MOTYWACJA

Zrzut ekranu 2015-04-23 o 22.08.31

Kosmos nadziei

Napoléon Bonaparte mówił, że od zamiaru do wykonania należy odczekać trzy lata. Gdyby tylko mieć pewność, że czekanie i rezultaty dadzą wymierny efekt poświęcenia, wtedy cierpliwość nie sprawiałaby tyle trudności. Nie pomaga również fakt, że oprócz wiary w to, co sobie wymyśliśmy nie mamy żadnej gwarancji, ani żadnych namacalnych dowodów na to, że się uda. Z drugiej jednak strony niebo również pełne jest niebezpieczeństw, znaków zapytania i wątpliwości, a mimo to oddajemy się w ręce pilota latającej maszyny, która nie wiemy nawet jak jest zbudowana. Oczekujemy efektów natychmiast, ale nie wsiedlibyśmy do samolotu, który został zbudowany przez niecierpliwych i niedokładnych ludzi, którymi sami jesteśmy chcąc mieć wszystko jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki tu i teraz. Najchętniej bez porażek, problemów i nie przychylnych nam ludzi na drodze. Chcielibyśmy nie upadając stanąć na podium, bo przecież nie jestesmy ślepi i widzimy tych ludzi, którzy właśnie stamtąd patrzą na nas jakby przeczytali wszystkie książki, wszystko mieli i od zawsze pławili się w blasku sukcesu. Rozwiązaniem zagadki jest jednak to, że Ci wszyscy idealni ludzie to szaleńcy i nieudacznicy, którzy mają więcej cierpliwości i wiary niż pieniędzy na koncie.


Zrzut ekranu 2017-12-01 o 16.24.17

Przygotowania do pierwszego lotu w kosmos trwały ponad 20 lat. Jeszcze 40 lat temu podróż do wszechświata była igraniem z życiem. Obecnie za 20 milionów dolarów każdy turysta może sobie kupić bilet na stację orbitalną Mir. To suche fakty, nikt bowiem nie widzi ile wysiłku, ofiar i czasu musiało minąć od szalonego pomysłu, po realizacje, aż do możliwości właściwie dla każdego. Kosmos może wydawać się przykładem skrajnym, ale podobnie wyglądało to z samochodami czy samolotami, które całkowicie zrewolucjonizowały świat i życie człowieka. A my obecnie nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie nie wyremontowanego mieszkania od developera, oczekując natychmiastowego efektu. Nie potrafimy poświęcić lat na naukę, bo chcemy wiedzieć wszystko od razu. Nie chcemy przeżywać trudnej wędrówki, ale chcemy spełnić american dream. Nie wyobrażamy sobie nawet poświęcenia czasu na poznanie drugiego człowieka, bo powierzchownie wydaje nam się nie ciekawy, brzydki i nic nie wnoszący do naszego życia. Przyszło nam żyć w czasach całkowicie pozbawionych elementów czekania i cierpliwości.

photo-1504333638930-c8787321eee0

Znam to od podszewki, bo dojrzewałam w latach 90, kiedy już właściwie wszystko było na wyciągnięcie ręki, a jednak cały czas było niedostępne. Na wszystko zawsze musiałam czekać, a świat nie stawał w miejscu i rzeczy, które chciałam mieć przestawały być popularne. To była największa porażka w czekaniu, chciałam mieć lub być gdzieś teraz, w tym momencie, a to nigdy nie było dla mnie dostępne. Pamiętam, kiedy marzyłam o pierwszym telefonie komórkowym. Wzięłam, wtedy ulotkę z jednego z salonów telekomunikacyjnych, wycięłam zdjęcie wymarzonego telefonu i nosiłam je ze sobą wszędzie. Rodzice nie godzili się na abonament, a moje małe marzenie było połową ich pensji. Nigdy nie zapomnę jak po roku odkładania i codziennym przyglądaniu się zdjęciu kupiliśmy ten telefon z rodzicami na spółkę. To niesamowite uczucie mieć coś, na co tak długo się czekało. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że mój siemens był już nieaktualnym trendem, bo wszyscy moi rówieśnicy mieli o niebo lepszą nokie 3310. Zawsze gdzieś tam byłam do tyłu, bo na coś musiałam zbierać, na coś czekać, do czegoś się przyzwyczajać. To napewno fajna lekcja na przyszłość. Rodzice podświadomie wyrobili we mnie nawyk tego, że jestem wartościowa bez względu na to, co posiadam. Że klocki lego i oryginalna barbie nie są wyznacznikiem niczego i, że w życiu muszę godzić się na to, co jest, a nie oczekiwać najlepszego. To napewno wyrobiło we mnie cechy ugodowości, łatwego pójścia na kompromisy i braku oczekiwań. Umocniło jednak siłę i walkę o siebie. Obiecałam sobie, że to nie warunki będą dyktowały mi czy mam coś mieć, gdzieś pojechać, kogoś poznać, ale to ja będę decydowała o sobie. Będę stawiała sobie cele, chociażby na tę chwile były one nieosiągalne i usunęłam słowo niemożliwe.


photo-1487837647815-bbc1f30cd0d2

Nadal jednak, podobnie jak większość jestem niecierpliwa. Chciałabym już wiedzieć czy postępuje dobrze, do czego mnie to doprowadzi i czy efekt będzie dokładnie taki o jakim marzyłam. Od pół roku pracuje intensywnie nad wizją, która zmieni świat, nie wiem jeszcze jak bardzo globalnie, ale napewno zmienia małe światy po drodze. Idea, którą tworzymy daje mi ogromne poczucie spełnienia, sens i taką świadomość, że właśnie to chcę zrobić w życiu. Minęło pół roku, a my mamy nazwę, wizje i design concept strony internetowej. Miną kolejne lata, kiedy wprowadzimy to w życie, a ja mam poczucie, że tak dużo po drodze się zmienia, że będzie dokładnie jak z tym telefonem komórkowym. Z jednej strony bardzo wierzę w pomysł , ale z drugiej mam mnóstwo wątpliwości. Droga jest bardzo wyboista, kosztowna i trudna. Miesiące poświęcone na spotkania, kreowanie, wymyślanie, zmienianie i szukanie, które niewątpliwie są bardzo potrzebne, ale ile takich projektów nie ujrzało światła dziennego? Ile moich projektów zakończyło się porażkami? Ile pomysłów zrealizował ktoś inny?

Zrzut ekranu 2017-12-01 o 16.34.30

Ja wiem, że koniec końców osiągnę wszystko to, co chce, że moja mapa marzeń to mapa rzeczy, które zawsze realizuje, że ten wysiłek zawsze ma swoje rezultaty i , że za te kilka lat idea ta rozprzestrzeni się na całym świecie. Ja już to wiem. Chcę tylko powiedzieć, że mam teraz tak samo dużo wątpliwości jak ty. Że więcej nie wiem, niż wiem. I że jestem zależna od wielu czynników, które dyktuje świat. Że jeśli jest łatwo to nie idziemy w dobrym kierunku. Że mam ochotę się poddać i zacząć robić poważne rzeczy, które wiem do czego mnie doprowadzą. Że chciałabym mieć swoje piękne mieszkanie, ale odkładam wszystkie pieniędze na projekt, chociaż nie wiem czy nie pójdą w błoto. Że marzę tak jak ty aby spakować plecak i wyruszyć w podróż życia, a mimo to pracuje nad czymś, co mogę dać innym, w tej chwili siedząc w małej kawalerce na kabatach.

I mimo, że wiem, że przez najbliższe lata moje życie to będzie poświęcenie, cierpliwość i upadanie to może tylko na tych fundamentach zmienia się świat?


photo-1497114046243-1154db4f4abf

Mam 28 lat, jestem w środku swojego życia, to wbrew pozorom czas, który bywa ciężki, bo wszyscy oczekują od nas podjęcia ważnych decyzji, określenia się co chcemy w życiu robić, środowisko wymaga poukładania, męża, dzieci, domu. A ty czujesz się maksymalnie pogubiony, bo nie wiesz czy powinieneś budować swój własny ogródek, czy rzucić wszystko i pojechać w świat szukać odpowiedzi, czy może dać życiu się toczyć samemu.

Jak byłam mała to mówiłam sobie, że moje życie nigdy nie będzie monotonne, dom praca rodzina, że będzie w nim mnóstwo szleństwa, i może właśnie to jest kluczem do rozwiązania. Codziennie zaczynać od początku, nie wpisywać się w ramy społeczne, nie dać się zwariować na posiadanie rzeczy, nie dać znajomym z Facebooka zaburzyć twoich wartości i nawet jeśli cały świat będzie Cię miał za szaleńca, niedojrzałe dziecko czy nieodpowiedzialnego dorosłego to trzeba i tak znaleźć siłe i cierpliwość do codziennego odkrywania świata od nowa. I może trzeba przestać ograniczać się tym co realne i przyzwoite tutaj na ziemi, nie poddawać się schematom i stereotypom, ale w kosmosie nadziei poddać się temu, co dyktuje serce.

Follow:

Twoje 5 minut jest jeszcze przed Tobą.

W showbiznesie określany jest mianem szczytu, na który się wspinasz mając mnóstwo propozycji. W medycynie znalezieniem niesamowitej innowacji ratującej życie. W prawie odkryciem i usprawnieniem funkcjonowania zasad w życiu. W szkole sprawieniem, że inni traktują cię jak autorytet. Często mylone jest z popularnością i sławą. A symboliczne 5 minut oznacza po prostu moment w życiu, w którym zmieniasz świat, nie tylko swój własny, ale ten globalny i pozostawiasz go lepszym. A 5 minut, bo tylko tyle i aż tyle masz czasu, kiedy los daje ci szansę mówiąc teraz, bo wtedy właśnie inni chcą ciebie słuchać, wtedy wierzą w to, co robisz i pod wpływem ciebie zachodzą kolejne zmiany.


5 minut przed

yosh-ginsu-146177

Ten moment jest wtedy, kiedy robisz coś nie dla pieniędzy, ale dla tego co przekazują, że jesteś tego wart. To słuchanie serca i podążanie za nim. To trzy kroki w tył, aby zrobić jeden krok do przodu. Największa zmiana zachodzi w nas, wtedy, kiedy mamy czas aby zastanowić się co dalej. Dlatego kobiety w ciąży nie wracają do korporacji tylko zaczynają nowy rozdział w życiu. To dlatego, kiedy stajemy się bankrutami uczymy się jak ważne jest zabezpieczenie finansowe. To dlatego, kiedy tracimy zdrowie doceniamy, co naprawdę jest ważne. I to dlatego, kiedy zachodzi zmiana wpadają nam do głowy najlepsze pomysły. Przecież nie urodziliśmy się po to, by spłacać kredyty, by kupować nowe samochody i nieruchomości. Jesteśmy tutaj aby odczuwać szczęście, a szczęście to bycie potrzebnym. Szczęście to dawanie. Szczęście to wykorzystywanie szans. Pieniądze to nie szczęście, to coś co zdarza się obok, kiedy robimy wszystko w zgodzie ze sobą.

Jak jednak zorientować się, że ten moment nadchodzi, jak dobrze się do niego przygotować, kiedy to się dzieje i czy wszystkich to spotyka?

Zazwyczaj jest tak, że się z tym rodzimy. Siedzi to w nas gdzieś głęboko. I albo już się do tego dokopaliśmy, albo powinniśmy poszukać w sobie. To coś takiego, co sprawia nam radość przez to, że jest. Tak jak z przyjaciółmi, nie płacimy im za przebywanie z nami, tego nie da się kupić czy wycenić. To niewytłumaczalne i nie do opisania uczucie, które sprawia, że czujemy, że po to właśnie jesteśmy na świecie.

Każdy ma takie chwile, kiedy jego serce bije bardziej, jakby chciało krzyczeć: “to, co robisz ma sens”. Pójście za tym głosem doprowadza nas do tych 5 minut. Mało kto jednak decyduje się na to, bo często głos ten pozbawiony jest logiki, nie współgra ze światem zewnętrznym. Zaczynamy realnie zastanawiać się, co się stanie jeśli postawimy wszystko na jedną kartę. A wtedy okazuje się, że nie będziemy mieli pieniędzy, nowych telefonów ani bezpiecznej przyszłości. Dlatego szybko zagłuszamy go i funkcjonujemy jak każdy, bo ciężka praca i dobre zarobki to wyznacznik normalnego życia. A nikt nie chcę odstawać od społeczeństwa. Tak właśnie marnujemy 5 minut, żyjąc z dnia na dzień, nie zastanawiając się po co i dokąd nas to doprowadza.

Ale serce jest cierpliwe i nie daje się tak łatwo zagłuszyć. Wraca i przypomina. Krzyczy i mówi szeptem. Aż wreszcie dochodzi do nas, że to właśnie ten moment, ruszyła machina, 5 minut czas: start.


W środku szukaj.

martin-reisch-272883

Czemu postanowiłam o tym napisać? Bo moje serce właśnie zaczęło krzyczeć. Wie, że jestem zapracowana i ciężko do mnie dotrzeć. Ale właśnie teraz postanowiło przypomnieć mi, co właściwie kocham w życiu. Jest dużo rzeczy, które dają mi szczęście. Dokładnie jak u ciebie. Relacje z ludźmi, praca z pasją w zawodzie, podróże, dobre jedzenie, muzyka, filmy. Ale jest coś, co robię właściwie odkąd pamiętam. Kiedy miałam 5 lat, tato kupił radio z czerwonym guziczkiem, nagrywałam tam audycje i przemyślenia na temat dnia codziennego. Robiłam wywiady, byłam prowadzącym i gościem, rozmawiałam o pogodzie, nowo postawionym placu zabaw, mówiłam nawet głosem mojego brata, który nigdy nie mówił.

Później nauczyłam się pisać. Wtedy odstawiłam radio i wzięłam do ręki zeszyt. Pisałam pamiętniki, wklejałam zdjęcia, opisywałam każdy dzień. Pisałam regularnie, każdego dnia. Do dziś mam kilkadziesiąt zeszytów: od dziecka, przez zbuntowaną nastolatkę, aż po wkraczającą w dorosłe życie kobietę. Potem rodzice kupili mi komputer. Pierwsze, co zrobiłam to założyłam bloga, wtedy mało kto wiedział, co to jest i do czego służy. Nauczyłam się języka html, potrzebnego do edycji szablonów i notek, a następnie zaczęłam pisać.

simson-petrol-110900

Był 2003 rok, kiedy powstał pierwszy wirtualny pamiętnik, bo taka była kiedyś geneza blogów. Blog zmieniał nazwy, specyfikę, kształt, dojrzewał razem ze mną. Kilka lat później okazało się, że inni ludzie poświęcają czas, aby przeczytać co wyrzucam z siebie. Pojawiła się opcja komentowania, po jakimś czasie miałam już mnóstwo wirtualnych znajomych, z którymi porozumiewałam się przez pisanie. Czytanie innych blogów, oprócz czytania książek dawało mi inne spojrzenie na świat. Moje serce rosło, kiedy ktoś pisał, że dzięki moim przemyśleniom zmienił swoje podejście. Nie taki był cel, ale tak się stało.

W 2012 roku powstała nazwa jak nie teraz to kiedy, która zainicjowała nowe życie i moją małą zmianę świata. Wtedy właśnie blog, który był dla mnie zawsze pierwszorzędny stał się dodatkiem do trudnego życia, w które wkraczałam. Przeprowadzka, samodzielność, spełnianie zawodowych marzeń. Świat internetowych pamiętników zmienił się radykalnie w wielki marketingowy biznes. Nie nadążyłam. Nigdy nie spodziewałam się, że coś, co dla mnie było całym życiem, co dawało mi wielkie szczęście mogłoby dać mi również możliwość zarabiania pieniędzy. Nigdy bym tego nie przewidziała, ponieważ ja byłam tylko dziewczynką, która miała zawsze jakąś wewnętrzną potrzebę wyrzucania z siebie przemyśleń.

oliver-thomas-klein-207908

W 2014 roku, kiedy pewna firma zaproponowała mi współpracę wystraszyłam się i odmówiłam, mój blog już wtedy nie był pisany regularnie, choć nadal był dobrze czytaną i wyświetlaną stroną w internecie. To jednak spowodowało zmianę. Powstała strona internetowa, pojawił się człowiek do współpracy, powstało logo, profesjonalne zdjęcia. Przeczytałam wiele książek o tym jak zarabiać w internecie i jak pisać aby chętniej mnie czytano. Pracowałam nad tą zmianą ponad pół roku. I znów zaprzepaściłam szansę, bo znów wystraszyłam się możliwości współpracy, tłumacząc to brakiem czasu na wirtualne życie. Świat blogowy poszedł w tym czasie błyskawicznie do przodu. Pojawiło się mnóstwo nowych popularnych blogerów, vlogerów, Bóg wie kogo jeszcze, a ja znów zostałam w tyle, choć doświadczeniem i możliwościami mogłam bez obaw stać się na szczycie, w dodatku robiąc to, co naprawdę kocham i mając wciąż informacje zwrotną rób to, chcemy to czytać, chcemy dać ci swoją markę.

To ciekawe, że musimy przejść pewną drogę, zaliczyć mnóstwo porażek, zaprzepaścić szansę, zarobić mnóstwo pieniędzy na ciężkiej fizycznej pracy, aby zorientować się, że to, co kochamy jest tak blisko, w zasięgu dłoni i że właściwie robiliśmy to, całe życie. To niesamowite że musi pojawić się ktoś obok, kto też w to wierzy, kto daje nam szanse, kto mówi róbmy, kto nie ocenia i kto daje znowu nadzieje. Niewyobrażalne jest to, że tak mało wiem o sobie, mimo, że jesteśmy razem od urodzenia.

Wszyscy kiedyś dowiadujemy się, że to koniec jest nowym początkiem, nie wiemy tylko kiedy to się stanie. Niektórzy mają wtedy 18 lat, inni 40. Lecz dowiadujemy się wszyscy.

william-iven-19843

Ale, kiedy już wiem, kiedy wszystko zostało napisane mogę wreszcie zająć się tym, co kocham, bez półśrodków. Witaj zmiano.

Follow:

Jeśli się nie uda, to się nie uda.

Komu z nas nie zdarzają się porażki, nieporozumienia i sytuacje, w których nic nie idzie po naszej myśli? Jesteśmy przekonani, że wszystko zależy od nas i tkwimy w stresie spowodowanym naszymi wciąż o krok dalej od nas ambicjami. Obwiniamy się o niepowodzenia i nieszczęścia. Ile razy wręcz nie podejmujemy prób, w obawie przed złym i okrutnym losem, który tylko czeka aby podłożyć nam nogę. Denerwujemy się wciąż za dużo i zdecydowanie za bardzo. Boimy się czegoś, co tak naprawdę nigdy się nie wydarzy. Nie podjęte próby i ryzyko mszczą się na nas w przyszłości, a mimo to nie uczymy się na błędach. Głównie dlatego, że nikt nam nigdy nie powiedział, że jeśli się nie uda, to tylko się nie uda. Po prostu, bez zbędnych ceregieli. Świat się nie zawali, rzeki nie wyschną, a życie będzie toczyć się dalej.


Nie ma pytań bez odpowiedzi. Czy aby napewno?

joshua-fuller-229095

Na studiach mamy takie kreatywne i inspirujące zajęcia o wdzięcznej nazwie Design thinking. Uczymy się na nich jak wprowadzać projekty w życie, jak dzielić je na etapy, jak pracuje nasz mózg, ile jesteśmy w stanie się skupić, jak sprawnie i umiejętnie zarządzać zespołem, bez względu na to czy jest to wielka organizacja czy grupa wolontariuszy. Dzięki tym zajęciom do końca życia wiedzieć będę, że nigdy nie należy oceniać, bo każde negatywne słowo pozostawia w drugim człowieku mikro traumę, która może w nim siedzieć do końca życia. Można kogoś mądrze krytykować i umiejętnie dawać do zrozumienia jakie ma wady, a co powinien poprawić. Napisałam o tym, dlatego, że na zaliczenie tego przedmiotu trzeba przeprowadzić wywiad z osobą, która ma problem. Nieważne jaki problem, trzeba jednak zagłębić się w daną osobowość, a przede wszystkim nie skrzywdzić jej i nie starać się rozwiązywać jej problemu.

Wywiad ma trwać 5 minut, musi być zarejestrowany oraz opisany. Banał. No właśnie nie do końca. Wybrałam Edytę ode mnie z pracy, choć jest piękną i na pozór bezproblemową osóbką o wielkim sercu, problemy ma jak każdy. Kiedy przygotowywałam się do rzekomego wywiadu, nie wiedziałam właściwie od czego zacząć. Siedziałam nad pustą kartką ponad godzinę, kiedy zaczęłam wreszcie wymyślać pytania.

Pytania dotyczyły bezpośrednio problemu z jakim zmaga się Edyta, ale również ogólnie dotyczyły życia. Na każde pytanie wcześniej próbowałam odpowiadać sama, żeby sprawdzić czy aby nie wkraczam w jakąś intymną sferę lub nie próbuje czegoś sugerować. Dwa pytania szczególnie sprawiły mętlik w mojej głowie. Tak, że na odpowiedziami zastanawiam się do dziś.

Co zrobiłaś dziś, aby jutro żyć tak jak pragniesz?

Jeśli życie jest grą, to jaka jest główna zasada?

A Ty jakbyś odpowiedział?

pawel-kadysz-100


Nie będę się na zapas przejmować.

kristopher-roller-188180

Wiem, że nie warto z własnego doświadczenia, a nadal śmiertelnie się boję i zawsze przejmuje na zapas. Głównie tym, że zawiodę innych, że źle odbiorą moje postępowanie, że błędnie ocenią moje zachowanie. Boję się jak każdy, głównie rzeczy, które nigdy nie miały, nie mają i z pewnością nie będą miały miejsca. Jest jednak takie wyobrażenie, zwłaszcza w Polsce, że przecież lepiej założyć porażkę i mile się rozczarować, niż pozytywnie myśleć i mieć wielki zawód. Nasze głowy są zatem po sufit wypełnione zmartwieniami i najczarniejszymi scenariuszami. Właściwie nie przestajemy zakładać najgorszego, choć gdyby się tak przyjrzeć, to jak wreszcie zdarza się coś złego, wcale nie jesteśmy na to w większym stopniu przygotowani czy bardziej odporni. Zawsze jest to dla nas zaskoczeniem i za każdym razem boli tak samo bardzo. Powstaje więc pytanie: po co w ogóle się martwić? I czy życie bez zmartwień byłoby utopią? Życie w cudownej krainie to też niej jest rozwiązanie. Skrajności zawsze są złe, nie ma znaczenia, czy idziemy z głową uniesioną wysoko czy bez przerwy spoglądamy w dół. Mam taką koleżankę, która jest niesamowicie pozytywna, uśmiechnięta i pewna siebie. Czy można w tych cechach przegiąć? Ależ właśnie można. Można być tak pewnym siebie, że aż aroganckim i chełpliwym nie przyjmującym i nie umiejącym sobie radzić z żadną krytyką. Można być uśmiechniętym i na pokaz miłym w celu manipulacji innymi. I wreszcie można być tak pozytywnym, że ślepym. Odsuwającym od siebie cierpienie, brzydotę i strach. Życie bez świadomości zmartwień to ignorancja, ponieważ to radzenie sobie z problemami sprawia, że jesteśmy silni. Ale reakcja na problemy i strach przed ich pojawieniem się do dwie różne sprawy.

Kiedy zatem słyszymy jakieś słowo np. “zwolnienie”. Natychmiast w głowie pojawiają nam się skojarzenia “popadnę w długi”, “nie spłacę kredytu”, “stracę bliskich”. Te skojarzenia wywołują kolejne negatywne emocję, bo jeśli stracę bliskich, to zostanę samotny, a jeśli zostanę samotny, to nie będę potrzebny i tak dalej i tak dalej. To mikro myśli, które gdzieś tam zapisują się na zwojach mózgu, nawet jeśli są błyskawiczne, a my szybko je wypieramy. Czyli słowo “zwolnienie” mimo, że nie ma nic wspólnego z rzeczywistością wywołało lawinę negatywnych i złych emocji.

A wystarczy skierować nasze myśli w zupełnie odwrotnym kierunku. Słowo “zwolnienie” już zawsze kojarzyć z “nową szansą”, “wolnością”, “zmianą”, “wsparciem od bliskich”. Odzwierciedlenie negatywnego słowa może nieść za sobą pozytywne skutki i emocje. Oczywiście to jedna z najtrudniejszych umiejętności, ale z pewnością do opanowania. A skoro tak jest, to spróbujmy od dziś myśleć na odwrót.

Bo chyba trzeba zacząć żyć teraz dobrze, ponieważ po pierwsze po co żyć źle, a po drugie jest później niż nam się wydaje.

mitchell-hollander-205952

Follow:

ZNAKI zapytania.

Albert Einstein zwykł mawiać: “Ważne jest by nigdy nie przestać pytać. Ciekawość nie istnieje bez przyczyny. Wystarczy więc, jeśli spróbujemy zrozumieć choć trochę tej tajemnicy każdego dnia. Nigdy nie trać świętej ciekawości. Kto nie potrafi pytać nie potrafi żyć.”. Mój były szef był całkowicie przeciwnego zdania, uważał, że zadawanie głupich pytań świadczy o człowieku. Ja natomiast myślę, że głupie odpowiedzi bardziej o nim świadczą. Pewnie dlatego już tam nie pracuje ;-). Ale tak na poważnie to czy my rzeczywiście zostaliśmy nauczeni zadawać pytania? Taka prosta rzecz. A przecież wiele razy słyszeliśmy, że nasze pytania są głupie, że dawno powinniśmy znać odpowiedzi. Problem w tym, że pytania i odpowiedzi kojarzą nam się ściśle ze szkołą i edukacją. Wzbudzają w nas nie wytłumaczalny strach i niepewność. Ale ponad wszystko wymagają od nas zaangażowania, myślenia i analizy. Łatwiej jest bowiem nie zadawać pytań i nie szukać odpowiedzi, bo życie bez nich wydaje się mniej skomplikowane. Zwłaszcza jeśli są to pytania, które musimy zadać sobie sami. Pytania o życie, pracę, dalszy kierunek czy nasz wpływ na cały świat? Nauczyliśmy się na pamięć maksymy “Carpe diem” ale nie przerobiliśmy podstawowej lekcji jaką jest nasz własny wpływ na siebie. Bo właściwie kiedy ostatnio usiadłeś przed sobą i zapytałeś: stary kim jestem? dokąd zmierzam? jakie mam cele? po co tu jestem? co chcę zostawić po sobie na świecie?


Zarządzanie sercem

oi_utj7dkzg-volkan-olmez

Wychowani w ciasnych mieszkaniach, na wielkich osiedlach i wśród wszechogarniających problemów oglądaliśmy świat przez dziurkę od klucza. Przyzwyczajaliśmy się do warunków, ciężką pracę i cierpienie wyssaliśmy z mlekiem matki. Od czasów szkolnych mierzyliśmy się z wyborami, nie mając wiedzy i doświadczenia dokonywaliśmy ich idąc za tłumem. Nie wiedzieliśmy co jest dla nas dobre i co wybrać aby było lepiej. Bagaż w postaci szkolnego tornistra zamienialiśmy na bagaż życiowych doświadczeń, niekoniecznie zależnych od nas. I wreszcie osiągnęliśmy wiek pełnoletności, który miał wszystko zmienić, wtedy miało być tylko łatwiej, wszystko miało od nas zależeć. Marzyliśmy o utopii, która okazała się pułapką, to pierwsze nadużyte zaufanie wobec ludzi i świata. Każdy bowiem znał kogoś, kto miał lepiej od nas, kto miał bogatych rodziców, kto niczego nie musiał, komu wszystko przychodziło łatwo. Nie pytaliśmy wtedy dlaczego tak jest i jakie to niesie za sobą konsekwencje, byliśmy jednak wściekli na niesprawiedliwość świata – zawód numer dwa. Później było tylko gorzej kazano nam decydować tu i teraz, nikt nie pytał o okoliczności, i bez względu na to jaką decyzję podjęliśmy komuś ona przeszkadzała, ktoś nas za nią oceniał, ktoś nie mógł nas zrozumieć. I znaleźliśmy się tu gdzie jesteśmy teraz. Z tą całą walizką złych i dobrych uczuć, złych i dobrych doświadczeń, złych i dobrych ludzi po drodze. Teraz właśnie zatrzymaj się, STOP.

To, co przeżyliśmy, czyli cała nasz przeszłość ma ogromne znaczenie, zbudowała nas, albo pogrążyła, ale teraz właśnie przestaje mieć znaczenie. Zacznijmy, bowiem zarządzać sobą sercem. Potrzebujemy zadać sobie 10 pytań do życia, do siebie, do świata. Tylko my bowiem znamy na nie odpowiedzi, pytanie tylko czy chcesz je zadać?

  • Jesteś tu, czyli gdzie?
  • Kim jesteś teraz?
  • Gdyby pieniądze przestały mieć znaczenie, co byś robił w życiu?
  • Czy w życiu nie ma nic za darmo?
  • To, co robię teraz jest ważne czy wartościowe?
  • Pomagasz czy przeszkadzasz?
  • Po co jestem na świecie?
  • Czy dbasz o siebie?
  • Czy kochasz siebie?
  • Czy wierzysz w siebie?

Zapytaj mnie czy cię kocham

qqmkgh_tmcw-anete-lusina

Zadawanie pytań i szukanie odpowiedzi czyni cię otwartym na nowe rzeczy, nowych ludzi, a przede wszystkim sprawia, że nabierasz pewności siebie i odwagi do podejmowania decyzji. Większość rzeczy, których nie mamy, a o których marzymy nie dostajemy tylko dlatego, że nie mamy odwagi o nie prosić. Nie potrafimy mówić głośno o swoich potrzebach, chowamy je głęboko przed światem, żeby przypadkiem nie wyjść na próżnych (a bo marzymy o nowych butach), żeby przypadkiem nie wyjść na nudnych (a bo marzymy o nowej książce) i żeby wreszcie nie wyjść na zdesperowanych (a bo marzymy o miłości). Zakopaliśmy głęboko umiejętność słuchania i ciekawość świata. Coraz szybciej się nudzimy i coraz mniej rzeczy sprawia nam frajdę. A wystarczy zadać sobie podstawowe pytanie pod koniec dnia: za co jestem wdzięczny? Wtedy nagle proste rzeczy stają się cudami szytymi na miarę, niewyobrażalnymi i pięknymi. Codziennie o 23:55 mam powiadomienie na telefonie zadające pytanie: za co jesteś wdzięczna? I muszę znaleźć choć jedną rzecz w trakcie dnia aby odpowiedzieć sobie na pytanie. I okazuje się, że tych rzeczy jest mnóstwo, ale przestałam je dostrzegać, bo biegła ślepo za… no właśnie za czym? I komu chciałam coś udowadniać? Dlaczego nigdy nie potrafiłam się zatrzymać? Pytanie rodzi pytania, więc to bardzo czasochłonna zabawa, ale bardzo twórcza i sprawiająca, że zmienia się perspektywa, że świat nabiera znaczenia, że ludzie zaczynają być ważni i potrzebni. Czy zastanawiałeś się kiedyś to cię kocha? Ile jest osób na świecie od których usłyszałeś kocham cię? A co za tym idzie, ilu osobom powiedział, że je kochasz? W całym życiu, i rok temu, i wczoraj, i dziś. I dlaczego tak jest?

Kiedy przestajemy odkrywać świat, świat przestaje odkrywać nas. Przestaje nam mieć wiele do zaoferowania, bo widzi brak zaangażowania. Dokładnie tak jak miłość rozpada się, kiedy przestajemy go pielęgnować, kiedy przestajemy dostrzegać tego co wkoło nas. Jak się bowiem posiejesz, tak się zbierzesz.


Ciekawość to pierwszy stopień do piekła

bm0xrfeqm0a-michael-ramey

Ale brak ciekawości to piekło na ziemi. Nie dajmy sobie wmówić, że stare powiedzenia mają jakieś znaczenie, że kształtują świat, bo to my ten świat kształtujemy i zmieniamy. Tylko głupcy próbują nam wmówić, że na nic nie mamy znaczenia, bo problemy globalne przekraczają nasze możliwości. Mamy wpływ na wszystko co dzieje się wokół nas, a to niczym efekt motyla niesie za sobą ogromne konsekwencje. Pytanie tylko czy rozsiewamy dobro czy zło? Bo kto wie czy będziemy tu 90 lat i nigdy nie wrócimy? Może to jest jakiś bardziej zaawansowany plan. A jeśli nawet nie, to poczucie zmiany tego świata jest jak pomaganie komuś, czyli radość i satysfakcja, której nie da się kupić czy załatwić. Znaki zapytania, to nadal znaki, które sprawiają, że droga, którą podążamy zmierza w dobrym kierunku. Wystarczy tylko zadać pytanie i znaleźć na nie odpowiedź.

Follow:

Mapa marzeń – ty się śmiejesz, a ja realizuje.

Strefa komfortu, coaching, motywacja czy właśnie mapa marzeń to często powód do żartów i kpin. Znane wszystkim filmy na youtubie “jesteś zwycięzcą” czy “ważna wiadomość” zyskując kilka milionów wyświetleń stały się pretekstem do wygłupów. Zastanawiam się tylko czy oglądają je, kpią i żartują ludzie spełnieni, czy tacy, którzy z sukcesem mają jakiś wewnętrzny problem. A może rzeczywiście cała ta motywacja to bzdura wyssana z palca, robiąca ludziom wodę z mózgu i siejąca wszechogarniające zło. Myślę, że wszystko zależy od podejścia. Jeśli cele i marzenia oraz motywacja służąca do ich realizacji są dla nas odległe i niepotrzebne, to nie powinniśmy się wściekać, kiedy nasze życie nie zmierza w kierunku jaki sobie wyobrażaliśmy. Jeśli wstydzimy się marzyć o pieniądzach, to znaczy, że ich nie potrzebujemy. Jeśli nie myślimy o dobrym zdrowiu, to nie zasługujemy na nie. I wreszcie jeśli nie doceniamy ludzi wokół nas, nie czujmy się zawiedzeni, kiedy ich stracimy.

Zastanawiając się dlaczego ludzie nie robią mapy marzeń doszłam do wniosku, że po prostu to czasochłonne i trudne. Zdecydowanie łatwiej jest to wyśmiać. Szkoda, bo to naprawdę działa. Pokaże wam to dzisiaj na swoim przykładzie.


Magia czy podświadomość?

zrzut-ekranu-2016-12-12-o-21-57-10

Pierwszą mapę marzeń zrobiłam jakiś czas temu, później tylko uzupełniałam ją o kolejne marzenia. Od tego czasu większość rzeczy, które chciałam, o których marzyłam i które umieściłam na tej mapie po prostu się spełniły. Czasami nawet zastanawiałam się dlaczego? Dlaczego wcześniej mimo, że czegoś naprawdę mocno chciałam, nie dostawałam tego, nie osiągałam tego i zawsze było bardzo to odległe, bez względu na mijający czas. Nie potrafię wytłumaczyć fenomenu mapy marzeń, gwarantuje wam jednak, że działa.

Czym właściwie mapa marzeń jest?

“Mapa marzeń jest niczym innym jak umową z losem. To zamówienie do naszej podświadomości napisane w jej języku, czyli w języku obrazów i emocji. Z kolei dla naszego umysłu racjonalnego mapa marzeń przedstawia się jako zabawa, niegroźna, czasem infantylna zabawa z obrazkami. Niech i tak będzie. Grunt, że działa.”

karinasep

Mapa marzeń to kwadrat podzielony na  dziewięć równych części. Każda z nich odpowiada za inną strefę naszego życia. Zabawa polega na tym, że w każdy z kwadratów powinniśmy wkleić obrazki odzwierciedlające nasze marzenia, pragnienia i cele. To coś w stylu popularnej Bucket List, ale silniejsze, bo działające na naszą podświadomość i mające czas realizacji – ROK. Jak to działa? Samo zastanowienie się i wypisanie marzeń to już wielki krok milowy do ich realizacji, ponieważ, kiedy wiemy czego konkretnie chcemy uruchamiamy nasze myśli, które przenoszą góry. Na przykład, jeśli chcemy podróżować, to nic nie znaczy. Ale jeśli zakładamy, że do końca roku pojedziemy do Portugalii to już 50% sukcesu. Kolejne 30% to zobaczenie Portugalii na obrazkach, w internecie, w przewodnikach, w katalogach biur podróży. 10% to umieszczenie ulubionego zdjęcia Portugalii na naszej mapie marzeń. Ostatnie 10% to nasze myśli i działanie. Udowodniono bowiem, że nasza podświadomość działa emocjonalnie na obraz.


Prawda czy fałsz?

paykyb-8er8-ian-schneider

Pierwsza moja mapa miała być eksperymentem, nie do końca wierzyłam w jej siłę. Nie dałam sobie wmówić, że jakiś zbiór obrazków jest w stanie zmienić moje życie. To, co stało się już po pół roku niezwykle mnie zaskoczyło. Okazało się bowiem, że mapa, którą miałam na tapecie komputera, na ścianie w mieszkaniu i ta sama przyklejona w moim kalendarzu stała się nie szaleństwem, jak myślałam, ale rzeczywistością. Chcę pokazać Wam teraz jak to się u mnie odbywało.

Oto moja pierwsza mapa:
mapa-kasia

Podsumowanie:

  1. Jeżdżę Suzuki Swiftem, dokładnie takim jak na zdjęciu, tylko czarnym.
  2. Piszę ten post na klawiaturze MacBooka pro, dokładnie takim jak jest na zdjęciu.
  3. Mam perfumy Chanel Chance, które zawsze chciałam mieć.
  4. Przeczytałam dwie książki Dalajlamy “Sztuka szczęścia” oraz “Ścieżka buddyzmu tybetańskiego”. Staram się czerpać z nauki Dalajlamy i żyć według jego zasad.
  5. Przeczytałam wszystkie książki Reginy Brett, napisałam do niej list i dostałam na niego odpowiedź.
  6. Nie przestałam wierzyć w Boga, wręcz przeciwnie poznałam Dominikanów, urzędujących na Służewiu, którzy wiele wnoszą w moje życie.
  7. Dostałam świetną książkę o Maryl Streep, z którą wbrew pozorom mam dużo wspólnego.
  8. Mam w swojej biblioteczce wszystkie książki poświęcone branży filmowej wyd. Marzec.
  9. Uczę się systematycznie, z sukcesami angielskiego. Native Speaker Darren z USA jest bardzo dumny.
  10. Pracowałam przy filmie fabularnym. O czym marzyłam.
  11. Stworzyłam w swoim domu kącik do pracy.
  12. Przeczytałam całą książkę Waltera Isaacsona “Steve Jobs”.
  13. Napisałam kolejny scenariusz.
  14. Studiuje w szkole filmowej w Łodzi.

Po pół roku powstała kolejna mapa:

zrzut-ekranu-2015-12-12-o-17-54-49

I kolejne podsumowanie:

  1. Mam ipada mini.
  2. Mam iphona 7.
  3. Jestem zdrowa.
  4. Nadal uczę się systematycznie angielskiego.
  5. Czytam regularnie książki.
  6. Piszę bloga.
  7. Pracuje na planach filmów/seriali/programów.
  8. Mam cztery zwariowane koleżanki, z którymi za chwilę wyjeżdżam w podróż.
  9. Byłam w Hiszpanii, Portugalii i Paryżu.
  10. Leciałam samolotem do Londynu.
  11. Mam cudowną i zdrową rodzinę.

Tak, to prawda. Mapa marzeń działa. Jestem na to żywym dowodem.


Dzisiaj czy jutro?

I przedstawiam wam moją obecną mapę marzeń w wersji PRO. Stworzenie takiej planszy zajmuje kilka godzin i moc satysfakcji. Została ona zrobiona w programie https://www.canva.com. Wrócę z podsumowaniem za rok, choć już wiem, że większość z nich spełnię błyskawicznie, inne towarzyszyć mi będą przez cały rok.

zrzut-ekranu-2016-12-12-o-18-25-43


A Ty?

Jak wyglądała twoja mapa? Jakie marzenia zrealizowałeś? Co dobrego się wydarzyło?

Follow: