Twoje 5 minut jest jeszcze przed Tobą.

W showbiznesie określany jest mianem szczytu, na który się wspinasz mając mnóstwo propozycji. W medycynie znalezieniem niesamowitej innowacji ratującej życie. W prawie odkryciem i usprawnieniem funkcjonowania zasad w życiu. W szkole sprawieniem, że inni traktują cię jak autorytet. Często mylone jest z popularnością i sławą. A symboliczne 5 minut oznacza po prostu moment w życiu, w którym zmieniasz świat, nie tylko swój własny, ale ten globalny i pozostawiasz go lepszym. A 5 minut, bo tylko tyle i aż tyle masz czasu, kiedy los daje ci szansę mówiąc teraz, bo wtedy właśnie inni chcą ciebie słuchać, wtedy wierzą w to, co robisz i pod wpływem ciebie zachodzą kolejne zmiany.


5 minut przed

yosh-ginsu-146177

Ten moment jest wtedy, kiedy robisz coś nie dla pieniędzy, ale dla tego co przekazują, że jesteś tego wart. To słuchanie serca i podążanie za nim. To trzy kroki w tył, aby zrobić jeden krok do przodu. Największa zmiana zachodzi w nas, wtedy, kiedy mamy czas aby zastanowić się co dalej. Dlatego kobiety w ciąży nie wracają do korporacji tylko zaczynają nowy rozdział w życiu. To dlatego, kiedy stajemy się bankrutami uczymy się jak ważne jest zabezpieczenie finansowe. To dlatego, kiedy tracimy zdrowie doceniamy, co naprawdę jest ważne. I to dlatego, kiedy zachodzi zmiana wpadają nam do głowy najlepsze pomysły. Przecież nie urodziliśmy się po to, by spłacać kredyty, by kupować nowe samochody i nieruchomości. Jesteśmy tutaj aby odczuwać szczęście, a szczęście to bycie potrzebnym. Szczęście to dawanie. Szczęście to wykorzystywanie szans. Pieniądze to nie szczęście, to coś co zdarza się obok, kiedy robimy wszystko w zgodzie ze sobą.

Jak jednak zorientować się, że ten moment nadchodzi, jak dobrze się do niego przygotować, kiedy to się dzieje i czy wszystkich to spotyka?

Zazwyczaj jest tak, że się z tym rodzimy. Siedzi to w nas gdzieś głęboko. I albo już się do tego dokopaliśmy, albo powinniśmy poszukać w sobie. To coś takiego, co sprawia nam radość przez to, że jest. Tak jak z przyjaciółmi, nie płacimy im za przebywanie z nami, tego nie da się kupić czy wycenić. To niewytłumaczalne i nie do opisania uczucie, które sprawia, że czujemy, że po to właśnie jesteśmy na świecie.

Każdy ma takie chwile, kiedy jego serce bije bardziej, jakby chciało krzyczeć: “to, co robisz ma sens”. Pójście za tym głosem doprowadza nas do tych 5 minut. Mało kto jednak decyduje się na to, bo często głos ten pozbawiony jest logiki, nie współgra ze światem zewnętrznym. Zaczynamy realnie zastanawiać się, co się stanie jeśli postawimy wszystko na jedną kartę. A wtedy okazuje się, że nie będziemy mieli pieniędzy, nowych telefonów ani bezpiecznej przyszłości. Dlatego szybko zagłuszamy go i funkcjonujemy jak każdy, bo ciężka praca i dobre zarobki to wyznacznik normalnego życia. A nikt nie chcę odstawać od społeczeństwa. Tak właśnie marnujemy 5 minut, żyjąc z dnia na dzień, nie zastanawiając się po co i dokąd nas to doprowadza.

Ale serce jest cierpliwe i nie daje się tak łatwo zagłuszyć. Wraca i przypomina. Krzyczy i mówi szeptem. Aż wreszcie dochodzi do nas, że to właśnie ten moment, ruszyła machina, 5 minut czas: start.


W środku szukaj.

martin-reisch-272883

Czemu postanowiłam o tym napisać? Bo moje serce właśnie zaczęło krzyczeć. Wie, że jestem zapracowana i ciężko do mnie dotrzeć. Ale właśnie teraz postanowiło przypomnieć mi, co właściwie kocham w życiu. Jest dużo rzeczy, które dają mi szczęście. Dokładnie jak u ciebie. Relacje z ludźmi, praca z pasją w zawodzie, podróże, dobre jedzenie, muzyka, filmy. Ale jest coś, co robię właściwie odkąd pamiętam. Kiedy miałam 5 lat, tato kupił radio z czerwonym guziczkiem, nagrywałam tam audycje i przemyślenia na temat dnia codziennego. Robiłam wywiady, byłam prowadzącym i gościem, rozmawiałam o pogodzie, nowo postawionym placu zabaw, mówiłam nawet głosem mojego brata, który nigdy nie mówił.

Później nauczyłam się pisać. Wtedy odstawiłam radio i wzięłam do ręki zeszyt. Pisałam pamiętniki, wklejałam zdjęcia, opisywałam każdy dzień. Pisałam regularnie, każdego dnia. Do dziś mam kilkadziesiąt zeszytów: od dziecka, przez zbuntowaną nastolatkę, aż po wkraczającą w dorosłe życie kobietę. Potem rodzice kupili mi komputer. Pierwsze, co zrobiłam to założyłam bloga, wtedy mało kto wiedział, co to jest i do czego służy. Nauczyłam się języka html, potrzebnego do edycji szablonów i notek, a następnie zaczęłam pisać.

simson-petrol-110900

Był 2003 rok, kiedy powstał pierwszy wirtualny pamiętnik, bo taka była kiedyś geneza blogów. Blog zmieniał nazwy, specyfikę, kształt, dojrzewał razem ze mną. Kilka lat później okazało się, że inni ludzie poświęcają czas, aby przeczytać co wyrzucam z siebie. Pojawiła się opcja komentowania, po jakimś czasie miałam już mnóstwo wirtualnych znajomych, z którymi porozumiewałam się przez pisanie. Czytanie innych blogów, oprócz czytania książek dawało mi inne spojrzenie na świat. Moje serce rosło, kiedy ktoś pisał, że dzięki moim przemyśleniom zmienił swoje podejście. Nie taki był cel, ale tak się stało.

W 2012 roku powstała nazwa jak nie teraz to kiedy, która zainicjowała nowe życie i moją małą zmianę świata. Wtedy właśnie blog, który był dla mnie zawsze pierwszorzędny stał się dodatkiem do trudnego życia, w które wkraczałam. Przeprowadzka, samodzielność, spełnianie zawodowych marzeń. Świat internetowych pamiętników zmienił się radykalnie w wielki marketingowy biznes. Nie nadążyłam. Nigdy nie spodziewałam się, że coś, co dla mnie było całym życiem, co dawało mi wielkie szczęście mogłoby dać mi również możliwość zarabiania pieniędzy. Nigdy bym tego nie przewidziała, ponieważ ja byłam tylko dziewczynką, która miała zawsze jakąś wewnętrzną potrzebę wyrzucania z siebie przemyśleń.

oliver-thomas-klein-207908

W 2014 roku, kiedy pewna firma zaproponowała mi współpracę wystraszyłam się i odmówiłam, mój blog już wtedy nie był pisany regularnie, choć nadal był dobrze czytaną i wyświetlaną stroną w internecie. To jednak spowodowało zmianę. Powstała strona internetowa, pojawił się człowiek do współpracy, powstało logo, profesjonalne zdjęcia. Przeczytałam wiele książek o tym jak zarabiać w internecie i jak pisać aby chętniej mnie czytano. Pracowałam nad tą zmianą ponad pół roku. I znów zaprzepaściłam szansę, bo znów wystraszyłam się możliwości współpracy, tłumacząc to brakiem czasu na wirtualne życie. Świat blogowy poszedł w tym czasie błyskawicznie do przodu. Pojawiło się mnóstwo nowych popularnych blogerów, vlogerów, Bóg wie kogo jeszcze, a ja znów zostałam w tyle, choć doświadczeniem i możliwościami mogłam bez obaw stać się na szczycie, w dodatku robiąc to, co naprawdę kocham i mając wciąż informacje zwrotną rób to, chcemy to czytać, chcemy dać ci swoją markę.

To ciekawe, że musimy przejść pewną drogę, zaliczyć mnóstwo porażek, zaprzepaścić szansę, zarobić mnóstwo pieniędzy na ciężkiej fizycznej pracy, aby zorientować się, że to, co kochamy jest tak blisko, w zasięgu dłoni i że właściwie robiliśmy to, całe życie. To niesamowite że musi pojawić się ktoś obok, kto też w to wierzy, kto daje nam szanse, kto mówi róbmy, kto nie ocenia i kto daje znowu nadzieje. Niewyobrażalne jest to, że tak mało wiem o sobie, mimo, że jesteśmy razem od urodzenia.

Wszyscy kiedyś dowiadujemy się, że to koniec jest nowym początkiem, nie wiemy tylko kiedy to się stanie. Niektórzy mają wtedy 18 lat, inni 40. Lecz dowiadujemy się wszyscy.

william-iven-19843

Ale, kiedy już wiem, kiedy wszystko zostało napisane mogę wreszcie zająć się tym, co kocham, bez półśrodków. Witaj zmiano.

Follow:

Jeśli się nie uda, to się nie uda.

Komu z nas nie zdarzają się porażki, nieporozumienia i sytuacje, w których nic nie idzie po naszej myśli? Jesteśmy przekonani, że wszystko zależy od nas i tkwimy w stresie spowodowanym naszymi wciąż o krok dalej od nas ambicjami. Obwiniamy się o niepowodzenia i nieszczęścia. Ile razy wręcz nie podejmujemy prób, w obawie przed złym i okrutnym losem, który tylko czeka aby podłożyć nam nogę. Denerwujemy się wciąż za dużo i zdecydowanie za bardzo. Boimy się czegoś, co tak naprawdę nigdy się nie wydarzy. Nie podjęte próby i ryzyko mszczą się na nas w przyszłości, a mimo to nie uczymy się na błędach. Głównie dlatego, że nikt nam nigdy nie powiedział, że jeśli się nie uda, to tylko się nie uda. Po prostu, bez zbędnych ceregieli. Świat się nie zawali, rzeki nie wyschną, a życie będzie toczyć się dalej.


Nie ma pytań bez odpowiedzi. Czy aby napewno?

joshua-fuller-229095

Na studiach mamy takie kreatywne i inspirujące zajęcia o wdzięcznej nazwie Design thinking. Uczymy się na nich jak wprowadzać projekty w życie, jak dzielić je na etapy, jak pracuje nasz mózg, ile jesteśmy w stanie się skupić, jak sprawnie i umiejętnie zarządzać zespołem, bez względu na to czy jest to wielka organizacja czy grupa wolontariuszy. Dzięki tym zajęciom do końca życia wiedzieć będę, że nigdy nie należy oceniać, bo każde negatywne słowo pozostawia w drugim człowieku mikro traumę, która może w nim siedzieć do końca życia. Można kogoś mądrze krytykować i umiejętnie dawać do zrozumienia jakie ma wady, a co powinien poprawić. Napisałam o tym, dlatego, że na zaliczenie tego przedmiotu trzeba przeprowadzić wywiad z osobą, która ma problem. Nieważne jaki problem, trzeba jednak zagłębić się w daną osobowość, a przede wszystkim nie skrzywdzić jej i nie starać się rozwiązywać jej problemu.

Wywiad ma trwać 5 minut, musi być zarejestrowany oraz opisany. Banał. No właśnie nie do końca. Wybrałam Edytę ode mnie z pracy, choć jest piękną i na pozór bezproblemową osóbką o wielkim sercu, problemy ma jak każdy. Kiedy przygotowywałam się do rzekomego wywiadu, nie wiedziałam właściwie od czego zacząć. Siedziałam nad pustą kartką ponad godzinę, kiedy zaczęłam wreszcie wymyślać pytania.

Pytania dotyczyły bezpośrednio problemu z jakim zmaga się Edyta, ale również ogólnie dotyczyły życia. Na każde pytanie wcześniej próbowałam odpowiadać sama, żeby sprawdzić czy aby nie wkraczam w jakąś intymną sferę lub nie próbuje czegoś sugerować. Dwa pytania szczególnie sprawiły mętlik w mojej głowie. Tak, że na odpowiedziami zastanawiam się do dziś.

Co zrobiłaś dziś, aby jutro żyć tak jak pragniesz?

Jeśli życie jest grą, to jaka jest główna zasada?

A Ty jakbyś odpowiedział?

pawel-kadysz-100


Nie będę się na zapas przejmować.

kristopher-roller-188180

Wiem, że nie warto z własnego doświadczenia, a nadal śmiertelnie się boję i zawsze przejmuje na zapas. Głównie tym, że zawiodę innych, że źle odbiorą moje postępowanie, że błędnie ocenią moje zachowanie. Boję się jak każdy, głównie rzeczy, które nigdy nie miały, nie mają i z pewnością nie będą miały miejsca. Jest jednak takie wyobrażenie, zwłaszcza w Polsce, że przecież lepiej założyć porażkę i mile się rozczarować, niż pozytywnie myśleć i mieć wielki zawód. Nasze głowy są zatem po sufit wypełnione zmartwieniami i najczarniejszymi scenariuszami. Właściwie nie przestajemy zakładać najgorszego, choć gdyby się tak przyjrzeć, to jak wreszcie zdarza się coś złego, wcale nie jesteśmy na to w większym stopniu przygotowani czy bardziej odporni. Zawsze jest to dla nas zaskoczeniem i za każdym razem boli tak samo bardzo. Powstaje więc pytanie: po co w ogóle się martwić? I czy życie bez zmartwień byłoby utopią? Życie w cudownej krainie to też niej jest rozwiązanie. Skrajności zawsze są złe, nie ma znaczenia, czy idziemy z głową uniesioną wysoko czy bez przerwy spoglądamy w dół. Mam taką koleżankę, która jest niesamowicie pozytywna, uśmiechnięta i pewna siebie. Czy można w tych cechach przegiąć? Ależ właśnie można. Można być tak pewnym siebie, że aż aroganckim i chełpliwym nie przyjmującym i nie umiejącym sobie radzić z żadną krytyką. Można być uśmiechniętym i na pokaz miłym w celu manipulacji innymi. I wreszcie można być tak pozytywnym, że ślepym. Odsuwającym od siebie cierpienie, brzydotę i strach. Życie bez świadomości zmartwień to ignorancja, ponieważ to radzenie sobie z problemami sprawia, że jesteśmy silni. Ale reakcja na problemy i strach przed ich pojawieniem się do dwie różne sprawy.

Kiedy zatem słyszymy jakieś słowo np. “zwolnienie”. Natychmiast w głowie pojawiają nam się skojarzenia “popadnę w długi”, “nie spłacę kredytu”, “stracę bliskich”. Te skojarzenia wywołują kolejne negatywne emocję, bo jeśli stracę bliskich, to zostanę samotny, a jeśli zostanę samotny, to nie będę potrzebny i tak dalej i tak dalej. To mikro myśli, które gdzieś tam zapisują się na zwojach mózgu, nawet jeśli są błyskawiczne, a my szybko je wypieramy. Czyli słowo “zwolnienie” mimo, że nie ma nic wspólnego z rzeczywistością wywołało lawinę negatywnych i złych emocji.

A wystarczy skierować nasze myśli w zupełnie odwrotnym kierunku. Słowo “zwolnienie” już zawsze kojarzyć z “nową szansą”, “wolnością”, “zmianą”, “wsparciem od bliskich”. Odzwierciedlenie negatywnego słowa może nieść za sobą pozytywne skutki i emocje. Oczywiście to jedna z najtrudniejszych umiejętności, ale z pewnością do opanowania. A skoro tak jest, to spróbujmy od dziś myśleć na odwrót.

Bo chyba trzeba zacząć żyć teraz dobrze, ponieważ po pierwsze po co żyć źle, a po drugie jest później niż nam się wydaje.

mitchell-hollander-205952

Follow:

Portugalia – czyli jak poznałam przyjaźń, miłość i szczęście.

“Szczęście jest odwrotnie proporcjonalne do rozmiarów domu.” napisał Gregory David Roberts w książce pt. “Shantaram”, a ja podpisuje się pod tym obiema rękami. Podczas ostatnich podróży moim domem był fotel w autobusie, hotele, plaże, a ponad wszystko ciepło drugiego człowieka. I w tych właśnie chwilach czułam jak szczęście przeszywa moją duszę, jak rozprzestrzenia się po całym moim ciele, jak dotyka opuszków palców i zagnieżdża się w moim sercu. Nie, wtedy, kiedy ślepo biegłam doganiając moją chorą ambicję. Nie, gdy wchodziłam do sklepu kupując wszystko na co miałam ochotę. Nie, w chwili, gdy rozmawiałam z ludźmi wielkimi, których marzyłam, żeby poznać. Ale właśnie nie mając nic, poza niewygodnym kątem do spania, otaczającą mnie przyjaźnią i dobrą energią. Szczęście niczego nie oferuje, nie obiecuje, nie dba o wygodę i komfort. Szczęście nie zna kultury, nie zna narodu, nie ma koloru, akcentu ani tradycji. Nie możemy go dotknąć, zatrzymać, zamknąć w słoiku, często nie da się go nawet opisać, ale, kiedy pojawia się, po prostu wiesz, że nic nie świecie nie ma znaczenia. Poza tu i teraz.


PRZYJAŹŃ

girls-407685_1280

Przyjaciel to człowiek, który sprawia, że przy nim mogę być sobą. To ktoś, kto powoduje uśmiech na mojej twarzy. I wreszcie sprawia, że przy nim zatrzymuje się czas, a ja mogę czuć się najlepiej na świecie. Według mnie ma prawo zawodzić, mogę go nie rozumieć, możemy się nie zgadzać czy nie odzywać, ale kiedy jesteśmy razem sprawiamy, że świat staje się lepszy. Może to słaba definicja przyjaźni i jestem przekonana, że nadużywam tego określenia, ale tak właśnie chcę. Portugalia dała mi trzy przyjaciółki. Trzy dziewczyny, z którymi łączy mnie jakaś niewidzialna silna więź. To one obudziły we mnie tą wariatkę, którą starałam się ukrywać pod pozą dorosłości i odpowiedzialności. Pokazały mi, że nie musze z nikim walczyć i niczego udawać, bo jestem najlepsza, właśnie taka jaka jestem. Dały mi radość z jedzenia, wspólnego gotowania, tańca, muzyki, miłości. Przy nich nie czuje wstydu, upokorzenia, smutku, nudy. To one sprawiają, że świat staje się lepszy.

zrzut-ekranu-2017-01-07-o-21-25-11

Tak naprawdę to z Olką poznałyśmy się w Amsterdamie. Z Mają i Justyną w Paryżu. A Portugalia sprawiła tylko, że stałyśmy się nierozłączne. Zamieszkałyśmy razem przez 7 dni w pokoju z widokiem na ocean na południu Portugalii, w Lagos. Wszystkie zakochałyśmy się do szaleństwa – nie tylko w sobie. Na pewnej zakrapianej alkoholem  imprezie obiecałyśmy sobie, że w tym samym miejscu spędzimy noc sylwestrową. Choć na wstępie dziewczyny wiedziały, że ze mną kontakt jest ograniczony z powodu pracy, a ja sama byłam przekonana, że nie ma żadnych szans aby nasze postanowienie doszło do skutku. Mam bowiem pracę, zajęcia, obowiązki, ale przecież… kto ich nie ma? Z pierwszej podróży wróciłyśmy we wrześniu 2016 roku i kilka dni później zapłaciłyśmy za pobyt w grudniu. Cały czas utrzymywałyśmy kontakt i liczyłyśmy dni, kiedy znowu będziemy razem. Portugalia ponownie nas nie zawiodła, wręcz przeciwnie umocniła przekonanie, że nie tylko przeżywamy tam cudowne chwile, ale, że uwielbiamy siebie nawzajem. Już planujemy kolejny wyjazd w sierpniu bieżącego roku. Po głowie chodzi nam Ibiza, Korfu i Chorwacja, ale kto wie… może znowu wpadniemy do siebie? Bo w Portugalii zostawiłyśmy cząstkę serca i zawsze będzie jak nasz drugi dom.


MIŁOŚĆ

c5mtrwzz90a-alice-donovan-rouse

“Jedną z przyczyn dla których pragniemy miłości i tak rozpaczliwie jej szukamy jest to, że miłość to jedyne lekarstwo na samotność, wstyd i smutek. Są uczucia, które zapadają w serce tak głęboko, że tylko samotność może je znowu wyciągnąć.”  

I to właśnie Portgulia sprawiła, że znowu zaczęłam wierzyć w siebie. Zobaczyłam w sobie piękną kobietę, która może być kochana, adorowana i ceniona. Dokładnie za to jaka jest, za nic więcej. W sierpniu zakochałam się w Kevinie, z którym przetańczyłam całą noc, który dał mi mnóstwo ciepła, dobrej energii i pewności siebie. Był tylko moment, bo splot wydarzeń sprawił, że pewnie już się nie spotkamy, ale dla tych kilku godzin na parkiecie warto było przejechać tysiące kilometrów. W grudniu natomiast pojawił się Adam czyli chłopiec, który patrzył na mnie jak dawno nikt, który swoim wariactwem i szczerością skradł na moment moje serce. Chłopiec, bo Adam ma 21 lat i całe życie przed sobą, które wie, że sam musi przeżyć najlepiej jak potrafi.

Obydwaj jednak uświadomili mi, że uczucie to jest chwila i, że trzeba się nimi cieszyć jak najdłużej w momencie, kiedy trwa. Nie rozkładać na czynniki pierwsze, nie myśleć co dalej, po prostu być.


SZCZĘŚCIE

goerbmavuk0-dmitry-zelinskiy

“Przeznaczenie zawsze daje ci dwie drogi- tę, którą powinieneś pójść i tę, którą idziesz.”

Wyprawa do Portugalii to przystanki w różnych miejscach na mapie Europy. Amsterdam, Paryż, Nicea, Saint-Tropez, Madryt czy Barcelona. To odkrywanie, smakowanie, zwiedzanie, poznawanie i ładowanie baterii. To swoją obecnością uszczęśliwianie i zmienianie świata. To ocean różnych osobowości i próba charakteru. To moje patrzenie na świat i moja definicja szczęścia. To wreszcie droga, którą poszłam i powinnam pójść.

fullsizerender-3

fullsizerender-2

fullsizerender-2-kopia

fullsizerender-5

fullsizerender-6

fullsizerender-4

fullsizerender-7

fullsizerender-3-kopia

fullsizerender-2-kopia-2

 

 

 

Follow:

Mapa marzeń – ty się śmiejesz, a ja realizuje.

Strefa komfortu, coaching, motywacja czy właśnie mapa marzeń to często powód do żartów i kpin. Znane wszystkim filmy na youtubie “jesteś zwycięzcą” czy “ważna wiadomość” zyskując kilka milionów wyświetleń stały się pretekstem do wygłupów. Zastanawiam się tylko czy oglądają je, kpią i żartują ludzie spełnieni, czy tacy, którzy z sukcesem mają jakiś wewnętrzny problem. A może rzeczywiście cała ta motywacja to bzdura wyssana z palca, robiąca ludziom wodę z mózgu i siejąca wszechogarniające zło. Myślę, że wszystko zależy od podejścia. Jeśli cele i marzenia oraz motywacja służąca do ich realizacji są dla nas odległe i niepotrzebne, to nie powinniśmy się wściekać, kiedy nasze życie nie zmierza w kierunku jaki sobie wyobrażaliśmy. Jeśli wstydzimy się marzyć o pieniądzach, to znaczy, że ich nie potrzebujemy. Jeśli nie myślimy o dobrym zdrowiu, to nie zasługujemy na nie. I wreszcie jeśli nie doceniamy ludzi wokół nas, nie czujmy się zawiedzeni, kiedy ich stracimy.

Zastanawiając się dlaczego ludzie nie robią mapy marzeń doszłam do wniosku, że po prostu to czasochłonne i trudne. Zdecydowanie łatwiej jest to wyśmiać. Szkoda, bo to naprawdę działa. Pokaże wam to dzisiaj na swoim przykładzie.


Magia czy podświadomość?

zrzut-ekranu-2016-12-12-o-21-57-10

Pierwszą mapę marzeń zrobiłam jakiś czas temu, później tylko uzupełniałam ją o kolejne marzenia. Od tego czasu większość rzeczy, które chciałam, o których marzyłam i które umieściłam na tej mapie po prostu się spełniły. Czasami nawet zastanawiałam się dlaczego? Dlaczego wcześniej mimo, że czegoś naprawdę mocno chciałam, nie dostawałam tego, nie osiągałam tego i zawsze było bardzo to odległe, bez względu na mijający czas. Nie potrafię wytłumaczyć fenomenu mapy marzeń, gwarantuje wam jednak, że działa.

Czym właściwie mapa marzeń jest?

“Mapa marzeń jest niczym innym jak umową z losem. To zamówienie do naszej podświadomości napisane w jej języku, czyli w języku obrazów i emocji. Z kolei dla naszego umysłu racjonalnego mapa marzeń przedstawia się jako zabawa, niegroźna, czasem infantylna zabawa z obrazkami. Niech i tak będzie. Grunt, że działa.”

karinasep

Mapa marzeń to kwadrat podzielony na  dziewięć równych części. Każda z nich odpowiada za inną strefę naszego życia. Zabawa polega na tym, że w każdy z kwadratów powinniśmy wkleić obrazki odzwierciedlające nasze marzenia, pragnienia i cele. To coś w stylu popularnej Bucket List, ale silniejsze, bo działające na naszą podświadomość i mające czas realizacji – ROK. Jak to działa? Samo zastanowienie się i wypisanie marzeń to już wielki krok milowy do ich realizacji, ponieważ, kiedy wiemy czego konkretnie chcemy uruchamiamy nasze myśli, które przenoszą góry. Na przykład, jeśli chcemy podróżować, to nic nie znaczy. Ale jeśli zakładamy, że do końca roku pojedziemy do Portugalii to już 50% sukcesu. Kolejne 30% to zobaczenie Portugalii na obrazkach, w internecie, w przewodnikach, w katalogach biur podróży. 10% to umieszczenie ulubionego zdjęcia Portugalii na naszej mapie marzeń. Ostatnie 10% to nasze myśli i działanie. Udowodniono bowiem, że nasza podświadomość działa emocjonalnie na obraz.


Prawda czy fałsz?

paykyb-8er8-ian-schneider

Pierwsza moja mapa miała być eksperymentem, nie do końca wierzyłam w jej siłę. Nie dałam sobie wmówić, że jakiś zbiór obrazków jest w stanie zmienić moje życie. To, co stało się już po pół roku niezwykle mnie zaskoczyło. Okazało się bowiem, że mapa, którą miałam na tapecie komputera, na ścianie w mieszkaniu i ta sama przyklejona w moim kalendarzu stała się nie szaleństwem, jak myślałam, ale rzeczywistością. Chcę pokazać Wam teraz jak to się u mnie odbywało.

Oto moja pierwsza mapa:
mapa-kasia

Podsumowanie:

  1. Jeżdżę Suzuki Swiftem, dokładnie takim jak na zdjęciu, tylko czarnym.
  2. Piszę ten post na klawiaturze MacBooka pro, dokładnie takim jak jest na zdjęciu.
  3. Mam perfumy Chanel Chance, które zawsze chciałam mieć.
  4. Przeczytałam dwie książki Dalajlamy “Sztuka szczęścia” oraz “Ścieżka buddyzmu tybetańskiego”. Staram się czerpać z nauki Dalajlamy i żyć według jego zasad.
  5. Przeczytałam wszystkie książki Reginy Brett, napisałam do niej list i dostałam na niego odpowiedź.
  6. Nie przestałam wierzyć w Boga, wręcz przeciwnie poznałam Dominikanów, urzędujących na Służewiu, którzy wiele wnoszą w moje życie.
  7. Dostałam świetną książkę o Maryl Streep, z którą wbrew pozorom mam dużo wspólnego.
  8. Mam w swojej biblioteczce wszystkie książki poświęcone branży filmowej wyd. Marzec.
  9. Uczę się systematycznie, z sukcesami angielskiego. Native Speaker Darren z USA jest bardzo dumny.
  10. Pracowałam przy filmie fabularnym. O czym marzyłam.
  11. Stworzyłam w swoim domu kącik do pracy.
  12. Przeczytałam całą książkę Waltera Isaacsona “Steve Jobs”.
  13. Napisałam kolejny scenariusz.
  14. Studiuje w szkole filmowej w Łodzi.

Po pół roku powstała kolejna mapa:

zrzut-ekranu-2015-12-12-o-17-54-49

I kolejne podsumowanie:

  1. Mam ipada mini.
  2. Mam iphona 7.
  3. Jestem zdrowa.
  4. Nadal uczę się systematycznie angielskiego.
  5. Czytam regularnie książki.
  6. Piszę bloga.
  7. Pracuje na planach filmów/seriali/programów.
  8. Mam cztery zwariowane koleżanki, z którymi za chwilę wyjeżdżam w podróż.
  9. Byłam w Hiszpanii, Portugalii i Paryżu.
  10. Leciałam samolotem do Londynu.
  11. Mam cudowną i zdrową rodzinę.

Tak, to prawda. Mapa marzeń działa. Jestem na to żywym dowodem.


Dzisiaj czy jutro?

I przedstawiam wam moją obecną mapę marzeń w wersji PRO. Stworzenie takiej planszy zajmuje kilka godzin i moc satysfakcji. Została ona zrobiona w programie https://www.canva.com. Wrócę z podsumowaniem za rok, choć już wiem, że większość z nich spełnię błyskawicznie, inne towarzyszyć mi będą przez cały rok.

zrzut-ekranu-2016-12-12-o-18-25-43


A Ty?

Jak wyglądała twoja mapa? Jakie marzenia zrealizowałeś? Co dobrego się wydarzyło?

Follow:

Słoik INSPIRACJI #4

Poniedziałki są super, bo jest kolejna dawka inspiracji… i jeszcze bo…


Bo… możesz wszystko zepsuć i wszystko naprawić

shantaram-b-iext43469051

Czasem trzeba pojechać na koniec świata, żeby odnaleźć samego siebie. A czasem samego siebie możemy odnaleźć czytając dobrą książkę. Jaka to dobra książka? Dla mnie dobra książka to taka, która spełnia 5 kluczowych warunków. Po pierwsze jest napisana pięknym, wyszukanym i poprawnym językiem. Po drugie działa na wyobraźnie – słyszę i widzę świat zbudowany przez autora. Po trzecie wnosi coś do mojego życia. Po czwarte czas przy jej czytaniu przestaje się liczyć. Po piąte mam tak ogromną chęć jej przeczytania, a jednocześnie boję się, że ją przeczytam i co wtedy? Wszystkie te warunki spełnia książka “SHANTARAM” autorstwa Gregora Davida Robertsa. Fenomen tego dzieła polega na tym, że główny bohater jest taki jak my, ale pokazuje nam świat, którego być może nigdy nie widzieliśmy, a dzięki niemu mamy możliwość i ochotę przeżywać to, co on. Książka to autobiografia Australijczyka, który znalazł się w więzieniu za napad na bank, następnie uciekł do Indii, gdzie spędził 10 lat. Została ona wydana w oryginale w języku angielskim, ja póki, co przeczytałam tylko wersję polską, jednak wszystko przede mną.


Bo… wydajesz, a jesteś bogatszy.

zrzut-ekranu-2016-10-30-o-19-42-50

Kto widział chociaż jeden odcinek “Kobiety na krańcu świata” wie, że Martyna Wojciechowska jest źródłem motywacji i inspiracji. Dodatkowo jej funpage na facebooku prowadzony jest w sposób profesjonalny i interaktywny. Jej książki wciągają na całe godziny. A jej życie pokazuje, że wystarczy chcieć, aby móc osiągnąć marzenia. Dodatkowo Martyna niejednego zaraziła pasją podróżowania i udowodniła m.in mi, że pieniądze wydane na podróże, sprawiają, że z każdego wyjazdu wracam bogatsza.


Bo… ty jesteś swoim mistrzem

Obejrzałam ostatnio mnóstwo produkcji Netflixa m.in “Stranger things”, “Narcos” czy nowy sezon kultowego już “Black mirror”. Z całym przekonaniem można stwierdzić, że Netflix to platforma VoD i jednocześnie producent gwarantujący dobry produkt. Jednym z nich napewno jest film dokumentalny “I am not your guru”. Tony Robbins to mówca motywacyjny/coach/człowiek sukcesu, którego jedni kochają, inni nienawidzą. Nie ulega jednak wątpliwości, że jego osoba zawsze budzi emocje. Film jest zapisem cyklu jego wykładów, na które przyjeżdżają setki tysięcy ludzi, z których w większości, życie po spotkaniu z Robbinsem ulega całkowitej przemianie.


Bo… rzuć wszystko i idź na koncert.

Kiedy pół roku temu kupowałyśmy z Adą bilety na koncert zespołu Twenty One Pilots znałam ich jedną piosenkę. W miarę zbliżającego się koncertu znałam nadal jedną piosenkę. A w dniu koncertu zapomniałam, co to była za piosenka. To nie zmienia faktu, że wśród tłumu rozkrzyczanych nastolatek bawiłam się nie gorzej niż one. Może nie stałam od dwóch dni pod halą Torwar aby dotknąć wokalistę, ale przeżyłam jego dwugodzinne show na koncercie z otwartą buzią. Koncert to takie wydarzenie, które w jakiś magiczny sposób dostarcza miliony endorfin i długo jeszcze po koncercie istniejące poczucie zachwytu i radości.


Bo.. zacząć możesz zawsze

zrzut-ekranu-2016-10-31-o-10-35-15

Mamy tyle lat na ile się czujemy – prawda czy fałsz? Zdecydowanie prawda. W trakcie pobytu w Portugalii byłam brana za nastolatkę, w pracy czuję się trzydziestolatką, a życiu prywatnym mam dwadzieścia parę lat. Pani Teresa uświadomiła mi jednak, że w każdym momencie życia powinniśmy przede wszystkim być gotowi na wszystko, wiek tutaj nie ma żadnego znaczenia. Bohaterka ma prawie 80 lat, 900 zł emerytury i ogromną chęć życia. Co z tym robi? Żyje zwiedzając świat. Może to dlatego, że nikt nigdy nie powiedział jej, że nie wolno, że nie wypada, że tak się nie da. A może po prostu ufa tylko sobie i swojej intuicji? Odpowiedzi na pytania znajdziecie w filmie. Koniecznie musicie obejrzeć dokument “Wszystko jest możliwe”.


Fajnie, że jesteś ze mną w poniedziałek!

Mało ci? Zobacz inspiracje z poprzednich poniedziałków:

słoik INSPIRACJI #1 

słoik INSPIRACJI #2

słoik INSPIRACJI #3

Follow: