaj wiem, że moja wartość nie ma nic wspólnego z byciem ideałem. Moja wartość to wybaczenie sobie, powiedzienie przepraszam jeśli nie zrobiłam wszystkiego tak jak planowałam, ale tak chciałam i jestem w zgodzie ze sobą.


Już

Wracając do przepraszania, to nie mam na myśli uciszania swoich wyrzutów sumienia, ale pragnę oczyścić się z pretensji do siebie.

Przepraszam za każdą łzę, która pojawiła się z mojego powodu. Przepraszam za każde ocenianie sytuacji tylko z mojej pespektywy. Przepraszam za każdy strach przejawiający się milczeniem. Przepraszam za każde obraźliwe słowa w kierunku innych. Przepraszam za każde „jestem lepsza od ciebie” i za każde „moja racja jest ważnejsza”. Przepraszam za każde kłamstwo i za każde przełożone spotkanie bez powodu. Przepraszam za każdy podniesiony głos. Przepraszam za nie odebrane telefony, nie odpisane wiadomości i zignorowane życzenia. Przepraszam za brak zrozumienia, brak zainteresowania i brak pomocy. Przepraszam za niewyjaśnione sytuacje i niedokończone sprawy.


Umiem

Moja mama mówi, że nie wolno pójść pogniewanym spać, bo nie wiemy, co wydarzy się w nocy. Jej mama, a moja babcia twierdziła, że noc jest wielkim znakiem zapytania, że może wydarzyć się wszystko łącznie z tym, że nie zdążymy kogoś przeprosić, albo mu wybaczyć. Bardzo mocno się tego trzymam wśród najbliższych, nie umiem jednak zastosować tego w dalszych relacjach, a tego chciałabym się nauczyć i to będę ćwiczyć. Ten czas był mi potrzebny, aby spojrzeć na wiele spraw z dystansu i aby zrozumieć inne perspektywy. Nie umiem jeszcze w przepraszanie, ale umiem już w przepraszanie siebie, tak aby w zgodzie ze sobą położyć się dzisiaj spać.

Follow:

Każdego dnia jest dzień mamy.

Mama Gosia

Do góry nogami wywrócił się świat

gdy miałaś plus minus trzydzieści lat

Nie bałaś się nawet pomimo tego,

że brat mój stał się pytaniem: dlaczego?

Inni mówili: Gośka, co jak?

Ty jednak byłaś zawsze na tak.

Odważna, mądra, lekko szalona

spełniałaś się wtedy już jako żona

Silna, wytrwała, nie patrzyłaś w tył

Twój świat pełen dobra i miłości był. 

Traktowałaś mnie zawsze jak spełnienie marzeń

Choć dostarczałam ci wielu wrażeń.

Nie było jednak ani jednego dnia

bym nie dziękowała za ciebie ja.

Kocham cię za każdy uśmiech na twarzy

za to, że to ty nauczyłaś mnie marzyć

mówisz mi zawsze, że pomagać trzeba

bo za to po prostu idzie się do nieba.

Nikt tak jak ty nie docenia świata

bez względu na problemy przez wszystkie te lata

Wdzięczność i dobro to jesteś ty

za to nad życie dziękuje ci.

Jeszcze od Tomka słów parę

bo to on jest naszym największym darem.

Kocham Cię mamo, choć nie widać tego

wiem, że już dawno nie pytasz dlaczego

Lubię jak mi śpiewasz, mimo moich lat

że mnie kochasz zawsze, pomimo mych wad

A jest ich trochę wiem o tym sam

Czasami jednak nie wiem jak wyrazić mam

To, co czuje i to, czego chce

Musisz wiedzieć jednak, że ja kocham cię. 

Nie wiemy oboje jaki byłby świat

gdybyś nam nie dała tych wspaniałych lat.

Jesteś nam potrzebna więc żyj nam 100 lat

To pisała Kasia i Tomek – jej brat.

Na zdjęciu moja mama, a za nią jej mama. I tata. I ja, albo Tomek, nie wiem.

Follow:

Dziś się urodziłam

Pamiętam jak rok temu przez ponad tydzień pisałam post o tym, jak kończyłam 25 lat. Nie chciałam nikogo ani niczego pominąć. Przed momentem przeczytałam znów ten wpis i widzę, jak wiele rzeczy się zmieniło. A minął tylko rok. Dziś wiem, że zmiany są jedynym pewnym elementem życia. Mogę albo to zaakceptować, albo się temu sprzeciwiać i walczyć z tym. Wczoraj myślałam, że jest tak, a dziś wiem, że jest inaczej. Jutro zaś mogę zmienić zdanie, bo poznam inną perspektywę na dany temat. Przez rok zmieniło się sporo, choć to, co najważniejsze pozostało bez zmian. Życie nadal jest kruche, chwile są ulotne, nieszczęścia nie trwają wiecznie, a szczęście, to bycie wdzięcznym za to, co jest.

Przeżyłam wspaniałe 365 dni. Nie żałuje ani sekundy. Nic bym nie zmieniła, niczego nie cofnęła, za nic bym się nie zamieniła. Jestem zdrowa, moja rodzina jest zdrowa, mam dom, przyszłego męża, pracę i marzenia, które realizuje. Byłabym idiotką, gdybym na cokolwiek narzekała. Wszystko było dokładnie tak, jak miało być. Ci, którzy się pojawili byli bardzo potrzebni, ci, którzy zostali, to ludzie, których kocham i dzięki, którym życie nabiera barw, a ci którzy odeszli, zostawili ślad w moich sercu i wspominam ich pozytywnie, życząc im jak najlepiej.

Moje życie jest bardzo kolorowe i piękne. Niech stanie się tradycją podsumowanie go w każde urodziny w 9 kategoriach. To one właśnie pięknie porządkują, gdzie jestem, pokazują co mam, a o czym marzę.

PASJA

Odkryłam przez rok i odkrywam nadal:

  • Nagrywania podcastów – i nie zamierzamy się zatrzymywać.
  • Śpiewanie – jestem w tym całkiem słaba, ale sprawia mi to dużo radości.
  • Granie na ukulele – jestem w tym absolutnie najgorsza.
  • Pisanie piosenek – całkiem jestem w tym niezła.
  • Życie ekologiczne  – dopiero zaczynam.
  • Social media – uczę się i bardzo mnie to ciekawi.
  • Papier, druk, introligatorstwo – dopiero zaczynam.
  • Zdrowe odżywianie – zastanawiam się dlaczego musiałam do tego dorosnąć?
  • Joga – najlepsza forma ćwiczeń, wyciszenia i szczęścia.
  • Medytacja – to już w ogóle uważam, że jest lekarstwem na całe zło.
  • Ćwiczenia – zaczyna mi to sprawiać przyjemność.
  • Picie górskiej wody – to jest w ogóle kosmos. Słoik wody z zamrażalnika ma wspaniałe właściwości i to najlepsza woda jaką piłam.
  • Kąpanie się w zimnej wodzie – to w ogóle nie jest przyjemne, choć bardzo zdrowe.

PRACA

Odkryłam przez rok i odkrywam nadal:

  • Dystans do pracy – naprawdę im mniej się przejmuje, tym lepiej wszystko idzie.
  • Że, moim powołaniem jest pomagać ludziom – to była duża analiza siebie w trakcie kwarantanny.
  • Że, jak własna firma, to tylko z kimś komu ufasz – im mniej osób do podejmowania decyzji, tym lepie.j
  • Jak odpoczywać, żeby mieć więcej energii do pracy – jeszcze się uczę dobrze wypoczywać.
  • Żeby mieć pracę, którą można wykonywać również zdalnie – to daje duży komfort i bezpieczeństwo.

PIENIĄDZE

Odkryłam przez rok i odkrywam nadal:

  • Oszczędności i więcej oszczędności – warto je mieć na czarną godzinę, ale i na codzień, dają wielki spokój.
  • Nie kupowanie rzeczy od razu, tylko przemyślenie oraz uzbieranie na coś – to jest fajne uczucie, na pianino zbieramy już 4 miesiące.
  • Że, w związku pieniądze zawsze powinny być wspólne – nie wyobrażam sobie innego życia, moi rodzice tak mają i my też tak mamy od samego początku związku.
  • Że, trzeba być za nie wdzięcznym jak za wszystko – i trzeba dziękować kochanym pieniądzom, że są i że jest ich coraz więcej.
  • Że można za nie kupić czas (robot odkurzacz) – to spełnienie marzeń, Jupi (takie jego imię) podarował nam codziennie godzinę.

WIEDZA

Odkryłam przez rok i odkrywam nadal:

  • Że warto w siebie inwestować – choć moje krakowskie serce ciężko to przyjmuje.
  • Że żeby się czegoś nauczyć, to trzeba to robić milion razy – o tak! Trzeba robić, robić i jeszcze raz robić.
  • Że zawsze trzeba się uczyć – to już w ogóle napisałam, żeby nie zapomnieć.
  • Że kursy, który zrobię pozwolą mi pomagać ludziom – tak będzie!
  • Że pisanie daje spokój – ale jaki? Szkoda mówić. Zacznijcie pisać, chociażby za co jesteście codziennie wdzięczni.
  • Że wiedza kosztuje i że nie opłaca się, ale warto za nią płacić – czasami dużo kosztuje i pieniędzy i czasu i wyrzeczeń i przekraczania siebie, ale warto.
  • Jak wybierać dobre książki – że nie przeczytam wszystkich, które chce, to pewne, dlatego wybieram bardzo świadomie.

PRZYJACIELE

Odkryłam przez rok i odkrywam nadal:

  • Że przyjaciele czasami przychodzą i odchodzą – po prostu tak jest.
  • Że nie wolno niczego oczekiwać od innych.
  • A mimo to zawsze być dla nich z otwartym sercem.
  • Że ciężko być dobrym przyjacielem – nadal się tego uczę.
  • Że przyjaźń damsko-męska nie istnieje (pozdrawiam cię Damian).
  • Że nie ilość się liczy – kiedyś myślałam, że jak się ma przy sobie wiele osób, to wtedy jest się dobrym. przyjacielem, ale teraz wiem, że liczy się jaki jesteś, a nie czy jesteś.
  • Że nie wolno nadużywać tego słowa – cały czas nie przestaje się uczyć i rzadziej już go używam.
  • Że to ludzie, którym ufasz – wiadomo.
  • Że przyjaźń jest silniejsza, niż przeciwne zdanie – musi tak być, inaczej przyjaźni nie ma.
  • Że to ktoś, kto chce dla nas dobrze – tylko wtedy to przyjaźń.
  • Że nie trzeba z nim zjeść beczki soli, żeby wiedzieć, że to przyjaciel na resztę życia.
  • Że czasem trzeba zjeść tą beczkę.
  • Że nie da się prowadzić firmy z przyjaciółmi – to duże rozczarowanie, ale niestety tak jest.

RODZINA

Odkryłam przez rok i odkrywam nadal:

  • Że rodzice to najważniejsi ludzie w moim życiu – to się nigdy nie zmieni.
  • Że mój brat, to najlepszy brat, jakiego mogłam mieć – z czystej siostrzanej miłości.
  • Że rodzina zawsze wybacza – i zawsze daje drugą, trzecią i dwieście czterdziestą piątą szansę.
  • Że rodzina zawsze rozumie – bezbłędnie.
  • Że rodzina, to siła – największa.

MIŁOŚĆ

Odkryłam przez rok i odkrywam nadal:

  • Że przyjaźń równa się miłość – myślę, że bez przyjaźni miłość nie może istnieć.
  • Że szczęście to wspieranie się we wspólnych pasjach – kibicowanie sobie i motywowanie się również.
  • Że nic nikomu nie trzeba udowadniać – to wspaniałe uczucie.
  • Że miłość, to wszystkie kolory życia – absolutnie.
  • Że miłość nie jest na pokaz, na Instagram czy Facebook – a po co miałaby być?
  • Że codziennie można być wdzięcznym za budzenie się obok drugiej osoby – bardzo!
  • Że miłość akceptuje przeszłość – wiadomo.
  • Że mam najwspanialszą osobę, z którą chce dalej odkrywać świat (pozdrawiam cię Damian) – myślę, że określenie najwspanialszą, to na Damiana nadal za mało.

PODRÓŻE

Odkryłam przez rok i odkrywam nadal:

  • Rzym – każdy jego zakamarek i dzięki niemu pokochałam Włochy.
  • Barcelonę – za kolory, piasek i zachody słońca.
  • Maderę – za dziewczyny, za przepiękne krajobrazy i za siłę, w przekraczaniu własnych granic.
  • Nie ilość miejsc, ale z kim w tę podróż jedziemy się liczy.

JA

Odkryłam przez rok i odkrywam nadal:

  • Że empatia to moja największa siła – dopiero teraz zaczęłam ją naprawdę doceniać.
  • Że jestem piękna z każdą nową zmarszczką – to słyszę każdego dnia, więc nie może być inaczej.
  • Że można wydać dziennik wdzięczności jak się tylko chce – to się właśnie dzieje.
  • Że trzeba umieć odpuszczać – nawet jak jest to bardzo trudne.
  • Że wyzwania wejdą mi w krew – stało się.
  • Że trzeba robić rzeczy trudne, bo one kształtują charakter – to nadal jest dla mnie trudne, ale daje dużą satysfakcje.
  • Że jestem dzieckiem i cieszą mnie małe dziecinne rzeczy – i nikomu nic do tego.
  • Że cierpliwość może być fajna – dopiero zaczynam się tego uczyć.
  • Że nie zawsze wszystko wiem najlepiej – to odkrywam każdego dnia, jeszcze nie jestem nawet na poziomie Basic.
  • Że nie zawsze mam racje – często nie mam.
  • Że bez przerwy popełniam błędy – nawet powtarzam te same.
  • Żeby codziennie dziękować za zdrowie – to robię.
  • Że ŻYCIE CHCE DLA MNIE DOBRZE – to już w ogóle moje życie to jest mistrzostwo świata, bardzo cię kocham życie i przepraszam jak nie doceniam wystarczająco.
  • Że niewiele potrzeba do szczęścia – malutko bardzo, uśmiech to już dużo.
  • Że nie wszystkim można ufać – o tym czasami zapominam, ale już rzadziej.
  • Że nie można mierzyć ludzi własną miarą – nie wiem kto mi wcześniej dał takie prawo.
  • Że medytacja, to lekarstwo na wszystko – mam nadzieje do tego niedługo przekonać.
  • Że wiara w Boga jest super – najlepsza na świecie! Jak się ma za sobą setki Świętych, to już w ogóle wszystko idzie jak z górki.
  • Że nadal za często się denerwuje – ostatnio wpadłam w histerię i zalałam się łzami z powodu zepsucia komputera, wstyd mi to pisać, ale może mnie to czegoś nauczy.
  • Że nie muszę i nie mogę wszystkiego kontrolować – pandemia koronawirusa i związek nauczyły mnie tego błyskawicznie.
  • Że bez makijażu czuje się lepiej niż z nim – to nowość, ale polecam spróbować.
  • Że ŻYCIE ZAWSZE DAJE MI ZNAKI – to tylko Damian wie jak mocno, jak bardzo i jak często. Obydwoje twierdzimy, że to nieprawdopodobne, ale moje życie niemal wylewa na mnie wiadro z zimną wodą, jak chce mi coś udowodnić, pokazać czy przemówić do rozumu.

Siedzę na żółtym fotelu (który dostałam na poprzednie urodziny i który uwielbiam), w domu na poddaszu, który ma aż 5 okien. Za oknem słychać ptaki i widać zielone drzewa. Na wprost jest pierwsze okno, a na nim 8 doniczek: bazylia, bukszpan, rozmaryn, truskawka, róża, mięta, aloes oraz mirt. Na stole stoi słoik z pytaniami, które codziennie nagrywamy, wrzucając na Instagram. Po prawej stronie są dwa mikrofony, gitara i biblioteczka z naszymi ukochanymi książkami. Jeszcze dalej jest łóżko i otwarta łazienka. Na parapecie przy łóżku stoją nasze visionboardy (do połowy już spełnione) i pachnące świeczki. Mam pralkę, która sama pierze, zmywarkę, która sama zmywa i robot odkurzacz o imieniu jupi, który sam odkurza i myje podłogę. Na dole przed domem stoi samochód, który jest bezawaryjny, odkąd jest ze mną. Przy biurku siedzi Damian, który kocha mnie mocniej, niż sobie życzyłam rok temu. Moi przyjaciele naprawdę mogą na mnie liczyć. A zaraz zadzwonię do rodziców i brata, dziękując za to, że są.

Nie można być bardziej szczęśliwym, ale można przez kolejny rok znów się uczyć, więcej pomagać i mocniej kochać.

*Jeśli to czytasz za 30 lat i jesteś jeszcze szczęśliwsza, to znaczy, że umiesz w życie, we wdzięczność, w miłość i w rodzinę. A jeśli nie jesteś szczęśliwsza, to zacznij doceniać.

Follow:

10 lekcji, które dał nam koronawirus

Niemożliwe już się wydarzyło. Na naszych oczach świat, który znaliśmy, kończy się, a przynajmniej mocno zmienia. To, że nic nie będzie już takie samo, to pewne. To, że my nie będziemy tacy sami, to wątpliwe. Słabi jesteśmy w wyciąganiu wniosków. W szkole uczymy się w trybie: zakuj, zdaj, zapomnij. Nie inaczej jest w dorosłym życiu. Tylko te trudne i bolesne lekcje pozostawiają ślad. Nie wszyscy jednak zachorujemy, nie każdego z nas dotknie osobiście koronawirus, nie doświadczą tego nasze rodziny. Najlepiej uczymy się na własnych błędach, ale najbezpieczniej uczyć się na cudzych. Trzeba mieć w sobie dużo siły, wzbijając się na wyżyny empatii, żeby to zrobić, ale teraz możemy, powinniśmy, a nawet musimy wyciągnąć wnioski z prawdopodobnie najtrudniejszej lekcji, jaką przeżywamy zbiorowo.

Nie wiem jak ty, ale ja popełniłam dużo błędów. Dużo od siebie wymagam, często nie umiem odróżnić tego, co naprawdę ważne, od tego, co pilne. Tak zatracamy się w życiu. Nasze dni wypełnione są projektami, zakupami, domami i wakacjami. Pewnie będzie tak, że kryzys związany z koronawirusem przypomni nam, czym naprawdę powinniśmy się martwić w życiu oraz pomoże odróżnić, co jest znaczące, a co powinno tego znaczenia nie mieć. Pytanie na jak długo?


1.Niczego nie kontrolujemy.

Człowiek planuje, Bóg się śmieje, media manipulują, rząd wykorzystuje, a pewna jest tylko niepewność.

Oceniamy wszystko i wszędzie. Produkty, ludzi, decyzje. Wydaje nam się, że my na tej scenie lepiej byśmy to rozegrali, lepiej zaśpiewali, zatańczyli. Rzadko zagłębiamy się w temat, zadowalając się śmieciami pływającymi na powierzchni. Perspektywa jedyna jest słuszna — ta która najczęściej powielana jest na Facebooku, Twitterze i Instagramie. Im więcej lajków i udostępnień, tym mocniejsza racja. Najłatwiej kontroluje się innych (władza wie o tym sporo), a najtrudniej decydować o sobie. Nie jest odkryciem, że żyjemy w świecie systemowym. Podporządkowujemy się określonym schematom i musimy żyć w miarę określony sposób. Wirus nie był nam potrzebny, żeby zrozumieć, że są sytuacje niezależne od nas, którym musimy się poddać. Wirus jednak pokazał, że mamy umiarkowaną kontrolę nad własnym życiem.

Mamy kontrolę nad tym, co czytamy, co jemy, jak często się ruszamy, co oglądamy, co kupujemy, jak wychowujemy swoje dzieci i co myślimy.

Tylko czy my umiemy kontrolować samych siebie, czy właśnie wyszło, że chcielibyśmy kontrolować wszystko wokół?


2.Istnieje życie bez fast foodów.

To jest dopiero wspaniała wiadomość. Nie słyszałam o ani jednym przypadku śmiertelnym, z powodu braku spożywania hamburgerów, albo frytek na gorącym oleju, czy kawałków kurczaka. Kiedy w jednym z artykułów zobaczyłam zdjęcie lekarzy i pielęgniarek trzymających torby z McDonalds, to zrobiło mi się przykro. Reklama i PR to jedno, ale to, że służba zdrowia przyjmuje śmieciowe i szkodliwe jedzenie, to drugie. Zrozumiałam paradoks i brzydką prawdę naszych czasów. Producent szkodliwego dla zdrowia jedzenia karmi ludzi, którzy zajmują się zdrowiem innych ludzi.

Nie mniej jednak cieszę się, że fast foody zostały zamknięte, a my zamiast sięgnąć po śmieci spróbowaliśmy sami coś ugotować, a nawet jeśli były to dania z paczki, to mnie nauczyła ta sytuacja, tego, że każdy powinien umieć gotować.


3.Pieniądze szczęścia nie dają, ale oszczędności…

Żyliśmy w tak pięknych i pewnych czasach, że stabilizacja stała się naturalna i powszechna. Tak bardzo przyzwyczailiśmy się do warunków, że zaczęliśmy żyć ponad stan, spłatę kredytu traktując jako jeden z comiesięcznych obowiązków. Nauczyliśmy się myśleć, że wszystko, co najlepsze można mieć natychmiast. Nie trzeba ani na to pracować, ani tym bardziej czekać.

Kiedy słyszę dzisiaj o zwolnieniach i obniżkach pensji moich znajomych, mocno im współczuje. Sama pracuje w warunkach, w których nie wiem, czy dostanę wynagrodzenie za wykonaną pracę. Każdy z nas ma rodzinę, wydatki i zobowiązania. Zakręcenie kurka z dopływem pieniędzy jest bolesne i niesprawiedliwe. Ciężko, wtedy mówić o tym, że pieniądze nie mają znaczenia.

Pięć lat temu, kiedy poprzez portal Preply brałam korepetycje z angielskiego, Denis amerykański native speaker na jednej z lekcji poruszył temat pieniędzy. Opowiedział mi swoją historię, o tym, jak przyjechał do USA z Afryki i jak ciężko mu się żyło na początku. To jednak co dało mu wolność, to oszczędności. Żyje tak, aby mieć odłożone pieniądze na pół roku. W razie, gdyby stracił pracę lub gdyby wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Jesteśmy właśnie w tym nieprawdopodobnym momencie, nadeszła ta czarna godzina, czy tego chcemy, czy nie.

Zadłużenie ofiaruje strach, panikę i bezradność. Oszczędności dają spokój, bezpieczeństwo i czas. Każdy ma własny wybór.


4.Jesteśmy potrzebni sobie nawzajem.

Okazuje się, że bez naszej ingerencji planeta świetnie sobie radzi. Koronawirus przeszkadzając nam w codziennym funkcjonowaniu, niespodziewanie poprawił jakość życia naszej planety. Woda w weneckich kanałach stała się przejrzysta jak nigdy. Naukowcy z Belgii zauważyli, że skorupa Ziemi trzęsie się znacznie mniej. A eksperci ESA zaobserwowali na zdjęciach satelitarnych duży spadek zanieczyszczenia powietrza na całym świecie. To dowód na to, że niszczymy, a nie doceniamy i ratujemy swoją planetę. Poza tym, że nie jesteśmy potrzebni planecie, wirus pokazał nam, że jesteśmy potrzebni sobie nawzajem. Nie wiem, jak wyglądałaby sytuacja, gdyby nie fakt wspomagania posiłkami szpitali, albo gdyby nasze babcie, mamy czy nawet my sami nie szylibyśmy maseczek dla szpitali. Skrajne nieprzygotowanie do sytuacji, która ma miejsce, jest w naszym kraju karygodne, ale już efekt jednoczenia się ludzi, to coś, co obserwuje ze wzruszeniem.

W tej lekcji nauczyliśmy się również, że życie bez innych ludzi jest nie do zniesienia. Nie wiem, jak długo jesteśmy w stanie przetrwać bez rozmów, dotyku i wsparcia tych, którzy nas rozumieją. Zamknięcie w czterech ścianach było przyjemne na początku, gdy nie zdawaliśmy sobie sprawy z powagi sytuacji. Wszystkie nadrobione książki i filmy, to czas podarowany nam jako dodatek. Potem snuliśmy się po domach i nadrabialiśmy zaległą nieobecność na social mediach. Kolejno zaczęliśmy się zastanawiać, kiedy to się do cholery skończy. Pogrążyliśmy się w wielkiej tęsknocie za bliskimi. A dziś zastanawiamy się, czy to już koniec, czy dopiero początek?


5.Ważny jest nasz dom.

To jak wygląda, gdzie się znajduje, czy daje nam spokój i czy czujemy się dobrze w miejscu, w którym mieszkamy. Z kim dzielimy cztery ściany, czy są to ludzie, których kochamy, lubimy, a przynajmniej akceptujemy? Czy to miejsce, które daje radość? Jaki jest widok za oknem? Czy mamy czworonożnych przyjaciół?

Teraz, bardziej, niż kiedykolwiek przekonaliśmy się, jak ważny jest nasz dom. Miejsce, które jest naszą izolatką i oazą w czasie niepokoju. Przestrzeń, która w moment stała się naszym miejscem pracy. Strefa miłości, bezpieczeństwa i wypoczynku.

Dom to nie tylko miejsce do spania. Dom to relacje, wolność i energia. Na pytanie, czy jestem teraz w takim miejscu, każdy powinien odpowiedzieć sobie sam.


6.Życie jest kruche.

Ten globalny kryzys pokazał nam, jak słabi jesteśmy jako ludzie. Czasami wydaje nam się, że czasy są tak pewne, technologia tak zaawansowana, że jesteśmy niemal niezniszczalni. Znacie takie określenie jak efekt motyla? To teoria, że pozornie małe i nieważne zdarzenia oraz decyzje mogą wywołać prawdziwe rewolucje. Przyjęło się, że trzepot skrzydeł tytułowego motyla, może po kilku dniach spowodować burzę piaskową. Można się z tym zgadzać lub nie, ale prawda jest taka, że jesteśmy właśnie tego świadkami. Upraszczając do minimum: czyjeś złe decyzje w Chinach spowodowały załamanie całego świata. Śmierć setek tysięcy ludzi stało się statystyką, którą codziennie śledzimy. A przecież za każdą liczbą kryje się jakaś historia, jakaś rodzina, jakaś tragedia i jakaś strata. To bardzo bolesna lekcja, ukazująca jak kruche i niepewne jest życie. Przejmujemy się błahostkami, pragniemy władzy, walczymy o samodzielność, a tymczasem okazuje się, że tylko to, jak przeżyliśmy dzisiejszy dzień, ma znaczenie. Wirus pokazał naszą bezbronność i zależność od innych oraz ponad wszystko udowodnił, że inwestujemy czas i energię często nie w te obszary, które naprawdę powinny się liczyć. Jak relacje rodzinne, miłość do innych ludzi i inwestycja w siebie.


7.Wdzięczność i jeszcze raz wdzięczność.

Dawno tak bardzo nie zauważaliśmy, jak wiele mamy, dopóki nam tego odebrano. Kto normalny zastanawia się i dziękuje za to, że może iść na spacer do parku, lasu czy na plażę? Kto z nas tak z ręką na sercu docenił kiedykolwiek możliwość spotkania się z drugim człowiekiem? Kto był wdzięczny za zakupy w Ikei? Kto mówił: „jak wspaniale, że mam wypłatę”? Kto z nas doceniał możliwość pojechania do rodziny, do innego miasta czy na wakacje?

Wszystko to i wiele małych rzeczy, których nie dostrzegamy, bierzemy za standard. Mamy poczucie, że to nam się należy. Zasługujemy na to i powinniśmy to mieć. Mało tego, my ciągle chcemy więcej i więcej.

A dziś, kiedy wirus odebrał nam podstawowe dobra, błagamy, aby było normalnie. Normalność wróci szybciej, niż się tego spodziewamy, ale wdzięczności musimy nauczyć się już teraz.

Wdzięczności za przyrodę, która nas otacza. Za zwierzęta, których nie powinniśmy zabijać. Za ludzi, którzy nas rozumieją. Za spacerowanie, bieganie i jeżdżenie na rowerze. Za rodzinę, za kolacje w restauracji i za promienie słońca, które możemy poczuć. Za kino i teatr. Za bulwary wiślane i za tanie loty. Za kawę rano na balkonie i za wygodny materac. Za ciepło kaloryfera i za zimno lodówki. Za oczy, które widzą, uszy, które słyszą i serce, które bije.

Codziennie, nie tylko, kiedy nam tego brakuje.


8. Żyjemy w kraju bez wolności.

Media są pełne bzdur. Wirus pokazał, w jakim absurdzie informacyjnym żyjemy. Jak bardzo można nami manipulować. Wierzymy w każdą sensację i prowokacje. Udostępniamy, lubimy, podpisujemy się pod opiniami bez poznania szerszej perspektywy. Grupa na Facebooku ” „Kryzysy” w social mediach wybuchają w weekendy” aż kipi nienawiścią i hejtem. Wyśmiewamy decyzje firm, nie wiedząc, z jakimi dylematami mierzą się właściciele. Ale czego możemy od siebie wymagać, skoro naszym krajem rządzą ludzie, którzy zdaje się, że mają zaburzoną definicje bezpieczeństwa i wolności. Alarmują o zachowanie dystansu i podporządkowanie się, samemu łamiąc własne postanowienia. To się chyba nazywa hipokryzja. Zmuszają nas do głosowania na głowę naszego państwa, która powinna nas chronić, narażając nas na skrajne niebezpieczeństwo. To się chyba nazywa brak odpowiedzialności. A teraz ingerują w podstawowe prawa kobiet, informując, że mają o tym większe pojęcie. To się chyba nazywa brak empatii. Nie interesuje się polityką, ale interesuje się własnymi prawami. Nie chcę oceniać decyzji, ale chciałabym je rozumieć. Nie ma dla mnie znaczenia kto kogo lubi, ale kto dla kogo chcę dobrze.


9.Pracownicy służby zdrowia i badacze są więcej warci, niż celebryci.

Pracuje w mediach. Podobno całkiem nieźle można tu zarobić. To prawda, zarabiam kilka razy więcej, niż moja mama, która jest pielęgniarką od 40 lat. Moja mama nieraz ratowała czyjeś życie, a mnóstwo razy pomagała zachować je przy zdrowiu. Jest oddana, bezinteresowna i kocha swoją pracę. Jej praca warta jest miliony, bo na tyle wyceniamy ludzkie życie. Podobno na czarnym rynku wątroba warta jest ponad 650 tysięcy złotych, serce to około 500 tysięcy złotych, a co ciekawe jedna nerka kosztuje ponad milion złotych. Pensja początkującego lekarza to zaś 3535 zł brutto, po 6-8 latach to zazwyczaj 6874 zł brutto. Lider laboratorium zarabia około 6500 zł brutto miesięcznie. Dla porównania Robert Lewandowski zarabia 11 tysięcy złotych za godzinę. Dobry aktor od 5 do 30 tysięcy za dzień zdjęciowy. Programista po 10 latach doświadczenia otrzymuje 20 tysięcy złotych brutto miesięcznie.

Każda praca jest ważna i potrzebna. Nie zależy mi na wartościowaniu, która bardziej. Jeśli jednak ludzie, którzy poświęcają lata nauki i na co dzień mierzą się z podejmowaniem trudnych decyzji, od których zależy nasze życie, są tak niedowartościowani, tym samym niedoceniani, nie boję się powiedzieć lekceważeni, to powinniśmy błyskawicznie przestać chorować, bo za chwilę nie będzie nas komu leczyć. Wirus pokazał nam wszystkim, że superbohaterzy nie istnieją, a już na pewno nie są nimi celebryci i influencerzy. Udowodnił nam natomiast, że nasze życie leży w rękach pracowników służby zdrowia i to ich najbardziej powinniśmy wspierać.


10.Trzeba myć ręcę, bez względu na to czy jest wirus czy nie. 

Nie wiem jak wy, ale ja rzadko myłam ręce. Wydawało mi się, że jestem tą wychowaną w latach 90 niezniszczalną dziewczynką. Jadłam robaki, grzebałam w błocie i obgryzałam paznokcie, a mimo to żyje. Okazuje się jednak, że miałam więcej szczęścia, niż rozumu. Mój układ odpornościowy prawdopodobnie przez większość mojego życia pracował na pełnych obrotach. Teraz wiem, że dotykanie poręczy na lotnisku jest tak samo niebezpieczne, jak mocne uderzenie w głowę. Nie chcę brzmieć jak paranoik, ale jeśli możemy uchronić się przed zarazkami, poprzez drobną czynność, jaką jest mycie rąk i większa uwaga, to głupotą jest tego nie robić.


To, że szkoła wiele nas nie nauczyła to fakt, ale tych lekcji, które dotykają nas obecnie tak boleśnie, nie powinniśmy zapominać. To znajomość historii chroni nas przed popełnianiem tych samych błędów. To zmiany dotkliwie nas kształtują. To otwieranie oczu, pozwala nie tylko patrzeć, ale również dostrzegać. Jak to się skończy, to obudzimy się na świecie, który nie jest już taki sam, nasze realia już się zmieniły, a my zmieniamy się teraz. Rzeczywistość po koronawirusie może być naszą czystą kartką, którą wypełnimy mądrzejsi i przygotowani na nadchodzące rewolucje lub pogrążeni w rozpaczy i depresji, spowodowanej kryzysem globalnym i załamaniem naszego osobistego świata.

„Najlepszy moment na posadzenie drzewa minął czterdzieści lat temu. Następny dogodny moment przypada dzisiaj.”

Follow: