5 powodów dlaczego przeprowadzamy się do domu w lesie

Czas czytania: 4 minuty

Image

POSŁUCHAJ

Decyzja o przeprowadzce do domu była spontaniczna i szalona. W związku z tym, że wynajem naszego wspaniałego mieszkanka na poddaszu kończył się w październiku, podjęliśmy decyzję, że szukamy czegoś większego. To była trudna decyzja, bo było nam tam naprawdę dobrze.

Mieszkamy na Pradze Południe w kamienicy pośród drzew. Nasze mieszkanie jest bardzo jasne, na każdej ścianie oraz na suficie są okna — rośliny rosną jak szalone. Mamy 10 minut do centrum na hulajnodze, nie więcej do pracy i ulubionej kawiarni. Dwa kroki od domu są przystanki autobusowe i tramwajowe.

Niestety, pomimo ciągłego pozbywania się rzeczy nasze mieszkanie z miesiąca na miesiąc stawało się za ciasne. To za sprawą tego, że nasz dom nagle z powodu pandemii stał się naszą przestrzenią do pracy, salą do ćwiczeń, miejscem do odpoczynku, studiem nagraniowym i pomieszczeniem do rozwijania pasji. To dużo jak na 40 metrów, na których oprócz łóżka, sofy, fotela, podnóżka stolika kawowego, regału na książki, dwóch szaf, stołu do jedzenia, 6 krzeseł i dwóch biurek mieści się jeszcze pianino, gitara, ukulele, dwa mikrofony i statywy z oświetleniem. Do tego mamy 36 roślin (z których każda ma imię), pralkę w kuchni i łazienkę w sypialni.

Sami rozumiecie, prawda?


Jak to się stało?

Szukaliśmy mieszkania choć trochę większego w podobnej okolicy w cenie do 2800 zł. Mieliśmy marzenie, aby zamieszkać w domu, jednak po zrobieniu pierwszego researchu wiedzieliśmy już, że jest: A) za drogo B) domy są za duże dla naszej dwójki C) domy są za daleko od miasta. Niestety jednak, mimo zapewnień, że po pandemii mieszkania będą tańsze, to nie zauważyliśmy tego. Były albo zaniedbane, albo bardzo drogie.

Wtedy postanowiliśmy sięgnąć po jedno z naszych największych narzędzi, czyli po wizualizacje. A po ludzku, po prostu zaczęliśmy mocno myśleć o domu, zastanawiać się jakby to było fajnie zaprosić rodziców, wyobrażaliśmy sobie jak wspaniale będzie pić kawę z widokiem na drzewa, a nie inne bloki. Myśląc o małym domku niedaleko miasta, odrzuciliśmy wszystkie „nie ma takiego”, „nie uda się”, „to niemożliwe”. I jakby Wam to powiedzieć: dom pojawił się sam.

Nagle znalazłam ogłoszenie o wynajmie pięknego małego białego domku z czerwonym dachem i moje serce mocniej zabiło. Nie pokazałam go wprawdzie od razu Damianowi, bo moja wewnętrzna komfortowa Kasia uznała, że to za daleko i że po co w ogóle coś zmieniać. Damian sam jednak coś zaczął mówić o domu, więc pokazałam mu ogłoszenie. I nastąpiła ekscytacja. Dom miał bowiem wszystko, o czym marzyliśmy: kuchnie ze zmywarką połączoną z dużym salonem i kominkiem, osobną sypialnię, dodatkowy pokój, łazienkę z prysznicem i wanną, dużą działkę, zadaszony ganek, a na domiar wszystkiego zlokalizowany jest 30 km od centrum Warszawy.

Nie minęła minuta, jak pełni radości już dzwoniliśmy do właścicielki. „Niestety dom już jest wynajęty” – usłyszeliśmy. Damian się rozłączył, popatrzyliśmy na siebie, jakbyśmy obydwoje wiedzieli co robić dalej — dzwonimy jeszcze raz. Cudem udało nam się umówić na obejrzenie domu. Po przyjeździe poznaliśmy właścicielkę, zobaczyliśmy dom, w którym już od bramy czuliśmy dobrą energię i byliśmy pewni, że tam zamieszkamy. Po kilku godzinach niepewności zadzwonił telefon: „Zdecydowałam się, że to wy zamieszkacie w domu”. Jeśli ktoś nadal myśli, że to splot przypadków, to odsyłam do cytatu Alberta Einstaina:

„Są dwie drogi, aby przeżyć życie. Jedna to żyć tak, jakby nic nie było cudem. Druga to żyć tak, jakby cudem było wszystko.”


5 powodów dlaczego to zrobiliśmy

〄 1

Czystość powietrza, otoczenie zieleni i bliskość natury.

Nasze wspólne życie w ciągu ostatnich miesięcy mocno zwolniło. Zaczęliśmy bardziej dbać o zdrowie. Wprowadziliśmy sporo nawyków i przeczytaliśmy kilka książek około zdrowotnych, w których bardzo dużo dowiedzieliśmy się o tym jak powietrze, poziom hałasu i brak obcowania z naturą wpływają źle na nasze funkcjonowanie.

〄 2

Własne warzywa i owoce.

Bardzo chcieliśmy jeść wyhodowane przez siebie jedzenie. Zaczęliśmy już w mieście – mamy własne pomidory, paprykę, bazylię, miętę i szczypiorek. Niestety tutaj bardzo trudno utrzymać warzywa przy życiu, o owocach nie wspominając. Perspektywa posiadania ogródka była spełnieniem marzeń.

〄 3

Spokój.

Jestem wychowana w miejskim zgiełku, ale nawet mi on czasami przeszkadza. Myśl o odetchnięciu przy kominku po całym dniu w pracy wydaje się być idealnym zakończeniem dnia. Mam też poczucie, że ta przestrzeń da nam nowe możliwości do tworzenia.

〄 4

Goście.

To jeden z najważniejszym punktów. W naszym małym mieszkaniu trudno było kogoś przenocować czy zaprosić rodzinę, a bardzo nam tego brakowało. Już na październik mamy zaplanowany przyjazd rodziców i przyjaciół. Nie możemy się doczekać wspólnych ognisk, picia kawy na ganku, pieczenia chleba i grania w planszówki.

〄 5

Próba. 

Czy damy radę? Czy życie poza miastem jest dla nas? Czy to nasza bajka? Obydwoje bardzo lubimy zmiany i wyzwania. Wiadomo, że łatwiej byłoby zostać przy tym co już znamy, ale ciekawiej będzie przekonać się co czeka na nas w nowym miejscu.


Czy się boje? Bardzo. Wystarczy wpisać w Google zapytanie, czy warto mieszkać na wsi, żeby dowiedzieć się, że nie warto. Przeczytałam milion artykułów o myszach, robactwie, braku komunikacji, ciągłej pracy przy domu, braku znajomych i nieustannych wydatkach. Pewnie wszystko to prawda, ale chcę to poczuć na własnej skórze, chcę spróbować, przekonać się, przeżyć to. Równo za dwa tygodnie wszystko się zacznie, a ja jedyne co czuje to wdzięczność i radość. Widzimy się w domu.

Follow:
Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *