20 RAZY ROZWÓJ

Rozwój — w obszarze marzeń jest najrzadziej wymienianą potrzebą według jednego z badań przeprowadzonych w 2018 roku w Polsce. Na 600 badanych tylko 120 osób w ogóle wymieniało rozwój osobisty jako potencjalny ważny obszar w życiu. Zastanawiam się po cichu, czemu tak jest? Skoro rosnąć, uczyć się, dojrzewać, rozumieć to przecież jedna z niewielu przyjemności, która daje satysfakcję, poprawia jakość życia i jednocześnie sprawia, że się jest szczęśliwym.

Ostatnio pochłania mnie praca, nowy związek, mieszkanie, otoczenie i inwestycja właśnie w rozwój oraz rozmyślanie nad tym, czego nauczyłam się, stosowałam i nagle zapomniałam. Pomimo że ciągle się uczę, próbuje nowych rzeczy, czytam i podróżuje, to mam wrażenie, że im więcej wiem, tym mniej wiem. A im mniej wiem, tym czuje się głupsza i mam wrażenie, że mam coraz mnie czasu, żeby dowiedzieć się tego co powinnam. Tak można popaść w błędne koło. To, co naprawdę jest pewne, to, że dowiadując się więcej odkrywam kolejne braki w wiedzy, ale pokora wobec rozwoju pokazała mi jak wzbić się na wyżyny, a nawet czołgać się ponad swoje możliwości. W dzisiejszych czasach pozbawionych czasu, gdzie nawet uczymy się w ekspresowym tempie, czasami warto przypomnieć sobie to, co już od dawna wiemy, albo może kiedyś słyszeliśmy, lub nawet stosowaliśmy, a w natłoku zajęć po prostu zapomnieliśmy.

Dlatego poniżej lista 20 rzeczy, których nauczyłam się przez lata, a które sprawiają, że codziennie się rozwijam.


Wdzięczność, a potem wdzięczność

Dobrze powiedzieć „dziękuję” wszystkim i wszystkiemu. Nie ma przesady we wdzięczności. Można dziękować za ulubiony krem do twarzy, piękny dzień czy ukochaną osobę. Im więcej dziękujesz, tym więcej dostrzegasz. A im więcej dostrzegasz, tym więcej dostajesz.


Odpocznij zanim się zmęczysz

Nawet jeśli uwielbiasz swoją pracę i każdy dzień wydaje się być wspaniały, musisz poświęcić czas na odpoczynek. Brak regeneracji sprawia, że jesteś cały spięty i tracisz dystans do spraw, które często nie mają znaczenia. Jesteś człowiekiem, a nie robotem – nie wolno ci o tym zapomnieć.


Nie patrz za długo w tył

Nic tam nie ma i nic nie wróci. Refleksja nad przeszłością jest ważna tylko do jednej rzeczy: uczenia się.


Uwolnij się od negatywnych ludzi

Czasami zbyt długo trwamy w relacjach, tylko przez wzgląd na wspomnienia. A tak nie musi być. Nie możesz nie doceniać wpływu, jaki wywierają na ciebie inni. Nawet jeśli to przyjaciel sprzed lat, który wprowadza cię w gorzki nastrój. Unikaj negatywności za wszelką cenę.


Podejmuj więcej ryzyka 

Zwłaszcza jak wiele możesz stracić. Nie znam ani jednej osoby, która została bezdomna, bo postanowiła zmienić pracę, ani jednej osoby, która wyjechała w podróż i żałowała, ani jednej osoby, która miała fortunę, a inwestując, straciła wszystko. Tak samo, jak z łyżeczką, którą rzekomo można sobie wybić oko, wszystkie te historie mają dużo wspólnego, każdy o nich słyszał, ale nikt nie zna ich z autopsji. A powiedzenie „Lepszy wróbel w garści, niż gołąb na dachu” powinno być hymnem tchórzy.


Ocenianie skończyło się w szkole 

Każdy może podejmować wybory, jakie chce (nawet jeśli nie chce ryzykować), a to, że ludzie dokonują innych wyborów niż ty, nie znaczy, że są głupi i słabi. Nie wiesz o nich zapewne nawet 10%, więc jakie masz prawo ich oceniać. Zamiast oceniania, to może pomaganie?


Dawaj, niczego nie oczekujac w zamian

Dawanie wyłącznie z radości dawania jest tak przyjemne, jak słońce, które ogrzewa twarz (nie znalazłam lepszego porównania). A uśmiech obdarowanego jest jak podmuch wiatru w czasie tych promieni na twojej skórze. Kiedy jednak dajesz coś, oczekując odwdzięczenia się, to jest tak szkodliwe i sztuczne jak ciepło z lamp w solarium.


Ciesz się z małych rzeczy 

Komputer posiada w sobie mikro części, samolot składa się również z małych fragmentów, a mózg ludzki ma w sobie drobne elementy. Każda z tych rzeczy w całości jest wielkim często doskonałym bytem, ale gdyby jakiejś części zabrakło, mogłaby wydarzyć się katastrofa. Doceniaj małe rzeczy, bo dzięki nim możemy tworzyć, podróżować i uczyć się.


Ruszaj się codziennie

Gdybym tylko wiedziała o tym, będąc nastolatką. Byłam dziewczyną, która nie znosiła ćwiczeń w szkole, zawsze przemądrzała powtarzałam, skoro jestem chuda, to po co mam ćwiczyć? Idiotka. Powiedzenie w zdrowym ciele zdrowy duch to prawda ponadczasowa. A codzienny ruch powinien być nakazem np. w pracy, zanim zaczniesz, to musisz 15 minut poćwiczyć. Życie byłoby super. A tak trzeba samemu się kontrolować. Codzienne ćwiczenia zaczęłam, dopiero jak mój kręgosłup błagał o pomoc, dlatego, jeśli twój cię lubi, to daj mu odrobinę ruchu każdego dnia. Ciało wynagradza poświęcenia.


Prowadź dziennik

Nie, prowadzenie dziennika nie jest dla dzieci, ani dla marynarzy, ani nawet dla pisarzy. Każdy powinien pisać codziennie, chociażby przez 5 minut. Wyrzucanie z siebie myśli jest oczyszczaniem głowy i duszy, a co przeczytasz za rok i co się uśmiejesz to twoje. Pisanie pomaga lepiej myśleć, mówić i rozumieć.


Nie przejmuj się tym, co myślą ludzie

O to jest głównie do mnie. Ja przez całe życie do 20 roku miałam to gdzieś. A po skończeniu 20 lat, jakbym dostała to w spadku automatycznie i bez przerwy zaczęłam zastanawiać się co myślą ludzie. Social media pogorszyły jeszcze ten stan. Dlatego mam takie wspaniałe zdanie, które sobie mówię i polecam, bo działa: wszyscy na końcu umieramy, czy naprawdę uważasz, że to, co ludzie o tobie myślą, ma znaczenie?


Miej czas dla tych, których kochasz

Nie dla tych, dla których wypada mieć czas, albo warto mieć czas, albo powinieneś mieć czas, ale dla tych, których naprawdę kochasz i nie wyobrażasz sobie bez nich życia. To twoja rodzina i najlepsi przyjaciele. A jeśli nie masz rodziny, utwórz ją. Większość ludzi w życiu to tylko goście. Rodzina jest na całe życie.


Miej dystans do siebie

Usłyszałam kiedyś takie śmieszne zdanie: „Nikt poza tobą nie traktuje cię poważnie”. Najpierw mnie to rozbawiło, potem przeraziło, a na końcu uświadomiło, że taka jest prawda. Dlatego nie bierz siebie na poważnie, bo pod koniec dnia, kiedy spojrzysz w lustro, liczy się tylko to, żebyś powiedział do siebie: jestem super.


Pieniądze nie mają znaczenia 

Są potrzebne do życia i fajnie mieć stos papierków albo cyferek na koncie, ale tak koniec końców to nie ma to większego sensu. Bo ani miłości, ani satysfakcji, ani zdrowia, ani wdzięczności nie da się kupić. Kiedy przestajesz dbać o pieniądze, a zaczynasz troszczyć o wartości, stajesz się obywatelem, a nie więźniem świata.


Polegaj na sobie

Nie dlatego, że nie można polegać na innych, ale ponieważ to najlepsze uczucie na świecie, gdy wiesz, że możesz sam coś zrozumieć i osiągnąć. Nie zapominaj jednak o umiarze, proszenie o pomoc to akt wielkiej odwagi.


Poczuj się niekomfortowo

Życie, praca, relacje, wyzwania. To wszystko jest niewygodne, różne i trudne. Łatwiej to zaakceptować, niż z tym walczyć.


Zainwestuj w siebie

Świat zawsze potrzebuje ludzi, którzy potrafią zrobić coś dobrze. Bądź tą osobą. Musisz ćwiczyć mózg, aby zachować czujność. Nie ma takich pieniędzy ani zasobów czasu, których nie warto inwestować w najważniejszą osobę na świecie, czyli ciebie.


Stwórz coś

Ostatnio zaczęłam pisać piosenki. Gdyby ktoś pół roku wcześniej powiedział, że umiem pisać piosenki, to powiedziałabym, że oszalał, albo nie, powiedziałaby, że nie mam na to czasu. A mam i umiem. Piszę nawet niezłe teksty i sprawia mi to wielką przyjemność. Nie chcę brzmieć patetycznie, że warto coś po sobie zostawić światu, ale dla samej radości z tworzenia warto. Twórz muzykę, napisz książkę, zbuduj stół, cokolwiek. Będziesz czuć się dobrze ze sobą, a także oddasz coś ludziom do korzystania lub cieszenia się.


Pomyśl o innych

Tylko i aż tyle. Mam wrażenie, że w tych czasach social mediów wszyscy chcemy być popularni, w centrum zainteresowania, doceniani i zauważeni. Nikt nie chce być tym dającym innym uwagę, doceniającym i zauważającym. Myślenie o innych nie jest widoczne, nie chwali się tego i nie daje to popularności, ale może sprawić, że twój rozmówca urośnie, albo uratujesz mu dzień, albo to on poczuje się ważny.


Nie mów brzydkich słów

Nie mam tu na myśli przekleństw, wręcz przeciwnie to zwykłe słowa, które pomyślane mogą zabić, a wypowiedziane to już krążą w powietrzu, mimo że ich nie widzimy. Ja ich nie wypowiadam od lat, dlatego spróbuje je przytoczyć w inny sposób. Jedno ze słów to takie zaczynające się na literkę R, które nazywane jest najczęstszą chorobą naszych czasów, jest też taki skorupiak nieładny z wyglądu. Myślę, że już wiesz co mam myśli. Kiedy ktoś w moim otoczeniu mówi właśnie o tym albo o chorobach, albo narzeka czy krytykuje, to ja zatykam uszy. Ostatnio na spotkaniu w pracy zrobiłam to bez wstydu. Nie ma tego w moim słowniku, nie chcę o tym słyszeć, myśleć ani mówić. Warto stworzyć taki słownik zakazanych słów i jak małe dziecko zatykać uszy zawsze, kiedy ktoś je wypowiada.


Możesz dużo wiedzieć i mieć kilka dyplomów. Może nawet inni mówią, że jesteś najmądrzejszy. Może masz bystry humor albo wielki umysł. A może właśnie myślisz, że wszystko już wiesz. Może też jest tak, że rozwój w ogóle Cie nie interesuje i że jesteś wśród tych 20% ludzi, którym nie jest do niczego potrzebny. Tempo życia nie sprzyja jednak nabraniu dystansu, a szaleństwo naszych czasów przytłacza i i stresuje, dlatego czasami warto przypomnieć sobie co jest ważne i co być może pozwoli spojrzeć z innej perspektywy. A jeśli przyniesie pozytywne skutki, to już naprawdę o krok od tego, aby polubić rozwój.

Follow:

CIAŁO


Image

CIAŁO

Niedoskonałości, blizny, pieprzyki, plamy, pęcherze, zmarszczki i nierówności. Różne kształty, wielkości i długości. Każde jest inne, wyjątkowe i niepowtarzalne. Formuje się poprzez to, jak je traktujemy. Lubi zdrowe jedzenie, poświęcanie mu czasu i dotyk. Kocha wodę, naturę i czyste powietrze. Nie znosi bólu, oceniania i sztuczności. Wiele znosi, mało narzeka, cały czas ma nadzieje. Ciało. Warto je pokochać dzisiaj, bo na drugie już nie ma szans.


NIE-DOSKONAŁOŚCI

Jestem w wieku, w którym najtrudniej jest wyłamać się z tłumu i nie ingerować w swój wygląd. To czas, w którym zmarszczki stają się coraz bardziej widoczne, a ciało uformowało kształt, który sama karmiłam przez lata. Magazyny i programy telewizyjne tworzą swój kanon doskonałości, który odciska tak duże piętno na społeczeństwie, że przestajemy się kochać, pragnąc za wszelką cenę nadążyć za ideałem. Bardzo surowo oceniamy siebie, zwłaszcza porównując się z innymi.

Kiedy stoję naga przed lustrem, widzę stopy, nogi, pupę, brzuch, piersi, szyje, usta, nos, uszy i włosy. Czy części mojego ciała są doskonałe? Myślę, że tak. Czy mogłyby być lepsze? Myślę, że nie. Czy są inne niż twoje? Myślę, że tak. Czy gorsze? Myślę, że nie. Mam 43 pieprzyki na ciele, 8 blizn, dwie żyłki pod kolanem. Jedną fałdkę na brzuchu, no, chyba że się schylę to dwie. Wystające łopatki, nierówne piersi, małe usta, duże uszy, cienkie włosy, małe oczy i krótkie paznokcie. Właściwie większość z tych rzeczy mogłabym poprawić, tylko zastanawiam się po co? Dużo mówi się obecnie o samoakceptacji, o lubieniu siebie, o tym, aby czuć się dobrze w swojej skórze. Tylko czy pełne poprawione usta poprawiają wartość siebie, mówią więcej o człowieku, niż małe wąskie usta? Czy zmarszczki, których tak usilnie próbujemy się pozbyć, nie są namalowanym obrazem naszego przeszłego życia, oznaką doświadczenia i siły, jaką w sobie mamy? Rzadko pielęgnujemy i operujemy własne wnętrze. Tak mało karmimy duszę dobrą literaturą czy poezją. Niewiele dbamy o serce, aby napoić je energią i czystym powietrzem. Wiadomo: jak nas widzą, tak nas piszą, nie jak nas dogłębnie poznają, tak nas widzą, a potem piszą. Byłoby uczciwiej, piękniej i trudniej. Operacja piersi to koszt kilku tysięcy złotych, „nowe usta” to kilkaset złotych, wypełnianie zmarszczek to kilkaset złotych kilka razy w miesiącu. Efekty widoczne są niemal natychmiast, a my przecież kochamy, jak wszystko jest natychmiast. To, nad czym próbujemy pracować wewnątrz, wymaga dużo więcej czasu, energii, cierpliwości i uporu. Ani to fajne, ani godne pochwały, ani lajków zbyt wiele nie przysporzy. Meryl Streep jedna z moich mentorek, wspaniała aktorka i wyjątkowa kobieta, w jednym z wywiadów powiedziała:

“Niech nikt nie zmywa zmarszczek z mojego czoła, osiągniętych zdumieniem pięknem życia; Albo tych zmarszczek wokół ust, które pokazują, jak bardzo się śmiałam i jak dużo całowałam; ani tych worków pod oczami, w nich jest wspomnienie tego, jak wiele płakałam. Są moje i są piękne”.

Maryl Streep

Niech moich też nikt nigdy nie zmywa, bowiem maluje obraz życia, z którego pragnę być dumna.


NASTROJENIE

Często zapominamy, że nasze ciało to perfekcyjnie stworzony mechanizm, który ma określone zadania i cele. Poza wyglądem, który jest dla nas kluczowy, spełnia funkcje, dzięki, którym żyjemy. Poprawianie swojego wyglądu jest jak ścieranie gumką narysowanego szkicu, zawsze pozostaje ślad. Bez względu na to, jak dobrą i drogą gumkę użyjemy. Mam wrażenie, że kochanie siebie i akceptacja ukryte są głębiej niż pod cienką starzejącą i zmieniającą się skórą. Nie ma go w oczach innych. Ani w lajkach, serduszkach czy wyświetleniach. Myślę, że każdy z nas kocha siebie na różnych głębokościach. Niektórzy bardzo głęboko, tak, że niemal nie widać dna. Inni są w połowie drogi. Pozostali mniej lub bardziej są na powierzchni. W życiu i miłości nie kocha się za coś, kocha się pomimo wszystko. Tak samo jest z ciałem, trzeba je kochać pomimo dzisiaj, bo nie wiadomo co przyniesie jutro. A jutro pewne jest tylko to, że wszystko się zmienia.

“Musisz zaakceptować, że się zestarzejesz. Życie jest cenne i kiedy straciłeś wielu bliskch, zaczynasz zdawać sobie sprawę, że każdy dzień jest darem”.

Maryl Streep


Każdy z nas przynajmniej raz w życiu porównywał swój wygląd z innymi. Niektórzy twierdzą, że istnieje geometryczny kanon piękna i że udowodnione jest naukowo, co konkretnie sprawia, że ludzie są ładni. Geometrycznie osadzone duże oczy, proporcjonalny nos i widoczne usta. Złoty podział i geometria DNA to tematy badane od lat. W życiu jednak nie ma to większego znaczenia. Bycie zewnętrznie pięknym ma dużo wad, spoczywa na nas wtedy ciężar udowadniania, że to nie tylko wygląd ma znaczenie. Kiedy jednak jesteśmy przeciętnie ładni (biorąc pod uwagę geometrię, bo to jest ładne, co się komu podoba) to stajemy się bezbarwni i musimy udowadniać, że jesteśmy piękni wewnątrz. A jak nasz wygląd znacznie odbiega od normalności, to walczymy, aby udowadniać, że jesteśmy zwyczajni. I ja właśnie dowiedziałam się ostatnio o sobie, tego, że już nie chcę nic nikomu udowadniać. W tym roku wydarzyło się wiele rzeczy, które sprawiły, że straciłam ochotę do zadowalania tych, którzy mnie nie lubią i do kochania, tych, którzy mnie nie kochają. Postanowiłam nie spędzić już ani jednej minuty na tych, którzy chcą manipulować, udawać i być nieuczciwi. Uwielbiam siebie, swój wygląd i swoje wnętrze. Kocham wygląd ludzi, z którymi się spotykam i uwielbiam ich dusze. Będę lubić wygląd tych, których poznam, tak, aby łatwiej było mi polubić ich serce.

„Moja rada? Nie marnuj tyle czasu na martwienie się o swoją twarz czy wagę. Rozwijaj to, co robisz, w co wkładasz swoje serce”

Maryl Streep

Follow:

NIE BĘDZIE PERFEKCYJNIE

Używamy doskonałych komputerów, bezbłędnych smartfonów, oglądamy wspaniałe filmy, dzielimy się perfekcyjnymi zdjęciami. Mamy idealnych przyjaciół, dokładnie wyprasowane ubrania, używamy przetestowanych kosmetyków i jeździmy dopracowanymi do perfekcji pojazdami. Czytamy dokładnie zszyte książki, słuchamy świetnie obrobionej muzyki i chodzimy w idealnie wyprofilowanych butach. Sami tak mocno przyzwyczailiśmy się do perfekcji, że nie przyjmujemy w swoim życiu półśrodków. Nie dajemy sobie przyzwolenia na brzydotę, bród, niedoskonałość i popełnianie błędów. Są w końcu takie, które przypłacić można życiem. Najczęściej tym, które obserwują i oceniają nasi znajomi. Wystawiając się na krytykę, nie chcemy dać po sobie poznać braku zaangażowania, ambicji czy braku staranności. Przecież to nie my jesteśmy tymi niezorganizowanymi, nieodpowiedzialnymi, niegodnymi zaufania ludźmi, o których słyszymy, a czasami sami wspominamy. Boimy się, co pomyślą inni, bo sami w ocenie jesteśmy bardzo surowi. Każdego dnia z uporem maniaka pozbywamy się empatii, zrozumienia, cierpliwości i przyzwolenia na uczenie się innych. Oczekujemy, że ludzie wokół nas będą poważni, błyskotliwi i doskonali, a jednocześnie wyrozumiali i przychylni. Nie wiem jak ty, ale ja ostatnio tak bardzo boję się opinii innych ludzi, że wielu rzeczy nawet nie zaczynam robić. Tak bardzo skupiłam się na wypracowanym wizerunku, że dokładnie obmyślam każdy ruch, aby ten perfekcyjnie stworzony wizerunek nie został nadszarpnięty. Żeby przypadkiem ktoś nie pomyślał, że jestem inna, niż to jak mnie widzi, jak o mnie mówią, jak wykreowana jestem w internecie i jaką chce, aby mnie inni widzieli. Bardzo precyzyjnie dążyłam do tego, gdzie jestem teraz i doskonale wiem, jakie sprawiam wrażenie. Wydaje się być bardzo pozytywną, pełną energii i uśmiechu kobietą. Wydaje się mieć idealną pracę, rodzinę i przyjaciół. Wydaje się, że dostaje wszystko, czego pragnę, że próbuje ciągle, nigdy się nie poddając. Wydaje się, że słowa, które pisze, wychodzą lekko z mojej głowy, a życie przychodzi mi z łatwością. Tak bardzo przyzwyczaiłam się do tego, że większość tak myśli, że ukryłam prawdziwą siebie gdzieś głęboko. Bo właściwie, po co ją sprzedawać światu?

Z definicji coming out to ujawnienie własnej orientacji seksualnej, wystawienie się na publiczną ocenę i pozbycie zbędnego balastu, który ciążył przez te wszystkie lata, kiedy nie byliśmy do końca sobą. A ja myślę, że coming out to również ujawnienie prawdziwego siebie. To odwaga bycia sobą, bez względu na to, co pomyślą inni. To wyjście z szafy tej zbudowanej we własnej głowie.


ALE

Ten nagły coming out i odkrycie samej siebie jest wynikiem ostatnich wydarzeń. Niedawno w moim życiu pojawił się psycholog kliniczny Jordan Peterson. Dzięki jego wskazówkom dokonałam głębokiej analizy swojej przeszłości. Nie jest to żaden sposób psychoterapii, a jedynie przywoływanie wspomnień z różnych okresów życia. Takich, które zapadły nam w pamięci, bez względu na to, czy są one pozytywne, czy negatywne. To pewnego rodzaju spisanie własnej autobiografii ze wspomnień, które jesteśmy w stanie przywołać. Wspominam o tym dlatego, że Peterson kontrowersyjnie twierdzi, że bez tego wszystkie kroki, dzięki którym idziemy do przodu, są przypadkowe i nieprzemyślane. Bowiem nasza reakcja na sytuacje, z którymi zmagamy się obecnie, jest wypadkową tych okoliczności, które już się wydarzyły. Brzmi logicznie, pomyślałam, a że pisanie to coś, bez czego moje życie nie istnieje, to spisałam własną biografię. Co ciekawe wynika z niej, że odwaga, pewność siebie, wiara w siebie i własna siła to coś, co straciłam ze względu na innych ludzi. I nikogo nie mam zamiaru obwiniać, bo pozbycie się tych cech to była moja decyzja. Jak byłam mała, to byłam wyższa, niż inne dziewczynki. To sprawiło, że świadomie zaczęłam się garbić. Moja odwaga wychodzenia na scenę i przełamywania tremy, z czasem stały się dziwactwem. Pewność siebie latami zamieniała się na oczekiwaną przez innych skromność. A siła ulatniała się, gdyż wzbudzała wstyd i odmienność. Latami sama wmawiałam sobie, że nie mam prawa popełniać błędów, bo ludzie będą mnie z nimi utożsamiać. Kiedy przywoływałam własne wspomnienia, zaczęłam zastanawiać się, gdzie jest ta mała, silna i odważna dziewczynka, której było wszystko jedno, co pomyślą inni?

To nie jest tak, że nagle jestem zupełnie kimś innym. Że zabiłam tą małą dziewczynkę i ona nie istnieje. Że jestem kimś, kogo nie poznaje w lustrze. Nie jest tak. Jestem dokładnie taka, jak myślisz, pozytywna, zwariowana, pełna uśmiechu, ciągle zmotywowana, zorganizowana i nastawiona na teraz. To, co zatraciłam to głównie odwaga wystawiania się na próbę, ponoszenia porażek i popełniania błędów. To skrzętnie ukrywam i boję się pokazać. Jeśli nie jestem w czymś, chociaż dobra, to ukrywam to przed innymi i przestaje próbować. Chociaż nie chcę, to ogarnia mnie strach przed opinią innych. To właśnie coś, czego nie chcę w swoim życiu.

Wracam więc do bycia tą małą dziewczynką i jedyne, o czym chce, aby myśleli inni, to, że nie będzie perfekcyjnie. Moje pisanie nie jest perfekcyjne, moje mówienie też nie jest perfekcyjne, moje dbanie o siebie nie jest perfekcyjne, moje poczucie humoru nie jest perfekcyjne, moje nagrywanie podcastów nie będzie perfekcyjne, i moje granie na instrumentach też nie będzie perfekcyjne. Firma, którą tworzę z moim nieperfekcyjnym przyjacielem, nie będzie perfekcyjna i produkt, który zamierzamy sprzedawać, również nie będzie perfekcyjny. Moja praca nie jest perfekcyjna i ludzie w niej też nie są perfekcyjni. Miasto, w którym mieszkam, nie jest perfekcyjne, i ludzie wokół mnie też nie są perfekcyjni. Książki, które czytam, nie są perfekcyjne, a filmy, które oglądam, też nie są perfekcyjne. Nic co robię, nie jest perfekcyjne, ale wszystko, co robie dzieje się i jest takie jakie powinno być. Nawet jeśli w opinii innych jest beznadziejne, niewarte, głupie, brzydkie i niepotrzebne.


BĘDZIE

Patrzę na te niedoskonałe kwadraty z tkanin na zdjęciach i uśmiecham się szeroko. Nie wiem, jakie jest twoje życie, ale moje jest dokładnie takie jak ten niechlujny obraz z nieskładnych kwadratów. Dużo w nim rozbieżności, niedopasowania i przypadkowości. Mnóstwo niejasności i nierówności. Wiele wad, dziur i nadszarpnięć. Ale jeszcze więcej kolorów, różnorodności i przepięknych faktur. Widzę tu wdzięczność, powtarzalność i wyjątkowość. Pewnie opinii na temat tych obrazów z tkanin jest tak wiele, jak kwadratów na nich występujących, ale czy one są w stanie coś zmienić? Czy to nie jest trochę tak, że liczy się tylko to, co dobre dla nas i według nas?

Każdy człowiek jest inny i pewnie każdy tworzy inny obraz, wykorzystuje mniej lub więcej kwadratów, podobnych lub różnych kolorystycznie. Każdy człowiek ma również prawo do własnej opinii, zwłaszcza jeśli ma możliwość obserwowania naszego obrazu. Pamiętajmy jednak, że widzimy i oceniamy tylko jeden kwadrat. I że czasami jest tak, że nawet jeśli nie jest on doskonały, to doskonale pasuje do całości.

 

Follow:

CZASEM TRZEBA ODPUŚCIĆ

Mentorzy tego świata mówią jednym głosem: „Nie poddawaj się, nie odpuszczaj, nie rezygnuj, bądź cierpliwy i wytrwały, bo tylko wtedy jesteś w stanie osiągnąć sukces”. I pewnie jest w tym trochę racji, bo rzeczywiście jak się coś kocha, a intuicja podpowiada, że nie można inaczej, wtedy warto nawet w najtrudniejszych chwilach zacisnąć zęby i iść dalej. Jednak częściej jest tak, że ta ścieżka po drodze przestaje nam się podobać, dawać satysfakcje i już dawno nie wiemy, gdzie właściwie zmierzamy. Mimo tego poczucia nie możemy przecież się zatrzymać lub nie daj Boże cofnąć, bo poniesiemy sromotną klęskę. Nawet mój tata wiele razy powtarzał mi, że mając słomiany zapał, nigdzie nie dojdę. A ja tato doszłam tu, gdzie jestem, bo próbowałam po drodze tak wielu rzeczy, że dziś wiem dokładnie, czego nie lubię, a w czym jestem dobra.

Wciąż jednak nie umiemy rezygnować, bo co jeśli pomyślą, że jesteśmy przegranymi. Nie potrafimy też szukać gdzie indziej, bo przecież to znaczy, że się poddajemy. Nie chcemy odpuszczać, bo wyjdzie na to, że nie mamy siły.


ONI MAJĄ TO GDZIEŚ

Absolutnie wszystko kręci się wobec oczekiwań, które stawiamy sobie, w obawie przed tym, co pomyślą inni. Działamy pod dyktando ludzi, próbując sprostać tendencji stworzonej i wypromowanej przez social media, marketing i reklamę. Oliviero Toscani, genialny włoski fotograf oraz autor książki „Reklama — uśmiechnięte ścierwo” w 1994 roku powiedział: „Żyjemy w strachu. Jesteśmy postludzkością i nie akceptujemy innej prawdy niż ta pojawiająca się w telewizorze”. 15 lat później wystarczy zamienić telewizor na internet i zdanie to, jest nadal aktualne oraz ponadczasowe. Rzeczywiście jedyna prawda, jaką wyznajemy to ta, którą oglądamy na instagramie. Musi być pięknie, minimalistycznie, idealnie. Czasami zabawnie, intrygująco lub kontrowersyjnie. Ale najważniejsze, żeby ktokolwiek na to reagował, wierzył w to, udostępniał, doceniał, podawał dalej. Godziny spędzone na stylizacjach, lokacjach, przeróbkach i odpowiednich filtrach to gwarancja na podziw ze strony innych. Poddajemy się temu w większości, powoli ograniczając się na tyle, że nie jesteśmy w stanie postawić kroku, jeśli nie jest on odpowiednio przeanalizowany pod kątem tego, jakie emocje wzbudzi oraz czy spodoba się innym użytkownikom. Wreszcie czy wzbudzimy podziw na tyle, aby kupowali, to, co im proponujemy, za co ktoś nam zapłacił i z czego właściwie żyjemy, nie zastanawiając się już nad tym, czy to jeszcze jestem ja, czy już postać, którą wykreowałam.

Niedawno jednak zdałam sobie sprawę z tego, że ludzie mają to gdzieś. Jedni dosłownie mają gdzieś w poważaniu czy coś do siebie pasuje, czy jest wymuskane, ładne i błyszczące oraz w ogóle kim jesteś, co sobą reprezentujesz i co u ciebie. A inni mają gdzieś głęboko w umyśle zakodowane, że jeśli będę taki jak inni, to będę tak samo lubiany, szanowany, doceniany i akceptowany. I tak żyjemy od relacji do relacji, szukając akceptacji u innych, bo wmówiono nam, że będzie to gwarancją akceptacji siebie.


WOJNY NIEWARTE ZACHODU 

Przez połowę życia toczyłam wojny o to, aby ludzie byli zaangażowani w życiu tak jak ja. Przegrywałam walki, mierząc innych swoją miarą. Nie rozumiałam, jak można zachowywać się w taki czy inny sposób, olewać sprawy, być nieuporządkowanym, niezorganizowany i nierzetelnym. Wściekałam się, że komuś nie zależy tak bardzo, jak mi, nie robi wystarczająco dużo. Dostawałam białej gorączki, gdy ktoś nie był przygotowany, kiedy ja poświęcałam godziny, aby nie zawieść innych. Co za gówno! To przecież opis człowieka, którego oczekiwania przerastają intelekt. Jest mi trochę przykro, że straciłam tyle nerwów, żeby to zrozumieć. Tak czy inaczej, zdałam sobie sprawę, że jedyną osobą, której akceptacji powinnam oczekiwać, jestem ja sama.

Ludzie są różni i nikt nie jest taki sam jak ja. I to jest pieprzona zaleta życia. Jeśli mam problem, z tym że ktoś nie daje z siebie wystarczająco dużo, to jest mój problem, nie tego gościa, od którego ja oczekuje, żeby był taki, jak ja sobie to wyobrażam. Spalałam się, próbując zmienić ludzi wokół, zamiast pozwolić wszystkim być takimi, jakimi chcą. Mama ma takie powiedzenie, że czasami trzeba dać sprawom się toczyć. Są rzeczywiście momenty, w których nie należy nic robić, a jedyne co jest słuszne to odpuszczenie. I długo ze sobą walczyłam, myśląc, że to poddanie się aż zrozumiałam, że umiejętność odpuszczania wiąże się z życiem w zgodzie z sobą i słuchaniem własnej intuicji. Odpuszczanie niekiedy może być bardziej opłacalne niż ślepe dążenie do celu. Czasami coś, co nam nie wychodzi, może być po prostu dla nas złą decyzją, ale zawzięcie próbujemy dalej to osiągnąć i nie widzimy, że marnujemy cenny czas. Odpuszczanie to zupełnie coś innego niż poddawanie się. To często zrobienie przestrzeni na nowe.


ZDANIE SIĘ ZMIENIA

Zastanawiałeś się kiedyś: Po co mi to wszystko? Na przykład wtedy, kiedy przesoliłeś jedzenie, albo kiedy randka w ciemno okazała się porażką lub gdy jedyne co chciałeś odpowiedzieć szefowi na prośbę o kolejne nadgodziny to: chętnie, ale mam ważniejsze rzeczy na głowie. A mimo to robiłeś wszystko tak jak zawsze, w myśl bycia profesjonalistą, który jak się za coś bierze, to choćby ziemia się waliła i choćby miał się zaharować na śmierć, zrobi to. Nie wiem kiedy, gdzie i jak ale stworzyliśmy w swoich głowach pewną i stabilną drogę. Jest cel, więc trzeba do niego dążyć. Bez zastanowienia, czasem bez motywacji i pomysłu. Bo tak wypada, bo ktoś kazał myśleć nam, że tak trzeba, że to kolejny etap naszego życia. A przecież zdarza się tak, że pewne pomysły na fali startu wydają się być genialne, ale potem okazuje się, że przybrały formę, która nie jest już nasza, nie zgadzamy się z nią.

I tak trwamy zafiksowani w tej pracy, która zjada nam życie, w miłości bez miłości i życiu, bo trzeba żyć. Wciąż walcząc albo o siebie, albo o projekt, zespół, inne życie, nie mając odwagi przyznać, że to, co wybraliśmy, zrobiło nam krzywdę, lub, że zyskaliśmy w jednej cząsteczce naszego życia, tracąc niemal wszystko w innych jego aspektach. Nie potrafimy przyznać się do błędnych wyborów lub zaakceptować, że to, co kiedyś było dla nas dobre, dzisiaj już jest prawdą nieaktualną.


TO JEST W PORZĄDKU

W życiu nie ma zbyt wielu przymusów, za to jest naprawdę dużo możliwości. Czasami można mieć olbrzymie cele, które powoli prowadzą do frustracji i niepokoju, bo ciężko poczuć się dobrze, jeśli wszystko, co się zaplanowało, jest nieosiągalne. Nie zawsze bowiem można zaprojektować swoje życie, mieć wszystko poukładane lub czuć się tak, jak bohater bollywoodzkiego filmu, który idzie przez miasto, a wszyscy dookoła zaczynają razem z nim śpiewać i tańczyć. Czasami w trakcie nawet genialnego planu potrzebna jest przerwa, może cofnięcie się, może poświęcenie czegoś, a może odpuszczenie. Jedno jest pewne, bez względu na wszystko trzeba czasami stanąć przed lustrem i zadać sobie pytanie: czy to nadal jestem ja, czy osoba, którą kreuje, aby inni mnie akceptowali? Czy ja siebie lubię takiego, jakim pokazuje się innym? Czy moja prawda jest zgodna z tym, co dzieje w moim życiu?

Follow:

ŻYCIE CHCE DOBRZE

Wyobraź sobie sytuacje, w której całkowicie zdajesz się na los. Powierzasz mu swoje życie prywatne, zawodowe, relacje i potrzeby. Nie podejmujesz decyzji ani działań, nic od ciebie nie zależy. Wykonujesz czynności, polegając całkowicie na intuicji i zaufaniu. Nie analizujesz, co jest dobre, a co złe. Nie filtrujesz myśli przez rozum, nie kalkulujesz, nie myślisz na zapas. Właściwie nic nie musisz, godząc się na wszystko, co cię spotyka. Jak się czujesz? Byłbyś w stanie oddać swoją kontrolę pod kierownictwo nieznanych sił? I czy w ogóle jesteś w stanie wyobrazić sobie, że to możliwe?

Większość ludzi zazwyczaj w ogóle się nad tym nie zastanawia, inni panicznie boją się takiego stanu, bo poza naszą kontrolą i bezpieczeństwem może wydarzyć się coś złego. Pojawiają się problemy. Życie staje się trudne, niebezpieczne i przewidywalne. Nie chcemy, żeby było ciężko, ale z drugiej strony coraz częściej jest tak, że wolność to coś, o czym czytamy w książkach, co oglądamy na filmach, z czym się utożsamiamy, choć w rzeczywistości mało mamy z nią wspólnego. Żyjemy w czasach systemów, kluczy i stereotypów. W czasach identyfikatorów, wejściówek i premii. W czasach uniformów, szkoleń i kredytów. Otoczeni jesteśmy przepisami, regulaminami i plastikowymi kartami. Wydaje nam się, że podejmujemy świadome decyzje i możemy wszystko, ale jesteśmy tylko definicją cyfr w peselu, pinów i numerów w różnych systemach. Gdyby się temu szerzej przyjrzeć okazałoby się, że o naszym życiu decydują ludzie, którym nie powierzylibyśmy nawet worka ze śmieciami, a co dopiero swój los, pieniądze czy bliskich. Jako dzieci marzymy o tym, aby otrzymać plastikowy prostokąt, który sprawi, że będziemy mogli podejmować decyzje, ale jako dorośli orientujemy się, że nie przestaliśmy być dziećmi. Nasze większe głowy może mieszczą więcej pomysłów i problemów, ale nasze małe dusze nadal nienauczone są recyklingu. Mieścimy w sercu tyle śmieci, że czasami wychodzą nam one uszami. Nie ma tam miejsca na wolność. A nasze dusze stworzone zostały przecież po to, aby być niepodległe.

Bóg daje nam skrzydła i daje brzuch. Możemy latać albo wymiotować. Wirować w chwale, obracać się na wodzie, zaczerpnąć czarę goryczy, ale tylko niektórzy z nas zabłysną. 

Patti Smith „Obłokobujanie”


We wszechświecie jednak wszyscy jesteśmy bardzo mali. Mimo postępującej nauki nadal są rzeczy, których nie jesteśmy w stanie pojąć naszym ludzkim rozumem. Nie znamy prawdy o Bogu, grawitacji i czasie. Istnieją sprawy niezależne od nas, takie, które świat sam kontroluje. Wprowadza do naszego życia elementy, które są nam potrzebne w danym momencie. Nawet jeżeli teraz tego nie rozumiemy. I nawet jeśli wydaje nam się, że one nie są dla nas dobre. Świat jest jednak tak urządzony, że wszystko i wszyscy mają w nim swoje miejsce. Nasz mózg, żołądek czy płuca to organy, które są doskonałe, dokładnie wiedzą co mają robić. Nie ma do nich żadnej instrukcji obsługi, nikt nie może przypisać im numerów ani nimi sterować. Skąd serce wie jak pompować krew? Jak się tego nauczyło? I jakim cudem bakterie odpowiedzialne są za trawienie pokarmów? Skąd wiedzą gdzie iść i co robić? 

Albo te sytuacje, w których ocieramy się o śmierć. Każdy ma przynajmniej jedną taką historię. Potykamy się na krawężniku i niemal w ostatniej chwili podtrzymujemy się rękoma, bo inaczej rozwalilibyśmy głowę. Czasami mam wrażenie, że większość mojego życia składa się z podobnych niebezpiecznych sytuacji, w których cudem uszłam z życiem. Kiedyś spadłam z bratem ze schodów na klatce, pionowo polecieliśmy we dwoje i wylądowaliśmy na dole, otrzepaliśmy się i poszliśmy dalej. A przecież to wielce prawdopodobne, że mogliśmy sobie co najmniej coś złamać. Pewnego dnia jak byłam nastolatką, mój brat pociągnął mnie na ruchliwą ulicę z czterema pasami, na której samochody z prędkością 70 km/h jechały w obu kierunkach. Staliśmy obydwoje na przerywanej linii, a pomiędzy nami gnały auta. Byłam przekonana, że wtedy umrzemy, myślę, że były małe szanse, żeby nic się nie stało. Tomek bowiem absolutnie nie zdawał sobie sprawy z zagrożenia, choć dziś mam wrażenie, że on jednak trochę oszukuje, bo niby czemu zatrzymał się akurat tam? Być może jego mózg jednak jest świadomy, a może po prostu życie jest dobre i nieustannie się nami opiekuje. Czuwa nad nami, nie pozwolając zrobić krzywdy.

Jeszcze parę lat temu byłam przekonana, że to przypadki, ponieważ wydawało mi się, że wszystko kontroluje sama i większość zależy ode mnie, a już na pewno muszę mieć dokładnie zaplanowane, co się wydarzy. Nie wiem dzisiaj, czy moja głowa była za mała, czy po drodze wydarzyły się rzeczy, które sprawiły, że zrozumiałam, jedno jest pewne, to co dziś wiem, to że czuje życie.

Coś jakbyśmy się zaprzyjaźniali, mówiąc sobie: „Cześć jestem Kasia, miło mi Cię poznać”, „Cześć jestem życie i chcę dobrze”.


Kilka dni temu wielkim płatem spadł tynk z sufitu wprost na moje łóżko. Tak dużymi i ciężkimi fragmentami, że nie było mowy o tym, aby mnie nie zabił. Jak wytłumaczyć to, że spadł akurat w noc, w którą nie spałam w domu? Albo ostatnia zima, jechałam samochodem na moście siekierkowskim i wpadłam w poślizg, okręcając się wokół własnej osi na trzypasmowej drodze. Każdy, kto zna tę trasę, wie jak jest ona ruchliwa i jak łatwo o wypadek. Mam bardzo chorego brata, a wszyscy w mojej rodzinie są zdrowi jak ryby. Życie ma jakiś plan i czuwa nad nami. I nie chodzi o to, aby całkowicie się poddać i zawierzyć jakiejś wyższej sile nie robiąc absolutnie nic. Chcę przez to wszystko powiedzieć, że bez względu na to, co dzieje się w naszym życiu ono opiekuje się nami. Jeśli żyjemy w czasach, w których o wolność nie jest łatwo, zostawmy odrobinę przestrzeni na wiarę w to, że wszystko dzieje się po coś.

Sufit zawalił się pewnie dlatego, że był źle zbudowany. Choć prawdą jest też, że runął i narobił wielu problemów. Ale myślę, że sufit runął po to, abym zaczęła nowy rozdział w nowym miejscu, aby zrobiła porządek i miejsce na kolejny etap.

Pamiętasz to popularne powiedzonko o cytrynie? Że jeśli życie daje ci cytryny, zrób z nich lemoniadę. Chodźmy dalej. Jeśli życie daje ci zepsute cytryny, to ma zawsze jakiś głębszy sens. Może chce sprawdzić jak bardzo jesteś do nich przywiązany i czy potrafisz się ich pozbyć? Lub może testuje właśnie twoją kreatywność, możesz przecież zrobić piękne zdjęcie albo obraz wykorzystując zepsute cytryny, lub też wykorzystać je w inny sposób. Życie po prostu zawsze jest dobre, bez względu na to, jak dorodne cytryny ci daje, czy są one zepsute, spleśniałe, suche i stare. Dlatego może, bez względu na to co się dzieje, spróbujmy zaufać oraz uwierzyć, że życie i wszechświat są naszym sprzymierzeńcem i zawsze prowadzą nas w dobrą stronę.

Follow: