MOTYWACJA

Zrzut ekranu 2015-04-23 o 22.08.31

Umiejętność pracy w stresie i pod presją czasu.

Czas czytania: 7 minuty

Image

POSŁUCHAJ

Byłam w tym miejscu nieraz. Byli tam też moi przyjaciele i znajomi. Prawdopodobnie byłeś tam też ty, a jak nie to na pewno będziesz. To stres i presja czasu w pracy. Kiedy wchodziłam na swoją ścieżkę zawodową, byłam przekonana, że tak musi być i tak zawsze będzie. Nie mogło być inaczej, gdy już w szkole na podstawach przedsiębiorczości mówiono nam, że to obowiązkowy wpis w CV. Nikt jednak nie mówił nam wtedy, czym jest praca w stresie, jak się na nią przygotować, jak sobie z nią radzić i jak potem przyjść do domu i o niej zapomnieć. Nikt nie przygotował nas do ciągłego życia w stresie poza pracą i nikt nie powiedział, że życie pod presją czasu jest szkodliwe dla zdrowia.

Czuje się zobowiązana o tym napisać, bo to moja rzeczywistość zawodowa i droga, które doprowadziły mnie do blokady emocji i syndromu „życzę miłego dnia” spowodowały ból nie do zniesienia. A wiem, że czyta mnie sporo młodych osób, które dopiero wkraczają na ścieżkę zawodową i tacy, którzy są w nieustannym jej trakcie, więc jeśli możecie uczyć się na moich błędach — zróbcie to dla własnego dobra i zdrowia.


Jak działa stres?

Zacznijmy więc od początku, czyli od tego, czego w szkołach się nie mówi: od stresu.

Stres (z angielskiego stress ‘naprężenie’) to stan obciążenia systemu regulacji psychicznej powstający w sytuacji zagrożenia, utrudnienia lub niemożności realizacji ważnych dla człowieka celów, zadań, wartości. Typowymi czynnikami wywołującymi stan stresu są: zdarzenia zagrażające życiu i zdrowiu, sytuacje stwarzające zagrożenie dla poczucia własnej wartości, wysoki stopień trudności zadań stojących przed człowiekiem, utrata poczucia wpływu (kontroli) na przebieg wydarzeń, występowanie zakłóceń (przeszkód) w celowej aktywności, sytuacje deprywacji (pozbawienia różnych wartości lub obiektów, które są niezbędne dla normalnego funkcjonowania człowieka).

Z tej prostej definicji wynika, że stres jest największym wrogiem naszego organizmu, ale już umiejętność pracy w stresie jest chwalonym i docenianym wyzwaniem. Ciekawe prawda? Niemniej prawdą jest też, że stres jest naturalnym, stałym czynnikiem naszego życia. Człowiek nieustannie znajduje się pod działaniem stresu. Jak powiedział badacz stresu, Hans Selye: Całkowita wolność od stresu to śmierć. Czyli tak źle i tak niedobrze? Ale… Selye wyróżnia dwa rodzaje stresu:

  • dystres – przykry, powodujący nadmierne obciążenia organizmu, powodujący zmęczenie, wyczerpanie a dalej choroby psychosomatyczne /czyli jako reakcja organizmu soma na psychikę/, trwałe uszkodzenia organizmu, a nawet śmierć.
  • eustres – mobilizujący pozytywnie do działania i radzenia sobie ze stresem, wykorzystujący zasoby jednostki i sprzyjający jej rozwojowi.

I teraz znowu czy naszemu pracodawcy chodzi o eustres, czyli stres dodający nam sił i pozwalający na adaptację do trudnych warunków, a co za tym idzie — rozwój. Czy jednak ma na myśli dystres, czyli taki, który spowoduje nadmierne obciążenia organizmu i zmęczenie?


Jak zabiłam swoje emocje?

Zawsze byłam bardzo ambitną i nastawioną na cel dziewczyną. Wiecie taką, która nie zatrzymuje się, nie użala nad sobą i walczy. Nigdy nie było dla mnie zadań, celów i oczekiwań nie do zrealizowania. Dzięki mojej wrodzonej elastyczności dopasowywałam się do warunków, niczym kameleon, a w dodatku nigdy nie zawodziłam, byłam empatyczna, a mimo to praca była wykonana. Jak nie lubić takiego współpracownika czy szefa? Pewnie dlatego nie miałam problemów ze znalezieniem pracy. Z racji charakteru i predyspozycji dobrze czułam się na stanowiskach kierowniczych. Lubiłam odpowiedzialność i pracę z zespołem. Umiejętność pracy w stresie i pod presją czasu stały się moją codziennością. W związku z tym, że byłam zawsze skrupulatna i perfekcyjna moi pracodawcy często to wykorzystywali, narzucając mi więcej obowiązków, a ja wykonywałam je jak silna pszczółka, która zrobi wszystko, aby udowodnić, jaka jest pracowita i wspaniała.

Praca była często całym moim życiem. To ona definiowała szczęście i moją wartość. Pracowałam po kilkanaście godzin dziennie bez przerwy kilkanaście dni. Nie mogę winić za to moich pracodawców, bo zazwyczaj byli to sprytni ludzie. Mogę jedynie winić siebie, że nie byłam dla siebie najważniejsza, zawsze było coś bardziej istotnego. A to praca właśnie, a to projekt, a to studia, a to związek. Wszystkiemu poświęcałam się na 150% a sobie tylko na 10%.

Nie to jednak jest najważniejsze. To, co doprowadziło mnie do bólu psychosomatycznego to zgoda na hamowanie prawdziwych emocji. Co ciekawe jako dziecko nigdy tego nie robiłam. Byłam dziewczynką krnąbrną, mającą swoje zdanie i niebojącą się mówić o tym głośno. Nigdy nie musiałam nikogo grać ani zakładać żadnych masek. Myślę, że jeszcze w korporacji zachowywałam swoją twarz. Byłam bardzo sobą i często przez to wpadałam w kłopoty. Bo czasem coś za dużo powiedziałam, walczyłam o zespół, z systemem i z procedurami. Wchodząc na swoją wymarzoną ścieżkę pracy w produkcji filmowej, zaczęłam się dostosowywać, bo tak bardzo zależało mi, aby się utrzymać. Jeśli potrzebowałeś Kasi „non stop uśmiech” miałeś dokładnie taką. Jeśli potrzebowałeś Kasi „zadaniowej” – była taka właśnie. Jak chciałeś mieć Kasię „mistrza negocjacji” – proszę bardzo. Wchodziłam w rolę jak w masło, w końcu mam dyplom aktora.


Jak przestało mnie boleć?

Wpadłam w pułapkę oczekiwania „emocjonalnej dyspozycyjności”. Od pracowników w mojej branży oczekuje się zazwyczaj okazywanie nieustającego entuzjazmu, zainteresowania i dobrego nastroju, co nie zawsze jest w zgodzie z prawdziwymi emocjami przeżywanymi przez pracownika. Dochodzi do fałszowania i blokowania prawdziwych emocji, co z kolei wymaga sporego wysiłku. Mówi się już o tzw. syndromie „Życzę Miłego Dnia”, którego konsekwencją jest spadek odporności, częstsze infekcje i przeziębienia, zaniżona samoocena, depresja czy rozdrażnienie. Sytuacja ta związana jest również z pełnieniem funkcji kierowniczej i związane z tym nadmierne oczekiwania i wymagania otoczenia. Napięcie może wynikać z odpowiedzialności — tak za realizację powierzonych zadań, jak i za podwładnych oraz z często pojawiającej się sprzeczności między orientacją na wyniki a orientacją na stosunki międzyludzkie.

To jest dokładnie mój kejs. Nic dodać, nic ująć. Co ciekawe nigdy tak tego nie odbierałam i nigdy tak tego nie czułam. Byłam silna, zmotywowana i świetna w tym, co robię. Aż do momentu, kiedy ponad rok temu zaczął mnie boleć kręgosłup po prawej stronie na wysokości łopatki. Leczyłam go od zewnątrz wieloma sposobami. Naturalnie fizjoterapeuta, ćwiczenia i masaże. Byłam nawet u świetnego kręgarza. Niestety jednak nic nie pomagało. Ból był powracający, kłujący i promieniujący.

Dopiero kiedy poszłam do ajurwedyjskiego lekarza, dowiedziałam się, że mój ból nie wynika z zewnątrz tylko z wewnątrz, a dokładnie z mojego układu nerwowego, który ma zblokowane przez lata emocje. Doktor powiedział również, że obrałam złą ścieżkę życiową i że powinnam z niej zrezygnować, jeszcze zanim powiedziałam mu, co robię i że właśnie rezygnuje. Na pytanie, kiedy przestanie mnie boleć, lekarz odpowiedział, że jak wyjdę z pokoju. Pomyślałam, że to niemożliwe, na co on powiedział, że mi obiecuje. I wierzcie lub nie, ale dokładnie tak się stało. Następnego dnia, kiedy ból powrócił, zrobiłam 20-minutową medytację przekształcania emocji i ból minął. Cud? No nie, po prostu odpuszczenie i pozwolenie na dobre oraz złe emocje.

Jako ciekawostkę powiem, że moja mama wiele lat temu miała wylew spowodowany blokowaniem emocji. Lekarz, który ją wypisywał, bo cudem wyszła z tego bez śladu powiedział, że jeśli nie zacznie wyrażać emocji, to następnym razem umrze.


Umiejętność pracy w stresie i pod presją czasu to nie są cechy, które nabywa się wraz z narodzinami. Nie są to też umiejętności, które powinny weryfikować to, czy nadajemy się do danej pracy. Wzbudzanie presji takimi oczekiwaniami jest moim zdaniem destrukcyjne i krzywdzi drugiego człowieka. Według mnie dużo lepiej sprawdza się spokojne podejście pracodawcy i otwartość na to, jaki jest drugi człowiek. Byłam świadkiem różnych zachowań w pracy. Słyszałam o pracy u projektanta, w której nie można było trzymać kubka z herbatą na biurku albo o takiej, w której źle patrzono, jak idziesz do toalety i odrywasz się od pracy. Są prace, w których jako narzędzie motywacyjne wykorzystuje się krzyk i strach. Bywają różne miejsca pracy i różni ludzie tworzący te miejsca, to na pewno się nie zmieni. Ale tym, co warto zmienić, jest dbanie o siebie. O swój komfort, czas, szczęście i spokój w pracy.

Ja czuje się teraz jak mały motyl. Mam trochę nadszarpnięte skrzydła i odrobinę matowe kolory, ale dość siły, aby być piękną, barwną i unosić się wysoko. Wybrałam nową drogę, choć nie wiem, czy dobrą. Nie chcę dzisiaj o tym myśleć, jestem gotowa na wyzwania, jakie da mi życie. Na własnych zasadach bez złego stresu i bez presji czasu. To już wiem.

1 228 Wyświetleń
Follow: