ZAWSZE TAK

Pamiętacie taką komedię z Jimem Carreyem pt. „Jestem na tak”? Prosta ckliwa historia opowiadająca o czterdziestoletnim mężczyźnie, który pracuje w banku, unika wyjść ze znajomymi i ogólnie w życiu jest zawsze na „nie” lub „nie wiem”. Kiedy pewnego dnia przypadkowo spotyka szalonego kumpla z dawnych lat, który opowiada mu o tym, jak to każdego dnia „jest na tak”, główny bohater postanawia odmienić swoje życie, także będąc otwartym na wszystko i odpowiadając „TAK” na każdą propozycję. Film pomimo tego, że jest banalny i może nie jest mistrzostwem tego gatunku to oprócz tego, że bawi do łez, to niesie również za sobą przesłanie, które porusza i pozostaje w pamięci.

Wiele jest filmów o podobnym przesłaniu, powstało mnóstwo genialnych książek, piosenek, podcastów czy wykładów, a wokół wciąż jest mnóstwo ludzi, których największą maksymą życiową wydaje się być „Jestem na nie”. Dlaczego? Zadaje sobie pytanie, bo to ostatnio temat, którego nie potrafię zrozumieć. Jak można być zdrowym, żyć w świecie pełnym możliwości, z dostępem online do każdej możliwej książki, płyty czy filmu, mogąc robić absolutnie wszystko ze swoim dwunastogodzinnym dniem, a jednocześnie cały czas odmawiać, negować i być zamkniętym?


Zawsze NIE

Zacznę od „Nie mam czasu”, bo to moja ulubiona wymówka. Nikt nie może jej podważyć, nikt nie może zajrzeć do mojego „dziennego czasomierza” i sprawdzić, czy mówię prawdę, nikt wreszcie nie może mnie oceniać, bo to moje życie i mój czas. Przyczyna idealna, zawsze działa. Bo kto normalny powie ci, że może źle organizujesz swój czas i może źle planujesz swój dzień, a w ogóle to przestań mówić, że nie masz czasu, bo powtarzając to, jak mantrę nigdy nie będziesz go miał. Pamiętam jak któregoś dnia, mój bardzo mądry wujek Franek udzielił mi rady, która zmieniła moje postrzeganie czasu. Wujek jest radcą prawnym kochającym swoją pracę, ma ukochaną żonę, dzieci, wnuki i dom nad samym morzem. Zdobył wszystko, czego pragnął. Można go niewątpliwie nazwać człowiekiem, który osiągnął w swoim życiu sukces. Wszyscy, którzy mnie znają wiedzą, że ciężko się do mnie dodzwonić, zawsze jestem zajęta i rzadko mogę tak po prostu pogadać. Wiele lat temu, zaraz po mojej przeprowadzce do Warszawy wujek Franek próbował się do mnie dodzwonić wielokrotnie, kiedy wreszcie oddzwoniłam, opowiadając mu, że nie mam czasu, że jestem bardzo zajęta, że uczę się, pracuje i w ogóle brakuje mi dnia. Wujek ze swą wrodzoną cierpliwością powiedział wtedy: „Wiesz Kasia ludzie, którzy mówią, że nie mają czasu, nigdy go nie będą mieć, po prostu nie chcą, bo jeśli ludzie czegoś chcą, to wyobrażają sobie, że to mają. Czas odpłaca się tym, jak go szanujesz i jak umiesz go wykorzystać”. Ja dwudziestoletnie pomyślałam wtedy: „Nieźle, nie dość, że tak dużo robię, to jeszcze dostaje za to ochrzan”. Ale przez kolejne dni nie dawało mi to spokoju, aż do dnia, w którym rozpisałam mój dzień na godziny i minuty. Okazało się wtedy, że czasu mam dużo, ale organizacji żadnej. Wszystko działo się poza mną i jakoś szło. Tylko ja czołgałam się wtedy w żółwim tempie, a mogłam biec jak antylopa. Doznałam olśnienia i zaczęłam najzwyczajniej w świecie planować własny czas. Stało się to odkryciem mojego życia, całkowitą miłością do własnego czasu i szacunkiem dnia. Czy zatem nie używam określenia „Nie mam czasu”? A gdzie tam! Łapię się na tym czasami, ale teraz już wiem, że to nie wina czasu, ale moja. I wracając do tych normalnych ludzi, co ci nigdy nie powiedzą. Kochany czytelniku, jeżeli używasz stwierdzenia „Nie mam czasu” to najpewniej źle organizujesz swój czas, źle planujesz swój dzień i przestań mówić to, jak Matrę, bo nigdy nie będziesz go miał.

Przejdźmy do drugiej na podium wymówki życiowej. Panie i Panowie oto „Jestem zmęczony”. Takie to życie widzisz ciężkie. Takie ono trudne i nieprzewidywalne. Praca, studia, własna firma, ślub, dziecko, przyjaciele, kłopoty w domu, rachunki, egzaminy, psujące się samochody, niedziałające komputery, kredyty, złe wiadomości, głośne miasta, niezdrowe jedzenie mogłabym wymieniać w nieskończoność trudy i znoje życia. Naszego życia. Każdy z nas się z tym mierzy. I mierzył się Benjamin Franklin i Albert Einstein, Adam Mickiewicz i Matka Teresa, Whitney Houston i Jan Sebastian Bach, Katarzyna Stefańska i Ty. Wszyscy mamy dużo na głowie, wszyscy mamy problemy, wszyscy mamy zobowiązania i wszyscy musimy sobie z tym radzić. „Jestem zmęczony” to powód, który ani nie pomaga, ani nic nie zmienia, wręcz przeciwnie przytłacza i podobnie jak z powodem wyżej, jeśli będziemy go bez przerwy powtarzać, wejdzie nam w nawyk. Nie powinieneś być zmęczony, kiedy jesteś wdzięczny. Gdy cieszyć się życiem i każdym dniem. Kiedy otaczasz się ludźmi, którzy chcą i mogą zmieniać świat. Zacznijmy może mieć czas i czuć się dobrze. Na pytanie: “Jak tam?” Dla odmiany odpowiedzmy: „Świetnie, mój dzień jest dobry, mam czas”. Tylko kto normalny tak robi, prawda?


NIE zawsze TAK

Są także te powody, które weszły nam w krew od czasów szkolnych, nadal świetnie się sprawdzając w dorosłym życiu. Jesteśmy do nich tak przyzwyczajeni, że nawet nie robi na nas wrażenia, jak ludzie nadużywają tych zwrotów. Usprawiedliwiamy innych, no bo ręka do góry, komu nie zdarzyło się ich użyć.

Wspaniałe „Nie da się” – no bo po co miałoby się dawać? Pamiętam, jak pracowałam w sieci komórkowej Play. Rozczulało mnie wtedy, jak przychodzili klienci z problemami technicznymi, które naturalnie naprawialiśmy i mówili: „A wie pani, że w innym salonie powiedziano mi, że tego się nie da zrobić.” Moja babcia powtarzała zawsze, że nie da, to się parasola w tyłku rozłożyć. To jest najprawdziwsza z prawd, jaką w życiu słyszałam. Nie przyjmuje w swoim życiu, że się czegoś nie da, bo wiele razy okazało się, że jeśli się za czymś idzie, to cały świat ci może mówić, że się nie da, a ty to zrobisz. Mogę z czegoś zrezygnować, nie zdążyć, poddać się, uznać, że gra niewarta jest świeczki, ale nigdy nie mam prawa mówić, że czegoś „nie da się”.

Urocze „Nie umiem” – czy będziesz mnie teraz mnie przekonywać, że powinienem wszystko umieć? Bulshit Kaśka! Spokojnie zaczekaj, nie chodzi o to, żeby nie używać stwierdzenia „Nie umiem”, bo każdy z nas czegoś nie umie, ja może nawet nie umiem więcej rzeczy, niż ty umiesz. To bardzo prawdopodobne. Jednak mam na myśli odrzucanie jakiegoś tematu bez podjęcia próby poznania go i spróbowania. Jeśli to zrobiłeś i nie umiesz, to masz racje — nie umiesz. Ale jeśli nigdy nie zajmowałeś marketingiem, nigdy nie próbowałeś malować, nigdy nie skakałeś wzwyż, nigdy nie miałeś aparatu fotograficznego w ręce, nigdy nie robiłeś zastrzyku, to nigdy się nie dowiesz, że tego nie umiesz i za każdym razem jak mówisz mi, że tego nie umiesz, to odbierasz sobie szansę i możliwość nauczenia się tego.

Perfekcyjne „Następnym razem”. To piękna kraina. Są tam kolorowe jednorożce, różowe niebo i niebieska trawa. Wielu z nas lubi tam dryfować, nie wymaga to przecież żadnej pracy i wysiłku. „Następnym razem” to miejsce, które nie istnieje. To się nie wydarzy. To nie ma sensu. Odkładanie na później to cecha większości nas, bo jesteśmy przekonani, że kiedyś przyjdzie jakiś lepszy moment, wena, energia czy dobra pogoda. Wiecie jak, to jest, z weną w pisaniu? Nie wiem, co to jest, bo dopóki nie siądę na tyłku i nie zacznę pisać, to się po prostu nie wydarzy. Mam wrażenie, że ze wszystkim tak jest, popraw mnie, jeżeli jest inaczej.

Cudowne „Po co mi to?”. To dewiza ludzie nieciekawych świata. Po co mam czytać durne książki, mówiące jak żyć? Może po to, żeby wiedzieć jak żyć, albo lepiej po to, żeby wiedzieć, jak nie żyć. Lub po to, żeby stwierdzić, że to głupie i bezwartościowe? Chyba że robisz to na podstawie okładki lub cytatów w internecie. Po co mam się uczyć nowych rzeczy? Na przykład obsługi social mediów. Przecież od tego są ludzie, ja się na tym nie znam, ja tylko obserwuje. Albo, po co mam się uczyć o planowaniu, skoro zawsze byłam niezorganizowana, taka już jestem. Po co mam wiedzieć jak zbudowany jest człowiek, skoro nie jestem lekarzem? Tak można ze wszystkim i wszystko pozostanie zagadką.

Nie zapominajmy również o niezastąpionych: „To jest trudne”, „To się nie uda”, „Nie jestem w tym specjalistą”.

Od wszystkich tych, towarzyszących nam na codzień wymówek jedyną uczciwą jest “Nie chcę mi się”, bo jesteśmy przynajmniej w stanie przyznać przed sobą i innymi jak jest naprawdę.


GDYBY TAK

A gdyby tak, zamienić „nie” na „tak”. Gdyby od dziś zapomnieć o tych wszystkich wpajanych nam regułach i wymówkach. Żyć tak, jak babcia Tereska, żeby nie istniało „nie da się”. A każde „Nie umiem”, „To jest trudne”, „To się nie uda” i „Po co mi to” zamienić na „Spróbuje”, „Co mi szkodzi?”, „Nic nie tracę”. Wziąć do serca radę od wujka Franka i już nigdy nie mówić „Nie mam czasu”. Wyobraź sobie świat, w którym czujesz się dobrze, mając na wszystko czas. Świat, w którym wiesz, czym to wszystko jest i jak to wszystko zmieścić w dniu, tygodniu, miesiącu i roku. Takie życie w którym „Jestem na tak”, doceniając każdą możliwość, którą podsuwa mi życie, każde wyzwanie, z jakim mogę się mierzyć i każde spotkanie, które może stać się wspaniałym momentem. Bo tak naprawdę, to nikt z nas nie wie ile jeszcze mamy czasu i jak łaskawy okaże się czas i nikt z nas nie wie, czy nie jest w jakiejś dziedzinie mistrzem świata, bo wiemy tylko tyle, ile nas sprawdzono i jakie granice sami sobie stawiamy.

Follow:
Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *