PRZYWIĄZANIE

Przywiązujemy się naturalnie do ludzi, rzeczy czy miejsc. Kiedy jeden raz poczujemy się dobrze i doświadczymy, że możemy być w pełni sobą, wariujemy, tracąc rozsądek i myśląc, że to coś jest dane nam na zawsze. Chcemy wierzyć, że światem nie rządzi przypadek, że wszystko jest po coś, że skoro jakaś wyższa siła stawia na naszej drodze coś wspaniałego, to przecież nie po to, żeby dać lekcje, ale po to, abyśmy wznosili się wyżej. Nasza pełna wiara to moment, kiedy tracimy czujność. Wszystkie zasady, na które pracowaliśmy, stają się kruche jak szkło. A kiedy ono w jednej chwili upada, jesteśmy zaskoczeni, że byliśmy w stanie popełnić błąd, w momencie, kiedy dbaliśmy o tą cholerną szklankę latami. Nasza zdolność do tracenia zmysłów jest wprost proporcjonalna do tego, jak bardzo zaczyna nam zależeć. I nie ma znaczenia czy to dwa tygodnie, dwa lata czy połowa życia. Czujemy, że stąpamy po twardym gruncie, zapominając, że przyjdzie nam zapłacić za bezmyślne zaangażowanie. Przywiązanie to kruche uczucie, które trzyma nas w garści tak długo, jak długo jesteśmy zależni od kogoś. Poznajemy osobę i wiemy, że dawno nikt nie dał nam tego, czego nie szukaliśmy, ale kiedy to się pojawia, zachowujemy się tak nierozsądnie, jakbyśmy czekali na to całe życie. Dokonujemy wyborów i dajemy się ponieść, bo będąc dorosłym, przecież tak trudno znaleźć kogoś, kto myśli o życiu tak jak my. Dlatego nie pamiętamy już, że świat to szkoła, w której codziennie uczymy się czegoś nowego, i każdego dnia jesteśmy poddawani niezapowiedzianym kartkówkom, której mają zadecydować jak dużo jeszcze, musimy się nauczyć. Przywiązanie, dając chwilowe poczucie szczęścia, sprawia, że zapominamy jeszcze o tym, że pewność i stabilizacja nie istnieją.

W teorii jesteśmy mistrzami świata. Zawsze wiemy lepiej. Potrafimy postawić się na miejscu każdego, podejmując lepsze decyzje. Ale kiedy przychodzi zmierzyć się z codziennością, życie weryfikuje naszą zarozumiałość i bezczelność, dając pstryczek w nos, mówiąc: „I co? Taka byłaś pewna? To patrz”. Najbardziej boimy się, że rozczarujemy innych, a prawda jest taka, że boli najbardziej, kiedy rozczarowujemy samych siebie. Byłoby łatwiej cofnąć czas i nie przywiązywać się w ogóle. To zaoszczędziłoby nam bólu i milczenia. Tylko że takie podejście to tchórzostwo. To strach przed życiem, to obawa o to, że mamy możliwość poznać wszystkie jego smaki, nawet te gorzkie i kwaśne. Nie popełnia błędów, tylko ten, kto nic nie robi, a moim zdaniem jeszcze ten, któremu wszystko jedno i nic nie czuje. Ale z dwojga złego wolę stracić podejmując próbę, niż pozostać obojętną, nie czując nic. Bo jeśli nie doświadczasz, nie działasz, nawet wystawiając się na porażkę, nie posuwasz się do przodu, nie uczysz się i nie istniejesz.

Follow:
Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *