ŻYCIE

Zrzut ekranu 2015-04-23 o 23.04.53

60 dni z życia w lesie.

Czas czytania: 6 minuty

Jest 6:00 nad ranem, w domu cicho, ciemno i zimno. Damian właśnie pali w kominku. Uwielbiam naszą codzienną rutynę budzenia się, choć sam proces, przyznaje, nie jest łatwy. Myjemy buzię, język i zęby. Potem płukamy buzię olejem sezamowy i idziemy czytać książkę. Następnie medytacja, joga i krótki masaż głowy. Wypisujemy wdzięczność i siadamy do śniadania. Za oknem las budzi się do życia, rano przylatują ptaki, które w karmniku mają już uzupełnione jedzenie. W kolejności najpierw dwie piękne duże sójki, które sprawdzają, czy teren jest bezpieczny. Potem bogatki jedna po drugiej, bez przepychanek. Wpada też czasami gil i rudzik, jak im się chce.

Drzewa są bez ruchu, jakby zaspały na wschód słońca, ale krety jak zwykle w formie wykopały 6 nowych kopców, z czego jeden ogromny na naszej ścieżce po drewno. Liście zrobiły w nocy imprezę i trzeba je zebrać do kupy, ale zanim grabię, to ładuje na taczki pocięte przez Damiana drewno i układam ścianę przy domu. Poranny śpiew ptaków, szelest nagich drzew z drobnymi pąkami liści i delikatny, zimny wiatr na mojej twarzy i ciele; to jest wszystko, czego potrzebuje, żeby to docenić.

Ten las to naprawdę magiczne miejsce, które można nazwać domem, nie ma innej przestrzeni, w której wolelibyśmy być… dla niektórych, możemy wydawać się nudni i pozbawieni inspiracji, ale jesteśmy szczęśliwi, a las jest dla nas miejscem spokoju i czystej wolności.


    TO, CZEGO NAUCZYŁ MNIE LAS

    Mieszkamy w lesie już 60 dni, a nasza wdzięczność rośnie z dnia na dzień. Jestem wdzięczna za pełną lodówkę, za ciepłą wodę i za drewno. Uwielbiam wyjść jedną stopą na zewnątrz i już być w lesie. Czuć to świeże powietrze i widzieć tę niedoskonałość w ogrodzie. W ramach ćwiczeń pograbić liście, a w trakcie przerwy słuchać śpiewu ptaku. Kocham wspólnie ciąć drzewo, chodzić na spacery i doceniać każdy liść.

    Jeśli las miał nauczyć mnie wdzięczności, to radzi sobie nieźle.


    𓆸

    UWAŻNOŚĆ

    ◌ Samotne spacery są inspiracją do nowych pomysłów.

    ◌ Dobrze jest nie planować, gdzie się idzie.

    ◌ Słońce teraz świeci rzadko, ale jak już świeci to docenia się je po stokroć.

    ◌ Grabienie liści to nowa forma medytacji.

    𓇗

    NATURA

    ◌ Aloes, który jest z nami od początku ogłoszenia pandemii, zakwitł po raz czwarty i po raz pierwszy w nowym domu. Muszę wspomnieć, że Aloes bardzo rzadko kwitnie i zazwyczaj jest to coś wyjątkowego.

    ◌ Drzewa uginając się pod podmuchem wiatru wydają dźwięk pisku, jakby informowały się o zagrożeniu.

    ◌ Kolejny zachód słońca zaskoczył nas swoim pięknem, był pomarańczowo – czerwono – fioletowy, a my czuliśmy się jakbyśmy byli na Safari.

    ◌ Dzień jest bardzo krótki i szybko robi się ciemno.

    ◌ Rosa na liściach wygląda jak zaczarowana.

    ◌ Jak w lesie jest ciemno, to nic nie widać – takie odkrycie dziecka.

    𓆹

    JEDZENIE

    ◌ Nie pije kawy.

    ◌ Nie jem suchych rzeczy.

    ◌ Nie mogę jeść chleba

    ◌ Przeszliśmy na odpowiednią dla nas dietę ajurwedyjską i niestety czujemy się dużo lepiej. Niestety, bo nie można jeść niczego, co jest dobre.

    𓆭

    PRACA

    ◌ Praca w salonie przy kominku, to spełnienie marzeń.

    ◌ Robimy więcej, mimo, że mamy do zrobienia więcej. To taki paradoks. W domu jest zawsze coś do zrobienia, a mimo to nasza praca posuwa się szybciej do przodu, niż jak mieszkaliśmy w mieście.

    𓁺

    CELE

    ◌ Miałam ogromny dylemat czy zrezygnować z kursu, którego forma z racji na sytuację zrobiła się online i poczekać na realną formę nauki. To była jedna z trudniejszych decyzji, którą analizowałam kilka dni, żeby ostatniego dnia, kiedy już trzeba było się zdecydować odpowiedź sama do mnie przyszła. Także odpowiedzi czasami same przychodzą.

    ◌ Przeczytałam trzy książki o robieniu jogi i zdałam sobie sprawę, że nigdy nie robiłam prawdziwej jogi.

    ◌ Czuje, że jestem na właściwej drodze.

    𓆧

    ZWIERZĘTA

    ◌ Mysz zajmuje w rankingu pierwsze miejsce. Pewnego dnia wybrała nasz dom, aby sobie w nim zrobić ciepłe gniazdko na zimę. Niestety w tym domu nie ma miejsca na dwie kobiety, więc jedna z nich musiała się wynieść. Łatwo mi teraz o tym pisać, ale w chwili zobaczenia gryzonia w kuchni krzyczałam, jak krzyczą kobiety na filmach, albo głośniej, bo ani Damian, ani mysz nie wiedzieli co robić.

    ◌ Drugie miejsce, choć równie ważne odegrał wąż. Na spacerze pojawił się przed naszymi stopami, albo to my pojawiliśmy się pod jego miejscem wypoczynku. I znowu ja uciekałam najdalej jak się da, tak aby wąż (zaskroniec prawdopodobnie) nie był w stanie mnie dogonić i zjeść.

    ◌ Sarna, która przemknęła kilkanaście metrów przed nami, gdy byliśmy na spacerze była piękną laurką wolności.

    ◌ Ptaki nieustannie nas odwiedzają. Od kiedy mają karmnik z jedzeniem jest nam ze sobą dobrze.

    ◌ Wiewiórek nie widzieliśmy, ale wiemy, że są, bo pod naszą nieobecność zjadły 6 z 8 orzechów, które im zostawiliśmy w specjalnym koszyczku.

    ◌ Konie. To przepiękny widok niedaleko nas, przy drodze do sklepu. Jest ich kilka i chodzą sobie jakby były wolne.

    ◌ Krety. Mam poczucie, że wcale nie mają problemów ze wzrokiem, bo swoje kopce stawiają dokładnie na naszej ścieżce po drewno. Nie mamy z nimi narazie żadnej relacji.

    NORMALNE ŻYCIE

    ◌ Ciekawym doświadczeniem było wyłączenie prądu na ulicy. Była szansa nie mieć go długo, wszystko zależy od warunków pogodowych. Trwało to jednak tylko 30 minut, niemniej fajnie było siedzieć przy świeczkach i nic nie robić.

    ◌ Sąsiad po lewej ma dwa psy. Okropnie szczekają, kiedy tylko ktoś przechodzi obok ich domu. Naprawdę strach przystanąć na chwilę. Zazwyczaj nie zwracamy na to uwagi, ale ostatnio szczekały całą noc i najpierw się wkurzyłam, a później pomyślałam, że to jednak jakieś ostrzeżenie, nawet dla nas.

    ◌ Niewątpliwie najważniejszym wydarzeniem była wizyta u lekarza ajurwedyjskiego, która zmieniła radykalnie nasz styl życia. Jestem w trakcie pisania, co się tam wydarzyło i jak teraz wygląda nasze życie.

    ◌ Poranne wstawanie, nawet jeśli jest nawykiem, to nadal jest trudne.

    ◌ Po dwóch miesiącach wiemy, że najwięcej produkujemy odpadów bio i plastik, co jest o tyle smutne, że dopiero zaczęliśmy zauważać, że większość rzeczy jest zapakowane w jakiś plastik.

    ◌ Moja dolna powieka chciała wyskoczyć, więc pamiętajcie o magnezie. Zrobiłam duży research najlepszy to SLOWMAG B6.

    ◌ Mija rok odkąd w ogóle nie stosuje makijażu i nie maluje paznokci.

    ◌ Odkąd mieszkamy w lesie prawie w ogóle nie stosuje kosmetyków.

    ◌ Fajnie jest trzymać warzywa w skrzynce na zewnątrz.

    ◌ Warsztaty online unow sprawdzają się świetnie.

    ◌ Zrobiłam pierwszą świeczkę, choć jeszcze nieoficjalnie, narazie są próby i błędy. Niemniej radość wielka.

    ◌ Damian ma nowe okulary i wreszcie dokładnie widzi jakie mamy szczęście.

    ◌ Kocham wieczorne, nawet chwilowe granie na pianinie.

    ◌ Cały czas powtarzamy jak bardzo jesteśmy wdzięczni, że jesteśmy zdrowi i że jesteśmy tu razem.

    ◌ To już czas spania w ciepłej piżamie i ciepłych skarpetach.


    JEST DOBRZE

    Niektórzy ludzie nienawidzą rutyny, my uwielbiamy. Posiadanie rutyny absolutnie nie oznacza bycia całkowicie sztywnym i nudnym, lubimy mieć pewną płynność w rutynie, ale posiadanie wyobrażenia i oczekiwań co do tego, co zamierzamy i dokąd zmierzamy, daje nam spokój. Czuje też, że trochę odzwyczajamy się od posiadania rzeczy, które mają za zadanie dawać chwilowe szczęście. Mam poczucie, że jesteśmy na dobrej drodze, aby dojść do takiego punktu w naszym życiu, w którym naprawdę potrzebujemy mniej, aby być szczęśliwymi. Mamy cały czas, którego potrzebujemy, piękne miejsce, w którym możemy zastanowić się nad tym, co jest dla nas najważniejsze, w wyniku czego uważam, że jako ludzie stajemy się bardziej troskliwi i ofiarni.

    Za to wieczorami wspólnie dziękujemy Bogu, bo można mieć więcej, ale po co skoro się ma wszystko.


    A w 30 dni w lesie zdarzyło się to. 

    1 258 Wyświetleń
    Follow:

    30 dni z życia w lesie.

    Czas czytania: 6 minuty

    Image

    POSŁUCHAJ

    Siedzę teraz w małym biało-czerwonym domku w lesie. Otacza go spory ogródek, który z kolei jest prawie całkowicie otoczony wysokimi jodłami, a następnie lasem. Z komina unosi się dym (mam nadzieję). Lekka mżawka deszczu spada na ziemię. Oglądam to przez okno obok kominka, w pobliżu którego siedzę w kapciach, słucham, jak Damian gra na pianinie, a na koniec popijam gorącą herbatę z dużego kubka. Pisząc to, odczuwam wielką wdzięczność, wolność i szczęście.

    Czuje, jakbym wróciła do korzeni, jakby natura była moim domem od zawsze, jakby była odpowiedzią na wszystkie nurtujące pytania.

    Mieszkamy 40 minut od centrum Warszawy — wystarczająco blisko, aby pojechać w każdej chwili i na tyle daleko, że nie mamy ochoty jechać, chyba że jest to absolutnie konieczne.


    To, czego nauczył mnie czas

    promienie w ogrodzie autor: Damian Podraza

    Po przeprowadzce pierwsze 5 dni zajęło nam doprowadzanie domu do stanu zamieszkania. Głównie malowaliśmy ściany, ale też dopasowywaliśmy otoczenie do nas. Do tego rozpakowywanie, pranie, sprzątanie, składanie i 11 wypraw do Ikei. Szwedzki torcik Daim wraz z kawą to była nasza nagroda za siłę i wytrwałość. Kiedy drugiego dnia odpaliliśmy kominek, wiedziałam już, że kocham ten dom i nasze życie blisko natury. Oto najważniejsze doświadczenia, których podczas miesiąca spędzonego tutaj nauczył mnie czas/las (niepotrzebne skreślić):

    𓆸

    Uważność

    ◌ Cisza jest trudna, ale warto ją polubić. 

    ◌ Odgłosy i zapach lasu są kojące, wyciszające i dają spokój. 

    ◌ Spacery po lesie i odkrywanie nowych miejsc jest jak podróżowanie po odległych zakątkach ziemi.

    ◌ Deszcz jest jak modlitwa. A liczenie spadających kropel uspokaja jak nic innego. 

     

    drzewo w lesie przy domu autor: Damian Podraza

    𓇗

    Natura

    ◌ Liście mają blaszki i tkanki.

    ◌ Drzewa ze sobą rozmawiają, to jest sprawdzone info.

    ◌ Nasze kwiaty, dzieci nasze rosną, więc chyba lubią nowy dom.

    ◌ Jesień jest wspaniała i ma przecudowne kolory. Pomarańczowy, żółty, brązowy, zielony, czerwony, a nie tylko szary jak myślałam. 

    ◌ Widzieliśmy jeden z piękniejszych różowo pomarańczowo fioletowy zachód słońca. 

    ◌ Naprawdę świeże i czyste powietrze istnieje. 

    ◌ Niebo każdego dnia jest inne. Niebieskie z białym puchem, czysto-fioletowe, szaro-błękitne, turkusowe, blado-szafirowe, stalowe, granatowe, a czasami czarne jak smoła.

    ◌ Widać tu tyle gwiazd, ile ostatnio widziałam chyba w dzieciństwie. 

    𓆹

    Jedzenie

    ◌ Kawa na tarasie z widokiem na las, to jest jakiś obłęd. 

    ◌ Wszystko czego naprawdę potrzebujemy jest w najbliższym sklepie. 

    ◌ Zupa dyniowa jest pyszna.

    ◌ Lody jemy już tylko wegańskie.

    𓆭

    Praca

    ◌ Praca, która pozwala ci od czasu do czasu pracować zdalnie, jest jedną z najlepszych rzeczy, które mogą ci się przydarzyć.

    ◌ Mamy osobny pokój, który jest biurem. To niewyobrażalna ulga, kiedy przez całe życie nasz salon, sypialnia i kuchnia nim były. 

     

    kolory wokół autor: Damian Podraza

    𓁺

    Cele

    ◌ Rodzina, to wszystko, co jest potrzebne. Kiedy moi rodzice wraz z Tomkiem tu przyjechali czułam, że wszystko jest wreszcie na swoim miejscu.

    ◌ Mat do jogi nie składamy. Robimy przerwy w trakcie dnia na ćwiczenia i oddychanie.

    ◌ Spełniły się moje dziecięce marzenia o huśtawce.

    ◌ Rozpoczęłam kurs rozwojowy, który uświadomił mi, że to jest moja misja. 

    𓆧

    Zwierzęta

    ◌ 52 zabite pająki.

    ◌ 1 szalona wiewiórka.

    ◌ 2 przebiegające sarny.

    ◌ Brat dzięcioł.

    ◌ Kolorowe ptaki przyjaciółki odbywające plotki, co rano na tarasie.

    ◌ 4 uratowane biedronki.

    ◌ 9 zabity much.

    ◌ 3 ocalone pająki.

     

    za domem autor: Damian Podraza

    Normalne życie

    ◌ Instrukcje obsługi mebli z Ikei są durne, zwłaszcza te od dna łóżka. 

    ◌ Damian ciągle rąbie drewno i rozpala kominek. Z ogniem ma jakąś nieopisaną więź. 

    ◌ Włosy myjemy dwa razy w tygodniu.

    ◌ Nie mamy zasięgu. Na początku było to negatywne: pierwsze kilka dni spędziłam na poszukiwaniu miejsc, aby otrzymywać wiadomości tekstowe i sprawdzać czy ktoś do mnie nie dzwonił – ale teraz pokochałam to. Jeśli jest coś naprawdę ważnego to ludzie mogą mi wysłać e-mail, napisać na WhatsApp czy messengerze. W każdym razie straciłam radość, bycia na każde zawołanie. 

    ◌ Mamy dość słaby internet, ale na tyle mocny, abym mogła napisać to, co teraz czytasz. 

    ◌ Segregacja śmieci jest wspaniała, nawet jeśli worki trzeba wystawić konkretnego dnia. 

    ◌ Sąsiedzi wydają się być super, mimo, że jeszcze dobrze ich nie poznaliśmy. 

    ◌ Zimniej tutaj jest, ale ja zmarzlak, co jest dziwne lubię to. Noszenie za dużych ciepłych swetrów to moje nowe hobby. 

    ◌ Ten kto wynalazł wannę jest mistrzem świata. 

    ◌ Kalosze to niezbędne obuwie. 

    ◌ Kurierzy o dziwo dojeżdżają wszędzie nawet do nas. 

    ◌ Damian ma wreszcie dużą kuchnie do gotowania. 

    ◌ Kupiliśmy drogi materac i śpimy jak dzieci.

    ◌ Wszyscy mijając się, mówią sobie „dzień dobry”.

    ◌ Nadal dostaje kwiaty, częściej jednak polne. Doszły mnie słuchy, że niektóre były kradzione. 

    ◌ Bambosze i kapcie to coś co kochają stopy w domku. 


    Wolność

    Zanim się przeprowadziliśmy, ludzie mówili, że to nie najlepszy pomysł żyć z dala od miasta, dziś, kiedy mówię, że to najwspanialszy pomysł mówią, poczekaj do zimy, wtedy odpowiadam, że ja nie czekam, bo ja jestem gotowa na zimę, lato i wiosnę.

    Mówi się, że miejsce, w którym mieszkasz, wiele mówi o tobie jako osobie. Mieszkasz tam, bo ci się tam podoba, tam się uczysz, masz wokół siebie rodzinę. Bez względu na powód, kształtuje cię to jako osobę, którą jesteś. Kiedy mieszkasz tam, gdzie mieszkasz dzisiaj, spotykasz ludzi, którzy mają na ciebie wpływ w określony sposób. Dzięki byciu tutaj zrozumiałam, że od zawsze chciałam poczuć się połączona z ziemią, naturą i zmieniającymi się porami roku.

    Niewiele rzeczy w życiu jest tak nieuchwytnych, jak pojęcie wolności. Wszyscy w jakiś sposób go szukamy, ale rzadko zdarza się, żeby ktokolwiek z nas go znalazł. Podobnie jak w przypadku większości źle zdefiniowanych rzeczy, nie wiemy do końca, czego szukamy. Dowiemy się, dopiero kiedy tam dotrzemy.

    Jednak mam też takie poczucie, że czasami to, co masz przed sobą (rodzina, przyjaciele, pies, kot) i w sobie (pragnienie rozwoju, pasja, wiara w siebie) jest wszystkim, czego potrzebujesz, aby być szczęśliwym i wolnym. To te ważne elementy, które powinniśmy zabrać ze sobą w podróż życia, które mogą nagle pomóc nam zrozumieć, że być może jest to marzenie, o którym zawsze marzyliśmy. 

    Zamieszkałem w lesie, albowiem chciałem żyć świadomie, stawiać czoło wyłącznie najbardziej ważnym kwestiom, przekonać się, czy potrafię przyswoić sobie to, czego może mnie nauczyć życie, abym w godzinę śmierci nie odkrył, że nie żyłem. Nie chciałem prowadzić życia, które nim nie jest, wszak życie to taki skarb.

    Henry David Thoreau

    Poświęć więc chwilę na refleksję. Czym dla Ciebie jest wolność?

    711 Wyświetleń
    Follow:

    List otwarty do wszystkich ludzi przeciwko aborcji.

    Czas czytania: 6 minuty

    Image

    POSŁUCHAJ

    Przyznaję, że pisząc ten artykuł, podejmuję ryzyko. Narażę się z pewnością niektórym moim znajomym, może i rodzinie. Zdenerwuję też niektórych chrześcijan, przyznając, że nie jestem pewna, czy naszym zadaniem jest bojowy sprzeciw wobec aborcji. Jako osoba wierząca zdaję sobie sprawę, że mogę stracić przyjaciół po obu stronach. Ale do jasnej ciasnej, Bóg mówi mi, żebym nie żyła w strachu, więc nie będę.

    Cały czas mnie zastanawia skąd się wzięło przekonanie, że Bóg wzywa chrześcijan, aby narzucali ludziom Jego instrukcje, które są przeznaczone dla wierzących. Z pewnością Biblia zawiera wiele nauk i wskazówek, jak żyć jako wierzący. Tam też jest napisane jak mamy współdziałać z naszymi „niewierzącymi sąsiadami” – kochać ich. Jest jeszcze coś niezwykle ciekawego, czego nie mówi pismo święte. Mianowicie ani razu nie daje wierzącym nakazu osądzania i potępiania niewierzących.

    Wierzący nie mają mandatu, by sądzić. Mamy przykazanie, by kochać.


    𓇣

    Przeczytałam w ostatnim czasie tyle wstrząsających historii na temat aborcji, że nie mam potrzeby przytaczać tych, których byłam świadkiem. Powiem tylko jako osoba z boku, że było to dla mnie tak traumatyczne doświadczenie, że potem sama musiałam je mocno przepracować. To właśnie zetknięcie się z problemem osobiście sprawia, że jestem przerażona zimnymi, a czasami obrzydliwymi hasłami ruchu pro-life, a raczej pro-propagandy, która jest mi tak daleka. Dr. Jonathan Zenilman słusznie apeluje:

    Wprowadzenie państwa do gabinetu lekarskiego – gdzie dokonuje się jednych z najbardziej prywatnych i często najtrudniejszych wyborów – jest pozbawione współczucia i rażąco niesprawiedliwe. Politycy antyaborcyjni określają się jako „pro-life”. Ale te prawa wcale nie uwzględniają życia i zdrowia kobiet. Jako lekarze o tym wiemy. Jonathan Zenilman

    𓇣

    Łatwo jest wejść jako osoba z zewnątrz i powiedzieć: „Aborcja jest zła. Zamiast tego powinnaś zrobić to, to i to.”. Łatwo sobie wmówić, że kobiety, które dokonały aborcji, to zwykłe egoistki, podczas gdy te, które wybierają rodzicielstwo lub adopcję, są wspaniałe. Wielu zwolenników prawa do życia twierdzi, że aborcja jest zdecydowanie złym wyborem, ponieważ kobiety mogą doświadczać traumy lub depresji po aborcji. Cała koncepcja jest myląca, ponieważ wiele kobiet odczuwa znaczną ulgę po dokonaniu wyboru. Czy ci się to podoba, czy nie, nie musisz żyć z jej wyborem – ale ona tak.

    Mama zawsze mi tłumaczyła, że Bóg dał nam rozum i różne talenty. Nie korzystanie z tego co dostaliśmy jest niedostatecznym wykorzystywaniem potencjału, co Bóg potępia. Rozumiem to tak, że jeśli Bóg pozwolił doprowadzić medycynę do takiego stopnia, że możemy się posługiwać metodą in-vitro, aby tworzyć nowe życie, albo dostaliśmy szansę wykrycia i zapobiegania krzywdy, która może spotkać nas lub nasze dzieci, to jesteśmy zobowiązani do skorzystania z tego. Nie chodzi o to, że nie widzę argumentów etycznych dotyczących aborcji. Ale po obu stronach płotu istnieje wiele problemów etycznych.


    Jedna z lekarek w USA opisała swój dzień, w którym uczestniczyła przy kilku aborcjach. Każda z nich była odrębną indywidualną historią i właśnie wyborem.

    Ta praca jest ciężka. To odbija się na każdym. Ale najgorsze straty ponoszą kobiety, które stają w obliczu takiej sytuacji w swoim życiu. Niech nikt ci nie powie, że decyzja o przerwaniu ciąży jest niefrasobliwa. Nikt nigdy nie przychodził na moją salę operacyjną w czwartek szczęśliwy, że tam jest. Nikt. Jeśli kiedykolwiek musiałaś dokonać takiego wyboru – wiedz, że byłam tam dla Ciebie. Jeśli nigdy nie musiałaś podejmować tej decyzji – uklęknij teraz i podziękuj każdemu bogu lub bogini, do którego się modlisz.

    𓇣

    Za jednym razem wzięłam tabletki antykoncepcyjne. Wypiłam butelkę dżinu leżąc we wrzącej kąpieli. Kołysałam się na brzuchu, raz po raz, aż stałam się czerwona. Poprosiłam znajomą, żeby uderzyła mnie w brzuch. Wypaliłam paczkę papierosów. Brałam tabletki extasy i ponad 10 000 mg witaminy C dziennie przez tydzień.

    Ostatecznie istnieje sporo dowodów na to, że zakaz aborcji jest nieskuteczny w zapobieganiu aborcji, a zamiast tego kieruje kobiety w kierunku niebezpiecznych i potencjalnie śmiertelnych metod.

    Jeśli jakakolwiek kobieta w Polsce podejmie decyzję o braku gotowości do urodzenia dziecka, to ja chcę, aby była bezpieczna. Chcę, żeby przeżyła i wyzdrowiała. Nie chcę, aby szukała w Google jak przeprowadzić aborcję w domu, narażając swoje życie. Chcę o tym krzyczeć i chcę o to walczyć. Bo brak walki o prawa kobiet jako prawa człowieka, w tym prawo do kontrolowania własnego ciała i wyborów życiowych, jest postawą niemoralną.


    Poruszę jeszcze jeden problem, narażając się z pewnością na sporą krytykę. Mianowicie wielu obrońców życia chciałoby, żebyśmy uwierzyli, że kobiety, które chcą dokonać aborcji, są moralnymi bankrutami i kierują się egoizmem. Niestety jednak myślę, że zbyt wielu rodziców – lub potencjalnych rodziców uważa, że ​​w urodzeniu dziecka chodzi przede wszystkim o nich. Uważają nawet dzieci za swoje dziedzictwo. Jakby posiadanie dziecka mogło je wypełnić lub uzupełnić. Zbyt wielu rodziców zapomina, że ​​dzieci stają się dziećmi, które stają się dorosłymi. Obowiązkiem każdego rodzica jest pomoc tym dzieciom w dojściu do zdrowych i pozytywnych psychicznie dorosłych. Prawdziwa odpowiedzialność zaczyna się w momencie narodzin dziecka, a nie możemy z czystym sumieniem narzucić kobiecie takiej odpowiedzialności na całe życie.

    𓇣

    Damian, idąc dalej twierdzi, że na posiadanie dziecka powinien być egzamin. Jak egzamin na prawo jazdy, przygotowujący lub chociaż wprowadzający w kolejne etapy wychowania. Też do radzenia sobie ze sobą w trakcie tej nauki. Dopiero dorośli zrównoważeni ludzie, którzy uzyskają pozytywny wynik, będą mieli szansę i możliwość zostania rodzicami. Bo dlaczego, aby zostać psychologiem trzeba ukończyć 5 letnie studia, zdać egzaminy i zrobić praktyki, a rodzicem staje się w moment?

    To się oczywiście nigdy nie wydarzy, bo ekonomicznie świat potrzebuje nowych pracowników, ale pomyślcie o odpowiedzialności jaką jest wychowanie dziecka. Odpowiedzialności, którą fizycznie dostaliśmy od natury, a z którą często sobie nie radzimy. To jest prawdziwy problem.

    Edukacja, również seksualna, wsparcie niepełnosprawnych i ich opiekunów, empatia to są obszary, nad którymi powinniśmy się zastanawiać, to jest bycie PRO-LIFE kochani znajomi.


    𓇣

    Nie żyjemy w idealnym świecie. Kościół musi to zaakceptować i rzeczywiście zrobić coś, aby pomóc. Powinniśmy pogodzić się z tym, że fakt, że nie każdy podziela nasz pogląd na temat świętości związku seksualnego i tego, jak Bóg go zaprojektował.

    Każdego dnia dokonujemy życiowych wyborów. Na przykład jeśli jesteś chrześcijaninem, możesz wierzyć, że akt wolnej woli (wyboru) jest dany przez Boga, ale wybór, nawet wybór zbawienia, jeśli podążasz za Jezusem Chrystusem, jest wyborem. To kwestia wolnej woli. Wybór jest święty. To prawda bez względu na to, w co wierzysz. Odmówienie pełnemu człowiekowi wyboru jest po prostu odmową człowieczeństwa.

    Nadal jestem smutna, że ​​aborcja musi się wydarzyć, ale czasami po prostu nie może być inaczej, bo świat nie jest czarno-biały. Mocno wierzę, że każde życie jest cenne i warte ochrony, ale jestem przekonana, że kryminalizacja bezpiecznej aborcji nie jest rozwiązaniem.

    Kobiety nie przestaną mieć aborcji, bo kobiety mają wolną wolę, ambicje i wiedzą, czy chcą mieć dzieci, kiedy, jak, z kim. Kobiety nie przestaną przeprowadzać aborcji, ponieważ przynajmniej wiedzą, że są czymś więcej niż kabinami do inkubacji niemowląt. Ale aborcje, które przeprowadzą, będą niebezpieczne i samotne, i będą powodować społeczne nierówności w dostępie do praw do aborcji.

    Mam taką cichą dziecięcą nadzieje, że zaczniemy siebie nawzajem tak szczerze i prosto z serca słuchać. To pierwszy krok do zmian.

    546 Wyświetleń
    Follow:

    5 powodów dlaczego przeprowadzamy się do domu w lesie

    Czas czytania: 4 minuty

    Image

    POSŁUCHAJ

    Decyzja o przeprowadzce do domu była spontaniczna i szalona. W związku z tym, że wynajem naszego wspaniałego mieszkanka na poddaszu kończył się w październiku, podjęliśmy decyzję, że szukamy czegoś większego. To była trudna decyzja, bo było nam tam naprawdę dobrze.

    Mieszkamy na Pradze Południe w kamienicy pośród drzew. Nasze mieszkanie jest bardzo jasne, na każdej ścianie oraz na suficie są okna — rośliny rosną jak szalone. Mamy 10 minut do centrum na hulajnodze, nie więcej do pracy i ulubionej kawiarni. Dwa kroki od domu są przystanki autobusowe i tramwajowe.

    Niestety, pomimo ciągłego pozbywania się rzeczy nasze mieszkanie z miesiąca na miesiąc stawało się za ciasne. To za sprawą tego, że nasz dom nagle z powodu pandemii stał się naszą przestrzenią do pracy, salą do ćwiczeń, miejscem do odpoczynku, studiem nagraniowym i pomieszczeniem do rozwijania pasji. To dużo jak na 40 metrów, na których oprócz łóżka, sofy, fotela, podnóżka stolika kawowego, regału na książki, dwóch szaf, stołu do jedzenia, 6 krzeseł i dwóch biurek mieści się jeszcze pianino, gitara, ukulele, dwa mikrofony i statywy z oświetleniem. Do tego mamy 36 roślin (z których każda ma imię), pralkę w kuchni i łazienkę w sypialni.

    Sami rozumiecie, prawda?


    Jak to się stało?

    Szukaliśmy mieszkania choć trochę większego w podobnej okolicy w cenie do 2800 zł. Mieliśmy marzenie, aby zamieszkać w domu, jednak po zrobieniu pierwszego researchu wiedzieliśmy już, że jest: A) za drogo B) domy są za duże dla naszej dwójki C) domy są za daleko od miasta. Niestety jednak, mimo zapewnień, że po pandemii mieszkania będą tańsze, to nie zauważyliśmy tego. Były albo zaniedbane, albo bardzo drogie.

    Wtedy postanowiliśmy sięgnąć po jedno z naszych największych narzędzi, czyli po wizualizacje. A po ludzku, po prostu zaczęliśmy mocno myśleć o domu, zastanawiać się jakby to było fajnie zaprosić rodziców, wyobrażaliśmy sobie jak wspaniale będzie pić kawę z widokiem na drzewa, a nie inne bloki. Myśląc o małym domku niedaleko miasta, odrzuciliśmy wszystkie „nie ma takiego”, „nie uda się”, „to niemożliwe”. I jakby Wam to powiedzieć: dom pojawił się sam.

    Nagle znalazłam ogłoszenie o wynajmie pięknego małego białego domku z czerwonym dachem i moje serce mocniej zabiło. Nie pokazałam go wprawdzie od razu Damianowi, bo moja wewnętrzna komfortowa Kasia uznała, że to za daleko i że po co w ogóle coś zmieniać. Damian sam jednak coś zaczął mówić o domu, więc pokazałam mu ogłoszenie. I nastąpiła ekscytacja. Dom miał bowiem wszystko, o czym marzyliśmy: kuchnie ze zmywarką połączoną z dużym salonem i kominkiem, osobną sypialnię, dodatkowy pokój, łazienkę z prysznicem i wanną, dużą działkę, zadaszony ganek, a na domiar wszystkiego zlokalizowany jest 30 km od centrum Warszawy.

    Nie minęła minuta, jak pełni radości już dzwoniliśmy do właścicielki. „Niestety dom już jest wynajęty” – usłyszeliśmy. Damian się rozłączył, popatrzyliśmy na siebie, jakbyśmy obydwoje wiedzieli co robić dalej — dzwonimy jeszcze raz. Cudem udało nam się umówić na obejrzenie domu. Po przyjeździe poznaliśmy właścicielkę, zobaczyliśmy dom, w którym już od bramy czuliśmy dobrą energię i byliśmy pewni, że tam zamieszkamy. Po kilku godzinach niepewności zadzwonił telefon: „Zdecydowałam się, że to wy zamieszkacie w domu”. Jeśli ktoś nadal myśli, że to splot przypadków, to odsyłam do cytatu Alberta Einstaina:

    „Są dwie drogi, aby przeżyć życie. Jedna to żyć tak, jakby nic nie było cudem. Druga to żyć tak, jakby cudem było wszystko.”


    5 powodów dlaczego to zrobiliśmy

    〄 1

    Czystość powietrza, otoczenie zieleni i bliskość natury.

    Nasze wspólne życie w ciągu ostatnich miesięcy mocno zwolniło. Zaczęliśmy bardziej dbać o zdrowie. Wprowadziliśmy sporo nawyków i przeczytaliśmy kilka książek około zdrowotnych, w których bardzo dużo dowiedzieliśmy się o tym jak powietrze, poziom hałasu i brak obcowania z naturą wpływają źle na nasze funkcjonowanie.

    〄 2

    Własne warzywa i owoce.

    Bardzo chcieliśmy jeść wyhodowane przez siebie jedzenie. Zaczęliśmy już w mieście – mamy własne pomidory, paprykę, bazylię, miętę i szczypiorek. Niestety tutaj bardzo trudno utrzymać warzywa przy życiu, o owocach nie wspominając. Perspektywa posiadania ogródka była spełnieniem marzeń.

    〄 3

    Spokój.

    Jestem wychowana w miejskim zgiełku, ale nawet mi on czasami przeszkadza. Myśl o odetchnięciu przy kominku po całym dniu w pracy wydaje się być idealnym zakończeniem dnia. Mam też poczucie, że ta przestrzeń da nam nowe możliwości do tworzenia.

    〄 4

    Goście.

    To jeden z najważniejszym punktów. W naszym małym mieszkaniu trudno było kogoś przenocować czy zaprosić rodzinę, a bardzo nam tego brakowało. Już na październik mamy zaplanowany przyjazd rodziców i przyjaciół. Nie możemy się doczekać wspólnych ognisk, picia kawy na ganku, pieczenia chleba i grania w planszówki.

    〄 5

    Próba. 

    Czy damy radę? Czy życie poza miastem jest dla nas? Czy to nasza bajka? Obydwoje bardzo lubimy zmiany i wyzwania. Wiadomo, że łatwiej byłoby zostać przy tym co już znamy, ale ciekawiej będzie przekonać się co czeka na nas w nowym miejscu.


    Czy się boje? Bardzo. Wystarczy wpisać w Google zapytanie, czy warto mieszkać na wsi, żeby dowiedzieć się, że nie warto. Przeczytałam milion artykułów o myszach, robactwie, braku komunikacji, ciągłej pracy przy domu, braku znajomych i nieustannych wydatkach. Pewnie wszystko to prawda, ale chcę to poczuć na własnej skórze, chcę spróbować, przekonać się, przeżyć to. Równo za dwa tygodnie wszystko się zacznie, a ja jedyne co czuje to wdzięczność i radość. Widzimy się w domu.

    257 Wyświetleń
    Follow:

    Miłość to normalne życie

    Czas czytania: 5 minuty

    Image

    POSŁUCHAJ

    Mike George w książce „Sztuka relaksu” przytacza cztery poziomy więzi w miłości. Pierwszy poziom to spotkanie ciał, czyli fizyczność – najniższy z poziomów. Okazuje się, że seks wcale nie jest tożsamy z miłością, a emocjonalne spełnienie poprzez miłość jest łatwe do osiągnięcia również bez pierwiastka cielesnego. Drugi poziom to poziom emocjonalny – spotkanie serc. To poczucie, że czujemy to samo, co druga osoba nazywane jest prawdziwie magicznym doświadczeniem. Poziom trzeci określany jest spotkaniem umysłów. To taki stan, w którym obie strony myślą tak samo, albo jedno osoba wypowiada dokładnie to, o czym druga właśnie pomyślała. Często mówi się wtedy o szczególnej manifestacji miłości, dlatego, że wtedy partnerzy często porozumiewają się bez słów. Jednak najwyższym poziomem miłości jest spotkanie dusz. To taki stan, w którym swobodnie, bez strachu, z całkowitym zaufaniem i akceptacją tworzymy relacje z drugim człowiekiem. To brak zazdrości, brak domysłów, brak krępacji. Taka sytuacja zdarza się podobno bardzo rzadko, lecz jest to stan, do którego powinniśmy dążyć, bo tylko wtedy doznajemy prawdziwego spełniania w miłości.


    Miłość to normalne życie

    Mało się mówi o miłości w normalnym życiu. Najbardziej ekscytujące jest zakochanie się i ten wspaniały czas odkrywania siebie. Ta ciekawość, adrenalina i pożądanie. Moment, w którym dzieje się najwięcej i kiedy euforia dosięga zenitu. Później przychodzi szare życie, które weryfikuje, co naprawdę jest ważne. Z perspektywy czasu moje związki nigdy nie docierały do poziomu spotkania dusz.

    Z Dawidem byłam przez 8 lat i była to moja pierwsza miłość. Poznaliśmy się, mając 15 lat i przeżyliśmy wspólnie sporo pierwszych razów. To z nim pierwszy raz leciałam samolotem, to z nim pierwszy raz byłam za granicą, to on był przy mnie, jak zdawałam prawo jazdy i pisałam maturę. Razem wyprowadziliśmy się do dużego miasta i razem zamieszkaliśmy sami. To on słuchał o moich pierwszych pracach, planach i marzeniach. To w trakcie tego związku obserwowałam własne granice i podwyższałam poprzeczkę. To wtedy stawałam się kobietą, która zaczyna rozumieć, co jest dobre, a co złe. To ta relacja nauczyła mnie wybaczania i dawania kolejnych szans. To tutaj zrozumiałam jak być wsparciem dla kogoś. W tym związku też zrozumiałam, że warto mówić „nie”, że trzeba się nie zgadzać i że nie wolno się bać. Ta relacja pokazała mi też, że czasami jest za późno, aby coś odbudować i że trzeba o miłość dbać, zwłaszcza jak staje się monotonną rzeczywistością. Nasza miłość zatrzymała się na poziomie trzecim i nigdy nie poszła wyżej.

    Z Bartkiem byłam 1,5 roku. To była miłość ekscytując i szalona. To była relacja jak z komedii romantycznej. Wpadłam w ramiona mężczyzny, dla którego byłam najważniejsza. To relacja przepełniona kreatywnością i pożądaniem. Pełna niespodzianek i tęsknot. To związek, w którym można było rosnąć. Razem odkrywaliśmy potęgę umysłu i serca. Chodziliśmy na jogę i zaczynaliśmy medytować. Ciągle otaczaliśmy się muzyką, literaturą i poezją. Chodziliśmy do kina, teatru i na spotkania kulturalne. Był między nami jakaś więź, która unosiła nas ponad ten cały szary świat. Chcieliśmy się dla siebie stawać lepsi, bardzo wierzyliśmy, że razem to my możemy góry przenosić. Czułam się w tym związku jak księżniczka. Byłam pewna, że to właśnie ten jedyny, któremu chce rodzić dzieci i z którym chce założyć rodzinę. I to właśnie w tym związku nauczyłam się, że czar pryska. Że nie będzie jak w komedii romantycznej, bo po napisach przyszło normalne życie, z którym sobie nie poradziliśmy. Po świadomym zrezygnowaniu z pracy w korporacji nie umiałam odnaleźć się w nowej rzeczywistości i nie dostałam wsparcia, jakiego oczekiwałam. Przestałam być silna, a kto potrzebuje słabej dziewczyny? To rozstanie było dla mnie szokujące i trudne. Bardzo długo musiałam po nim stawać na nogi. To była bolesna i trudna lekcja, a jej skutki odczuwam do dziś. Bardzo na przykład boje się zostać bez pracy, w obawie, że wszystko się posypie. Niemniej związek ten nauczył mnie, że zawsze sobie poradzę i nigdy się nie poddam. Pokazał mi, jak ważne okazały się relacje z moimi przyjaciółmi i znajomymi. Ta relacja pokazała, że intuicja kobiety nigdy nie zawodzi i że tylko wybaczenie przynosi ukojenie oraz pozwala na bycie sobą. Ta miłość też zatrzymała się na etapie trzecim.

    Z Damianem jestem od 7 miesięcy i jest bezsprzecznie miłością mojego życia. Znamy się od ponad 4 lat i nasza relacja od początku była budowana na szczerości, zaufaniu i empatii. Tak jakbyśmy zaczynali od poziomu czwartego najwyższego. Ten związek rozpoczął się od normalnego życia. Tej codzienności i szarości, którą obydwoje kochamy i akceptujemy. Nie szukamy fajerwerków, choć życie często nam ich samo dostarcza. Nasz związek od moich poprzednich relacji różni się tym, że nie skupiamy się w nim na sobie, tylko na robieniu dobra i pomaganiu innym. Na wzruszeniach, wdzięczności i prawdzie. Mam to szczęście, że jestem z mężczyzną, który myśli długoterminowo i jest nadzwyczaj cierpliwy. Nie ma dla niego rzeczy nie do zrobienia czy sytuacji, które go przerastają. Jeszcze nigdy nie czułam się tak szczęśliwa i bezpieczna. Dopiero teraz czuje się małą dziewczynką, którą ktoś się opiekuje, w ciele kobiety, która wie, czego chce. Wszystko w tej relacji ma swoje miejsce i swój czas. Tylko z tymi poziomami coś nam się pomieszało. Zaczęliśmy od spotkania dusz, a potem spotkania umysłów, serc i ciał same do nas zapukały.


    Nie jestem ekspertem od miłości i nie wiem nawet, co trzeba zrobić, aby być. Wiem tylko, że każda relacja jest na wagę złota, bo uczy nas czegoś o sobie. Ja dzisiaj zrozumiałam, że miłość to normalne codzienne życie. A w normalnym życiu rzadko jest jak na Instagramie. Czasami coś boli, jest brzydkie i nie nadaje się do dzielenia z innymi. Często pozbawione jest geometrii, minimalizmu i prostoty. Nie można go pokolorować gotowym filtrem i udawać, że wszystko jest pięknie. A jedyne relacje, to te głęboko przeżywane i przegadane na co dzień, których nie sposób złapać aparatem. W moim życiu teraz czuje duży spokój i kocham tę normalność, od której kiedyś uciekałam. Kocham to poczucie codziennej wdzięczności. Kocham wspólny dom i wspólne marzenia. Warto było czekać na Ciebie kochanie, aby się tego wszystkiego dowiedzieć.

    I tak sobie myślę, z perspektywy czasu, że na ogół okazuje się, że warto czekać. Bo wszystko, co jest nam pisane, zdarzy się, bez naszej ingerencji, zaangażowania i walki.

    93 Wyświetleń
    Follow: