#wdzięczność

Wszyscy bez wyjątku chcemy być szczęśliwi. Pędzimy w tym kierunku jak opętani. Nie zawsze zdajemy sobie sprawę, jak i dlaczego, ale pragniemy każdego dnia odczuwać ten stan. Jesteśmy przekonani, że nam się to należy i że dzieje się to bez naszej ingerencji. Myślimy, że szczęście dają nam pieniądze, imprezy czy rozrywka. Jednak prawda jest taka, że bycia szczęśliwym trzeba się nauczyć. Ludzie mimo wszystko cały czas robią coś zupełnie odwrotnego. Stawiają sobie warunki- “jak stanie się x, będę szczęśliwy”. W ten sposób uniemożliwiają sobie poczucie prawdziwego szczęścia i cały czas żyją w nadziei, że kiedyś ono nadejdzie. Zawsze, kiedy porównujemy się z tymi, którzy mają więcej, odnieśli spektakularny sukces i ich pozycja społeczna jest wyższa, trudno uznać, że mamy już tyle, ile wystarcza do szczęścia. Ale czy na pewno potrzeba nam więcej? 

Wdzięczność to uczucie będące odpowiedzią na doświadczone dobro, poczucie i chęć podziękowania za coś oraz umiejętność patrzenia i doceniania rzeczy codziennych. A ponadto jest to jedyny stan, który błyskawicznie sprawia, że jesteśmy szczęśliwi.
W USA zostały przeprowadzone badania, gdzie sprawdzano wykres fal serca i mózgu (EKG, EEG). Okazało się wówczas, iż tylko w momencie, kiedy ludzie odczuwali wdzięczność wykres fal serca i mózgu nakładały się na siebie – były synchroniczne, były taką samą sinusoidą. Z badań wynikało, że w jednym momencie w trakcie odczuwania wdzięczności nie można odczuwać zarówno strachu, jak i gniewu.
Badania udowodniły ponadto, iż codzienne wyrażanie wdzięczności obniża poziom stresu, podwyższa zadowolenie z życia, a nawet uzdrawia. 

Pomysł na codzienne wdzięczności na Instagramie pojawił się jednak z… niewdzięczności.


A było to tak…

Dwie prace. Mózg na pełnych obrotach 15-18 godzin dziennie. Pieniądze. Spełnienie marzeń. Pracuje przy filmie i w telewizji. Wakacje? Są dla słabych i mało ambitnych. Stefańska jest taka pracowita, taka skrupulatna, taka zorganizowana i taka mądra. To jest coś. Ludzie myślą o Tobie, ba! mówią o Tobie najlepsze rzeczy. Ledwo stoję na nogach, ale jestem, codziennie o 5 rano z uśmiechem. Rodzina? Zadzwonię jutro. Pasja? To moja praca. Dni wolne? Nie wiem, po co to komu. Przyjaciele? Skoro mają czas na spotkania, to widocznie mało oczekują od życia. Miłość? Nie mam czasu. Czas? Wykorzystuje absolutnie każdą minutę. Sen? Wyśpię się po śmierci.
Byłam jak na speedzie, praca dawała mi energię, satysfakcje, siłę i spełnienie. Nic więcej się nie liczyło. Nic więcej nie istniało. A jednak cały czas było mi mało.
Kiedy na mojej nodze pojawiło się małe paskudztwo, które sprawiło, że czas absolutnie się zatrzymał, a moja wielka budowana przez lata odwaga prysnęła jak bańka mydlana. Strach i jego ciemne chmury zakryły cały mój  spłycony i mały horyzont.
Zostałam sama. Nikogo z moich znajomych z pracy nie obchodziło moje zdrowie, a i ja nie mogłam okazać słabości. Pamiętam, jak zadzwoniłam do przyjaciółki, która rzuciła, żebym poszła sobie do dermatologa. Rodzice byli daleko, a ja czułam się jak małe dziecko, które leży na ulicy, bo nie umie chodzić.

Ta sytuacja nauczyła mnie przede wszystkim właśnie wdzięczności oraz poczucia kruchości czasu. Wdzięczności, bo każdego dnia jest, za co i za kogo dziękować, czym i z kim się cieszyć. A kruchości czasu, bo w trakcie tego, co się działo, na własnej skórze przekonałam się, że czas jest nie policzalny, że minuta może trwać godzinę, a godzina wieczność.


A Ty?

Połóż rękę na sercu i powiedz na głos: dziękuje ci serce, że bijesz nieustająco i codziennie przetaczasz litry krwi. I dziękuje wam płuca, że w każdej minucie wymieniacie dwutlenek węgla na tlen. Dziękuje również wam stopy, że codziennie mogę pójść tam, gdzie chcę. Dzięki wam wiem, że żyje.


A ja?

Jestem wdzięczna, że jesteś!