Rzym – 3 powody, za które kocham to miasto.

Czas czytania: 6 minuty

Image

POSŁUCHAJ

W Rzymie byliśmy w styczniu przez 8 dni. Bardzo polecam ten czas na zwiedzanie, w słońcu było przyjemnie, wieczorami było miło. Temperatura wahała się między 12 a 20 stopni. Podróż ta była dla mnie o tyle o ważna, że to tam zostałam dziewczyną mojego chłopaka.

Mówi się, że Rzymu się nie zwiedza, w Rzymie się poszukuje i jest w tym powiedzeniu jakaś prawda. Miasto miłości unoszącej się w powietrzu, które nigdy nie zasypia to miejsce, w którym odnajduje się chęć i radość życia.

Są jednak trzy powody, za które szczególnie pokochałam to miasto. Pozwólcie, że opowiem Wam moją historię o Rzymie. 


Jedzenie i kawa

(Cibo e caffè prima)

Może nie chodzi o zapomnienie i wybaczenie. Może chodzi o pamiętanie i chęć rozpoczęcia wszystkiego od początku. 

Kristin Harmel „Moje Rzymskie wakacje”


To był 25 kwietnia — moje urodziny. Od mojego przyjaciela Damiana dostałam kopertę, którą mogłam otworzyć, dopiero kiedy będę sama w domu. Około północy, kiedy dotarłam do domu, otworzyłam tajemniczy prezent. W środku były dwa bilety lotnicze do Rzymu. Wielkie było moje zaskoczenie, bo rzeczywiście moim podróżniczym marzeniem były Włochy, ale czemu konkretnie Rzym i dlaczego w styczniu i właściwie skąd pomysł, abyśmy pojechali razem, skoro między nami wszystko wyjaśnione i przyklepane kumpelstwo na zawsze?

Niemniej bardzo się ucieszyłam, bo nigdy nie byliśmy wspólnie w podróży. Pomyślałam też, że ten styczeń i Rzym to pewnie, dlatego, że Damian znalazł jakąś korzystną ofertę, wtedy jeszcze nie wiedziałam, że TAK WŁAŚNIE MIAŁO BYĆ.

Od kwietnia do stycznia zmieniło się wszystko i mówiąc wszystko, naprawdę nie przesadzam. Znamy się z Damianem od prawie 5 lat i nie było żadnego prawdopodobieństwa, że Rzym będzie przypieczętowaniem naszej przyjaźni, która przerodziła się w miłość.

1 grudnia to nieoficjalna data, w której miłość już nie pukała, a dobijała się do drzwi. A 8 stycznia oficjalnie zostaliśmy parą.

Pierwszy dzień w Rzymie to pyszna pizza i przepiękny widok z hotelowego pokoju na Watykan. Mieszkaliśmy 5 minut od Watykanu w dzielnicy (rione) Borgo. Słynie ona z wąskich malowniczych uliczek niczym z komedii romantycznej, zamku Św. Anioła i najstarszego na świecie okna życia. W tym rejonie znajduje się też najlepsza kawa, jaką w życiu piłam. Serwuje ją kawiarnia Pergamino Caffe. Ziarna kawy zakupiliśmy również do Polski, żeby przez kolejne kilka miesięcy cieszyć smakiem Rzymu.

Pierwszą kolację jedliśmy w małej klimatycznej restauracji Makasar, w której jest najpyszniejsze na świecie ravioli.

Kolejnym wspaniałym miejscem była restauracja Dei Musei, to bez wątpienia najlepsze miejsce z włoskim jedzeniem w Rzymie. Włosi, którzy tam pracują, są wielopokoleniową rodziną pełną życzliwości i radości życia. Mieć możliwość ich poznać, pobyć w tej włoskiej głośnej atmosferze i spróbować przepysznego jedzenia to wielkie szczęście. 

Na szybką kawkę, którą Włosi mają w zwyczaju pić przy barze, wpadliśmy do La Casa Caffe al Pantheon. Taka szybka dawka kofeiny dała nam kopa na kolejne spacery.

Nie mogę zapomnieć również o moim ukochanym Chinotto, czyli włoskim napoju z gorzkiej pomarańczy, który gasił moje pragnienie. Czasami Damian na jakieś specjalne okazje znajduje je z podziemia i popijamy w domu.

Wieczorem drinki piliśmy w klimatycznym Bukowski Bar, który jest połączeniem pubu i galerii sztuki. To tam prowadziliśmy rozmowy o życiu, pracy i tym, co będzie dalej.

Na deser zostawiłam miejsce wyjątkowe i czarujące. To tam mój przyjaciel, przy dzwonach wydobywających się z Bazyliki Św. Marii, z przepięknym widokiem na panoramę Rzymu ukląkł i zapytał czy, chciałabym zostać jego dziewczyną już na zawsze. Tego dnia nie zapomnę nigdy. Tej restauracji również La Terrazza dei Papi.


Ulice i zabytki

(In secondo luogo, strade e monumenti)

Żyje się tylko raz i nic nie powinno powstrzymać cię przed przeżyciem przygody.

Kristin Harmel „Moje Rzymskie wakacje”


Ulice w Rzymie sprawiają, że nie sposób jest się w nim nie zakochać. Czuje się tam duży spokój i bezpieczeństwo. Niekiedy z wypraw wracaliśmy późno w nocy i, mimo że bezdomnych jest sporo, to nie czuje się na ulicach strachu jak na przykład w Barcelonie. Światło wędrujące po tych ciasnych uliczkach, wywieszone pranie pomiędzy jednymi a drugimi i przebijające się niebo we wszystkich kolorach, to jest właśnie Rzym.

Teraz po kolei, biorąc pod uwagę, doświadczony zachwyt, opowiem krótko o zabytkach, które trzeba zobaczyć.

To, co zrobiło na nas duże wrażenie to na pewno plac Piazza del Popolo i przepiękny zachód słońca, jaki mogliśmy oglądać pierwszego dnia.

Niedaleko wyglądające jak zaczarowane są ogrody Villa Borghese. To tam na łódce mieliśmy pierwszy pocałunek.

Fontanna Di Trevi to nieopisany cud. Na zdjęciach nie oddaje tego zachwytu. Mieliśmy okazje widzieć ją za dnia i w nocy. W każdej porze zapiera dech w piersi.

Zamek Świętego Anioła był takim „naszym” miejscem. W związku z tym, że był tak blisko domu, za każdym razem, gdy się przemieszczaliśmy, przechodziliśmy obok niego. Tam też byliśmy świadkami przepięknego zachodu słońca.

Zjawiskowa Isola Tiberina, to maleńka wyspa na Tybrze. Miejsce, którego nie da się zapomnieć.

Watykan jest też punktem, którego nie można pominąć będąc w stolicy Włoch. Urokliwe i malutkie państwo w państwie robi ogromne wrażenie.

Forum Romanum to plac otoczony sześcioma z siedmiu wzgórz: Kapitolem, Palatynem, Celiusem, Eskwilinem, Wiminałem i Kwirynałem. Z każdej strony wygląda imponująco.

Koloseum było naszą kością niezgody, ale dzięki temu mogliśmy je oglądać w dzień i w nocy.

Absolutnym „musisz zobaczyć” są Muzea Watykańskie. To było nie lada poświęcenie, bo aby się dostać, czekaliśmy w długiej kolejce, ale było warto. Dużo mieliśmy tam śmiechu i wariacji.

Plac Wenecki w Rzymie, to nasze miejsce zbrodni. Nielegalnie dostaliśmy się na centralny punkt widokowy.

Piazza Fiorenzo Fiorentini to kolejny punkt widokowy na całe miasto, ale też ogród pełen drzew pomarańczowych.

Całkowitym przypadkiem spacerując odkryliśmy ruiny Marcello Theater, które zwiedzaliśmy z otwartymi buziami, będąc pod wrażeniem jak wiele lat to przetrwało w takim stanie.

Trastevere czyli Zatybrze, to kolorowa awangardowa dzielnica Rzymu. Niezwykłe ściany pełne pasujących do siebie nalepek, grafitti i malowideł.


Miłość i czas

(Terzo, amore e tempo)

Może nie zawsze trzeba zasłużyć na miłość, nie trzeba o nią walczyć, tylko po prostu to mieć kiedy nadejdzie właściwy czas. 

Kristin Harmel „Moje Rzymskie wakacje”


Czas w Rzymie się dla nas zatrzymał. Wszystko co tam się działo miało swoje miejsce i działo się niezwykle powoli. Dotknęliśmy i doświadczyliśmy o niebo więcej niż obydwoje się spodziewaliśmy. Zakochałam się w Rzymie. W radosnych sercach włochów. W jedzeniu, które przeżywaliśmy za każdym razem. W ulicach, które odkrywaliśmy małymi krokami. W słońcu, które codziennie serwowało nam wyjątkowe spektakle. Zakochałam się hałasie, gdzie trzeba i ciszy tam gdzie powinny być. W pomnikach, fontannach i bulwarach nad rzeką. Zakochałam się w makaronach i parmezanie. W ruinach i w historii. W drzewach, krzewach i ogrodach.

Najbardziej jednak zakochałam się w moim przyszłym mężu, który z jednej strony wszystko pięknie zaplanował, a z drugiej większość rzeczy pozostawił przypadkowi.

W Rzymie bez wątpienia można odnaleźć miłość, jak nie tą romantyczną, to tą do podróżowania, jedzenia, odkrywania i siebie.

4 730 Wyświetleń
Follow:
Udostępnij:

Komentarzy: 2

  1. Wiadomo kto :)
    9 listopada 2020 / 18:10

    Ja również nie zapomnę tego miejsca i tego momentu w którym biły dzwony a ja klęcząc przed tobą zapytałem czy zostaniesz moją dziewczyną. Pamiętam każdą minutę którą spędziliśmy razem.
    To najlepszy początek nowej drogi jaki można sobie wymarzyć 🙂

    Kocham cię K!

    • Katarzyna Stefańska
      Autor
      19 listopada 2020 / 10:32

      ❤️❤️❤️ dziękuje!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *