PWSFTViT – skończyłam jedną z najlepszych szkół filmowych na świecie.

Marzenie dotyczące studiowania w Łódzkiej Szkole Filmowej wydawało się mało realnym snem. Pierwszy raz w mojej głowie pojawiło się, jak miałam piętnaście lat i zdecydowałam, że chcę być aktorką. Uczestniczyłam wtedy we wszystkich możliwych kółkach teatralnych, odbywających się w Krakowie. Wcielanie się w różne role dawało mi w tym czasie masę radości i satysfakcji. Możliwość odkrywania różnych emocji w sobie było niczym poznawanie się wciąż na nowo. Zajęcia z dykcji, utrzymania równowagi, właściwego oddychania, tańca czy śpiewu to umiejętności, które wykorzystuje do dziś.

Do szkoły filmowej na wydział aktorski zdawałam jednak trzy razy, zawsze ponosząc porażkę. Nigdy nie zapomnę egzaminów, które kosztowały mnie dużo stresu i zaangażowania. Byłam niepokorną nastolatką, bo kiedy moi rówieśnicy studiowali, ja obiecałam sobie, że nigdy nie skończę studiów, na których nie pragnę z całego serca być. Postanowiłam zatem pójść do prywatnej szkoły aktorskiej, Krakowskich Szkół Artystycznych (SPOT) i to była jedna z najlepszych decyzji, jakie podjęłam w życiu.

Nauczyłam się tam, że wiara w siebie, to podstawa sukcesu w życiu. Dostałam dużo uwagi, empatii, wsparcia i profesjonalnych wskazówek. Nawet przez moment nie dano nam w szkole odczuć, że jesteśmy w gorszym miejscu, że możemy mniej, niż studenci szkół państwowych.


PORAŻKA – kolejny krok do spełnienia marzeń

Byłam na tyle zdeterminowana, że po uzyskaniu dyplomu aktora oraz skończeniu SPOT-u wraz ze znajomymi aktorami wyjechałam do Warszawy, aby spełniać swoje marzenia związane z pracą aktora. Nie było to jednak takie proste, jak mi się wydawało. Porażek na castingach nie było końca. Przestawałam wierzyć, że rynek potrzebuje mnie jako aktorki. Pieniądze szybko mi się skończyły i wróciło szare życie. Aby się utrzymać, musiałam pracować kilkanaście godzin, co jednocześnie spowodowało, że musiałam zrezygnować z przesłuchań na rzecz prawdziwego przetrwania. To był bardzo trudny moment, przestałam wtedy wierzyć, że marzenia w ogóle mają sens.

Kiedy dotknęłam dna, będąc zazdrosną niespełnioną dorosłą kobietą, jedyne co mogłam zrobić to zmienić myślenie. O sobie, o innych, o aktorstwie, życiu i marzeniach. Wtedy właśnie zmieniło się wszystko i to wszystko trwa do dziś. W momencie, kiedy moja sytuacja z pracą i utrzymaniem ustabilizowała się, wróciłam do marzeń o aktorstwie. Pamiętam, że powiedziałam sobie: „Skoro nie chcą mnie na castingach i nie sposób dostać się do tego świata drzwiami, wejdę oknem, a jak będzie zamknięte, to nauczę włamywać, jeśli to nie pomoże, to wybije okno i naprawię szkody”. Wpadłam na pomysł, że pójdę na wydział Organizacji Produkcji Filmowej i Telewizyjnej, ucząc się tego świata z drugiej strony, poznając ludzi, od których byłam zależna.


PWSFTVIT – coś więcej, niż szkoła

Jednak tak pokochałam produkcje od tej strony, że postanowiłam zmienić swoje plany życiowe na najbliższe lata. Tak znów wrócił do mnie pomysł ukończenia jednej z najlepszych szkół filmowych na świecie, jednak na innym kierunku. Podobnie jak na aktorstwo nie było łatwo się dostać. Na każdym kierunku bowiem są egzaminy wstępne. Nauczona jednak doświadczeniem do egzaminów podeszłam bez stresu mówiąc sobie „co ma być, to będzie”. W komisji miałam wspaniałego dziekana Romana Sawkę oraz genialnego Pawła Kosseckiego zajmującego się podatkami, finansami i całą szeroko pojętą matematyką na Wydziale Sztuki Filmowej. W trakcie egzaminu musiałam obliczyć VAT procentowy na fakturze, były pytania o patrona mojego liceum Cypriana Kamila Norwida, o to, czemu nie zdaje na wydział aktorski i o twórców kina w latach 50. Poszło mi bardzo słabo. Na koniec przeprosiłam za brak wiedzy, mówiąc jednocześnie, że jestem mistrzem wykorzystywania szans i jeśli dostanę możliwość uczenia się, to na pewno nie pójdzie to marne. Usłyszałam, że producent poza wiedzą powinien mieć jeszcze to coś i urok osobisty. Dostałam się.


Wykładowca – ktoś więcej, niż nauczyciel

To były najwspanialsze dwa lata w moim życiu. Poznałam niesamowitych ludzi i przyjaciółki na całe życie. Szkoła, poza unikalną wiedzą dała mi dużo pewności siebie, nauczyła cierpliwości i determinacji. Owoce tej nauki zbieram do dziś. Bo kiedy słyszę od swoich szefów i ekip na planie, że jestem świetnym kierownikiem produkcji czy producentem. Pełnym empatii i profesjonalizmu. To jest poniekąd właśnie zasługa szkoły filmowej. Wykładowcom dodatkowo zawdzięczam więcej, niż na pewno przypuszczają.

Urszula Świerczyńska-Kaczor będąca moją promotorką jest moim największym autorytetem. Swoją niesamowitą wiedzą i pozytywnym nastawieniem realnie zmienia świat. Mało kto tak bardzo we mnie wierzył w życiu i tak mocno mi kibicował. Jestem wdzięczna, że mogłam poznać, obserwować i uczyć się od Pani Uli. To mentor, jakich mało.

Roman Sawka swoją empatią i wrażliwością na każdych zajęciach udowadniał, że w życiu nie ma rzeczy niemożliwych, że jak się czegoś pragnie, to wystarczy po to sięgnąć. Mam wrażenie, że widział więcej, niż potrafią dostrzec ludzkie oczy.

Zdzisław Kuczyński udowodnił mi, że wszystko w życiu ma sens. Gdyby nie zadana przez niego obszerna praca na zaliczenie nigdy nie obroniłabym tytułu magistra. Był najbardziej surowym i wymagającym wykładowcą, ale gdyby nie on nie nauczyłabym się systematyczności i cierpliwości.

Marek Rudnicki to wyjątkowy, wielki i skromny człowiek, który dał mi nadzieje, że w każdym momencie życia warto  robić dobre rzeczy. Pokazał, że spokój i organizacja idą zawsze w parze. Jego doświadczenie obnaża ponadprzeciętną wrażliwość. To zaszczyt uczyć się od kogoś takiego.

Oraz wielu niesamowitych ludzi jak Zbigniew Domagalski, Monika Żelazowska, Joanna Miksa, Jan Buchwałd, Marcin Adamczak, Marek Szukalski, Krzysztof Franek, Andrzej Wrzesień, Magdalena Sobocińska, Jacek Snopkiewicz, Anna Pachnicka, Izabela Łapińska, Paweł Kossecki, Andrzej Bednarek. Proszę Państwa, jestem ogromnie wdzięczna, że mogłam Państwa poznać, uczyć się od Was, czerpać od Was energię. To był zaszczyt.

Jestem dumna, że zostałam magistrem sztuki kończąc PWSFTViT i zawsze będę ten etap życia wspominać z uśmiechem na ustach. Dziękuje za wszystko.


Hej, dużo czasu zajęła mi praca nad tym tekstem. Proszę, zostaw po sobie jakiś ślad – polub ten wpis na facebookunapisz komentarz albo udostępnij ten artykuł u siebie. Dla Ciebie to chwila, a dla mnie to uzasadnienie, że moja praca ma jakiś sens. Dziękuję, że jesteś.


 

Follow:
Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *