Kosmos nadziei

Napoléon Bonaparte mówił, że od zamiaru do wykonania należy odczekać trzy lata. Gdyby tylko mieć pewność, że czekanie i rezultaty dadzą wymierny efekt poświęcenia, wtedy cierpliwość nie sprawiałaby tyle trudności. Nie pomaga również fakt, że oprócz wiary w to, co sobie wymyśliśmy nie mamy żadnej gwarancji, ani żadnych namacalnych dowodów na to, że się uda. Z drugiej jednak strony niebo również pełne jest niebezpieczeństw, znaków zapytania i wątpliwości, a mimo to oddajemy się w ręce pilota latającej maszyny, która nie wiemy nawet jak jest zbudowana. Oczekujemy efektów natychmiast, ale nie wsiedlibyśmy do samolotu, który został zbudowany przez niecierpliwych i niedokładnych ludzi, którymi sami jesteśmy chcąc mieć wszystko jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki tu i teraz. Najchętniej bez porażek, problemów i nie przychylnych nam ludzi na drodze. Chcielibyśmy nie upadając stanąć na podium, bo przecież nie jestesmy ślepi i widzimy tych ludzi, którzy właśnie stamtąd patrzą na nas jakby przeczytali wszystkie książki, wszystko mieli i od zawsze pławili się w blasku sukcesu. Rozwiązaniem zagadki jest jednak to, że Ci wszyscy idealni ludzie to szaleńcy i nieudacznicy, którzy mają więcej cierpliwości i wiary niż pieniędzy na koncie.


Zrzut ekranu 2017-12-01 o 16.24.17

Przygotowania do pierwszego lotu w kosmos trwały ponad 20 lat. Jeszcze 40 lat temu podróż do wszechświata była igraniem z życiem. Obecnie za 20 milionów dolarów każdy turysta może sobie kupić bilet na stację orbitalną Mir. To suche fakty, nikt bowiem nie widzi ile wysiłku, ofiar i czasu musiało minąć od szalonego pomysłu, po realizacje, aż do możliwości właściwie dla każdego. Kosmos może wydawać się przykładem skrajnym, ale podobnie wyglądało to z samochodami czy samolotami, które całkowicie zrewolucjonizowały świat i życie człowieka. A my obecnie nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie nie wyremontowanego mieszkania od developera, oczekując natychmiastowego efektu. Nie potrafimy poświęcić lat na naukę, bo chcemy wiedzieć wszystko od razu. Nie chcemy przeżywać trudnej wędrówki, ale chcemy spełnić american dream. Nie wyobrażamy sobie nawet poświęcenia czasu na poznanie drugiego człowieka, bo powierzchownie wydaje nam się nie ciekawy, brzydki i nic nie wnoszący do naszego życia. Przyszło nam żyć w czasach całkowicie pozbawionych elementów czekania i cierpliwości.

photo-1504333638930-c8787321eee0

Znam to od podszewki, bo dojrzewałam w latach 90, kiedy już właściwie wszystko było na wyciągnięcie ręki, a jednak cały czas było niedostępne. Na wszystko zawsze musiałam czekać, a świat nie stawał w miejscu i rzeczy, które chciałam mieć przestawały być popularne. To była największa porażka w czekaniu, chciałam mieć lub być gdzieś teraz, w tym momencie, a to nigdy nie było dla mnie dostępne. Pamiętam, kiedy marzyłam o pierwszym telefonie komórkowym. Wzięłam, wtedy ulotkę z jednego z salonów telekomunikacyjnych, wycięłam zdjęcie wymarzonego telefonu i nosiłam je ze sobą wszędzie. Rodzice nie godzili się na abonament, a moje małe marzenie było połową ich pensji. Nigdy nie zapomnę jak po roku odkładania i codziennym przyglądaniu się zdjęciu kupiliśmy ten telefon z rodzicami na spółkę. To niesamowite uczucie mieć coś, na co tak długo się czekało. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że mój siemens był już nieaktualnym trendem, bo wszyscy moi rówieśnicy mieli o niebo lepszą nokie 3310. Zawsze gdzieś tam byłam do tyłu, bo na coś musiałam zbierać, na coś czekać, do czegoś się przyzwyczajać. To napewno fajna lekcja na przyszłość. Rodzice podświadomie wyrobili we mnie nawyk tego, że jestem wartościowa bez względu na to, co posiadam. Że klocki lego i oryginalna barbie nie są wyznacznikiem niczego i, że w życiu muszę godzić się na to, co jest, a nie oczekiwać najlepszego. To napewno wyrobiło we mnie cechy ugodowości, łatwego pójścia na kompromisy i braku oczekiwań. Umocniło jednak siłę i walkę o siebie. Obiecałam sobie, że to nie warunki będą dyktowały mi czy mam coś mieć, gdzieś pojechać, kogoś poznać, ale to ja będę decydowała o sobie. Będę stawiała sobie cele, chociażby na tę chwile były one nieosiągalne i usunęłam słowo niemożliwe.


photo-1487837647815-bbc1f30cd0d2

Nadal jednak, podobnie jak większość jestem niecierpliwa. Chciałabym już wiedzieć czy postępuje dobrze, do czego mnie to doprowadzi i czy efekt będzie dokładnie taki o jakim marzyłam. Od pół roku pracuje intensywnie nad wizją, która zmieni świat, nie wiem jeszcze jak bardzo globalnie, ale napewno zmienia małe światy po drodze. Idea, którą tworzymy daje mi ogromne poczucie spełnienia, sens i taką świadomość, że właśnie to chcę zrobić w życiu. Minęło pół roku, a my mamy nazwę, wizje i design concept strony internetowej. Miną kolejne lata, kiedy wprowadzimy to w życie, a ja mam poczucie, że tak dużo po drodze się zmienia, że będzie dokładnie jak z tym telefonem komórkowym. Z jednej strony bardzo wierzę w pomysł , ale z drugiej mam mnóstwo wątpliwości. Droga jest bardzo wyboista, kosztowna i trudna. Miesiące poświęcone na spotkania, kreowanie, wymyślanie, zmienianie i szukanie, które niewątpliwie są bardzo potrzebne, ale ile takich projektów nie ujrzało światła dziennego? Ile moich projektów zakończyło się porażkami? Ile pomysłów zrealizował ktoś inny?

Zrzut ekranu 2017-12-01 o 16.34.30

Ja wiem, że koniec końców osiągnę wszystko to, co chce, że moja mapa marzeń to mapa rzeczy, które zawsze realizuje, że ten wysiłek zawsze ma swoje rezultaty i , że za te kilka lat idea ta rozprzestrzeni się na całym świecie. Ja już to wiem. Chcę tylko powiedzieć, że mam teraz tak samo dużo wątpliwości jak ty. Że więcej nie wiem, niż wiem. I że jestem zależna od wielu czynników, które dyktuje świat. Że jeśli jest łatwo to nie idziemy w dobrym kierunku. Że mam ochotę się poddać i zacząć robić poważne rzeczy, które wiem do czego mnie doprowadzą. Że chciałabym mieć swoje piękne mieszkanie, ale odkładam wszystkie pieniędze na projekt, chociaż nie wiem czy nie pójdą w błoto. Że marzę tak jak ty aby spakować plecak i wyruszyć w podróż życia, a mimo to pracuje nad czymś, co mogę dać innym, w tej chwili siedząc w małej kawalerce na kabatach.

I mimo, że wiem, że przez najbliższe lata moje życie to będzie poświęcenie, cierpliwość i upadanie to może tylko na tych fundamentach zmienia się świat?


photo-1497114046243-1154db4f4abf

Mam 28 lat, jestem w środku swojego życia, to wbrew pozorom czas, który bywa ciężki, bo wszyscy oczekują od nas podjęcia ważnych decyzji, określenia się co chcemy w życiu robić, środowisko wymaga poukładania, męża, dzieci, domu. A ty czujesz się maksymalnie pogubiony, bo nie wiesz czy powinieneś budować swój własny ogródek, czy rzucić wszystko i pojechać w świat szukać odpowiedzi, czy może dać życiu się toczyć samemu.

Jak byłam mała to mówiłam sobie, że moje życie nigdy nie będzie monotonne, dom praca rodzina, że będzie w nim mnóstwo szleństwa, i może właśnie to jest kluczem do rozwiązania. Codziennie zaczynać od początku, nie wpisywać się w ramy społeczne, nie dać się zwariować na posiadanie rzeczy, nie dać znajomym z Facebooka zaburzyć twoich wartości i nawet jeśli cały świat będzie Cię miał za szaleńca, niedojrzałe dziecko czy nieodpowiedzialnego dorosłego to trzeba i tak znaleźć siłe i cierpliwość do codziennego odkrywania świata od nowa. I może trzeba przestać ograniczać się tym co realne i przyzwoite tutaj na ziemi, nie poddawać się schematom i stereotypom, ale w kosmosie nadziei poddać się temu, co dyktuje serce.

Follow:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *