Przepraszam bardzo

Image

Posłuchaj

Przepraszanie jest bardzo trudne. Wymaga przyznania się do błędu i okazania słabości. Trzeba mieć w sobie olbrzymie pokłady dystansu i odwagi, aby spojrzeć komuś w oczy i powiedzieć: „Moje zachowanie nie było na miejscu”, „To, co zrobiłam boli”, „Wiem, że postąpiłam niesłusznie”. Obecnie jest dużo więcej możliwości i form przepraszania – telefon, smsy, social media, a może nawet i wysłanie listu. Nadal jednak bez względu na czasy, tak trudno nam przechodzi to przez usta, palce, serce i głowę.


Przepraszam

Jak byłam mała, to mama kazała mi przepraszać zawsze jak zrobiłam coś złego. Złe było powiedzienie brzydko, spóźnienie, skłamanie i bycie naburmuszoną u ortodonty. Ze swoim wrodzonym wyczuciem zawstydzała mnie wtedy mówiąc: „no przeproś panią”, albo „i co teraz należy powiedzieć?”. Z drugiej zaś strony mama mówiła, że należy przepraszać, jak się komuś nadepnie na nogę lub chce się zabrać głos. Przepraszanie kojarzyło mi się ze słabością bycia dzieckiem, któremu cokolwiek można kazać. Tylko mama wie jakim byłam niesfornym dzieckiem i wcale tak bez ceregieli nie zgadzałam się na zwykłe przepraszanie. Walczyłam jak mogłam. I chyba walczę do dziś. Dopóki nie zaczynam rozumieć czym jest przepraszanie, jakie ma skutki i dlaczego tak ważne jest dla samego siebie.

Wiecie co jest fajne w pisaniu bloga? To, że najpierw pojawia się mała myśl, ona dojrzewa, krąży po całym ciele. Wreszcie zaczyna ci się śnić. Zupełnie przypadkowo trafiasz na strony o tej samej tematyce w internecie, czytasz książkę i poruszany jest właśnie ten problem, a następnie robiąc zakupy w sklepie słyszysz jak ludzie o tym rozmawiają. Czasami czuje się jak wiariatka przyciągająca wszystko o czym pomyśli (Damian twierdzi, że dokładnie tak jest) ale nawet jak bardzo chcę o tym zapomnieć, to nie ma takiej siły. Mój organizm każe mi usiąść, a palce same wystukują słowa. Często jest to stek bzdur, ale dopóki nie pozbędę się tego co mam w głowie nie mogę normalnie funkcjonować.

Z przepraszaniem było dokładnie tak samo. Ci, którzy mnie znają wiedzą, że jestem cholernie wrażliwa i empatyczna. Bardzo przejmuje się tym co czują i myślą inni, a pod twardą skorupą silnej kobiety kryje się mała dziewczynka, która tak naprawde po prostu chce dobrze. Ludzie, którzy poznali mnie lepiej wiedzą, że mam też bardzo ciężki charakter, jestem typowym upartym bykiem, który zawsze musi postawić na swoim i wszystko wie lepiej. Nikt nie wie, że niezwykle trudno przychodzi mi przeanalizować moje zachowanie, słowa i ruchy, ale zawsze to robię. Nie umiem przejść do porządku dziennego, kiedy mam wyrzuty sumienia. To jest bardzo męczące, ale niestety tak jest. Jeszcze trudniej, niż przeprosić przychodzi mi wybaczyć samej sobie. Dlatego chciałam się przed sobą i wszystkimi zebranymi przyznać do tego i powiedzieć dość. Chcę coś zmienić.


Bardzo

Z definicji przepraszanie wiąże się z wyrażeniem żalu za wyrządzoną przez siebie krzywdę. Kojarzone jest z niezręcznością i wstydem. Przeczytałam niedawno, że przepraszanie to wybieranie pomiędzy pozostaniem w zgodzie ze sobą, a pozostaniem w zgodzie z drugą osobą. Uważam, że to bzdura. Zarówno w przepraszaniu, jak i w wybaczaniu nie tak łatwo o prosty wybór „albo, albo”, można przecież pozostać w zgodzie z drugą osobą, jednocześnie pozostając w zgodzie ze sobą. W tym samym artykule, który przepraszanie traktuje bardzo surowo, przeczytałam, że przepraszanie ma datę ważności, a kiedy minie (1-5 lat) jak wspomina autor relacja jest już nie do odbudowania. Tak bardzo się z tym nie zgadzam, że zrobiłam kilkugodzinny research szukając badań i jakiegokolwiek potwierdzenia na słowa terapeuty Tomasza Srebnickiego, który wypowiada się: „Oczywiście możemy się spotkać i przeprosić za pięć lat, ale nie będzie już powrotu do relacji.”. I nic. To zdanie jednego człowieka, nie mające nic wspólnego z rzeczywistością. Miałam conajmniej kilka sytuacji osobiście, a jedną wielką, kiedy po trzech latach żalu przeprosiłam się ze swoją przyjaciółką i relacja wróciła błyskawicznie. Może nawet mocniejsza, niż wcześniej.

Myślę, że przepraszania, podobnie jak wybaczanie, to temat nie zbadany, w którym dużo zależy od relacji, empatii i zrozumienia. Nie da się mówić o jednoznacznych schematach, bo każda sytuacja jest inna oraz filtrowana jest przez doświadczenie obu stron.


Ale

O trudności przepraszania świadczy fakt, że niezręcznie jest przepraszać również w pracy, w której rzadziej dochodzi do długotrwałych relacji. Jakiś czas temu miałam sytuacje, że popadłam w duży (jak na moje możliwości) konflikt w pracy. Pracuje obecnie jako wydawca serialu, a moja praca polega na ścisłej współpracy ze scenarzystami. Szefem scenarzystów jest headautor. Przy serialu, który produkuje jest to Dominika. Pokłóciłyśmy się szalenie o moje produkcyjne uwagi. Dominika twierdziła, że są one bezpodstawne, a nawet złośliwe. A ja twierdziłam, że Dominika złośliwie nie chce ich wprowadzać, mimo, że są logiczne. To był naprawdę zażyły konflikt z elementami krzyku, oceniania, przykrych wiadomości, a na końcu obrażenia się na śmierć (mojego). Mimo, że nie umiem długo chować urazy w tej sytuacji obiecałam sobie, że nie ustąpie. I Dominika ustąpiła przepraszając mnie. Poczułam się wtedy bardzo głupio, bo po przeanalizowaniu sytuacji żadna strona nie miała racji, a nasze nerwy wynikały z niezrozumienia i niewysłuchania drugiej osoby. Oczywiście również przeprosiłam Dominikę i poczułam dużą ulgę. Nasze relacje są teraz bardzo dobre, a finalnie uważam, że ta sprzeczka była potrzebną lekcją.

Jeśli chodzi o pracę podziwiam również wszystkich ludzi, którzy potrafią przyznać się do błędu. W mojej profesji jest ich naprawdę bardzo niewielu. Dużo jest zrzucania winy na innych oraz tłumaczenia uroczym: „To nie należy do moich obowiazków.”. Samej mi ciężko powiedzieć „To ja popełniłam błąd”, łatwiej jest naokoło pozbyć się odpowiedzialności i czuć, że się jest profesjonalistą, który nie ma sobie nic do zarzucenia.

Kiedyś napisałam artykuł o profesjonaliźmie. Wspominałam tam, że ja jestem wielką profesjonalistką i nie rozumiem innego podejściach. Dziś z doświadczenia wiem, że profesjonalizm prowadzi prosto do depresji, lęku i stresu. Sprawia, ze porównujemy się z innymi i próbujemy przeskoczyć mur, za którym nic nie ma. To zabawne, że jeszcze kilka lat temu nie dawałam sobie przyzwolenia na pomyłki, błędy i porażki. Musiała być idealna. Żeby mnie tak widziano, mówiono o mnie, żebym się tak czuła i żeby moja wartość rosła. A dzisiaj wiem, że moja wartość nie ma nic wspólnego z byciem ideałem. Moja wartość to wybaczenie sobie, powiedzienie przepraszam jeśli nie zrobiłam wszystkiego tak jak planowałam, ale tak chciałam i jestem w zgodzie ze sobą.


Już

Wracając do przepraszania, to nie mam na myśli uciszania swoich wyrzutów sumienia, ale pragnę oczyścić się z pretensji do siebie.

Przepraszam za każdą łzę, która pojawiła się z mojego powodu. Przepraszam za każde ocenianie sytuacji tylko z mojej pespektywy. Przepraszam za każdy strach przejawiający się milczeniem. Przepraszam za każde obraźliwe słowa w kierunku innych. Przepraszam za każde „jestem lepsza od ciebie” i za każde „moja racja jest ważnejsza”. Przepraszam za każde kłamstwo i za każde przełożone spotkanie bez powodu. Przepraszam za każdy podniesiony głos. Przepraszam za nie odebrane telefony, nie odpisane wiadomości i zignorowane życzenia. Przepraszam za brak zrozumienia, brak zainteresowania i brak pomocy. Przepraszam za niewyjaśnione sytuacje i niedokończone sprawy.


Umiem

Moja mama mówi, że nie wolno pójść pogniewanym spać, bo nie wiemy, co wydarzy się w nocy. Jej mama, a moja babcia twierdziła, że noc jest wielkim znakiem zapytania, że może wydarzyć się wszystko łącznie z tym, że nie zdążymy kogoś przeprosić, albo mu wybaczyć. Bardzo mocno się tego trzymam wśród najbliższych, nie umiem jednak zastosować tego w dalszych relacjach, a tego chciałabym się nauczyć i to będę ćwiczyć. Ten czas był mi potrzebny, aby spojrzeć na wiele spraw z dystansu i aby zrozumieć inne perspektywy. Nie umiem jeszcze w przepraszanie, ale umiem już w przepraszanie siebie, tak aby w zgodzie ze sobą położyć się dzisiaj spać.

Follow:
Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *